Rynek

Czy prezes odwoła ministra od górnictwa?

Czy prezes odwoła ministra od górnictwa?

Krzysztof Tchórzewski i Mateusz Morawiecki Krzysztof Tchórzewski i Mateusz Morawiecki Grzegorz Celejewski / Agencja Gazeta
Na dziś górnicy z Jastrzębskiej Spółki Węglowej zapowiadają demonstrację pod siedzibą PiS. Chcą odwołania ministra energii Krzysztofa Tchórzewskiego i mianowanych przez niego członków rady nadzorczej ich spółki. Do stolicy ma przyjechać tysiąc hajerów – niewielu, ale potrafią być głośni i nachalni, czego prezes nie lubi.

Co innego jest też ważne. Górnicy, niby lud prosty, swoje wiedzą: nie protestują przed siedzibą premiera czy Ministerstwem Energii, tylko tam, gdzie leży realna władza. I ta władza ma ostudzić zapały ministra, który chce zabrać 1,5 mld zł z funduszu stabilizacyjnego (na czarną godzinę, na czas dekoniunktury) – górnicy są święcie o tym przekonani – i przeznaczyć na budowę bloku węglowego w elektrowni Ostrołęka. Krzysztof Tchórzewski jest szefem regionu ostrołęcko-siedleckiego PiS, a rozbudowa elektrowni to jego przedwyborcze zobowiązanie. Fachowcy wątpią w opłacalność węglowej inwestycji – minister nie. Na taki transfer pieniędzy nie chciał się zgodzić prezes JSW Daniel Ozon.

Górnicy chcą odwołania ministra Tchórzewskiego

11 czerwca Rada Nadzorcza JSW odwołała – po trzech nieudanych próbach – prezesa Ozona. Jego kadencja kończy się we wrześniu, więc można było spokojnie poczekać. Wyniki są dobre, plany inwestycyjne w toku, dlatego działające w spółce reprezentatywne (największe) organizacje związkowe – Federacja Związku Zawodowego Górników, Solidarność i Kadra – stoją za prezesem murem, czego w historii JSW jeszcze nie było.

Górnicza reprezentacja pojechała na posiedzenie RN JSW, ale: „Najpierw wyrzucono nas z biura naszej firmy, w której obradowała Rada Nadzorcza. Budynek otoczył szczelny kordon policji i ochroniarz, którzy nie pozwolili nam ponownie wejść do środka, a później, w czasie obrad, rada nadzorcza bez podania przyczyn odwołała prezesa zarządu JSW Daniela Ozona” – napisali 12 czerwca w liście do premiera. Domagali się dymisji ministra i członków rady z jego nadania. Poprosili też Mateusza Morawieckiego o przejęcie pieczy nad funduszem stabilizacyjnym, na którym zgromadzono już ponad 1,8 mld zł. Tak na wszelki wypadek.

Górnicy piszą do Jarosława Kaczyńskiego

Następnego dnia we wszystkich zakładach JSW rozpoczęła się akcja protestacyjna. Na banerach wywieszono główne postulaty plus: realizacja programu dla Śląska, w którym uczestniczy JSW, i uporządkowanie spraw związanych z funkcjonowaniem spółki. List do premiera widocznie był źle zaadresowany, bo przeszedł bez echa. Stąd 17 czerwca związkowcy ośmielili się napisać list otwarty do Jarosława Kaczyńskiego. Prezes, jak wiadomo, takiej otwartej formy porozumiewania się nie toleruje, ale górnicy też nie wypadli sroce spod ogona. Nie jest to wiernopoddańcza petycja, więc warto zapoznać się z oryginalnymi fragmentami:

„Jako Prezes Prawa i Sprawiedliwości, na czele której ma pan zaszczyt stać, wie Pan, że zaufanie i wiarygodność jest rzeczą bezcenną. Czy warto podważać te wartości w imię rozgrywek personalnych, realizowanych przez nadgorliwych funkcjonariuszy rządowych? Odniesione zwycięstwo w wyborach do Parlamentu Europejskiego przez Pana Partię jest niezmiennie ważne, ale to już przeszłość. Kamyczek do zwycięstwa w tych wyborach dołożyli pracownicy JSW, oddając generalnie swoje głosy na przedstawicieli partii rządzącej. Teraz naszych rodaków czekają jesienne wybory do Sejmu i Senatu. To w nich rozstrzygać się będzie przyszłość Polski oraz dalsze losy dobrej zmiany. (...)

Jak mamy się czuć, kiedy Ministerstwo Energii zaczyna prowadzić wojnę hybrydową w JSW desantem zielonych ludzików w Radzie Nadzorczej i Zarządzie? Kiedy słyszymy z ust Ministra i stajni internetowych trolli, że jesteśmy grupą zawodową, która zarabia najwięcej w kraju? Kiedy media podają, że za PO do nas strzelano, a teraz prowadzi się dialog. Tylko że ten dialog prowadzi się pod czujnym okiem szpaleru brygad interwencyjnych Policji, pomimo braku agresji z naszej strony.

Co będzie dalej? Czy uważa Pan, że kupi się naszą lojalność premią, po to, aby po wyborach dokonać zamachu na fundusz stabilizacyjny JSW? Wierzymy, że partia Prawo i Sprawiedliwość ceni nadal sobie takie wartości jak zaufanie i wiarygodność. Wiemy też, że sytuacja w polskiej energetyce i przemyśle wydobywczym staje się trudna. Ale JSW jest elementem tej układanki. Nie chcemy być karani za to, że jesteśmy oszczędni i gromadzimy środki na czarną godzinę.

Nie żądamy wiele. Tylko zdrowego rozsądku przy decyzjach związanych z JSW. Proszę pamiętać, że w drodze na szczyt, do którego prowadzi Pan partię Prawo i Sprawiedliwość, można potknąć się nie o górę, lecz o kamień”.

Czytaj także: Jak działa „cichy związkowy układ zamknięty” w JSW

Minister Tchórzewski się broni

Uff, co upały robią w narodzie... Związkowcy przypominają zasługi, ale też ostrzegają. Sugestia potknięcia się nie o górę, ale o kamień, jest jednoznaczna. Wszak to pojedynczy kamień czyni lawinę. Demonstracja ma się odbyć w godzinach 11–13. Gdzie w tym czasie będzie prezes?

Tymczasem podwładni nie zasypują gruszek w popiele. No i rozwiązał się worek z listami. Aluzja w liście do prezesa o kupowaniu lojalności premią wzięła się stąd, że kadłubowy zarząd gorliwie zapewnił w liście do załogi wypłacenie premii z zysków za 2018 r. Z kolei Tchórzewski napisał, że póki on nie został szefem resortu, to „górnictwo tonęło w długach, a spółkom groziła upadłość. Dlatego podjąłem konieczne działania naprawcze. Udało się nam uratować spółki z kryzysu i uratować przed katastrofą. (...) Zaplanowany na 24 czerwca wyjazd do Warszawy z żądaniem mego odwołania za to, że Rada Nadzorcza odwołała rozrzutnego prezesa JSW, napawa mnie ogromnym smutkiem. Przypomnę tylko, że w okresie jego kadencji dochodziło do nieprzemyślanych wydatków, pochopnych decyzji i braku współpracy z Radą Nadzorczą”.

Związki zawodowe, nauczone przez lata patrzeć zarządowi na ręce, widzą to zupełnie inaczej. Stąd minister informuje i pyta: „Uzyskałem w Komisji Europejskiej zgodę na spokojną pracę polskiego górnictwa na następne kilkadziesiąt lat. Chcę zatem zapytać Państwa, czy wybierając się na poniedziałkowy protest w Warszawie, mają pełnomocnictwo rodzin górniczych, aby mnie w ten sposób traktować?”. Czyżby minister wietrzył szansę, że żony nie puszczą?!

Czytaj także: Solidarność ma problem. Solidaryzować się z pracownikami czy ze swoim rządem?

Polskie górnictwo jak siedzenie na huśtawce

Minister Tchórzewski przypisuje sobie, no i dobrej zmianie, uratowanie górnictwa, ale równie dobrze ja lub pierwszy lepszy Kowalski te zasługi możemy przyjąć na siebie i wypiąć piersi po medale. Górnictwo stanęło na nogi dzięki niebywałej koniunkturze, która wybuchła w połowie 2016 r. Można spojrzeć na to tak: 2015 r. – strata netto wynosiła 3,2 mld zł, ale wiadomo przecież, kto rządził (wiadomo – nie wiadomo, w 2011 r. zysk przekroczył przecież 2 mld zł).

W 2016 r. było już prawie 7 mln zł zysku, a w 2017 r. (uwaga!) – ponad 2,5 mld zł netto. Cud gospodarczy – to powiedzieć za mało! W ubiegłym roku zysk był przyzwoity – 1,7 mld zł. W pierwszym kwartale tego wyborczego roku przekroczył 400 mln zł, ale w poprzednim w tym samym czasie wynosił ponad 750 mln zł. Ceny węgla koksowego, w wydobyciu którego specjalizuje się JSW, spadają, lecz nie dramatycznie. Zależą od światowego zapotrzebowania na stal. Eksperci przewidują, że tegoroczny zysk może sięgnąć miliarda. A w następnych latach... jak Bóg da! Na takie właśnie nieprzewidywalne okazje gromadzony jest fundusz stabilizacyjny.

O wiele gorzej wygląda sytuacja z węglem energetycznym – podstawowym produktem naszych kopalń. Ceny spadły poniżej 60 dol. za tonę, kiedy rok temu były o 40 proc. wyższe!

Na tym generalnie polega uprawianie naszego górnictwa. To siedzenie na huśtawce. Rządzi nim koniunktura, a nie ministrowie „od górnictwa”, jak Tchórzewski, jak poprzednicy od górnictwa i jak następni od górnictwa. Jedni mają więcej szczęścia, inni mniej. Z zarządzaniem górnictwem jest jak z leninowską definicją władzy: u nas nawet sprzątaczka może być premierem i pokierować państwem.

Czytaj także: Skąd się wziął konflikt, który doprowadził do pierwszego za rządów PiS marszu górników na stolicę?

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

Ukraińska kelnerka o swojej pracy w polskich hotelach

Kobiety traktują nas jak powietrze, mężczyźni często proponują nam seks, a dzieci uważają za służące, którym nie należy się szacunek – opowiada Ukrainka, która od czterech lat pracuje na polskim wybrzeżu.

Katarzyna Zdanowicz
17.07.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną