Społeczeństwo

Dziwna jestem. Czy to zaburzenie osobowości?

Katie Tegtmeyer / Flickr CC by 2.0
Rozmowa z dr Agnieszką Popiel, psychiatrą i psychoterapeutką

Joanna Cieśla: – Czym różnią się zaburzenia osobowości od choroby?
Agnieszka Popiel: – Sformułowanie „choroba psychiczna” zarezerwowane jest dla stanów, w których pojawiają się objawy psychotyczne: omamy, urojenia – na przykład dla schizofrenii. Cała reszta klasyfikowanych odmienności ludzkich zachowań, które wiążą się z pogorszeniem jakości życia, to zaburzenia – lękowe, odżywiania czy właśnie osobowości. O zaburzeniu osobowości mówimy, gdy zachowania człowieka, jego sposób przeżywania, postrzegania siebie i innych, reagowania emocjonalnego i wchodzenia w związki sprawiają, że funkcjonuje on źle w swojej kulturze. Każdy miewa problem z odnalezieniem się w rzeczywistości, ale u osób z zaburzeniami osobowości ten stan utrzymuje się stale. Objawy zwykle pojawiają się w okresie dojrzewania. Ważnym kryterium jest cierpienie. Osobom takim często jest źle, ale przyczyny tego widzą w świecie, w innych ludziach, a nie w sobie. Inaczej wygląda to w zaburzeniu antyspołecznym, gdy cierpi otoczenie dotkniętego nim człowieka.

Zatem chorobę od zaburzenia osobowości odróżnia zerwanie kontaktu z rzeczywistością?
Można tak powiedzieć. Znaczne pogorszenie tego kontaktu, gdy nasilają się objawy, sprawia, że w tym czasie np. ze schizofrenią nie sposób normalnie żyć. Po ustąpieniu ostrych objawów życie może w pełni wrócić do normy. W zaburzeniu osobowości problem jest mniej wyrazisty, ale utrwalony. Dotknięte nim osoby zawsze funkcjonują tak samo, nie umieją dostosować się do zmiennych warunków otoczenia. Człowiek z zaburzeniem schizoidalnym (wszystkie objawy patrz ramka – przyp. red.) albo unikającym może spokojnie pracować na przykład w bibliotece, do której przychodzi mało osób. Kłopoty pojawiają się, gdy ta biblioteka zostanie zamknięta albo gdy zacznie się w niej ruch.

Gdzie przebiega granica między zaburzeniem osobowości a zdrowiem? Według niektórych autorów słabsze objawy zaburzeń składają się po prostu na charakter.
Dokładniej – chodzi o styl osobowości, gdy człowiek ma jakieś charakterystyczne cechy, ale one pozwalają mu żyć, sprawiają jedynie, że ma wyrazisty sposób bycia. Na przykład, nie lubi spotkań towarzyskich, uwielbia spędzać czas samotnie. Ale stawia czoło rzeczywistości. Gdy będzie musiał odejść z zamykanej biblioteki, znajdzie inną pracę. Nawet jeśli będzie wymagała częstszych kontaktów z ludźmi, sprosta temu, choć nie będzie zachwycony.

Źródłem zaburzeń osobowości są geny czy środowisko?
Wpływy rozkładają się mniej więcej po połowie. Choć na przykład w zaburzeniu antyspołecznym dość znaczącą rolę odgrywają czynniki biologiczne. Oprócz genów wpływ mogą też mieć mechanizmy, które powodują uszkodzenie mózgu dziecka we wczesnych etapach jego rozwoju, jeśli matka np. pije lub zażywa narkotyki. Wskutek tych uszkodzeń ma ono potem poważne trudności w wyciąganiu wniosków z doświadczeń, w tym z kar. To normalne, że dziecku przychodzi do głowy, by kogoś uszczypnąć. Ale widok wykrzywionej bólem twarzy osoby, którą skrzywdziły, przywraca je do pionu. A ktoś z osobowością antyspołeczną jest ciekaw, czy jeśli uszczypnie jeszcze mocniej, to ten drugi wykrzywi się jeszcze bardziej. Twarz cierpiącego człowieka nie jest wystarczającym sygnałem, aby taka osoba się powstrzymała.

Nie rozumie, że to, co widzi, to grymas bólu, czy rozumie, ale jest jej to obojętne?
Można powiedzieć, że nie odczuwa przykrości na widok cierpiącej osoby – brak jej empatii. Wiemy, że ludzie z osobowością antyspołeczną potrafią reagować emocjonalnie, ale głównie złością – raczej obcy jest im lęk. Często pochodzą one ze środowisk, w których przemoc jest codziennością. W dziecku może wytworzyć się przekonanie, że krzywdzenie innych jest normalne. Więc lepiej, żebym ja krzywdził, zanim ktoś skrzywdzi mnie.

Czy w takim razie osoby z zaburzeniem antyspołecznym należy karać za łamanie prawa tak jak osoby zdrowe?
Oczywiście. Przecież one rozumieją komunikat: „sprawiasz mi ból, nie chcę, żebyś to robił”, ale ignorują go. Często są bardzo inteligentne, wiedzą, jakie ich czyn ma znaczenie, a to jest podstawą dla rozważania odpowiedzialności. Istnieje niebezpieczeństwo związane z uznawaniem pewnych zachowań za objawy zaburzeń psychicznych. Na przykład osobowość sadystyczna została wykreślona z klasyfikacji zaburzeń m.in., aby uniemożliwić prawnikom wykorzystywanie diagnozy tego zaburzenia do obrony brutalnych przestępców.

W jaki sposób diagnozuje się zaburzenia?
Klinicyści biorą pod uwagę sumę informacji z różnych testów i obserwacji zachowań, a przede wszystkim – z wywiadu, który powinien zawierać wiedzę o funkcjonowaniu badanego w całym życiu. Cennym źródłem są opinie osób bliskich, otoczenia. Do zdiagnozowania osobowości obsesyjno-kompulsywnych, „niezmordowanych perfekcjonistów”, wywiad na ogół wystarcza – osoby te same wiedzą, co im przeszkadza. Ale już ludziom z osobowością antyspołeczną rozmowa służy najczęściej do tego, żeby udzielić klinicyście jak najmniej informacji – i często takich, które wprowadzą go w błąd.

Skoro metody diagnozy są tak miękkie, a odniesieniem dla zaburzeń są normy kulturowe, pewnie może się zdarzyć, że ta sama osoba zostanie w Polsce uznana za zaburzoną, a w USA – nie?
Zapewne może się tak zdarzyć. Wystarczy spojrzeć na różnice w stylach bycia w różnych kulturach, ale też w środowiskach zawodowych. Jak bardzo trzeba podnieść głos, jak się ubrać, co jeszcze zrobić, by przyciągnąć uwagę, żeby zasłużyć na miano osobowości histrionicznej czy narcystycznej, jeśli żyje się w krajach śródziemnomorskich albo funkcjonuje w środowisku celebrytów? Ważne jest, by nie mylić zachowań związanych z zaburzeniem, z nonkonformizmem czy buntowniczością, które wynikają ze światopoglądu lub postawy artystycznej.

Kryterium cierpienia też chyba jest trudno uchwytne?
Co to znaczy cierpieć – to pytanie z pogranicza filozofii. Czy można powiedzieć, że ktoś z osobowością histrioniczną, kto ekspresyjnie wyraża emocje, cierpi bardziej niż osoba z osobowością schizoidalną, która coraz bardziej zamyka się w sobie? Skala emocji odczuwanych przez osoby z zaburzeniem schizoidalnym jest mniejsza. Ale oprócz odczuwanego dyskomfortu ważne jest, jak ktoś sobie radzi w różnych obszarach życia: rodzinnym, zawodowym, w związkach z innymi.

Czy procent osób ze zdiagnozowanym zaburzeniem osobowości różni się w różnych krajach?
Mało jest danych, ale według amerykańskich statystyk na wszystkie zaburzenia łącznie cierpi ok. 10 proc. ludzi. Na poszczególne po 1–2 proc., choć trochę częściej mówi się o osobowości antyspołecznej u mężczyzn – w USA to 2–3 proc. Zaburzenie osobowości z pogranicza diagnozuje się u 2–3 proc. Amerykanów, w większości u kobiet – ale tylko u 0,8 proc. Norwegów. Trudno powiedzieć, od czego to zależy. Ze względu na różnice kulturowe i z powodu trudności z diagnozą ocena, że ktoś cierpi na zaburzenie osobowości, ma sens tylko wtedy, gdy opisuje się także konkretne problemy w funkcjonowaniu i wskazuje pacjentowi drogi pomocy.

Ale też ludzie z zaburzeniem osobowości rzadko z własnej inicjatywy szukają leczenia.
Raczej się nie zdarza, by ktoś przychodził do gabinetu, mówiąc, „mam osobowość zależną, proszę mi pomóc”. Ale te osoby często pod wpływem niekorzystnych okoliczności zapadają na depresję albo na zaburzenia lękowe. Ok. 60 proc. pacjentów w gabinetach psychiatrów i psychoterapeutów to ludzie cierpiący na różne zaburzenia osobowości.

Czy przychodzi moment, w którym człowiek z zaburzeniem osobowości zdaje sobie sprawę, że jego problemy tkwią w jego psychice?
Tak. Najczęściej zauważają to cierpiący na zaburzenie osobowości z pogranicza, tzw. borderline. W ich rozchwianym świecie nie pojawia się to, co jest problemem w pozostałych typach osobowości – spójna, choć fałszywa, wizja rzeczywistości. Są „stabilnie niestabilni” w przeciwieństwie, na przykład, do człowieka z osobowością zależną, dla którego jest oczywiste, że sam nie da sobie rady, jest słaby, a inni są silni, więc musi zawsze szukać oparcia w kimś drugim.

To ciekawe, bo mam wrażenie, że większość z nas może odnaleźć w sobie choć część symptomów osobowości z pogranicza.
Trzeba uważać, bo łatwo popaść w chorobę studentów III roku medycyny, którzy dopatrują się u siebie wszystkich opisywanych w podręcznikach chorób. Objaw zaburzenia to po prostu opis zachowania. Aby zacząć myśleć o zaburzeniu, musi pojawić się charakterystyczna konfiguracja objawów, no i – muszą utrzymywać się stale, powodować dyskomfort i utrudniać funkcjonowanie. Pozostawmy diagnozę specjalistom.

Jeśli ktoś cierpi na autentyczne zaburzenia osobowości – jakie ma szanse wyzdrowieć?
Ponieważ nie mówimy o chorobach, może lepiej niż o wyzdrowieniu mówić o zmianie funkcjonowania, która przyniosłaby poprawę jakości życia. Tu bywa różnie. Nie ma na przykład solidnych danych, które wskazywałyby na skuteczność jakiejkolwiek formy terapii osób z osobowością paranoiczną. Związana z nią nieufność tworzy błędne koło, odpycha od szukania pomocy. Mało optymistyczne są też rokowania dotyczące osobowości antyspołecznej. Są programy rehabilitacyjne, nastawione na kontrolę zachowań – żeby te osoby nie manipulowały innymi, nie łamały prawa. Ale raczej wątpliwe jest, by można było zmienić ich emocjonalność. W leczeniu osobowości z pogranicza kilka form psychoterapii okazało się w miarę skutecznych – po dwóch latach ok. połowie leczonych nie dałoby się już postawić diagnozy borderline. Są też badania, według których ten syndrom stabilizuje się z wiekiem – czterdziestka może czasem przynieść ukojenie. Dość skutecznie można pomagać w zaburzeniach osobowości związanych z lękiem. Cierpiące osoby są zmotywowane do pracy nad sobą.

Czy możemy zapobiegać pojawieniu się zaburzeń osobowości? Istnieje coś na kształt profilaktyki?
W pewnym stopniu – mamy przecież te 50 proc. wpływów środowiska. Ostatnio coraz częściej rozpoznajemy zaburzenie osobowości z pogranicza i trudno nie wiązać tego ze zmieniającą się strukturą rodziny. Gdy dzieckiem biologicznie wyposażonym w niestabilność nastroju zajmuje się po kolei kilka opiekunek, pewnie wpływa to na nie gorzej, niż gdy zajmuje się nim superstabilna mama, babcia czy nawet trochę flegmatyczny dziadek. Ale spójnych przepisów na zapobieganie zaburzeniom nie ma. Warto być może wziąć pod uwagę radę sformułowaną przez znawcę osobowości antyspołecznej i autora książki o psychopatii Michaela Stone’a: by nie wyposażać dzieci w prawa dorosłych. By umiejętnie operować ciepłem i miłością, ale też wyciągać konsekwencje, gdy dziecko coś przeskrobie. Zaniedbania w tej sferze – wcale nie w rodzinach z marginesu, ale nadmiernie permisywnych – mogą stymulować rozwój zaburzeń antyspołecznych czy narcystycznych. Oczywiście, gdy nie ma podbudowy biologicznej, genetycznej, nic złego nie musi się stać. Ale gdy te predyspozycje istnieją, tym większe wyzwanie przed rodzicami i otoczeniem, by zniwelować je w procesie wychowania.

rozmawiała Joanna Cieśla

 *

Dziwna jestem

Wszystko w człowieku może właściwie wysiąść: napęd do życia, zdolność reagowania adekwatnymi do sytuacji emocjami, a nawet elementarny rozsądek. Nie zawsze w grę musi wejść profesjonalna pomoc psychiatryczna czy psychoterapeutyczna. Czasem to awarie, które wymagają poważnej interwencji, można powiedzieć – przeglądu technicznego całego dotychczasowego życia, zmiany postaw wobec innych i wobec siebie.

Wielokrotnie przywoływaliśmy już paradoks polegający na tym, że człowiek mając codzienny, niemal bezustanny kontakt ze swoim umysłem, dość marnie odszyfrowuje, co on tak naprawdę robi. W pewnym sensie samoświadomość człowieka jest zawsze zafałszowana, nawet wtedy, gdy jest on w pełni władz umysłowych. Gdy pojawia się owa awaria, jest mu coraz trudniej nawiązać kontakt ze sobą; bywa, że zaczyna się samounicestwiać. Cała zatem sztuka, by wyłowić z wewnętrznego zgiełku SOS. Gdy jeszcze jest wysyłane.

Rodzaje zaburzeń

Według systemu diagnozy Amerykańskiego Towarzystwa Psychiatrycznego, zaburzenia osobowości dzielą się na trzy grupy:

1. zaburzenia charakteryzujące się dziwacznością, ekscentrycznością i ubogimi związkami z innymi ludźmi, a więc:

osobowość schizoidalna i schizotypowa, dość podobne w objawach – chłód emocjonalny, brak poszukiwania przyjemności, obojętność na pochwały i krytykę oraz wobec doświadczeń seksualnych;

osobowość paranoiczna – cechuje ją wrogość, podejrzliwość i niezdolność do wybaczania urazy;

2. zaburzenia charakteryzujące się intensywnością wyrażanych emocji, burzliwymi relacjami z innymi ludźmi, czyli:

osobowość narcystyczna – związana z wyolbrzymianiem własnych talentów, fantazjami o sukcesach, władzy, pięknie lub idealnej miłości, a także z arogancją;

osobowość antyspołeczna – potocznie zwana psychopatią, wyraża się brakiem empatii i poszanowania praw innych ludzi oraz skłonnością do agresji;

osobowość histrioniczna, charakteryzuje się teatralnymi zachowaniami, koncentracją na atrakcyjności fizycznej, niestosownym prowokowaniem erotycznym;

osobowość z pogranicza, inaczej borderline – związana z rozchwianiem emocjonalnym, niepewnością w postrzeganiu własnej osoby, niestabilnymi związkami z innymi ludźmi;

3. zaburzenia charakteryzujące się stałym uczuciem lęku, napięcia, czyli:

osobowość unikająca – wyraża się unikaniem kontaktów z ludźmi z obawy przed odrzuceniem, zaabsorbowaniem krytyką, powściągliwością w związkach intymnych ze strachu przed wykpieniem;

osobowość zależna – objawia się nadmiernymi staraniami o wsparcie psychiczne ze strony innych, nawet za cenę ponoszenia wysokich kosztów, trudnością w podejmowaniu decyzji bez ciągłych rad ze strony innych;

osobowość obsesyjno-kompulsywna zwana też anankastyczną – związana z zaabsorbowaniem szczegółami, porządkiem, harmonogramami w stopniu, który powoduje, że działanie traci sens.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Ja My Oni

Dlaczego niektórzy są bardziej kochliwi?

Co sprawia, że jedni zakochują się łatwiej niż inni, i dlaczego niektórzy mają w miłości szczęście, a inni nie.

Magdalena Kaczmarek
09.02.2016
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną