Ofiary przemocy też mogą pomóc

Ofiara ofierze
Ofiara przemocy, dochodząc sprawiedliwości w sądzie, może skorzystać z pomocy obserwatora społecznego. Najlepiej w tej roli sprawdzają się ci, którzy przeszli przez podobne piekło.
Lisa Vanovitch/PantherMedia

Hanka. Któregoś wieczoru, kiedy moja 4-letnia wówczas córka leżała obok, mąż podszedł, zakrył mi twarz poduszką, zgwałcił, po czym powiedział, że potraktował mnie jak szmatę i teraz już zawsze tak będzie. Zrobił to po 19 latach małżeństwa. Myślałam, że następnego dnia wróci i będzie przepraszał. Ale tylko spytał: No i co, drutociągu? Jak ci było? Dobrze? Chcesz powtórkę?

Hanka zamyka oczy i widzi, jak mąż zabiera jej klucze od mieszkania, dokumenty, nie pozwala jeść, bije, w nocy znów gwałci. Widzi siebie w kącie pokoju, posiniaczoną i brudną od łez.

Kiedy Hanka trafia w końcu na policję w poszukiwaniu pomocy, funkcjonariuszka sadza ją obok przypadkowego mężczyzny, którego właśnie okradziono. Policjantka pyta: Zgwałcił panią? Wkładał pani do odbytu palce? Który palec? Ile palców? Hanka zapada się pod ziemię ze wstydu. Jak każda kobieta, która staje się ofiarą przemocy ze strony osoby bardzo bliskiej. Wstyd jest tym większy, że ofiara często jeszcze kocha swojego oprawcę. Hanka też kochała. Ale gdyby nie trafiła do Stowarzyszenia Pomocy Ofiarom Przestępstw Karta ’99, nie umiałaby swojego wstydu zrozumieć. Nie wiedziałaby też, jak ten wstyd pokonać i stanąć do walki o godność dla siebie i trójki swoich dzieci.

Joanna Wajda, prawnik i prezes Stowarzyszenia, które ma swoją siedzibę we Wrocławiu, mówi, że uczy ludzi, jak powinni się bronić. Kilka lat temu wymyśliła program „Obserwator sądowy”. – To wolontariusz, który zapoznaje się z elementami prawa karnego, np. z przebiegiem przewodu sądowego i wszystkimi jego kruczkami. A potem swoją wiedzę przekazuje innym, chodząc na ich rozprawy. Już sama obecność obserwatora powoduje, że ofiara czuje się pewniej i bezpieczniej, a nie jak na sali operacyjnej na chwilę przed utratą przytomności.

Przepisy prawa karnego (art. 90 par. 1 kpk) przewidują, że w postępowaniu sądowym może uczestniczyć przedstawiciel organizacji społecznej. Obserwator, uczy Wajda, jeśli włączy się do sprawy na etapie postępowania przygotowawczego czy też przed odczytaniem aktu oskarżenia, może nabyć praw strony, a więc zadawać pytania świadkom, składać wnioski dowodowe czy przeglądać akta. Jak prokurator czy adwokat.

Hanka, która w końcu przyszła na kurs dla obserwatorów, przez trzy miesiące uczyła się, jak wygląda takie postępowanie przygotowawcze. – Zorientowałam się, o czym mało kto wie poza światem prawniczym, że to tak naprawdę najważniejsza część przyszłego procesu. Bardzo ważne jest, jakie zeznania składa się na policji i jak one zostają zapisane. Człowiekowi, który jest w szoku, nie przyjdzie do głowy, żeby czytać to, co podpisuje. A to konieczne! Bo potem na rozprawie może się okazać, że mąż, który bił regularnie, w lakonicznej policyjnej notatce czy protokole uderzył raz czy dwa.

Sala sądowa to miejsce, które wymaga, by mówić bez emocji, łez, rzeczowo, na temat, a ofiarom przemocy lub jakiegokolwiek innego przestępstwa przychodzi to z największym trudem. Sędziego nikt nie uczy empatii ani psychologii osoby krzywdzonej. I to zderzenie rozszlochanej kobiety z panem w garniturze narzuca czasem sędziemu komentarz typu: powinna się pani leczyć. Joanna Wajda nazywa to podwójną wiktymizacją: – Ludzie powtórnie czują się ofiarami, ale tym razem stroną krzywdzącą staje się sędzia.

Irena. Pierwszą sprawą, na którą Hanka poszła jako obserwator, była sprawa Ireny. Irena urodziła się w Irkucku (ojciec był Rosjaninem, matka Polką), po rozwodzie rodziców wraz z matką przyjechała do Polski. Pierwszy mąż ją tylko zdradzał. Drugi, alkoholik, nazywał rosyjską dziwką. Latami myślała: wyciągnę go z tego, bo go kocham. Jeździła po hipnozach, terapiach AA. Poroniła, bo dostała w brzuch po tym, jak wydłubał sobie kolejną wszywkę. Pierwsze małżeństwo w porównaniu z drugim było rajem. Drugi mąż wybił jej wszystkie zęby. Nie będziesz mi, rosyjska suko, mówiła, jak mam pić. Dzisiaj Irena nosi protezy.

Przez sześć lat odwiedzała prokuratora z pytaniem, dlaczego ten przeciąga postępowanie. Kiedy w końcu sprawa trafiła do sądu, sędzia uznał, że te wszystkie bicia Irena „odczuwała w nieobiektywny sposób”. – Zanim pojawiłam się na jej rozprawach – wspomina Hanka – sędzia traktował ją jak obywatela trzeciej kategorii. Może ze względu na wschodni akcent? Urywał jej w pół zdania, pozwalał sobie na komentarze typu: Co to za małżeństwo, to jakaś żenada! Rozprawie Ireny mogła się tylko przyglądać. Weszła w proces, który już się toczył, więc nie miała praw strony. – Ale po rozprawie Irena z płaczem mi powiedziała: Ja pani tak dziękuję, bo od pięciu lat po raz pierwszy miałam odwagę coś powiedzieć i po raz pierwszy sąd potraktował mnie godnie.

Sprawę umorzono. Ale Irena oswoiła się z salą sądową. Za namową Hanki przeszła szkolenie na obserwatora i dobrze poznała swoje prawa. – Chodziłam na rozprawy pokrzywdzonych kobiet. Jako obserwator nie byłam zaangażowana uczuciowo, umiałam więc zawsze rozsądnie podpowiadać, bo stres, rozpacz i strach przed oprawcą odbiera ludziom rozum.

Joanna Wajda mówi, że niewiele osób znajduje w sobie siłę do takiej walki, niewiele szuka pomocy. Policjanci zakładają ofiarom przemocy domowej tzw. niebieskie karty. Informują, gdzie można otrzymać pomoc i wsparcie, i że jest to możliwe m.in. w Stowarzyszeniu Karta ’99. Ale statystycznie na 50 ofiar do Karty zgłaszają się dwie, trzy osoby. – To jest specyfika tej grupy: ofiara staje się bierna. Jest zastraszona, zamyka się w swoim wstydzie i poniżeniu. A człowiek musi najpierw otrzymać pomoc psychologiczną, żeby potem nie bać się w sądzie.

 

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną