Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Rynek

Egzekutor czy sygnalista? Maciej Berek to szansa dla rządu. Czy Tusk zechce z niej skorzystać?

Powołany na funkcję ministra ds. nadzoru nad wdrażaniem polityki rządu Maciej Berek podczas zaprzysiężenia nowych ministrów w rządzie Donalda Tuska, Warszawa 24 lipca 2025 r. Powołany na funkcję ministra ds. nadzoru nad wdrażaniem polityki rządu Maciej Berek podczas zaprzysiężenia nowych ministrów w rządzie Donalda Tuska, Warszawa 24 lipca 2025 r. Sławomir Kamiński / Agencja Wyborcza.pl
Obecność Macieja Berka w nowej ekipie rządowej jest zaskoczeniem. Ma kontrolować, czy ministrowie realizują politykę rządu, nie dostał jednak narzędzi, by ich z tego rozliczać. Czyli nie tyle srogi egzekutor, co sygnalista z dostępem do ucha premiera.

Nie wiadomo, ile prawdziwej władzy nad członkami rządu Maciej Berek będzie w stanie sobie wyrąbać. Zna ich jednak dobrze, do tej pory był szefem Komitetu Stałego Rady Ministrów. To ważna funkcja, organizuje pracę rządu, ma duży wpływ na agendę obrad, pozostaje jednak w jego cieniu. Od niego zależy, nad jakimi sprawami rząd pochyli się szybciej.

Państwowiec bez zaplecza

Chociaż raz zrobiło się o nim głośno. Wtedy, gdy Donald Tusk podpisał zgodę, aby neosędzia Sądu Najwyższego Krzysztof Wesołowski został komisarzem do przeprowadzenia wyboru prezesa Izby Cywilnej SN. Wpadka była ewidentna i przykra, Tusk zwalił winę na Berka. Że – podsuwając mu dokument do podpisu – „nie dostrzegł jego polityczności”. Berek wziął to na klatę, mało kto uwierzył.

Jako bezpartyjny państwowiec Maciej Berek nie ma żadnego zaplecza politycznego, trudno sobie też wyobrazić, że jako minister będzie rozliczać z realizacji rządowej strategii choćby wicepremierów. Jeśli jednak ma swoją funkcję traktować poważnie, to musi najpierw zapytać – jak ta strategia wygląda? W której szufladzie leży? Jakie są jej priorytety? Na razie przecież ciągle tego nie wiemy.

Gdyby więc w końcu rząd na czele z jego szefem te priorytety sformułowali, miałby się nowy minister od kontroli przynajmniej czego trzymać. Wiedzę o tym, jak nowoczesne państwo powinno swoje priorytety realizować, Berek bowiem posiada.

Po rekonstrukcji: Panie i panowie ministrowie: to ostatnia szansa. Jeśli się nie uda, czeka nas sanacja 2.0

Startował do Sejmu, ale się nie dostał

Urodził się w 1972 r. w Gdańsku, jest doktorem prawa i adiunktem w Katedrze Prawa Konstytucyjnego UW. Od polityki trzyma się z daleka, chociaż próbował być bliżej. W 2005 r., jako bezpartyjny, startował z listy PO do Sejmu, ale się nie dostał. Trudno się dziwić, brakuje mu parcia na szkło i umiejętności zabiegania o względy wyborców. Sprawny, suchy urzędnik bez emocji.

Niewiele więc o nim wiemy. Nie ukrywał jednak, że jest zwolennikiem rozwiązania, aby małżeństwo zgodne w sprawie rozwodu nie musiało przeprowadzać go w sądzie, ale przed urzędem stanu cywilnego. Byłoby szybciej, taniej, odciążyłoby sądy. Berek zamilkł, gdy PSL uznał, że nie służyłoby to trwałości rodziny.

Inne jego poglądy, z których się nie zwierza, spowodowały, że codziennie chodził do pracy w budynku Kancelarii Prezesa Rady Ministrów akurat w latach, gdy współrządziła Platforma Obywatelska. Od 2007 do 2015 r. jako prezes Rządowego Centrum Legislacji, od grudnia 2023 jako przewodniczący Komitetu Stałego RM. Wcześniej był też dyrektorem Centrum Informacyjnego Senatu, współpracował z rzecznikiem praw obywatelskich, a tuż przed powrotem do rządu jako główny legislator współpracował z Pracodawcami RP, wtedy poznał Rafała Brzoskę.

Ostatnio Brzoska na ręce Berka przesyła kolejne propozycje deregulacji, a ten „tłumaczy” je na projekty ustaw. Obie strony są zadowolone ze współpracy. Sporo projektów parlament zdążył uchwalić, a niektóre nawet podpisał prezydent.

Jak Berek będzie kontrolował rząd?

Jak może wyglądać praca Macieja Berka jako kontrolera ministrów w kwestii realizacji obietnic? Nie sądzę, żeby – oceniając pracę szefów poszczególnych resortów – sporządzał coś w rodzaju listy 100 konkretów, z której próbował rozliczać się rząd. Pomysł był marny, słaby PR-owo, szkoda byłoby kompetencji Berka do takich zagrywek. Sam rząd też w rezultacie pożytku by z tego nie odniósł, o obywatelach nie wspominając.

Skoro z ust premiera padło słowo controlling, to można by dodać jeszcze kolejne: „ewaluacja” i podejść do funkcjonowania państwa naprawdę poważnie. Czyli jak? Najlepiej na przykładzie.

Andrzej Domański, obecnie minister finansów, odpowiadać będzie także za gospodarkę. Z czego Berek miałby go rozliczać? Jeśli rząd i obywatele mają mieć z tego pożytek, to warto uświadomić sobie, jakie wybory staną przed nowym wicepremierem.

Są pierwsze sygnały, że słabnie nasz eksport, ponieważ maleje konkurencyjność polskiej gospodarki. Jednym z najpoważniejszych powodów są zbyt wysokie ceny energii. Ta produkowana z węgla jest obecnie najdroższa, więcej zielonej energii obniżyłoby koszty produkcji w przemyśle, ale też rachunki w gospodarstwach domowych. To jedna strona medalu.

Jest i druga. Zielona transformacja w Polsce odbywa się zbyt wolno, produkcja energii z OZE powinna być większa. Jedną z przyczyn za PiS było – ale jest i teraz – to, że dziesiątki miliardów złotych ze sprzedaży praw emisji CO2, zamiast na inwestycje, minister finansów przeznaczał na transfery społeczne. Domański jako wicepremier stanie przed wyborem – co dla obywateli i dla polskiej gospodarki jest ważniejsze? Niższe rachunki za prąd dla wszystkich i wysoki eksport w najbliższej przyszłości? Czy łagodzenie skutków drożyzny bez perspektywy poprawy także w bliskiej przyszłości?

Tanie mieszkania

To nie są łatwe wybory. I nie będzie łatwa ich ocena. Berek też przecież będzie musiał wybrać, czy ocenia z krótkiej perspektywy politycznej, czy może nieco dłuższej, która też okaże się polityczna, ale nieco później, może nawet po najbliższych wyborach. Inny przykład. Tanie mieszkania.

Padają coraz większe sumy, jakie rząd chce przeznaczyć na wspieranie taniego budownictwa dla młodych. Jeśli pieniądze naprawdę popłyną do resortu, który ma politykę mieszkaniową realizować, to jak powinien go rozliczyć Maciej Berek? Z liczby mieszkań, które za nie zbudowano?

Otóż nie tylko. Powinien też zażądać przedstawienia wszystkich kosztów. Nie tylko firm, które te mieszkania zbudowały, ale także urzędników, którzy te procesy pilotowali, oraz pieniędzy, które wypłacono zarządom, np. Społecznym Inicjatywom Mieszkaniowym. Chodzi o to, żeby policzyć i porównać, kiedy koszty budowy mieszkań są niższe. Czy aby na pewno wtedy, gdy procesem ich powstawania kierują politycy? Bo jeśli nie, to obowiązkiem polityków jest realizacja celu w inny sposób.

Maciej Berek jest w stanie dokonać rzetelnej oceny realizacji polityki poszczególnych resortów. Jest to szansa dla rządu, aby mądrzej realizować gospodarcze priorytety. Nie jestem jednak pewna, czy koalicja 15 października naprawdę chce z tej szansy skorzystać. Politycy zwykle bowiem patrzą wyłącznie na to, co opłaci się w najbliższych wyborach. Nie tylko egzekutor, ale nawet sygnalista nie jest im potrzebny.

Reklama

Czytaj także

null
Społeczeństwo

Alergia na wiosnę. Cierpi aż 12 mln Polaków. Leczą się u naturopatów, problem jest gigantyczny

Już 12 mln Polaków zmaga się z wiosennymi alergiami. Gdy konwencjonalna medycyna oferuje lata leczenia, gabinety naturopatów obiecują odczulenie bez igieł i bólu. Dlaczego łatwiej uwierzyć w magię niż w naukę?

Paweł Walewski
31.03.2026
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną