Matka afer
Matka afer. Młode wilki z DM WGI pierwsze robiły to, co kopiowali szefowie Amber Gold i inni
Dzień ogłoszenia wyroku w sprawie upadku Domu Maklerskiego Warszawskiej Grupy Inwestycyjnej (DM WGI) – pierwszej afery gospodarczej III RP. Ponad półtora tysiąca klientów straciło wtedy 349 mln zł. Pod salą sądową poszkodowani. Starsza pani wspomina, jak 1 kwietnia 2006 r. dostała na pięknym złotym papierze raport o swoich zyskach. Były imponujące. – Córka mówiła: Mamo, idź i szybko wyjmij te pięniądze! – wzdycha.
Nie poszła, a już 4 kwietnia 2006 r. dobijała się wraz z innymi klientami do zamkniętych drzwi domu maklerskiego WGI, po tym, jak „Rzeczpospolita” podała, że została cofnięta mu licencja m.in. za wprowadzanie klientów w błąd co do stanu ich rachunków i niekorzystne zarządzanie powierzonym kapitałem. – Teraz mija równo 20 lat – zauważa kobieta. Podchodzi druga pani, jak mówi, też dawna klientka. Nie chodziła na rozprawy, ale na ogłoszenie wyroku przyszła. Pyta: – A co ten wyrok nam da?
Młode wilki z Jaguarem
Dom maklerski WGI założyło w kwietniu 2005 r. trzech kumpli ze szkoły, młode wilczki wczesnego kapitalizmu: 28-latek Łukasz K., dziennikarz po średniej szkole, jego kolega Andrzej Maciej S., po studiach dziennikarskich, i Maciej Dominik S., po ekonomii, z otwartym doktoratem, i to on, wydaje się, był tam mózgiem. Była wielka akcja marketingowa, finansowanie turnieju golfowego o Puchar Prezydenta Kwaśniewskiego, gdzie jedną z nagród był luksusowy Jaguar S-Type. W otoczeniu pojawiły się duże nazwiska z ekonomii, z tytułami naukowymi, które uwiarygadniały biznes. Były znane twarze z telewizji. Potem na procesie wszyscy mówili, że co prawda zasiadali w radach, ale nie byli należycie informowani o sytuacji.
Na początku procesu jeden z pełnomocników poszkodowanych zaproponował sędzi, aby w ramach pracy obejrzała film dokumentalny o Bernardzie Madoffie, który oszukał ludzi w USA na 65 mld dol.