Rynek

Mordory opustoszeją? Epidemia odejdzie, praca zdalna już zostanie

Pandemia postawiła wiele firm przed trudnym wyborem – pracują zdalnie albo wcale. Pandemia postawiła wiele firm przed trudnym wyborem – pracują zdalnie albo wcale. Dylan Gillis / Unsplash
Pandemia wiele firm postawiła przed wyborem: pracują zdalnie albo wcale. Dla tych, którzy się tego nie nauczą, zabraknie miejsca. Praca zdalna to konieczność, szanse i wyzwania. Widać to w najświeższym raporcie Future Business Institute.

Raport opiera się na sondażu, w którym większość ankietowanych to specjaliści (49 proc.), menedżerowie (27 proc.) oraz właściciele przedsiębiorstw (20 proc.). Nie jest więc reprezentatywny. Także dlatego, że ankietowani związani są głównie z usługami, zwłaszcza z IT, nowoczesnymi technologiami, finansami, mediami i edukacją. To branże bardziej obeznane z cyfryzacją, w których praca zdalna przed pandemią nie była nowością. Na przykład w przypadku informatyków jest to, jak wynikało z wcześniejszych badań SGH, najbardziej pożądana forma pracy. Siedzenie w biurze, w wyznaczonych przez pracodawcę sztywnych godzinach, nie cieszy się wśród nich popularnością. A ponieważ informatyków ciągle jest za mało, mogli decydować, gdzie pracować.

Ale też aż 30 proc. biorących udział w ankietach Future Business Institute przed wybuchem pandemii w ogóle zdalnie nie pracowało, zmusił ich do tego dopiero Covid-19. Warto więc zapoznać się z opiniami jednych i drugich.

Czytaj też: Biznes w nowych standardach bezpieczeństwa

Potrzebujemy siebie

Okazuje się, że większości ankietowanych (57 proc.), którzy musieli nagle opuścić miejsce pracy i zorganizować je sobie w domu, najbardziej doskwierał... brak kolegów z biura. Brak wzajemnej komunikacji okazywał się największym wyzwaniem. Nawet brak codziennych pogaduszek przy automacie z kawą, gdy nie tylko uprawia się small talk, ale też wymienia poglądy w ważnych sprawach, uświadamiał badanym, jak ważne jest bycie razem. I jak wynika z raportu, łatwiej wtedy podtrzymać ducha zespołu czy – jak mówią w sporcie czy wojsku – morale.

Jednocześnie wielu z nas zdaje sobie sprawę z tego, że nawet jeśli pandemia ostatecznie się skończy, praca zdalna już nie odejdzie razem z nią – w wielu firmach stanie się codziennością. Co zrobić, żeby nie stała się przekleństwem? Ankietowani postulują, by od czasu do czasu, choćby raz w tygodniu, można się było spotkać w biurze, w siedzibie firmy. Z taką częstotliwością miło będzie widzieć nawet osoby, które do tej pory nie bardzo się w pracy lubiło.

Czytaj także: Jesteśmy już siebie głodni

Gorące biurka?

Tu jednak wyłania się problem. Przedsiębiorstwa, mocno uderzone po kieszeni kilkutygodniowym zamrożeniem gospodarki, z pewnością będą ciąć koszty. Praca zdalna stanie się okazją do zaoszczędzenia na wynajmie sporej części biur. Pracownikom, którzy zostaną w domu, dotychczasowe biurka nie będą potrzebne, a firmy na pewno nie będą płacić za powierzchnię, żeby pracownicy mogli się spotkać od czasu do czasu. Wiele z naszych biurek po prostu zniknie, nie będzie przy czym usiąść raz w tygodniu.

Ale to nie jedyny i nie największy problem. Zdalni pracownicy sami przecież zapłacą za używany w domu internet, zużytą w trakcie pracy energię elektryczną czy wykonane telefony. Uczciwie byłoby te zwiększone koszty zrekompensować, nie mówiąc nawet o sfinansowaniu przez firmę kilku dodatkowych metrów kwadratowych mieszkania. Ale niekoniecznie tak będzie. Niektórzy pracodawcy uznają bowiem, co widać w odpowiedziach na pytania ankiety, że ich pracownicy na pracy zdalnej także zaoszczędzili. Zwłaszcza na dojazdach: mniej tankowanej benzyny albo mniej czasu straconego w korkach. Może się okazać, że silniejsi skutecznie przerzucą koszty na słabszych. O rynku pracownika po pandemii raczej trzeba będzie zapomnieć.

Czytaj także: Teleleczenie w telemedycynie

Punktualność kontra korki

Wyzwaniem numer dwa jest dla ankietowanych organizacja czasu pracy. W wielu firmach najważniejsze było, żeby pracownik był w biurze punktualnie i odsiedział karnie przepisowe osiem, a nierzadko więcej godzin. Z raportu wynika, że dla 15 proc. pytanych (można się domyślać, że chodzi o menedżerów) problemem w systemie pracy zdalnej będzie brak nadzoru nad pracownikami. W tych odpowiedziach pobrzmiewa pokutujący u nas folwarczny sposób zarządzania, niesłużący ani wzajemnemu szacunkowi, ani efektywności pracy. Tymczasem patrzenie na ręce i liczenie spędzonego w Mordorze czasu jest zwyczajnie bez sensu. Wystarczy wypracować skuteczne sposoby mierzenia efektywności pracy. Przed pandemią nie była to mocna strona polskiego stylu zarządzania. To kolejne wyzwanie, jakie wiąże się z upowszechnieniem pracy zdalnej.

Nie przystaje do niej nasz kodeks pracy, co do tego zgodni są zarówno dający pracę, jak i ją świadczący. Każda próba jego zmiany oznacza jednak ryzyko, bo stanie się okazją do pozbawienia zdobytych praw pracowniczych, zwłaszcza że okres zwiększonego bezrobocia znów na gorszej pozycji postawi „ludzi pracy najemnej”.

Żeby praca zdalna stała się bardziej efektywna niż tradycyjna, obie strony muszą czuć satysfakcję z jej wykonywania. Tymczasem o satysfakcję z pracy czasem w Polsce jest nawet trudniej niż o pieniądze.

Czytaj także: Co dalej z biurowcami?

Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Kultura

Historia słynnego agenta 007

23 filmy, sześciu aktorów użyczających twarzy głównemu bohaterowi, mnóstwo wypitych Martini, rozbitych aut i uwiedzionych kobiet. Filmowy James Bond, od pięciu dekad obecny na ekranach, pobił rekord, do którego nie zbliżyła się żadna inna filmowa seria.

Katarzyna Czajka
02.10.2012
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną