Królu zbawco, zostań sprzedawcą!
Pracodawcy stają na głowie, żeby znaleźć pracowników. Kuszą elastycznymi godzinami pracy, obdarowują egzotycznymi podróżami na koszt firmy, a w desperacji wabią nawet wierszowanymi ogłoszeniami.

Już ponad połowa polskich przedsiębiorców ma problemy z prowadzeniem firm: brakuje im pracowników. W 2007 r. co piąta firma musiała zrezygnować ze świadczenia części usług. Aż 14 proc. przedsiębiorców twierdzi, że z powodu braku ludzi ogranicza udział w przetargach.

Teraz już nie wystarczy dać pracę. Żeby kandydat zainteresował się ofertą, już na początek trzeba obiecać mu coś ekstra – mówi Karolina Adamiec, dyrektor zarządzający firmy rekrutacyjnej Reed.

Służbowy samochód, laptop czy telefon komórkowy to teraz dla kadry menedżerskiej narzędzia pracy, a nie ekstradodatek. Jeszcze do niedawna takie bonusy robiły wrażenie, świadczyły o prestiżu. Dzisiaj pracownicy mówią, że firmowa komórka i przenośny komputer to smycze, a oni coraz rzadziej chcą pracować po godzinach. Opieka medyczna w dobrej prywatnej klinice dla pracownika i jego rodziny wciąż jest ważna, ale już spowszedniała.

Twój przyjaciel McDonald’s

Do grupy pracowników szczególnie poszukiwanych należą dziś sprzedawcy. McDonald’s ostatnio mniej reklamuje hamburgery i sałatki, a bardziej własną firmę jako przyjazne miejsce pracy. Ciepły wizerunek ma choć trochę rekompensować umiarkowane zarobki. Jeszcze kilka lat temu od kandydatów wymagano, żeby byli młodzi, doświadczeni, atrakcyjni i... wykształceni. Chętnych nie brakowało, chociaż firma uchodziła za taką, co to płacąc niewielkie pieniądze wyciśnie ostatnią kroplę potu. Dzisiaj reklamuje się jako miejsce, gdzie pracują osoby blisko pięćdziesiątki, bez specjalnych umiejętności i doświadczenia zawodowego. Od kandydata oczekuje się przede wszystkim „entuzjazmu i chęci do pracy”.

McDonald’s wydał na tę kampanię wielkie pieniądze. Z ekranów telewizorów uśmiechają się do nas zadowoleni pracownicy, dla których sprzedawanie frytek to żadna ujma. Tu panuje przyjacielska atmosfera, a do pracy można przychodzić, kiedy komu wygodnie. Jeśli nawet zaczynasz od kuchni lub stania za ladą, to szybko możesz awansować na stanowisko menedżerskie – kusi McDonald’s. Na kampanię billboardową „Jesteś potrzebny” zdecydowało się Tesco. Zachęca osoby w wieku przedemerytalnym, żeby zgłaszały się do pracy. I też nie wybrzydza.

Dr Krzysztof Nowakowski, socjolog pracy z Uniwersytetu Warszawskiego, zwraca uwagę, że obecnie firmy coraz częściej budują swój wizerunek jako przedsiębiorstw przyjaznych pracownikom i dostrzegających ich potrzeby. W krajach zachodnich takie strategie są stosowane od dawna. W Polsce wymusił je zmieniający się rynek pracy. Polacy chcą dzisiaj dobrze zarabiać i pracować w przyjaznym miejscu. Choćby taka przerwa na lunch staje się więc konieczna i oczywista. – W Europie Zachodniej pracodawcy wiedzą, że chwila relaksu w ciągu dnia obniża poziom stresu i sprzyja zgraniu zespołu – przekonuje Karolina Adamiec. Z badań firmy Reed wynika, że coraz ważniejsza staje się równowaga pomiędzy obowiązkami zawodowymi a życiem osobistym. Pracownicy oczekują szacunku dla ich prywatnego czasu i nienaruszania 8-godzinnego dnia pracy.

Microsoft godzi się na zatrudnienie na część etatu, co pewien czas można też zostać w domu i tam pracować. Magdalena Kozłowska-Dec jest w zaawansowanej ciąży. Nie obawia się jednak, że pracodawca potraktuje to jak dopust Boży. Kozłowska-Dec jest dobrym specjalistą i firma to docenia. Szef liczy, że wróci na swoje stanowisko, a przedsiębiorstwo nie straci fachowca. – Do firmy przyjeżdżam 2–3 razy w tygodniu na spotkania z klientami czy współpracownikami, kiedy rzeczywiście wymaga to mojej obecności.

Polski oddział Microsoftu stosuje różne ułatwienia dla kobiet z dziećmi i przyszłych mam. Program Pracujący Rodzic umożliwia ustalenie z szefem indywidualnego czasu pracy. Takie układy z pracodawcą nie są jednak jeszcze powszechne. Czy będą? – Fala emigracji wyssała wielu specjalistów. To duża strata dla polskiej gospodarki. Nawet jeśli w kraju poprawiły się warunki pracy i rosną płace, to masowa emigracja wymaga znalezienia środków zaradczych. To pewnie jeden z nich – mówi Krzysztof Nowakowski.

Niełatwo znaleźć pracownika, jeszcze trudniej go zatrzymać. Firmy budują więc specjalne systemy motywacyjne. Reed obiecuje, że im dłużej pracownik zostanie, tym krócej będzie pracować. Po pięciu latach przysługuje dodatkowy tydzień urlopu, a po 11 latach urlop wydłuża się do 6 tygodni. Skuteczne może okazać się też związanie pracownika z przedsiębiorstwem pożyczką firmową czy atrakcyjnym ubezpieczeniem na życie, które straci odchodząc. Pracodawcy proponują też szkolenia, kursy językowe, studia podyplomowe czy możliwość współpracy z międzynarodową kadrą. Za wszystko zapłacą, pod warunkiem, że pracownik nie zwolni się przez kilka najbliższych lat.

Disco z kiełbasą

Spowszedniały imprezy integracyjne. Na forum GazetaPraca.pl wałkowany jest temat: Jak uszczęśliwić pracowników? Jasmina_tdi napisała: „Zastanawiam się, z czego musiałabym mieć skonstruowany mózg, żeby odczuwać zwiększoną lojalność w zamian za disco bandżo z darmową kiełbasą. Chyba z podpałki do grilla”. Ludzie podkreślają, że jeśli pracodawca nie będzie godziwie płacił, to żadne bonusy nie pomogą. Małgorzata pisze na portalu: „Mi tam by wystarczyła podwyżka... A potem dobra atmosfera w pracy plus jakieś »rozrywkowe« bonusy”.

Coraz rzadziej zdarza się, że wszyscy z firmy dostają karnety na basen czy do kina. Pracodawcy już wiedzą, że to z reguły wyrzucone pieniądze. Nietrafione bonusy nie sprawią, że pracownik poczuje się doceniony. Teraz szefowie większą wagę przywiązują do tego, żeby dawać to, czego pracownicy rzeczywiście oczekują. Indywidualne podejście jest, oczywiście, łatwiejsze w mniejszych spółkach. Lech Pilecki, prezes Podlaskiego Klubu Biznesu, właściciel firm z branży nieruchomości, uważa, że warto troszczyć się o pracowników, a dobra atmosfera zatrzyma ich równie skutecznie jak podwyżka. – Można pytać o zdrowie, rodzinę, o to, czy dzieci mają przedszkole, a ktoś z bliskich nie potrzebuje opieki medycznej. Jednocześnie nie wolno przekroczyć granic prywatności. Szanuj pracownika swego jak siebie samego.

Na budowach Pilecki sprawdza, czy pracownicy mają odpowiednie obuwie, odzież i czy im czegoś nie potrzeba. Jest przekonany, że w Polsce bezpowrotnie skończyły się czasy, kiedy człowiek był tylko trybikiem w maszynerii firmy. A wymuszone zbliżenie działa w obie strony, pracownicy odwzajemniają się lojalnością. Dzięki temu Pilecki nie narzeka na ich brak.

Wyśpisz się co noc przy swej żonie

Jan Głuszczuk z Olsztyna, właściciel firmy handlującej maszynami ogrodniczymi i budowlanymi, od kilku miesięcy szuka sprzedawcy. Jeszcze kilka lat temu na ogłoszenie prasowe odpowiadało około 30 osób. Dziś bywa, że musi zajrzeć do gazety, żeby się upewnić, czy na pewno się ukazało, bo nikt nie dzwoni.

Żeby anons był widoczny, na łamach lokalnej prasy zwrócił się do potencjalnego pracownika wierszem:

„Nie jestem sknerą i zapłacę
Za dobrą i wydajną pracę
– O bezrobotny – królu, zbawco
Chcesz mechanikiem być, sprzedawcą?
Zatrudnię – chodź – zapraszam stary
Wolisz myć w Irlandii gary?
Szukam Cię długo, od miesięcy
U obcych Ty zarobisz więcej?”

i dalej w czułych słowach obiecuje:

„Mam dla Cię pracę na etacie
Przerwę, gdy zechcesz przy herbacie
Latem Cię schłodzę, ogrzeję w mróz
Zapłacę urlop/dam na ZUS.
Dam Ci praktykę oraz wiedzę
Bo w branży mojej długo siedzę.
Zostaniesz na Ojczyzny łonie
Wyśpisz się co noc przy swej żonie
Dam przywileje Ci na tacy –
W zamian chcę tylko dobrej pracy.”

Poetycki anons przemówił nie tyle do potencjalnych pracowników, co do miłośników poezji. To oni głównie dzwonili i gratulowali właścicielowi sklepu pomysłu. Natomiast w sprawie posady zgłosiło się kilka osób, w tym dwie matki, które szukały pracy dla swoich dorosłych synów. Odmówić musiał osobie, która nie umiała włączyć komputera i napisać jednego zdania bez błędów ortograficznych. Jeden z panów, który odpowiedział na ogłoszenie, umiał włączyć komputer i zdecydował się pracować. Miał się wdrażać, więc kilka godzin pokręcił się po sklepie. Wychodząc twierdził, że idzie tylko zadzwonić. I Jan Głuszczuk więcej go w pracy nie widział.

„Czekam i czekam, a czas płynie
Czy szukać mam na Ukrainie?”

– pyta retorycznie w kolejnym wierszu-anonsie.


Aktualności, komentarze

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną