Miej własną politykę.

Pierwszy miesiąc prenumeraty tylko 11,90 zł!

Subskrybuj
Rynek

Kiedy coś przyjedzie? Jak walczyć z wykluczeniem komunikacyjnym

Inauguracja Łódzkiej Kolei Aglomeracyjnej, trasa Łódź–Sieradz. Czerwiec 2014 r. Inauguracja Łódzkiej Kolei Aglomeracyjnej, trasa Łódź–Sieradz. Czerwiec 2014 r. Marian Zubrzycki / Forum
Walka z wykluczeniem transportowym to dziś nośne hasło, ale jej efekty są wciąż mizerne. Nie wystarczy wyremontować linii kolejowej czy uruchomić autobusy. Trzeba jeszcze ułożyć atrakcyjny rozkład jazdy i nie zapomnieć o wspólnym bilecie.

Liczący 55 tys. mieszkańców Bełchatów ma znowu zobaczyć pociągi pasażerskie. Podczas 15. Europejskiego Forum Gospodarczego, odbywającego się w Łodzi podpisano umowę, dzięki której linia łącząca Bełchatów i Piotrków Trybunalski zostanie zmodernizowana i zelektryfikowana. Dla kojarzonego dziś z węglem brunatnym i gigantyczną elektrownią Bełchatowa to wielka szansa po latach komunikacyjnego wykluczenia. Ostatni pociąg pasażerski odjechał z miasta w 2000 r., a trasa przetrwała tylko dzięki przewozom towarowym do elektrowni. Tymczasem za kilka lat z Bełchatowa będzie można pojechać nowoczesnymi pociągami do Łodzi. Dla miasta stojącego w obliczu ogromnej transformacji (era węgla dobiega końca) lepsze połączenia transportowe są niezbędnym warunkiem, by przyciągnąć inwestorów i zatrzymać zwłaszcza młodych mieszkańców.

Rewolucja transportowa w Łódzkiem

Hasło walki z wykluczeniem transportowym stało się w ostatnich latach bardzo modne. Używają go chętnie politycy wszystkich opcji, ale efekty na razie są wciąż marne. Pewnie dlatego, że odbudowa transportu zbiorowego nie jest wcale łatwa. Potrzeba bowiem nie tylko pieniędzy, ale także dobrej koncepcji. Województwo łódzkie, w którym leży Bełchatów, to akurat dobre pole do obserwacji. Z jednej strony sytuacja w nim wciąż dla wielu mieszkańców jest trudna. Według danych Urzędu Transportu Kolejowego aż 250 tys. osób spośród nieco ponad 2,3 mln mieszkańców jest pozbawionych dostępu do kolei.

Rewolucja transportowa z taktem

Równocześnie ostatnie lata to dynamiczny rozwój Łódzkiej Kolei Aglomeracyjnej, samorządowego przewoźnika słusznie stawianego za wzór godny naśladowania. Jak podkreśla prezes ŁKA Janusz Malinowski, jednym z atutów spółki jest takt. Na kolei to synonim nie tyle dobrego zachowania, co równych odstępów między kolejnymi odjazdami, na przykład w cyklu godzinnym. Wyniki ŁKA są imponujące: w tym roku od stycznia do listopada spółka przewiozła prawie 50 proc. pasażerów więcej niż w 2019 r., czyli ostatnim normalnym przed pandemią. A za dwa lata cały region łódzki czeka największa rewolucja transportowa od chwili doprowadzenia kolei do miasta. Pociągi pojadą nowym tunelem średnicowym łączącym Łódź Fabryczną, Kaliską i Żabieniec.

Nie tylko ŁKA skutecznie walczy z wykluczeniem transportowym. Ogromnym sukcesem mogą też pochwalić się Koleje Dolnośląskie czy Wielkopolskie, gdzie na przywróconych do użytku po latach trasach frekwencja okazuje się wyższa od prognoz. Zasada jest prosta: im lepsza częstotliwość połączeń, tym więcej pasażerów. Niestety, nie brakuje też przykładów linii przywróconych do ruchu po wielu latach ogromnym kosztem, po których kursują 3–4 pary pociągów dziennie. Tak jest np. w województwach warmińsko-mazurskim czy podkarpackim. W ten sposób walka z wykluczeniem transportowym okazuje się i droga, i bardzo mało skuteczna. Tomasz Gidelski, prezes Stowarzyszenia Przyjazna i Bezpieczna Kolej, podkreśla, że podróżni chcą przede wszystkim połączeń dopasowanych do ich potrzeb. Jeśli dzięki nim dojadą na czas do pracy, szkoły, lekarza czy urzędu, to chętnie skorzystają z transportu zbiorowego.

Czytaj także: PKP Intercity – monopol, błogosławieństwo rządu i coraz wyższe ceny

Sama kolej nie wystarczy

Drugi warunek sukcesu to wspólny bilet, gdy trzeba się przesiąść – czy to między pociągami, czy też z pociągu na autobus. Województwo łódzkie, w przeciwieństwie do większości innych regionów, nie udaje, że sama kolej wystarczy. Finansuje również siatkę połączeń autobusowych na trasach, w pobliżu których nie ma czynnych torów. W wielu miejscach Polski trwa absurdalna rywalizacja między kolejami a autobusami. Tymczasem te dwa środki transportu muszą ze sobą współpracować i się uzupełniać. Ich konkurent jest bowiem jeden: to prywatny samochód.

Ograniczanie wykluczenia transportowego może zapewnić tylko tworzenie spójnej siatki kolejowo-autobusowej. Niestety, chaos kompetencyjny dotyczący zarządzania transportem nie ułatwia likwidacji białych plam. Wiele gmin, powiatów i województw wciąż ogranicza swoją aktywność do minimum i zajmuje się komunikacją regionalną w najmniejszym możliwym wymiarze. Świadczą o tym choćby wyniki ostatniego konkursu na środki w ramach Funduszu Rozwoju Przewozów Autobusowych. Chociaż jego budżet jest wciąż niewielki, w niektórych województwach część środków nie została wykorzystana. Co gorsze, to zwłaszcza wschodnie regiony Polski, gdzie oferta transportu i kolejowego, i autobusowego jest fatalna. Jedyna nadzieja w nadchodzących, choć opóźnionych wyborach samorządowych. Warto podczas nich rozliczyć lokalnych polityków, dzieląc ich na tych, którzy w konkretny sposób walczą z wykluczeniem transportowym, i tych, którzy udają, że przecież wystarczy samochód.

Reklama

Czytaj także

Fotoreportaże

Jaki sens szycia? Mamy w Polsce mistrzów, uczniów brak

Krawiectwo miarowe odradza się powoli, bo i powoli rośnie społeczna chęć podkreślenia ubiorem statusu, aspiracji oraz zwykłej satysfakcji z własnego wyglądu. Coraz mniejsze grono mistrzów ma pełne ręce roboty, a następców nie widać.

Marcin Piątek
05.02.2023
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną