Ideał kobiety: puch czy puszysta

Zamiast przymierać lepiej przybierać
Kanony mody zmieniają się średnio co dekadę, a wraz z nimi ikony, czyli ideały, do których powinni upodabniać się śmiertelnicy.
Ponętnie puszysta Miss Dirty
Josh Gosfield/Corbis

Ponętnie puszysta Miss Dirty

Lata 50. Brigitte Bardot
Forum

Lata 50. Brigitte Bardot

Lata 60. Twiggy
Forum

Lata 60. Twiggy

Ofiara mody - Isabelle Caro
EAST NEWS

Ofiara mody - Isabelle Caro

W końcówce lat 50. – Brigitte Bardot o kobiecych kształtach z rozwichrzonymi i lekko natapirowanymi blond włosami, a dziesięć lat później Twiggy – drobniuteńka, chuda, o regularnych rysach, z mocno pomalowanymi oczami, dziewczyna o męskiej fryzurze. Lata 80. to Madonna, czyli lekko niechlujna, przesadnie pomalowana i agresywna w stylu dziewczyna. Cukierkowe panny w sportowych strojach, o niemądrych spojrzeniach niczym Britney Spears to ideały lat 90.

A co z mijającym dziesięcioleciem? Ostatnie badania przeprowadzone w Wielkiej Brytanii wskazały Angelinę Jolie. Jednak w innych rankingach na równi z nią plasuje się supermodelka Kate Moss.

Próbując przeanalizować modę z wybiegów, trendy z magazynów, wygląd aktorek czy lansowane przez ostatnie 10 lat propozycje topowych domów mody, można zauważyć wspólne elementy: chudość, blade twarze, smutne spojrzenia, wystające obojczyki. Od lat otwierając magazyny dla kobiet pokazywano wychudzone modelki, na których strój wyglądał perfekcyjnie bądź też zwisał bezkształtnie tu i tam. Każda z reklam prasowych promowała niezdrowe dziewczyny o nienaturalnych wymiarach. Od czasu do czasu szaleństwo przerywała wiadomość o śmierci anorektycznej modelki, jednak szybko wracano do promocji kolejnych szesnastolatek o wymiarach 82–54–86 cm.

Photomorgana

Pisma dla kobiet, magazyny o modzie wskazują, jak należy wyglądać, a jak nie.

Co piękne, a co odrażające. Dlaczego akurat rozmiar zero (nasze 32) został uznany za wzorcowy? Projektanci twierdzą, że na takich modelkach strój wygląda lepiej. I że zużywają mniej materiału. Same modelki bronią się, mówiąc, że obiektyw aparatu spłaszcza obraz, przez co wyglądają na pełniejsze, niż są w rzeczywistości. Odchudzają się więc, by korzystnie wypaść na sesji zdjęciowej. Także wygięte i pokręcone pozy przybierane na zdjęciach mają podkreślać ich kruchość, wpasowując się w aktualne trendy.

We wrześniu 2006 r., podczas Tygodnia Mody w Madrycie, wprowadzono zasadę wykluczania zbyt chudych modelek. Przed pokazami obliczane są parametry ich ciała, czyli Body Mass Index, a w przypadku zbyt niskiego wyniku nie mają wstępu na wybieg. Zabieg ten drastycznie, ale bardzo skutecznie ukrócił karierę kilku dziewczyn, ale i pokazał, jak zdeterminowane jest to środowisko w walce z patologiczną szczupłością. W 2007 r., tuż przed rozpoczęciem Mediolańskiego Tygodnia Mody, włoski fotograf mody Oliviero Toscani zaszokował świat zdjęciami nagiej Isabelle Caro, cierpiącej na anoreksję od 13 roku życia. Opublikowane w dzienniku „La Repubblica” i na plakatach w wielu włoskich miastach wywołały sporo pozytywnego zamieszania i zwróciły uwagę na problem anoreksji.

Co z tego, skoro prawdziwym fałszerzem realiów jest photoshop – program komputerowej obróbki zdjęć. Jego moc jest nieograniczona. Modelka może być daleka od ideału, jednak ten program doda jej urody. Poprawiając rzeczywistość, tworzy się nierealny ideał. Wyglądu, figury, proporcji. Jeżeli nawet pojawią się na wybiegach dziewczyny o normalnych rozmiarach, to ich zdjęcia w prasie zostaną wyretuszowane.

Początek XXI w. przekonywał każdą kobietę o konieczności odchudzania się, wstrzykiwania botoksu i noszenia niebotycznie wysokich obcasów. Tymczasem styczniowe numery pism o modzie przygotowujące już do wiosennego sezonu pokazały coś, czego wcześniej nie było. Zatwardziały przeciwnik nadwagi Karl Lagerfeld sfotografował w „V Magazine” modelkę Miss Dirty Martini o puszystych kształtach. Kultowy „Vogue”, niezmiennie od lat 60. przeczesujący modowe szlaki, pokazał na okładce Larę Stone, modelkę w rozmiarze 36! To przecież o 2 numery więcej niż większość jej koleżanek po fachu. „Glamour” wyeksponowało sesję „Size plus” z udziałem zdrowo wyglądających modelek. Francuski „Elle”, jak i „Vanity Fair” straszyły okładkami, na których fotograf Marc Sich zmienił ciała Cate Blanchett i Sophie Marceau na ręcznie malowane kościotrupy: przypadkowo?

 

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną