Prenumerata na trudne czasy.

6 miesięcy za 99 zł.

Subskrybuj
Rynek

Drożyzna ustabilizowana. Czekamy na 20 proc. na koniec roku

. . AndreyPopov / PantherMedia
Inflacja chwilowo nie bije kolejnych rekordów, ale nie ma powodów do radości. Następny szok cenowy czeka nas najdalej za kilka miesięcy.

15,5 proc. – to roczny wzrost cen w lipcu według szybkiego szacunku GUS. To również dokładnie tyle samo, co stopa inflacji za czerwiec. Oznacza to, że po raz pierwszy od czerwca roku ubiegłego (z pominięciem lutego 2022 r., gdy inflację na chwilę zdusiła rządowa tarcza) tempo wzrostu cen nie było szybsze niż miesiąc wcześniej. Niektórzy analitycy prognozowali nawet, że inflacja może nieco spaść. Okazali się jednak nadmiernymi optymistami. Czemu zawdzięczamy tę chwilową stabilizację? Jak wynika ze wstępnych danych GUS, głównie tańszym paliwom. W lipcu staniały one o 2,6 proc. w porównaniu z czerwcem – przede wszystkim dzięki spadkom cen ropy na światowych rynkach i akcjom promocyjnym na naszych stacjach. Żywność w lipcu wciąż drożała, chociaż raczej powoli (0,6 proc. w porównaniu z czerwcem, a o 15,3 proc. w ciągu ostatniego roku), podobnie jak nośniki energii (odpowiednio o 1,3 i 36,6 proc.).

Czytaj także: NBP i Glapiński coś sobie prognozują o inflacji. Hamulec się zaciął

Stabilizacja na wysokim poziomie

Co dalej? Jeśli ropa nie zacznie znowu drożeć na rynkach, może nas czekać okres stabilizacji inflacji, chociaż, niestety, na bardzo wysokim poziomie. Nawet jeśli nieznacznie zacznie ona spadać, nie odczujemy tego raczej w naszych portfelach. Wciąż na bardzo wysokim poziomie jest tzw. inflacja producencka, a to oznacza, że producenci będą przerzucać swoje koszty na konsumentów. Najczęściej stopniowo, aby uniknąć spadku sprzedaży. Wiele firm chwilowo wzięło na siebie eksplozję kosztów, ale przecież nie ma wielkiego wyboru, jeśli nie chce obniżyć swoich marż – musi znaleźć po prostu odpowiedni moment na podwyżki cen. Idealnie nadaje się do tego czas, gdy w powszechnym odczuciu ceny rosną wolniej niż ostatnio.

Czytaj także: Stopy po raz dziesiąty w górę, ale zwalniają. Nadciąga recesja

Czekamy na nawet 20-procentową inflację

Gdyby pod koniec października wygasnąć miały tymczasowe obniżki VAT i akcyzy, już w listopadzie czekałby nas potężny skok inflacji. Rząd właśnie obiecał, że tarczę przedłuży do końca roku. Niestety, ten sam rząd robi wiele, żeby inflacja za szybko nie spadła, stale zwiększając wydatki. Do długiej listy prezentów dołączył właśnie dodatek węglowy (3 tys. zł, bez względu na wysokość dochodów), po który masowo ruszyli Polacy – ci rzeczywiście palący węglem, jak i ci, którzy właśnie chcieliby to ponoć robić. Dzisiaj ruszyły też zapisy na wakacje kredytowe, do których uprawnieni są prawie wszyscy posiadacze hipotecznych pożyczek złotowych. To zaś wpompuje do obiegu kolejne miliardy złotych zaoszczędzone na ratach.

Jednak najbardziej niepokojące są plany dotyczące ogromnych podwyżek cen prądu i gazu, a także ciepła systemowego. Państwowe koncerny energetyczne już prześcigają się w żądaniach zwiększenia taryf. Wyjątkowo bolesny szok odczujemy prawdopodobnie na początku przyszłego roku. Jeśli dojdzie do kilkudziesięcioprocentowych podwyżek, czeka nas kolejny, gwałtowny impuls inflacyjny. Być może wówczas stopa inflacji, która przez najbliższych kilka miesięcy nieco się obniży, szybko wzrośnie – nawet w okolice 20 proc., a bez dalszego przedłużania tarcz znacznie bardziej.

Czytaj także: „Najpierw oszczędza się na jedzeniu”. Polaków strategie przetrwania

Odetchną spłacający kredyty?

Na razie jednak odetchnąć mogą spłacający kredyty. Stabilizacja inflacji, jeśli potwierdzą ją dane za sierpień, może skłonić Radę Polityki Pieniężnej albo do utrzymania stóp na obecnym poziomie (stopa referencyjna wynosi 6,5 proc.), albo do ich już tylko niewielkiego zwiększenia we wrześniu. Zgodnie zresztą z prognozą prezesa Narodowego Banku Polskiego, jaką raczył się podzielić na sopockim molo. To jednak zapewne nie pozwoli słabemu złotemu na umocnienie, więc nie pomoże też w walce z inflacją.

Mocny dolar to słaby złoty

Tym bardziej że silny wzrost stóp w Stanach Zjednoczonych (tamtejszy Fed podniósł je już do poziomu 2,25–2,5 proc.) wspiera pozycję dolara. A zależność jest prosta: im silniejszy dolar, tym słabsze waluty rynków wschodzących. Ostatnie miesiące pokazały, że złoty wciąż należy do tej grupy. Tymczasem inflacji na poziomie dwucyfrowym lekceważyć nie wolno. Mamy do czynienia z poważną chorobą – stan pacjenta przestał się chwilowo pogarszać, ale też nie poprawia się. Symptomy, czyli podwyżki, docierają do kolejnych sfer życia. Cudownego remedium nie ma, pozostaje tylko leczenie objawowe.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Świat

KUBA: Lekarze – towar eksportowy

Boliwia jest już czwartym krajem w ciągu roku, który wyrzucił kubańskich lekarzy. To poważny cios dla jednego z najlepszych programów humanitarnych na świecie, który równocześnie podtrzymuje przy życiu komunistyczny reżim na wyspie.

Maciej Okraszewski
08.02.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną