Osoby czytające wydania polityki

Wiarygodność w czasach niepewności

Wypróbuj za 11,90 zł!

Subskrybuj
Rynek

Nagłe olśnienia

Łukasz Foltyn: wymyślił Gadu-Gadu

Twórca Gadu-Gadu, polska ikona sukcesu w branży informatycznej, ma ciągoty lewicowe.

Jako informatyk Łukasz Foltyn wymyślił najpopularniejszy komunikator internetowy Gadu-Gadu. Jako biznesmen sprzedał swój pomysł i został milionerem. Jako polityk założył partię lewicową i uświadamia społeczeństwo w Internecie. Ale gdyby miał wizytówkę, nie wiedziałby, co na niej napisać.

Fot. Grzegorz Press

Ma 33 lata. Kiedy był dzieckiem i mama pytała, kim chciałby zostać w życiu, zawsze odpowiadał tak samo: Chcę zarabiać dobre pieniądze. Nie mieli w domu komputera, ale Łukasz narysował klawiaturę na kartce i spędzał długie godziny, przebierając po niej palcami. Swoje pierwsze programy zapisywał ołówkiem w zeszycie.

Alfons Foltyn, tata, inżynier budownictwa wodnego: – Zużywał multum ołówków.

Barbara Foltyn, mama, anglistka: – Pytałam, co tam pisze. Mówił, że to mądre rzeczy. Łukasz zawsze bardzo wierzył we wszystko, co robił.

Łukasz

Rano wstaje i siada do komputera. Pisze bloga politycznego. Polemizuje online. Odwozi syna do szkoły, córkę do przedszkola. Wraca, siada do komputera. Czasem pójdzie na polityczne dyskusje w realu. Potem znów buszuje w Internecie. Poszukuje prądów politycznych, mocnych cytatów, opinii innych ludzi. Ale książek nie czyta. – Główną myśl każdej książki można streścić na jednej stronie. A ja chwytam idee, nie opisy przyrody – tłumaczy.

Pomysł Gadu-Gadu znalazł w Internecie. Podpatrzył amerykański program i napisał własną wersję. Wśród informatyków nie nazywa się to kopiowaniem, ale klonowaniem idei. W sieci wokół komunikatorów zawiązują się całe społeczności. Wystarczy dać ludziom dobre narzędzie do porozumiewania się, a już sami rozreklamują je wśród znajomych. Im więcej użytkowników zwerbują, tym więcej zarobi pomysłodawca. Za GG kupiec proponuje dzisiaj 155 mln dol. Sprzedając swoje akcje w spółce, Łukasz Foltyn mógłby nie pracować do końca życia. Ale nowe, polityczne wcielenie, każe mu założyć lewicowe medium w Internecie. Wzorem GG miałoby działać jak serwis społecznościowy – rodzić sympatyków w postępie geometrycznym.

Mama

Foltynowie żyli w dziesięcioro na czterdziestu ośmiu metrach mieszkania w bloku na radomskim osiedlu. Mama, tata, sześć córek i dwóch synów – Łukasz przedostatni z rodzeństwa. W szufladzie u rodziców leżą niedokończone elektroniczne schematy tunera i zasilacza stabilizowanego, które składał z ojcem jako chłopiec. Tata: – Przyjedzie, to dokończy. Już ja go przypilnuję.

Tata dużo jeździł w delegacje, na budowy w Polskę. Mama zajmowała się domem i dziećmi. Były wychuchane. Mama dbała, by były najlepsze we wszystkim, co robią. Łukasz okazał się bardzo dobry w sekcji tenisa ziemnego, trochę gorszy w sekcji tanecznej. Z dziećmi dużo się rozmawiało, na przykład o ich obowiązkach wobec innych. O szacunku, jaki się należy biednym i oszukanym przez los. Łukasz wracał ze szkoły i z przejęciem opowiadał, jak pani sprzątaczka walczyła ze śniegiem i jak bezbronna mu się przy tym wydawała. Mama: – Łukasz wyniósł z domu prawdziwą lewicowość, nie jakąś hasłową.

Z wiekiem buntował się. Mama ze zgrozą zrozumiała, że niedopilnowany, skłonny jest założyć najgorsze ubranie jako wyjściowe. Miał pretensje, że robi się z niego lalusia. Uczył się raczej słabo. Co prawda wygrał olimpiadę matematyczną w ósmej klasie, ale w liceum Kochanowskiego, najlepszym w mieście, go nie chcieli, bo miał za słabe świadectwo. Mama poszła porozmawiać z dyrektorem: – Powiedziałam wtedy: świadectwo to nie wszystko, syn jest zdolny. Pan dyrektor zaczął Łukasza przepytywać i przyjął go do liceum.

Mama kupiła Łukaszowi pierwszy numer pisma komputerowego „Bajtek” i zapisała na kółko informatyczne. Potem żałowała, bo mały utknął w domu przy narysowanej klawiaturze. Wyganiała na podwórko, żeby pobiegał z kolegami, ale nie rozumiał, po co miałby wychodzić. Przez komputer Łukasz odmówił nawet kiedyś wyjazdu z rodziną na wakacje.

Kilka miesięcy temu Alfons i Barbara Foltynowie przenieśli się na podradomską wieś. Mama zawsze chciała mieszkać w dużym domu pod lasem. Łukasz kupił dom, który najbardziej jej się podobał.

Komputer

Tata: – Łukasz miał do nas pretensje o swoje imię, bo w pierwszych modelach komputerów nie było litery Ł.

W pracowni informatycznej liceum Kochanowskiego było pięć rodzajów komputerów. Łukasz Foltyn rozgryzł je wszystkie. Trafił na sam początek masowej komputeryzacji. Prymityw i Dziki Zachód – mawiał nauczyciel informatyki. Najlepszym egzemplarzom komputerów proste obliczenia zajmowały godziny. A jeśli siadało napięcie, wszystko trafiał szlag.

Andrzej Wojtyna, informatyk i matematyk: – Łukasz był niesamowicie uparty i zacięty. Nie mogłem go wygonić z pracowni. Wypychałem siłą po północy. Bywało zresztą, że spędzał przy komputerach całe noce.

Pan Andrzej przechowuje listę sukcesów swoich uczniów w domowym komputerze. Pod nazwiskiem Łukasza zapisany jest jego program „Czasowniki nieregularne do nauki angielskiego”, z którego korzystała cała szkoła. Kilka nagród, które zdobywał w konkursach i warsztatach informatycznych. Państwo Foltynowie dorzucają napisany przez syna program do selekcji egzaminacyjnej kandydatów do liceum i związane z nim daremne prośby, aby Łukasz załatwił przyjęcie kogoś do szkoły. Jego klasa uchodziła za zbiorowisko indywidualistów. Genialna klasa – wspominają nauczyciele. Wśród absolwentów jest kilku znanych biznesmenów i doradca prezydenta USA.

Marek Golka, nauczyciel fizyki: – Łukasz uczył się w sposób ukierunkowany. Fizyki nie lubił, informatyka go pochłaniała i jej poświęcał cały czas. Byłem pewien, że odniesie sukces. Nie wiedziałem tylko, że będzie to tak wielki sukces.

Pierwszy własny komputer Łukasz Foltyn dostał od Marka Sella, znanego w branży informatycznej twórcy programu antywirusowego, z którym pracował. Przyniósł do domu ważące kilkanaście kilogramów stare pudło, bo Sell nie miał mu czym zapłacić. Wolał dać wysłużony komputer.

Biznes

Łukasz Foltyn: – Działalność gospodarczą prowadziłem już w liceum. Dużo grałem na giełdzie. Na studiach pisałem programy, sprzedawałem je i z tego żyłem.

Wyjechał do Warszawy na studia, wynajął pokój sublokatorski. Zrobił rok elektroniki, potem rok matematyki na UW. Wreszcie wylądował na wieczorowym licencjacie z informatyki. Ale częściej przebywał w Internecie, wymyślając sposoby na zarobienie dobrych pieniędzy, o których mówił kiedyś mamie. Miał zamiar raczej „wymyślić” pieniądze, niż w starym stylu zarobić je w pocie czoła.

Pierwszy był program do wysyłania esemesów przez Internet. Wystarczyło wejść na stworzoną przez Łukasza stronę i zarejestrować się. Esemes nic nie kosztował, za to Foltyn tworzył imienną bazę użytkowników, którzy w przyszłości mieli uczynić go milionerem. Im więcej ludzi – tym pomysłodawca więcej wart. Potem Łukasz stworzył klon amerykańskiego programu do zarządzania plikami i katalogami w komputerze. Nazwał go Foltyn Commander. Ubrany w garnitur, z aktówką pod pachą, krążył po warszawskich urzędach usiłując sprzedać swojego Foltyna. W końcu dwieście sztuk wzięła Kancelaria Senatu. A potem Łukasz spotkał Anię, studentkę ekonomii, ożenił się, urodziło się dziecko. Musiał porzucić marzenia o dobrych pieniądzach i wziąć się za pracę na etacie jako szeregowy programista i odpowiedzialny ojciec.

Barbara Foltyn: – Był u nas i mówił, że ożenić się zamierza po trzydziestce. A za dwa tygodnie przyjechał z wiadomością, że żeni się z Anią. Na weselu zostałam królową balu.

Najważniejsze wydarzenia w życiu Łukasza Foltyna dzieją się pod wpływem nagłych olśnień. Tak było z Gadu-Gadu. Wynajęty przez amerykańskiego inwestora student informatyki Foltyn po godzinach odwiedzał instytucje finansowe, szukając sponsora dla portalu internetowego zleceniodawcy. A skoro już znalazł się wśród bogatych, przy okazji wykładał na stół swoją bazę użytkowników darmowych esemesów: kilkadziesiąt tysięcy ludzi – idea do sprzedania tanio. Łukasz prezentował się dobrze, był entuzjastycznie nastawiony – wspominali potem ludzie z holdingu, który wyłożył pieniądze na GG. Foltyn przez kilka miesięcy pisał nowy program w wynajętym pokoju. Chciał go nazwać Foltyn, ale inwestor wolał Gadu-Gadu. Okazało się, że polski komunikator sprzedaje się świetnie i tworzy się wokół niego społeczność. Stało się jasne, że jego twórca jest skazany na bardzo dobre pieniądze.

Łukasz Foltyn: – Licencjat z informatyki zrobiłem wieczorowo, ostatkiem sił. Nawet nie odebrałem dyplomu. Ale żaden inwestor nie zapytał mnie, jakie mam wykształcenie, tylko jakie mam doświadczenie.

Alfons Foltyn: – Łukasz dorobił się fortuny i właściwie nie musi już nic robić. Może pędzić życie emeryta, a to nie jest najlepsze wyjście dla młodego człowieka.

Partia

Jeszcze dwa miesiące temu był bohaterem wszystkich serwisów internetowych. Na zdjęciach występował obok Waldemara Pawlaka, bo kandydował na posła z list PSL. Polski Bill Gates – to był jego medialny pseudonim. Nie chciał się tak kojarzyć, ale spece od marketingu twierdzili, że to strzał w dziesiątkę. Co prawda do Sejmu się nie dostał, ale zwrócił uwagę wyborców na Partię Socjaldemokratyczną (PSD), którą współtworzył i jej przewodniczy.

Wojciech Orżewski, 21 lat, student politologii, wiceprzewodniczący PSD: – To była obustronna inicjatywa PSL i PSD. Waldemar Pawlak stawia na młodych, a Łukasz wydał mu się bliski – nie dlatego, że realizowałby program po linii partyjnej PSL, ale dlatego, że też interesuje się nowoczesnymi technologiami.

Foltyn z Orżewskim poznali się przez Internet. Z jednej strony milioner z misją walki z niesprawiedliwością społeczną, z drugiej rozczarowany były członek SLD. Spotkali się w realu, żeby pogadać o partii nowej lewicy. Orżewski mówi, że spodziewał się człowieka wyniosłego, naburmuszonego, a przyszedł zwykły facet ubrany gorzej niż skromnie. Łukasz Foltyn próbował związać się z jakąś istniejącą grupą lewicową, ale wcześniej czy później go wyrzucali. Z Polskiej Partii Pracy dlatego, że w dyskusji ideowej poparł komornika ścigającego za długi pewien wrocławski szpital. Z Polskiej Partii Socjalistycznej, bo uważał, że powinno się rozmawiać o przyszłości w systemie kapitalistycznym, nie wciąż obchodzić przedwojenne rocznice. Lewicowość Łukasza Foltyna także pojawiła się jak nagłe olśnienie. On – w liceum stronnik Unii Polityki Realnej i Zjednoczenia Chrześcijańsko-Narodowego – przeczytał w „GW”, że giełda w Londynie cieszy się, iż Polacy poparli lewicę w wyborach 1993 r. Grał na giełdzie, to się zainteresował.

Foltyn, mimo że lewicowiec, wierzy w kapitalizm i właśnie tego nie potrafią zrozumieć tradycyjni towarzysze. – Nie jest złe to, że ktoś jest bogaty, ale to, że ktoś jest biedny. Chciałby płacić wyższe podatki i przekonuje do tego innych polskich milionerów. Chciałby dawać ludziom miesięcznie po 200 zł na każde dziecko, zlikwidować składkę ZUS, podnieść płacę minimalną i wydatki na służbę zdrowia. – Ale żeby tego dokonać, trzeba obudzić świadomość lewicową społeczeństwa. Oprócz pisania w Internecie trzeba jeździć w teren, spotykać się z ludźmi w zakładach pracy.

Ludzie, którzy go znają, mówią, że kombinuje z polityką, bo wstydzi się swojej szybko zarobionej fortuny. Inni, w tym rodzice, że jest w swoim politycznym wcieleniu całkiem szczery. Ostatnio puszczali z ojcem latawiec w podradomskiej wsi i gadali o polityce.

Tata: – Łukasz i polityka? To nie dla niego. On nie umie lawirować.

Mama: – Jesteśmy z Łukasza bardzo dumni, bo to dobry i uczynny chłopak. Piszą o nim nawet w podręczniku do informatyki. Ale uważam, że do polityki się nie nadaje. A jeśli już występuje w telewizji, to ja bym się na jego miejscu lepiej ubierała.

Reklama

Czytaj także

null
Kraj

Kaczyński się pozbierał, złapał cugle, zagrożenie nie minęło. Czy PiS jeszcze wróci do władzy?

Mamy już niezagrożoną demokrację, ze zwyczajowymi sporami i krytyką władzy, czy nadal obowiązuje stan nadzwyczajny? Trwa właśnie, zwłaszcza w mediach społecznościowych, debata na ten temat, a wynik wyborów samorządowych stał się ważnym argumentem.

Mariusz Janicki
09.04.2024
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną