Przejdź do treści
Reklama
Reklama
Rynek

Portfel Pandory

Portfel Pandory. Kiedy nasze płace będą jawne? Zmiana budzi emocje, jazda dopiero się zacznie

Preferuj w Google
33 proc. Polek i Polaków chciałoby wiedzieć, ile zarabiają ich współpracownicy, ale tylko 17 proc. podałoby taką informację o sobie – wynika z badania Polskiego Instytutu Ekonomicznego. 33 proc. Polek i Polaków chciałoby wiedzieć, ile zarabiają ich współpracownicy, ale tylko 17 proc. podałoby taką informację o sobie – wynika z badania Polskiego Instytutu Ekonomicznego. Patryk Sroczyński
Unijna dyrektywa o jawności wynagrodzeń już miesza na polskim rynku pracy. Ale prawdziwa jazda się zacznie, gdy dyskryminowani płacowo ustawią się w kolejce po milionowe odszkodowania.
Główny Urząd Statystyczny wskazuje, że różnica między średnim wynagrodzeniem kobiet i mężczyzn przekracza 900 zł miesięcznie.Patryk Sroczyński Główny Urząd Statystyczny wskazuje, że różnica między średnim wynagrodzeniem kobiet i mężczyzn przekracza 900 zł miesięcznie.

Pieniądz lubi ciszę – mawiali starsi, pracodawcy zaś chętnie dokładali do tego aneks w postaci klauzul poufności wynagrodzeń. Podobne klauzule stają się teraz nieważne z mocy prawa. Co więcej, każdy pracownik może zażądać informacji o średnich zarobkach osób wykonujących taką samą pracę, a kandydat do pracy ma prawo poznać z góry widełki płacowe, a nawet dokładną stawkę. Unia Europejska otwiera płacową puszkę Pandory.

Widły Neptuna

Pogromcą zarobkowych tajemnic jest Bruksela, a konkretnie unijna dyrektywa o jawności wynagrodzeń. 7 czerwca 2026 r. minął termin jej wdrożenia. Polska go nie dotrzymała (wdrożyła tylko niektóre przepisy), ale pracownicy już mogą powoływać się na unijne reguły przed sądami. Widmo procesowej przegranej straszy pracodawców, dostosowują się więc do nowego prawa. A czasem tylko udają – trochę jak rząd, który zapewnia, że wszystko będzie gotowe na początku przyszłego roku.

Dyrektywa budzi ogromne emocje. Tak jest choćby z przepisem, który już obowiązuje: pracodawca musi przekazać kandydatowi do pracy informację o początkowej wysokości wynagrodzenia lub jego przedziale, tzw. widełkach.

27-letni Jakub ze Szczecina szukał pracy w kilku firmach i instytucjach publicznych. Za każdym razem przeszedł trudny, kilkustopniowy nabór, po czym się dowiadywał, że proponowane zarobki są poniżej jego oczekiwań. – Gdy więc weszły w życie widełki, ucieszyłem się. Niestety, bywają kolosalnie szerokie, np. od niewiele ponad 5 tys. zł do prawie 9 tys. zł – mówi. Jak zauważa, tak duża rozpiętość służy ominięciu przepisu, a użyteczność informacji jest żadna.

Na platformach internetowych podobnych ogłoszeń jest mnóstwo: spedytor może zarobić 5–9,5 tys. zł, specjalista ds. e-commerce 6–12 tys.

Polityka 32.2026 (3576) z dnia 04.08.2026; Rynek; s. 40
Oryginalny tytuł tekstu: "Portfel Pandory"
Reklama