Sumienie w biznesie

Indeks cnoty i grzechu
Coraz więcej inwestorów chce nie tylko zarabiać, ale też lokować pieniądze w zgodzie ze swoimi przekonaniami. Omijani są zwłaszcza najwięksi, niszczący planetę truciciele. Dla gigantów energetycznych, w tym także polskich, to zła wiadomość.
Im więcej mówi się o walce z globalnym ociepleniem, tym częściej na cenzurowanym znajdują się koncerny zarabiające na ropie, gazie, a zwłaszcza węglu.
Deyan Georgiev/PantherMedia

Im więcej mówi się o walce z globalnym ociepleniem, tym częściej na cenzurowanym znajdują się koncerny zarabiające na ropie, gazie, a zwłaszcza węglu.

W etycznym inwestowaniu chodzi o uczciwość pod każdym względem. Firmy nie mogą choćby zatrudniać dzieci. Na fot: fabryka aluminium w Bangladeszu.
Mohammad Ponir Hossain/NurPhoto/Getty Images

W etycznym inwestowaniu chodzi o uczciwość pod każdym względem. Firmy nie mogą choćby zatrudniać dzieci. Na fot: fabryka aluminium w Bangladeszu.

audio

AudioPolityka Cezary Kowanda - Indeks cnoty i grzechu

Państwowy, norweski fundusz emerytalny ma zapewnić dostatnie życie mieszkańcom tego kraju także wtedy, gdy wyczerpią się miejscowe zasoby ropy i gazu. Od lat zarządza przychodami ze sprzedaży tych surowców, a jego majątek liczy już prawie bilion dolarów. Podstawowy cel to oczywiście maksymalizacja zysków, ale nie za wszelką cenę. Fundusz ma także działać w sposób etyczny, a to oznacza, że w niektóre spółki nie wolno mu inwestować. Na czarnej, ciągle uzupełnianej, liście znalazły się firmy łamiące prawa pracownicze, zarabiające na produkcji i sprzedaży broni nuklearnej, papierosów czy węgla. To dlatego norweski fundusz nie inwestuje m.in. w akcje Jastrzębskiej Spółki Węglowej (JSW) i Polskiej Grupy Energetycznej (PGE). Trzecią czarną owcą z naszego kraju jest deweloper Atal. Jego podwykonawcy na niemal niewolniczych zasadach zatrudniali pracowników z Korei Północnej. Czy tak ostre standardy opłacają się Norwegom?

Jak niedawno wyliczyli przedstawiciele megafunduszu, jego zyski z ostatnich 12 lat byłyby wyższe o 1,6 proc., niż gdyby norwescy menedżerowie nie zawracali sobie głowy etyką i wizerunkiem. Jednak bilans nie jest jednoznaczny – fundusz traci przede wszystkim na zakazie inwestowania w branżę tytoniową i firmy zbrojeniowe, za to zyskuje, wykluczając z pola własnych zainteresowań firmy niszczące środowisko czy łamiące prawa człowieka.

Zakładnicy węgla

Niedawno śladem Norwegów zdecydowali się ruszyć Irlandczycy. Ich narodowy fundusz inwestycyjny w ciągu pięciu lat ma pozbyć się akcji wszystkich firm zarabiających na węglu, ropie czy gazie. Czyszczenie portfeli ze spółek, które działają niezgodnie z sumieniem wielu inwestorów, ma już nawet swoją nazwę. To dywestycja, czyli przeciwieństwo inwestycji.

Pomysł nie jest nowy. Już w XVIII w. John Wesley, angielski teolog, jeden z założycieli Kościoła metodystycznego, odradzał inwestowanie w firmy, które nie szanują zdrowia swoich pracowników (np. garbarnie). Na długo przed zniesieniem niewolnictwa kwakrzy wskazywali, że nie należy zarabiać na handlu ludźmi. Od przynajmniej kilku dekad za wątpliwe moralnie uchodzą w niektórych kręgach inwestycje w przemysł tytoniowy, alkoholowy czy w hazard. Niedawno doszły kolejne sporne branże. Im więcej mówi się o walce z globalnym ociepleniem, tym częściej na cenzurowanym znajdują się koncerny zarabiające na ropie, gazie, a zwłaszcza węglu. Norweski czy irlandzki fundusz nie są pod tym względem wyjątkami. Coraz więcej inwestorów pozbywa się ze swoich portfeli firm kojarzonych z niszczeniem planety. To fatalna wiadomość dla naszych gigantów energetycznych, którzy z powodu polityki PiS pozostają zakładnikami węgla. A skoro znaczą tak dużo w naszej gospodarce, to ucierpieć możemy wszyscy.

W poszczególnych krajach czarne listy mogą istotnie się różnić. Prawie wszędzie są na nich niszczyciele środowiska, ale np. na amerykańskiej widać coraz więcej producentów broni. Przybywa ich zwłaszcza po każdej strzelaninie, w której giną uczniowie czy studenci. Hasła totalnego bojkotu wytwórców karabinów, pistoletów i amunicji padają na podatny grunt.

Druga ścieżka prowadząca do budowy etycznych funduszy to ta pozytywna, kiedy organizator odwołuje się do dobrych wzorów i dobrych skojarzeń. Wówczas organizatorzy funduszy ze wzmożonym zapałem eksponują w swoich portfelach akcje i obligacje firm uznawanych za szczególnie etyczne. Oferują papiery wartościowe spółek, które dbają, by nie niszczyć planety, przyzwoicie traktują pracowników i zawsze działają zgodnie z prawem. Powstał nawet katalog takich dobrych praktyk, określany angielskim skrótem ESG (Environment, Social and Governance), czyli obejmujący kwestie ochrony środowiska, standardów społecznych i dobrego zarządzania. W praktyce te pozytywne i godne wsparcia wzorce w poszczególnych krajach też będą się jednak różnić.

Bo gdy jedni inwestorzy są gotowi wybierać i inwestować w firmy walczące z emisją gazów cieplarnianych, korupcją czy wyzyskiem pracowników, to dla innych inwestowanie etyczne zaczyna się dopiero wtedy, gdy producent pozostaje w pełnej zgodzie z wyznawaną przez nich religią. W świecie islamu działają fundusze zgodne z szariatem, który zakazuje zarabiania na odsetkach od oszczędności. Za to w Stanach Zjednoczonych promują się spółki dla chrześcijan, którzy potępiają aborcję, badania nad komórkami macierzystymi czy związki partnerskie. To głównie dla nich powstały fundusze inwestycyjne, z których ani dolar nie zostanie wydany na akcje firm popierających małżeństwa osób tej samej płci czy produkujących środki antykoncepcyjne. Ten skrajny przykład pokazuje zresztą największy problem związany z samym pojęciem etycznego inwestowania. Skoro dla każdego może ono oznaczać coś innego, to samo hasło jest dzisiaj używane jako slogan reklamowy bardzo różnych firm inwestycyjnych.

Czytaj także

Rynek: aktualności i komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną