Za 10 lat lotnisko Chopina będzie zamknięte dla pasażerów

Lotniskowy chaos
Za 10 lat port Chopina ma zostać zamknięty dla pasażerów, ale dalej się w niego inwestuje. Tymczasem lotnisko w Modlinie pęka w szwach, lecz jego rozbudowa jest zablokowana przez spory polityków.
Za 10 lat port Chopina ma zostać zamknięty dla pasażerów.
Edoardo Forneris/Flickr CC by 2.0

Za 10 lat port Chopina ma zostać zamknięty dla pasażerów.

Budowa Centralnego Portu Komunikacyjnego (CPK) między Warszawą a Łodzią już postanowiona, ale znaków zapytania jest wciąż bardzo dużo. I nie chodzi nawet o to, kiedy nowe megalotnisko naprawdę powstanie ani kto za to zapłaci. Zasadnicze pytanie brzmi bowiem: jak ma wyglądać lotniskowa mapa centralnej Polski?

Pełnomocnik rządu do spraw CPK mówi o zamknięciu lotniska Chopina już za 10 lat, czyli w 2027 roku. Oczywiście zakładając, że nowy port powstanie zgodnie z planem. Kto jednak mieszka w pobliżu lotniska Chopina i liczy wreszcie na błogą ciszę, ten może się srogo rozczarować. Zwykli pasażerowie mają bowiem jeździć do nowego CPK, ale już ci ważniejsi dalej będą mieli lotnisko pod bokiem. Z portu Chopina nie zamierza wcale wynieść się wojsko. Tam zatem pozostaną samoloty rządowe. Ciekawe dlaczego, skoro podobno dojazd do nowego portu ma być bardzo wygodny i trwać, według zapewnień polityków PiS, krócej niż na Okęcie.

Poza tym nie wiadomo, co stanie się z ruchem towarowym. Tym bardziej że właśnie nowoczesny terminal przy lotnisku Chopina otworzyła firma DHL, która do CPK przenosić się wcale nie chce. Z jednej strony mieszkańcy Warszawy i okolic będą musieli jeździć dużo dalej, a równocześnie wcale nie zyskają tak oczekiwanej ciszy. Tymczasem ochrona Warszawy przed hałasem to jeden z głównych argumentów używanych przez zwolenników budowy kosztującego kilkadziesiąt miliardów złotych CPK.

Po co dalej inwestować w lotnisko Chopina?

Jakby mało było niejasności, dowiadujemy się, że lotnisko Chopina – mimo oficjalnej daty zamknięcia terminali pasażerskich – zamierza dalej inwestować w swój rozwój. Co wydaje się absurdem i w rzeczywistości pokazuje brak jakiejkolwiek koordynacji w polskim lotnictwie. Chopin ma wyrzucać pieniądze w błoto, tymczasem port w podwarszawskim Modlinie padł ofiarą politycznego konfliktu. Chociaż mały terminal pęka tam w szwach, a Ryanair chce dodawać kolejne loty, udziałowcy lotniska kłócą się o nowe inwestycje. Kontrolowane przez rząd Przedsiębiorstwo Państwowe Porty Lotnicze (PPL) chce przejąć kontrolę nad Modlinem, na co nie godzi się samorząd województwa mazowieckiego. W ramach zemsty PPL zablokował zatem możliwość zaciągnięcia kredytu na tak potrzebną rozbudowę terminala.

W efekcie Modlin nie może w najbliższych latach odciążyć lotniska Chopina, chociaż inwestycje w tym miejscu miałyby akurat spory sens. Modlin nie zostanie bowiem zamknięty po otwarciu CPK. Co więcej, jego rola wzrośnie, bo rząd nie widzi dla tanich linii miejsca w CPK. Stamtąd mają latać tylko „porządne” linie z Lotem na czele. Ryanair czy Wizz Air nie dostaną dla siebie mniej wygodnego, lecz tańszego terminalu.

Dla nich zatem Modlin, po zamknięciu Chopina, będzie głównym lotniskiem obsługującym nie tylko pasażerów z Warszawy, ale z całej centralnej Polski. Oczywiście pod warunkiem, że jego rozbudowa jednak się powiedzie. Jeśli nie, większość warszawiaków na nowym lotnisku straci, zamiast zyskać.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną