Prywatne sceny teatralne szukają pieniędzy

Teatr swój widzą bezdomny
Kiedy znani aktorzy decydowali się na własny biznes, liczyli na wsparcie państwa. Dziś liczą głównie na widzów. A tam, gdzie „dobra zmiana” obejmie też samorządy, prywatne teatry mogą się spodziewać wszystkiego najgorszego.
Michał Żebrowski w „Ożenku”, Teatr 6. piętro.
Stach Leszczyński/Strefa Gwiazd/PAP

Michał Żebrowski w „Ożenku”, Teatr 6. piętro.

Krystyna Janda w przedstawieniu „Maria Callas. Master Class” na scenie Och-Teatru
Bartosz Krupa/EAST NEWS

Krystyna Janda w przedstawieniu „Maria Callas. Master Class” na scenie Och-Teatru

Tomasz Karolak w „Operetce” Witolda Gombrowicza, IMKA Warszawa
Michał Wargin/EAST NEWS

Tomasz Karolak w „Operetce” Witolda Gombrowicza, IMKA Warszawa

Krystyna Janda przezornie już dawno wykupiła scenę i widownię Teatru Polonia. Ale już hall i kasa nie należą do niej. Dzierżawi je od dzielnicy Śródmieście, z którą odnawia umowę co trzy lata. Raczej trudno sobie wyobrazić, że nowy samorząd po wyborach mógłby jej złośliwie ten hall wymówić, postawić mur i uniemożliwić widzom wejście na widownię, ale stanowczo stwierdzić, że nigdy tak się nie stanie, też nie można. W repertuarze teatru mają „Zemstę” Fredry. Żeby ją zagrać, musieliby jakiś mur rozwalić. – Za pierwszego PiS miałam naciski, żeby zdjąć z repertuaru „Darkroom” – wspomina Krystyna Janda. Wtedy się nie ugięła. Obecna umowa wygasa z końcem roku, a z dotychczasowych rozmów wynika, że jest szansa, by kolejna była już pięcioletnia. Co też niewiele musi znaczyć.

Oto bowiem główny sponsor Teatru Polonia – Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo – na początku 2016 r. podpisany kontrakt zerwał. W lakonicznym piśmie wyjaśnił, że kontrowersje medialne związane z osobą Krystyny Jandy źle oddziałują na wizerunek firmy. Poza tym spółka kontrolowana przez Skarb Państwa musi dbać o swoich akcjonariuszy. Aktorka poparła tzw. Czarny Protest, to wystarczyło. Zaś Michał Żebrowski, założyciel Teatru 6. piętro (z siedzibą w Pałacu Kultury i Nauki, który liderzy PiS tak bardzo pragnęliby zburzyć), popierał kandydaturę Bronisława Komorowskiego; ze wspierania jego teatru PGNiG także się z dnia na dzień wycofało. Podobnie jak PKN Orlen ze sponsorowania IMKI Tomasza Karolaka, który także nie ukrywał swoich sympatii politycznych. IMKA wynajmuje pomieszczenia od harcerzy.

Orlen obecnie sponsoruje Teatr Kamienica Emiliana Kamińskiego. Być może nie ma to żadnego związku z jego publiczną krytyką wystawienia „Klątwy” w Teatrze Powszechnym. Właściciel Kamienicy ma też za sobą ciężkie przejścia jako ofiara dzikiej reprywatyzacji, w wyniku której usiłowano sprzedać część pomieszczeń zajmowanych przez teatr. Mogło się skończyć eksmisją. Złodziejska reprywatyzacja, z udziałem byłych oficerów SB, stała się tematem spektaklu „Don Kichot z Kamienicy”, który obecnej władzy raczej się podoba.

Cios w IMKĘ był potężny. Scena na kilka miesięcy zawiesiła działalność. Wydawało się, że to już koniec. Więc właściciele innych prywatnych teatrów nie mogli wyjść ze zdumienia, gdy Karolak nie tylko znów zaczął grać, ale nawet nie oszczędzał. „Wiele demonów” według Jerzego Pilcha, na które się porwał, to przecież nie jest rzecz dla prywatnego teatru. 14 osób na scenie! I scenografia, na którą z reguły brakuje pieniędzy. Przedstawienie, reżyserowane przez Mikołaja Grabowskiego, świetne. Niedługo po premierze okazało się, że może trzeba je będzie zdjąć.

Robiliśmy je wspólnie z Teatrem Nowym w Łodzi, mogliśmy się podzielić kosztami – wyjaśnia Tomasz Karolak. Tam jednak wkrótce po premierze zaszły zmiany, niektórzy aktorzy stracili etaty, więc trzeba by im płacić więcej. IMKA sama przedstawienia nie udźwignie. Zwłaszcza że – mimo świetnej roli Iwony Bielskiej – nie ma w nim aktorów z popularnych seriali. Widz w prywatnym teatrze płaci dużo, więc chce oglądać znane twarze. „Wiele demonów” publiki nie przyciąga. Kiedy w 2013 r. Karolak otwierał prywatny teatr, włożył w IMKĘ 1,5 mln zł zarobionych, jak mówił, dzięki bardziej lub mniej udanym filmom i serialom. Inwestycja, zgodnie z biznesplanem, miała się zwrócić po trzech latach. Raczej się nie zanosi.

Teatry Jandy, Żebrowskiego i Karolaka, choć prywatne i pozbawione publicznego wsparcia, próbują być ambitne. Żeby nie powiedzieć: z misją. Ich założyciele przed laty liczyli, że do tej misji państwo zechce się dołożyć, że mu na popularyzacji tzw. kultury wysokiej będzie zależało. Najmniej przeliczyła się Krystyna Janda, pewnie dlatego że – jak podkreśla – Teatr Polonia i Och-Teatr nie są wcale jej prywatną własnością. Należą do Fundacji Krystyny Jandy na rzecz Kultury. Więc przez lata były dość hojnie dotowane przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Na ambitne premiery, na grane za darmo letnie przedstawienia w plenerze, a nawet na wyposażenie teatru fundacja w 2015 r. dostała 845 tys. zł. Rok później już tylko 150 tys. zł, a w obecnym, po raz pierwszy, nic. Więc Polonia jest w stanie obecnie przygotować mniej premier. Misja się kurczy.

Na razie większość prywatnych teatrów warszawskich jest wspierana przez miasto. Jeśli w wyborach samorządowych PiS odzyskałby także Warszawę, ten strumyk pieniędzy popłynie zapewne w inną stronę. Chyba że prywatne się dostosują do nowej wizji kultury.

Gdy spektaklowi nie idzie

Chude lata nauczyły aktorów-przedsiębiorców ciąć koszty i liczyć pieniądze. Bo ze sponsorami – nawet prywatnymi – jakoś nie bardzo wychodzi. Katarzyna Błachiewicz-Koryga, dyrektorka Fundacji Krystyny Jandy na rzecz Kultury, wyobrażała sobie, że na budynku Polonii zawiśnie logo sponsora generalnego, jak na Operze Wiedeńskiej wisiało logo Mercedesa. Panie ustaliły, że pakiet sponsorski wycenią na milion złotych. Sponsor zgłosił się jeden. Oferował 10 tys. zł. Za tyle to one mają pakiet dla przyjaciół Teatru Polonia i Och-Teatru. Pozwala przyjść na premiery. Przyjaciele się nie tłoczą. W pakiecie za 1 tys. zł jest natomiast jedynie możliwość wcześniejszej rezerwacji, bilet trzeba jednak kupić. Akcji kupowania krzeseł z wizytówką fundatora w Polonii już nie powtarzają. Niektórzy sponsorzy dziwili się, że nie mogą za każdym razem siedzieć na swoim krześle, bo ktoś inny wykupił bilety. W Och-Teatrze półtora roku temu sprzedali każdy fotel, są tabliczki. Ale bilety kupić trzeba.

Nadspodziewanie wypalił natomiast pomysł, aby z fundacji zrobić organizację pożytku publicznego, na którą można przeznaczyć 1 proc. podatku. – W ubiegłym roku otrzymaliśmy prawie 300 tys. zł, wystarczyło na przygotowanie półtorej premiery. W 2018 r. nie powinno być mniej – liczy Katarzyna Błachiewicz-Koryga.

Na razie Polonia z misji nie rezygnuje. Spektakl z poezją Jesienina ciągle jest w repertuarze, podobnie jak „Chłopcy” Grochowiaka czy „Matki i synowie” Terrence’a McNally’ego. Na „Chłopców” zarabia „Pomoc domowa” z Krystyną Jandą w roli głównej, która jako aktorka żadnej pracy się nie boi.

Michał Żebrowski i Eugeniusz Korin (współzałożyciel i dyrektor Teatru 6. piętro) sponsora znaleźli. Jest nim Superpolisa. Wsparcie grupy brokerów ubezpieczeniowych nie pozwala jednak na wystawianie tylko wielkiej literatury w gwiazdorskiej obsadzie, jak „Wujaszek Wania” Czechowa. Frekwencję i finanse ratuje Kuba Wojewódzki, który w „Zagraj to jeszcze raz, Sam” przyciąga młodszą publiczność. Chociaż nie tylko. – Parę lat temu po spektaklu przyszedł do mnie prof. Pomianowski – opowiada Michał Żebrowski. – Podziękował za kontynuowanie tradycji teatru prywatnego, która we Francji jest znana od 600 lat.

Żebrowski stara się nie narzekać i rzadko wypowiada się na tematy polityczne. Kiedy na początku roku chciał wystawić „Ożenek” Gogola, a budżet się nie spinał, teatr ogłosił zbiórkę na scenografię wśród internautów. – Crowdfunding się sprawdził, zebraliśmy ponad 60 tys. zł – mówi. Aktor zapewnia, że rozmawia z wieloma dużymi przedsiębiorcami, których przekonuje, że nie przejdą do historii z powodu wielkich sum, jakie zarobili, ale mieliby taką szansę, gdyby np. zbudowali teatr. Przytacza nazwisko amerykańskiego przemysłowca szkockiego pochodzenia Andrew Carnegiego; nowojorska Carnegie Hall to dziś jedna z najbardziej znanych sal koncertowych na świecie. Jednym ze sponsorów jest Bank of America.

Żebrowski już nie powtórzy wyczynu Arnolda Szyfmana, który Teatr Polski ze składek społeczeństwa zbudował, mając zaledwie 27 lat. Ale ciągle marzy mu się dzień, w którym finansowe wsparcie zaproponuje mu prezes wielkiego banku, a on mu odpowie: Dziękuję, rozważę. Na razie jednak nikt się nie zgłasza.

Jeśli jakaś firma już decyduje się zainwestować w kulturę, to raczej nie gotówkę. Bo gotówka się nie zwraca. – Najchętniej towar za towar – zauważa Anna Gornostaj, współwłaścicielka warszawskiego Teatru Capitol, który przez 10 lat swego istnienia nie otrzymał ani jednej publicznej złotówki, choć na początku razem z mężem Stanisławem Mączyńskim zabiegali o granty. – Chętnie współpracują producenci alkoholu. W Capitolu na kanapach loży vipowskiej umieszczone jest logo Ballantines. W zamian firma dostarcza alkohol, który sprzedaje się w klubie i po spektaklach. Zaoferowanie widzom spędzenia po spektaklu całego wieczoru w Capitolu dało spółce możliwość dodatkowego zarobku. Podobnie jak otwarcie w weekendy klubu muzycznego. Polonia, w ramach wymiany towaru za towar, współpracuje z kancelarią prawną CMS. Teatr daje bilety, prawnicy obsługę prawną Polonii. W obecnej rzeczywistości barter nabiera ceny.

Gwiazdy dogrywają

Kiedy przed 10 laty Anna Gornostaj, wówczas aktorka Teatru Ateneum, postanawiała z mężem, reżyserem i technikiem teatralnym, że założą własny teatr, marzyła, że będzie realizować ideały zaszczepione jej przez dyrektora Janusza Warmińskiego. – Dla Janusza w teatrze najważniejszy był stały, budowany przez lata zespół – wspomina. – Z takimi filarami jak Aleksandra Śląska czy Jan Świderski. To było pierwsze, co w prywatnym teatrze musiała sobie wybić z głowy. Na luksus posiadania własnego zespołu stać tylko dotowane teatry publiczne. Jedynie one zatrudniają na etatach i płacą składki na ZUS. W prywatnych, dostając gołą gażę, się dogrywa.

Czytaj także

Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną