Poczta Polska: jak sobie radzi państwowy monopolista

Piszcie, płaćcie i nie płaczcie
Rosnące opłaty za listy, kolejki do pocztowych okienek, placówki zamienione w sklepy z dewocjonaliami. Poczta Polska wstaje z kolan dzięki ustawowemu monopolowi. Słono nas to będzie kosztowało.
Polityka

Poczta Polska za obsługę korespondencji administracji publicznej zainkasuje w tym roku jeszcze 582 mln zł.
Włodzimierz Wasyluk/Reporter

Poczta Polska za obsługę korespondencji administracji publicznej zainkasuje w tym roku jeszcze 582 mln zł.

audio

AudioPolityka Adam Grzeszak - Piszcie płaćcie i nie płaczcie

Anna Streżyńska, minister cyfryzacji, musiała się ostatnio wybrać na pocztę. Nie jako minister, ale prywatnie. Jak większość Polaków wyszła wkurzona, czego upust dała na Twitterze: „Pół godz. na poczcie, żeby wyrobić pełnomocnictwo dla męża do odbioru przesyłek. Dostałam karteczkę papieru ze stemplem i numerem pełnomocnika. Po co?”. Potem jeszcze dodała, że za ten papierek musiała zapłacić – bagatela – 26 zł. Pod jej tweetem posypały się komentarze, bo w sprawach poczty każdy ma długi rachunek krzywd. „Pani Minister, na poczcie nadal nie można płacić kartą bankową! O innych absurdach nie wspomnę. Kto rządzi w Polsce od 1,5 roku?” – padło pytanie, na które Streżyńska sentencjonalnie odpowiedziała: „Na poczcie rządzi Poczta”. A na wątpliwość, czy przypadkiem jako minister cyfryzacji nie mogłaby czegoś z tym zrobić, wyjaśniła, że możliwości ma niewielkie.

Na tym nie skończyły się jej kłopoty pocztowe, bo wkrótce pojawił się kolejny tweet: „W zeszłym tygodniu ustanowiłam pełnomocnika do przesyłek sądowych, w tym tygodniu Poczta odmówiła mu wydania, bo na kopercie »do rąk własnych«”. I znów pod jej wpisem posypała się litania pocztowych narzekań. „To wspaniałe, że ministrowie tacy jak @AnnaStrezynska testują OSOBIŚCIE życie zwykłego Polaka, a nie z limuzyny” – pochwalił ją kolega z rządu, wicepremier Jarosław Gowin.

Na Twitterze Streżyńska jest wkurzona, ale oficjalnie zachwycona. „Obecnie Poczta przekształca się w firmę nowoczesną, coraz bardziej niezawodną i doskonałą jakościowo” – mówiła agencji Newseria przy okazji podpisania umowy między Ministerstwem Cyfryzacji a spółką Poczta Polska Usługi Cyfrowe. Umowa dotyczy integracji usług e-administracji, którą tworzy Streżyńska z platformą cyfrową Poczty Polskiej Envelo (portal oferujący dziś niektóre usługi pocztowe w wersji cyfrowej). Zdecydowano, że obywatel chcący załatwić sprawy urzędowe za pośrednictwem sieci, najlepiej jeśli skorzysta z e-poczty. Docelowo państwo ma być w urzędowym kontakcie z obywatelem za pośrednictwem Portalu Rzeczpospolitej dostępnego w ramach pocztowego serwisu Envelo.

Każdy, kto naczekał się przed okienkiem pocztowym, z odwiecznym długopisem na sznurku i butelką cieknącego kleju, gdzie terminal do obsługi kart płatniczych jest najnowszą zdobyczą techniki (nie wszędzie jeszcze dostępną i nie zawsze działającą), zapewne drży na myśl, jak będzie wyglądało takie cyfrowe okienko, w którym ma załatwiać wszystkie urzędowe sprawy. Czy nie trzeba będzie wcześniej w tradycyjnym okienku zdobyć karteczki ze stemplem?

Zbigniew Baranowski, rzecznik Poczty Polskiej, przekonuje, że te karteczki ze stemplem i inne problemy, których ofiarą padła pani minister, nie zostały wymyślone przez pocztowców. To wszystko wymogi ustawowe, do których PP musi się stosować. – Każdą przesyłkę z adnotacją „do rąk własnych” pocztowcy mogą wydać tylko i wyłącznie adresatowi – tłumaczy Baranowski.

Prezes poczt i telegrafów

Anna Streżyńska nie tak dawno, jeszcze jako prezes Urzędu Komunikacji Elektronicznej, chciała demonopolizować rynek, wymuszając na Poczcie Polskiej, by udostępniła swą infrastrukturę innym operatorom. W przypadku firm telekomunikacyjnych taki zabieg jej się udał, ale z Pocztą nie wyszło. Dziś o demonopolizacji można zapomnieć, bo jedną z obietnic wyborczych PiS stało się przywrócenie monopolu. Nowelizacja Prawa Pocztowego jest już w Sejmie. Najważniejsza zmiana przewiduje przyznanie Poczcie Polskiej wyłącznego prawa do obsługi urzędowych przesyłek poleconych w postępowaniach sądowych i administracyjnych.

To była jedna z obsesji Jarosława Kaczyńskiego, dla którego państwowa poczta jest symbolem niezależnego bytu państwowego. Jak armia. Wspominał, że kiedyś w rządach wielu krajów było stanowisko ministra poczt i telegrafów i nikomu nie przychodził do głowy pomysł, żeby państwowa poczta z kimkolwiek miała konkurować.

Tymczasem Unia Europejska liberalizuje pocztowy rynek, dopuszczając prywatną konkurencję. Rywalizacja zaczęła się od paczek, którymi skutecznie zajęły się firmy kurierskie, w tym wielkie międzynarodowe koncerny. Poczta Polska błyskawicznie utraciła większość tego najbardziej lukratywnego, a na dodatek szybko rosnącego, rynku.

W przypadku małych paczek i listów zachowała monopol, który od 2012 r. był systematycznie ograniczany poprzez redukowanie limitów wagowych przesyłek zastrzeżonych wyłącznie dla niej. Konkurenci te ograniczenia sprytnie obchodzili, sztucznie dociążając listy blaszkami, co prowadziło do stałych konfliktów. Choć zabieg był kosztowny, prywatni operatorzy byli w stanie zaoferować niższą cenę i jeszcze wyjść na swoje. Walka toczyła się o obsługę korespondencji masowej, czyli tej, którą wysyłają banki, operatorzy telekomunikacyjni, energetyczni, gazowi itd.

Poczta Polska ponosiła straty, narzekając, że rywale spijają śmietankę, a na nią spada ustawowy ciężar świadczenia usług powszechnych, utrzymywania sieci placówek i skrzynek pocztowych. A to w wielu przypadkach jest nieopłacalne. Ludzie piszą coraz mniej tradycyjnych listów, korespondencja przenosi się do internetu, nawet wyciągi bankowe i faktury dostarczane są coraz częściej w formie elektronicznej. To sytuacja, z którą boryka się większość narodowych operatorów pocztowych w krajach UE. Dlatego problem deficytu związanego ze świadczeniem usług powszechnych rozwiązywany jest albo przez dotacje budżetowe, albo przez opłaty nakładane na alternatywnych operatorów pocztowych.

Awizo w rybnym

W Polsce ważnym źródłem dochodów dla PP była administracja publiczna oraz sądy i prokuratura ustawowo zobowiązane do prowadzenia papierowej korespondencji. Dlatego kiedy w 2013 r. sądy oraz prokuratura, szukając oszczędności, postanowiły skorzystać z liberalizacji rynku pocztowego i ogłosiły przetarg na obsługę korespondencji, zapanowała konsternacja. Najniższą cenę zaproponowało konsorcjum dwóch prywatnych operatorów, Polskiej Grupy Pocztowej oraz InPostu (wkrótce się połączyli) we współpracy z Ruchem, dysponującym siecią kiosków. Za dwuletnią obsługę sądów i prokuratur PGP/InPost zażądały 500 mln zł. Cena Poczty Polskiej była o 80 mln zł wyższa.

Tak wybuchła wojna, która trwa do dziś. Początkowo brali w niej udział nie tylko pocztowcy, ale cała Polska. Wiele osób było zszokowanych na wieść, że muszą odbierać korespondencję sądową nie tylko w kioskach Ruchu, ale i w innych dość egzotycznych miejscach (np. w sklepie rybnym). Prywatny operator przekonywał, że większość przesyłek jest i tak dostarczana do rąk własnych, a niebawem wdrożył system elektronicznego potwierdzenia odbioru (EPO), który pozwala sądom na szybkie sprawdzenie, czy korespondencja dotarła do adresata.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną