Rynek

Pasztet z warzywami

Warzywna drożyzna

Klęska urodzaju dotknęła wprawdzie całą Unię, ale Polskę najbardziej. Klęska urodzaju dotknęła wprawdzie całą Unię, ale Polskę najbardziej. Anatol Chomicz / Forum
Kapusta bije cenowe rekordy. W ciągu roku zdrożała o 639 proc. Na tym tle cena cebuli (wzrost o 245 proc.) już nie robi wrażenia. Czy trzycyfrowy skok cen niektórych warzyw jest tylko przednówkowym ekscesem, czy zapowiedzią powrotu inflacji i żywnościowej drożyzny?
Wiosną Polacy, którzy niemieckich kartofli nie przełkną, mogą szukać krajowych na bazarach. Jeśli znajdą, to najczęściej już takie kiełkujące, które w dodatku przy obieraniu okazują się czarne w środku.123rf, Anatol Chomicz/Forum, Monkpress/East News Wiosną Polacy, którzy niemieckich kartofli nie przełkną, mogą szukać krajowych na bazarach. Jeśli znajdą, to najczęściej już takie kiełkujące, które w dodatku przy obieraniu okazują się czarne w środku.

Dziennikarze ruszyli do sklepów i na bazary, skąd donoszą – „Dziennik Polski” z Nowego Sącza: „Ceny warzyw szaleją. Pietruszka droższa niż schab”. Co tam zwykły schab, droższa nawet niż luksusowe szparagi, których cena stara się jednak pietruszkową dogonić. Z tym że jeśli chodzi o szparagi, sytuacja jest jasna – zaszkodziły im zimne kwietniowe noce i gwałtownie rosnący popyt. Na przyjęciach z okazji komunii już nie stawia się na polskie stoły sałatki jarzynowej, ale szparagi z jajkiem na twardo albo nawet owinięte szynką parmeńską. Tyle że teraz nie wiadomo już, co droższe. Jednak Marian Jakobsze, prezes Polskiego Związku Producentów Szparagów, uspokaja, że po komuniach szparagi stanieją. A potem sezon na szparagi się skończy i po kłopocie.

Gorzej z pietruszką. Krzysztof Kutwa, analityk z Polskiego Instytutu Ekonomicznego, kwituje krótko: – Pietruszka jest wrażliwa zarówno na niedobór, jak i nadmiar wody. W ostatnich latach plantatorów gnębi jeden i drugi problem, na przemian. Ubiegłoroczne zbiory z powodu długotrwałej suszy były fatalne. Ten rok też nie zapowiada się lepiej. Kwietniowa susza spowodowała, że pietruszka nie wzeszła i trzeba było siać ją kilkakrotnie. Teraz na wielu obszarach warzywo stoi w wodzie – co czyni je bardziej wrażliwym na choroby – gnije i trudniej będzie je przechowywać. Do problemów z podażą trzeba się więc będzie przyzwyczaić. Na import z Chin nie ma co liczyć, na razie pietruszki tam nie uprawiają. Europa jakoś sobie bez tego warzywa radzi, my kochamy zupy, w każdej pietruszka być musi. Powiedzenie „gra o pietruszkę”, czyli o nic, szybko aktualności nie odzyska.

Internauci uruchomili porównywarki cenowe, z których naród dowiaduje się, że za cebulę trzeba już płacić tyle, co za pomarańcze, tyle że cytrusami nie da się jej zastąpić. Więc Krzysztof Brejza, poseł PO, swoje zaniepokojenie wyraża na Twitterze: „Pietruszka już po 15 zł za kg. Co dalej, ziemniaki po 39,99?”.

Kapuściany cykl

Wiosną stare zbiory się kończą, więc to, że na tzw. przednówku warzywa drożeją, nie jest niczym nowym. Przecież pietruszka z cebulą, żeby nie wiem jak zdrożały, inflacji nam nie napędzą. Nawet rekordowa cena starej kapusty też tego nie sprawi, ale o wiele bardziej złości rolników. Przed dwoma laty jej cena spadła tak drastycznie, że większość doszła do wniosku, że czas z nią skończyć. I przestali uprawiać, więc kapusty nie ma. Teraz jest droga i pewnie znowu zaczną ją sadzić, więc kapuściany cykl może się powtórzyć. Ale tegoroczne problemy z cenami warzyw wraz z nowymi zbiorami się nie skończą.

GUS wyliczył, że od kwietnia 2018 do kwietnia 2019 r. ceny wszystkich warzyw wzrosły aż o 16 proc. Do tej pory decydujący wpływ na ich podaż miała pogoda. Ten wpływ będzie coraz większy, bo długotrwałe susze czy powodzie, które jeszcze niedawno nazywaliśmy anomaliami, będą się powtarzać. Ocieplenie klimatu, w które spora część Polaków ciągle nie wierzy, staje się faktem, który coraz mocniej odbijać się będzie na zbiorach, a więc i cenach płodów rolnych. Nie tylko w Polsce. Ale u nas warzywa, a także cała żywność, drożeć będą szybciej niż w innych europejskich krajach. Bo do wspólnych problemów globalnych doszły nasze, lokalne. Politycy uruchomili dopalacze, które będą napędzać ceny coraz bardziej. Już kilka miesięcy temu Instytut Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej prognozował wzrost cen żywności o 4 proc. Obecnie ta prognoza się realizuje, ale motory wzrostu cen dopiero się rozgrzewają.

Na razie odczuwamy wzrost cen paliw. Cena ropy rośnie na giełdach światowych, ale u nas także z powodu wprowadzonej od początku roku opłaty emisyjnej, 10 gr do każdego litra. To dopalacz pierwszy. W ciągu ostatniego roku zdrożały nie tylko warzywa. O prawie 10 proc. podskoczyły też ceny pieczywa (na które bardziej wpływa koszt benzyny niż mąki, która też zdrożała o niecałe 8 proc.). Cukier zdrożał o 14,8 proc., mięso o ponad 4, ale najbardziej popularna wieprzowina o 7 proc.

Teraz w kość da nam prąd, dopalacz największy. Zacznijmy od ziemniaków. Co ma prąd do ziemniaków, których na wiosnę w sklepach nie uświadczysz, choć jeszcze niedawno byliśmy ich drugim, po Rosji, największym producentem w Europie? Polskich ziemniaków nie ma wiosną w handlu dlatego, że źle zniosły zimę.

Dostawcą ziemniaków do sieci handlowych jest m.in. rodzinna firma Bugaj, która kupuje je od rolników i konfekcjonuje, czyli pakuje, a od paru dni znakować musi jednostkowe opakowania symbolem kraju pochodzenia. Miały być narodowe chorągiewki, ale okazało się, że to niezgodne z prawem, w każdym razie naszym. Umieszczenie polskiej flagi na ziemniakach mogłoby być uznane za jej profanację, więc zamiast chorągiewek będzie „ich artystyczne przetworzenie”. Czyli po prostu etykieta z napisem „produkt polski” na biało-czerwonym tle.

Tyle że na ziemniakach na razie się ona nie pojawi, bo polskie, dobrej jakości, według zapewnień Łukasza Ostrowicza, współwłaściciela firmy Bugaj, są obecnie nie do kupienia. Ziemniaki trzeba sprowadzać m.in. z Niemiec. To może tłumaczyć, że także one przez rok zdrożały. W kwietniu 2018 r. w skupie kosztowały 0,41 zł, w tym roku już 1,59 zł. Jesienią może stanieją, ale wiosną historia się powtórzy. – Żeby ziemniaki w dobrej formie przetrwały do wiosny, powinny być przechowywane w pomieszczeniu o stałej temperaturze 24 st. Celsjusza i kontrolowanej wilgotności – wyjaśnia Ostrowicz. – W skrzyniach, w których mogą oddychać, a nie zwalone na stertę, gdzie szybko zaczynają gnić. Takich przechowalni większość polskich rolników nie ma, więc usiłują szybko ziemniaki sprzedać, zaraz po zbiorach.

Ubiegłoroczne zbiory ziemniaków w całej Europie były o około 20 proc. niższe, susza dotknęła także inne kraje. Belgowie i Holendrzy w obawie, że zbraknie im surowca do produkcji frytek, sporo kupili od nas. Według Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej w 2018 r. zarobiliśmy na eksporcie ziemniaków 12 mln euro. Byłby powód do radości, gdyby nie to, że według prognoz tego samego instytutu tylko w pierwszym półroczu obecnego roku sprowadzimy ich z zagranicy za 30,5 mln euro. Nie trzeba dodawać, że cena ziemniaków sprzedawanych przez nas jesienią i zimą mocno różni się od tej, po której kupujemy je wiosną.

Polskie droższe od niemieckich

Wiosną Polacy, którzy niemieckich kartofli nie przełkną, mogą szukać krajowych na bazarach. Jeśli znajdą, to najczęściej już takie kiełkujące, które w dodatku przy obieraniu okazują się czarne w środku. Sporo trzeba wyrzucić. Bez budowy nowoczesnych przechowalni inne nie będą. Chociaż firma Bugaj kusi dostawców kilkuletnimi umowami dającymi im gwarancję stabilnych cen, rolnicy inwestować w przechowalnie się boją. Bo szybko rosnące ceny energii elektrycznej mogą spowodować, że inwestycja, na którą trzeba zaciągnąć kredyt, może się nie zwrócić. Polskie ziemniaki z krajowej nowoczesnej przechowalni mogą się bowiem okazać droższe od niemieckich. Jeśli więc nawet tegoroczne zbiory będą udane, to na przednówku 2020 r. krajowych ziemniaków także nie kupimy. Obecnie w ofercie są już młode cypryjskie, po 5,49. Internet się oburza: „ziemniaki droższe od bananów”.

Mimo to nowoczesne przechowalnie nie są już w Polsce rzadkością. Na razie jednak zimują w nich warzywa droższe niż ziemniaki. Na przykład cebula, która według wyliczeń „Rynku Rolnego”, monitorującego ceny płodów rolnych, zdrożała o 245 proc. – Po złych ubiegłorocznych zbiorach, spowodowanych suszą, koszty nowoczesnego przechowywania to druga przyczyna rosnących cen – uważa Anna Kaszewiak, ekspertka rynku warzywnego z giełdy w Broniszach. Te koszty będą rosły.

Łatwiej na nowe inwestycje zdobędzie unijne pieniądze grupa producencka niż pojedynczy, drobni rolnicy. Ale polski rolnik na spółdzielnie ma alergię, zrzeszać się nie będzie. Zwłaszcza że grupa mówi też zwykle swoim członkom, co powinni w danym roku uprawiać, a z czego lepiej zrezygnować. Żeby nie było jak z tą kapustą. Wstrętu rolników do kołchozu tym nie przełamią. – Więc ciągle zdarzają się sytuacje, że nowoczesne przechowalnie mogą pomieścić o wiele więcej warzyw, niż są w stanie wyprodukować członkowie grupy – stwierdza Adam Różycki, wiceprezes Stowarzyszenia Producentów Owoców i Warzyw Cuiavia w Kołaczkowie koło Inowrocławia. To region, w którym rolnicy wyspecjalizowali się w uprawie warzyw w nadziei na rosnący popyt w całej Europie. Grupa, której prezesuje Różycki, uprawia głównie sałatę i seler naciowy. Jedną trzecią wysyła za granicę.

Naszym hitem eksportowym jest cebula. Moglibyśmy jej eksportować dużo więcej. W zeszłym roku nie obrodziła w całej Europie, ale i nasi się na niej nie wzbogacili, bo zbiory były fatalne. Więc odbiorcy sprowadzają cebulę z Chin, RPA, Nowej Zelandii. Jeśli nawet tegoroczne zbiory będą dobre, trzeba uważać na cenę, powinniśmy być konkurencyjni. Ale musimy też uniezależnić się od pogody, co niestety trzeba będzie w tę cenę wliczyć.

Zagrożeniem dla zbiorów warzyw są anomalie pogodowe, zwłaszcza susza. Już nie można liczyć na deszcz, plantatorzy muszą uprawy nawadniać. Ci z Kujaw są do tego przygotowani, jako jedni z pierwszych w kraju zainwestowali w nawadnianie kropelkowe, oszczędzające wodę. Teraz, kiedy woda tak szybko drożeje, mają jak znalazł.

Tyle że to kosztuje. – Sama taśma kroplująca to koszt 3 tys. zł na hektar, ale dużo więcej pochłonie budowa studni głębinowej – wylicza Adam Różycki. Plantatorzy zachodni systemy kropelkowe mają od dawna, nasi dopiero szukają pieniędzy.

Sadownicy raczej ich nie znajdą. Nawadniania wprawdzie nie trzeba ich uczyć, oni byli pierwsi. Niestety, wielu zainwestowało w deszczownie, które wody nie oszczędzają. Teraz z zazdrością patrzą na rosnące ceny warzyw, ponieważ ubiegłoroczna susza akurat jabłkom nie zaszkodziła, zbiory były rekordowe. Klęska urodzaju dotknęła wprawdzie całą Unię, ale Polskę najbardziej. Według Światowego Stowarzyszenia Jabłek i Gruszek (WAPA) w kwietniu zapasy jabłek w naszym kraju wynosiły 665 tys. ton, nie do przejedzenia do nowych zbiorów. Więc choć o powtórce urodzaju w tym roku z powodu przymrozków, a potem mniejszego zapylenia kwiatów przez zmarznięte pszczoły nie ma co marzyć i ceny wzrosną, to konsumenci jeść na zapas nie chcą. Jabłka kosztują nadal mało. Jest obawa, że część sadów pójdzie pod topór.

Mina rzednie

Roman Jagieliński, były wicepremier, a dzisiaj sadownik spod Grójca, irytuje się, że nawet wyższe ceny jesienią nie zrekompensują rosnących cen prądu, ale także wody. – Za wodę z własnej studni głębinowej trzeba płacić coraz więcej, a po przekroczeniu narzuconych przez Wody Polskie limitów cena wody staje się dla sadownika zaporowa, nie do zaakceptowania. Tymczasem system kropelkowy ma zaledwie co trzeci sadownik, reszty już nie będzie na niego stać.

Prof. Andrzej Kowalski, dyr. IERiGŻ, uważa, że problem jest jeszcze poważniejszy i do rozwiązania tylko przez państwo. – Studnie trzeba kopać coraz głębiej, gdyż poziom wód obniża się w szybkim tempie. Przede wszystkim trzeba ten proces zahamować. Czyli zacząć od inwestycji, które spowodują, że woda z coraz bardziej ulewnych deszczów nie będzie szybko spływać, powodując powodzie, ale zostanie zatrzymana, wpłynie do lokalnych zbiorników retencyjnych. Państwo nie ma jednak nawet planów, jak się do tego zabrać. Wobec szybkiego ocieplania klimatu i powtarzających się susz nasze rolnictwo wydaje się bezbronne.

Analitycy czteroprocentowy wzrost cen żywności uznają za zjawisko przejściowe, nie widzą na razie powodów do niepokoju. Inflacyjny cel NBP, czyli wzrost wszystkich cen na poziomie 2,5 proc., jeszcze nie został przekroczony. Bo dopalacze jeszcze w pełni nie zadziałały. Skoro jednak jest tak świetnie, to dlaczego, mimo szybkiego tempa wzrostu zarobków, udział żywności w budżetach Polaków zaczyna rosnąć, chociaż od lat tylko malał? GUS wyliczył, że na jedzenie wydajemy już 24,89 proc. naszych dochodów. O 0,53 pkt proc. więcej w ciągu ostatniego roku. To jeszcze nie powód do niepokoju, ale do zastanowienia – jak najbardziej. Zwłaszcza że usypiają nas statystyki pokazujące doskonałą kondycję naszego rolnictwa. Przecież za granicę sprzedajemy już żywność o wartości 31 mld euro, a sprowadzamy za 10 mld euro mniej. Tak dobrze jeszcze nie było. Tylko że te dane nie do końca są prawdziwe. Jako hit eksportowy żywności traktuje się bowiem… np. papierosy.

Mina rzednie, jeśli włączymy tu pozycję „świeże owoce i warzywa”, czyli to, co interesuje nas obecnie najbardziej. Otóż w ciągu całego 2018 r. sprowadziliśmy ich z zagranicy za ponad 1,3 mld euro więcej, niż zdołaliśmy wyeksportować. Jeśli chodzi o warzywa i owoce, to Europa żywi nas, a nie my Europę. Protestujący rolnicy mają więc rację, że w handlu więcej jest świeżych warzyw, a zwłaszcza owoców importowanych niż krajowych. Tylko że chorągiewki tego stanu nie poprawią, a cenowe dopalacze znacznie go pogorszą. Polskie warzywa stają się za drogie nie tylko dla odbiorców zagranicznych, ale także krajowych. Czyli jednak jest powód do zmartwienia.

Polityka 23.2019 (3213) z dnia 04.06.2019; Rynek; s. 40
Oryginalny tytuł tekstu: "Pasztet z warzywami"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Świat

NIEMCY: Berlin ciągnie do Moskwy

Osiem dekad po pakcie Ribbentrop-Mołotow w Niemczech rośnie presja na kolejną odwilż w relacjach z Rosją. Działania polskiego rządu raczej nie studzą tego zapału.

Adam Krzemiński
02.09.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną