Gorzko o cukrze
Słodka obietnica Sasina się mści. Polskie cukrownie toną w cukrze, ceny spadły poniżej kosztów
Rynek cukru jest najbardziej regulowanym rynkiem na świecie i dlatego łatwo go rozhuśtać – tłumaczy Bartosz Urbaniak z banku BNP Paribas. U nas właśnie się to dzieje. To przede wszystkim zasługa Jacka Sasina, byłego wicepremiera w rządzie Prawa i Sprawiedliwości. Dziś polskie cukrownie marzą, żeby ktoś wywołał na rynku panikę – jak to się już parę razy zdarzało – bo wtedy wystraszeni konsumenci zaczęliby kupować cukier na zapas. Magazyny w cukrowniach może by się opróżniły, bo na razie są pełne jeszcze po poprzedniej kampanii, a buraki na polu rosną i za kilka tygodni plantatorzy zaczną je zwozić do skupu.
W desperacji cukrownie sprzedają cukier sieciom handlowym za bezcen; średnio po 2,14 tys. zł za tonę. W Krajowej Grupie Spożywczej prezes Leszek Świętochowski przyznaje, że u niego koszt wynosi powyżej 2,7 tys. zł. Na pytanie, dlaczego sprzedaje poniżej kosztów, odpowiada: – A kto dzisiaj tego nie robi?
Sasin i buraki
Krajowa Grupa Spożywcza to państwowy koncern, powołany w 2022 r., który przejął po spółce Polski Cukier kilkadziesiąt zakładów. Kontroluje ok. 40 proc. polskiego rynku cukru, na którym ma jeszcze trzech zagranicznych, a właściwie już tylko niemieckich konkurentów: koncerny Pfeifer & Langen, Nordzucker oraz Sudzucker. Celem utworzenia KGS miała być przede wszystkim stabilizacja cen skupu, tak aby zadowolić wiejski elektorat. W gruncie rzeczy chodziło o ukrytą formę dotacji dla różnych producentów rolnych (tegoroczne straty KGS wyniosą ok. 600 mln zł).
– Wicepremier Sasin, żeby zdobyć przychylność plantatorów buraków, dwa miesiące przed wyborami w 2023 r. ustalił z nimi cenę skupu, jaka będzie obowiązywać jesienią 2024 r., na 46,50 euro za tonę – słyszę od Leszka Świętochowskiego.