Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Rynek

Chcemy się leczyć, nie chcemy płacić. Rząd dosypuje pieniądze, a deficyt rośnie. O co tu chodzi?

W ostatnich latach suma pieniędzy na leczenie wzrosła według NFZ prawie dwukrotnie, ale w tym samym czasie liczba udzielonych świadczeń wzrosła tylko o 25 proc. W ostatnich latach suma pieniędzy na leczenie wzrosła według NFZ prawie dwukrotnie, ale w tym samym czasie liczba udzielonych świadczeń wzrosła tylko o 25 proc. Hush Naidoo Jade Photography / Unsplash
Partie w Sejmie nie są w stanie zagłosować za prawdziwą reformą ochrony zdrowia, bo ich celem jest utrzymanie poparcia wśród swoich, a nie poprawa systemu leczenia wszystkich Polaków. Pacjenci padają ofiarą kalkulacji. Wyborców politycy boją się bardziej niż pacjentów.

Dyrektorzy publicznych szpitali, niektórzy nawet z nazwiska, jak Jerzy Ostrouch, zarządzający Szpitalem Wojewódzkim w Gorzowie Wielkopolskim, mówią wprost, że jeżeli szpital wydaje na płace 90 proc. środków z kontraktu z NFZ, to staje się niebezpieczny dla pacjentów. Na leczenie nie ma już bowiem pieniędzy. Większość szpitali w Polsce, zwłaszcza powiatowych, jest obecnie w takiej sytuacji.

Za podwyżką płac głosowali wszyscy

Na lipcową, coroczną podwyżkę płac dla medyków nie ma środków w budżecie państwa. NFZ też ich nie ma. Kiedy za rządów PiS uchwalano ustawę o minimalnych wynagrodzeniach dla zawodów medycznych, wiadomo było, że wkrótce tak się stanie. Ale wszystkie partie były za – zbliżały się przecież wybory, nie chciały się narażać na utratę głosów, zakładając, że później jakoś to będzie.

Nie jest. Lekarze i pielęgniarki na przesunięcie podwyżek do stycznia 2027 r. się nie zgodzili. Stąd decyzja, że za drogie badania – rezonans magnetyczny, tomografię komputerową, kolonoskopię itp. – NFZ zapłaci tylko tyle, na ile opiewa ryczałt. Za tzw. nadwykonania świadczeniodawcy otrzymają zaledwie 40 proc. wyceny, i to dopiero po upływie roku. Czyli wracają limity.

Podnieśliśmy larum, że kolejki się wydłużą. Zapewne tak. NFZ chce zaoszczędzić na tym 800 mln zł. Zamiast racjonalizacji nieefektywnego systemu mamy cięcia. Na ślepo. Małgorzata Gałązka-Sobotka, dyrektorka Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego, wraca do racjonalizacji i pyta: dlaczego nie przestrzegamy standardów?

Lekarze pierwszego kontaktu wypisują skierowania na drogie badania, chociaż najpierw powinno być zrobione np. USG i z niego powinno wynikać, że droższe badanie jest niezbędne. Bo nie zawsze jest. Ci, którzy je wykonują, też się tym nie martwią, bo więcej zarobią.

Reklama