Prenumerata na trudne czasy.

6 miesięcy za 99 zł.

Subskrybuj
Rynek

NBP i Glapiński coś sobie prognozują o inflacji. Hamulec się zaciął

Prezes NBP Adam Glapiński Prezes NBP Adam Glapiński Jacek Szydłowski / Forum
Narodowy Bank Polski nie ma dobrych wiadomości: inflacja będzie dalej rosnąć, a pod koniec roku dojdzie do prawie 20 proc. Jedyna nadzieja w tym, że ta prognoza NBP – podobnie jak poprzednie – okaże się błędna.

Prezes NBP Adam Glapiński jeszcze w piątek zapewniał, że zbliżamy się do inflacyjnego szczytu, który przypadnie na wakacje. Z opublikowanego dzisiaj raportu tego samego NBP wynika coś zupełnie innego. Albo zatem w ciągu weekendu eksperci banku centralnego diametralnie zmienili zdanie, albo informacje przekazywane przez ich szefa na ostatniej konferencji prasowej były po prostu nieprawdziwe. Z raportu o inflacji wynika bowiem, że najgorsze wciąż przed nami. Poprzednia prognoza NBP nie doceniła wpływu rosyjskiej agresji na Ukrainę i skutków sankcji nałożonych na reżim Putina. Inflacyjna górka, zapowiadana na lato, mocno się przesuwa i ma przypaść dopiero na przełom 2022 i 2023 r. Wówczas stopa inflacji dojdzie do ok. 18–19 proc., chociaż jest też gorszy scenariusz. Według niego ceny mogą rosnąć w tempie ponad 26 proc.

Czytaj także: Stopy po raz dziesiąty w górę, ale zwalniają. Nadciąga recesja

NBP nie docenia siły inflacji

I właśnie ten czarny scenariusz musimy poważnie brać pod uwagę. Dotychczasowe doświadczenia pokazują bowiem, że NBP konsekwentnie nie doceniał siły inflacji w Polsce, a jego prognozy okazywały się zbyt optymistyczne. W całym 2023 r. ceny mają rosnąć w tempie pomiędzy 10 a 15 proc.

Wniosek jest jasny: inflacja zacznie co prawda zimą spadać, ale bardzo powoli. Bardziej optymistyczne okazują się prognozy ekspertów NBP na rok 2024 r., gdy ceny będą rosnąć jedynie o 4 proc. Tyle że próba przewidywania, co stanie się za kilkanaście miesięcy, jest raczej z góry skazana na niepowodzenie. Bank centralny nie jest w stanie przecież nawet wiarygodnie prognozować najbliższej przyszłości.

Czytaj także: Ceny rosną, nastroje spadają. Krótki kurs zaciskania pasa

PKB ostro hamuje

Podczas gdy prognozy inflacyjne są nieustannie korygowane w górę, te dotyczące Produktu Krajowego Brutto, czyli stanu gospodarki, też trzeba zmieniać, ale – niestety – w dół. Według NBP w przyszłym roku PKB wzrośnie w Polsce zaledwie o 1,4 proc., podczas gdy w tym roku zwiększy się o 4,7 proc. A to oznacza tylko jedno: ostre hamowanie. Nic dziwnego, że karierę robi dość złowieszcze słowo „stagflacja”. Już widzimy, że prawdopodobieństwo jej wystąpienia jest bardzo wysokie. Bo z jednej strony inflacja długo pozostanie bardzo wysoka, a równocześnie będzie jej już wkrótce towarzyszyć stagnacja gospodarcza. Na razie zakładamy, że Polska uniknie głębokiej recesji, ale tempo wzrostu znacznie wyhamuje.

Czytaj także: Stopy wyżej. RPP bezradna, rząd korzysta. A ludzie? Na razie płacą

Coraz słabszy złoty

Te prognozy są dramatyczne także dla złotego, który w ostatnich dniach znacznie się osłabił. Kurs zarówno wobec euro, jak i dolara zbliża się do poziomu 5 zł. NBP nie wykazuje na razie większej ochoty do zdecydowanej interwencji. Scenariusz kończących się podwyżek stóp dodatkowo osłabia naszą walutę. I właśnie dalsze decyzje Rady Polityki Pieniężnej dotyczące stóp procentowych okażą się bardzo ważne.

Czy po wakacjach czeka nas dalsze zacieśnianie polityki pieniężnej, skoro optymizm prezesa Glapińskiego co do rychłego spadku inflacji okazał się całkowicie nieuzasadniony? A może stopy przestaną rosnąć, co jeszcze bardziej osłabi złotego, a zatem – przez dalszy wzrost cen produktów importowanych – doprowadzi do jeszcze wyższej inflacji? Pewne jest jedno: wpływ banku centralnego na naszą gospodarkę jest coraz mniejszy, a wiarygodność jego prezesa podobna do kondycji narodowej waluty. Jedziemy bez trzymanki, hamulec się zaciął, a widoczność jak w gęstej mgle.

Czytaj także: Wojna, inflacja i inne światowe kryzysy. Kiedy to minie? Niestety nieprędko

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Świat

KUBA: Lekarze – towar eksportowy

Boliwia jest już czwartym krajem w ciągu roku, który wyrzucił kubańskich lekarzy. To poważny cios dla jednego z najlepszych programów humanitarnych na świecie, który równocześnie podtrzymuje przy życiu komunistyczny reżim na wyspie.

Maciej Okraszewski
08.02.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną