Ile w Polsce jest z mocarstwa?

Ciemne alter ego
Jeśli wydaje się komuś, że ze względu na historię Polski jesteśmy wolni od wpływów myślenia w kategoriach imperium, to jest w błędzie. Wydana właśnie po polsku książka Edwarda Saida „Kultura i imperializm” opowiada i naszą historię.
Józef Brandt 'Obóz Zaporożców' ok. 1880 r.
Wikipedia

Józef Brandt "Obóz Zaporożców" ok. 1880 r.

Praca liczy lat kilkanaście, ale nadal uważana jest (i chyba jeszcze długo będzie) za najbardziej głębokie studium kultury imperialnej. Od razu zauważmy, że autorowi nie chodzi wcale o procesy ekonomiczne, podbój militarny czy kwestie związane z kordonem sanitarnym i globalnym przepływem zarazków unicestwiających całe populacje. Said bada mianowicie zachodnią – głównie angielską, francuską oraz amerykańską – prozę: „Robinsona Crusoe”, „Davida Copperfielda”, „Jądro ciemności”, „Mansfield Park”. Autorów takich jak Szekspir, Defoe, Conrad, Jane Austen, Naipaul. Najbardziej interesują go wątki dotyczące Afryki, Indii, krajów Dalekiego Wschodu, także Australii i rejonu Karaibów. O ile można jednak przystać na sugestię, że szekspirowski Kaliban czy conradowski Kurtz zawierają w sobie ziarna myślenia imperialnego, degradującego kolonizowane kraje i ludy do poziomu zasobów surowcowych i ludzkich, o tyle trudno zrazu pojąć poszukiwanie takich ziaren w powieściach dotyczących wielkopańskich romansów czy angielskiej arystokracji.

Said systematycznie przekonuje, że czyta Camusa i Szekspira nie tylko po to, by obcować z „najlepszymi rzeczami, jakie poznano i pomyślano”, ale także w tym celu, aby ujrzeć rodzącą je kulturę. Kultura zaś – zwłaszcza w XIX i XX w. – nieuchronnie i w agresywny sposób łączyła się z narodem albo państwem. Zaczynała służyć budowie granic między nami i nimi, definiowała normalność i dewiację, dostarczała pewnego modułu tożsamości o dużym potencjale bojowym. Powinnością badacza jest przeto wiązanie „budzących wstręt praktyk w rodzaju niewolnictwa, ucisku kolonialnego czy rasowego, bądź też narzucania władzy imperium innym ludom, z poezją, literaturą i filozofią społeczeństwa, które angażuje się w takie praktyki”.

Jedną z najtrudniejszych prawd, wyznaje Said, jakie udało mu się odkryć podczas pisania tej książki, było dostrzeżenie skali dominacji konformizmu. Nader nieliczni podziwiani dzisiaj artyści wyrażali sprzeciw wobec działania machiny kolonialnej, napędzanej przez rządy ich państw. Oczywiście czasy sztuki krytycznej miały dopiero nadejść, niemniej nie da się niewinnie separować artystycznego wymiaru dzieł literackich od poglądów ich autorów na temat rasizmu czy niewolnictwa. Tym bardziej, że dzieła owe nie tylko były lustrami dla ideologii imperialnych, ale także – poprzez swoją wielkość – legitymizowały je. Poświęcając tyle czasu na egzegezy teorii estetycznych Carlyle’a i Ruskina, niemal nie zwrócono uwagi na fakt, że ich koncepcje wspierały przekonanie o niższości kolonizowanych ludów. Dickens, piszący o etosie kupieckim i nieograniczonej ekspansji handlowej, stworzył pewne „struktury uczuć”, które ufundowały normy imperialnej wizji świata. Nie zawsze zresztą związek między kulturą a imperializmem wyrażał się w jakiś zawoalowany, nieświadomy, subtelny sposób. Kipling, jeden z najzdolniejszych trubadurów imperium, w ogromnym stopniu przyczynił się przecież do tego, że mieszkańców Indii postrzegano w rolach służących albo ponurych, niechętnych do współpracy tubylców. Wielka zachodnia powieść osiągnęła swoje cele estetyczne i filozoficzne – swoim autorytetem wspierała jednak jednocześnie społeczne przyzwolenie na ekspansję kolonialną.

Said jest przekonujący i najczęściej smutno prawdziwy. Energia jego analiz każe nie tylko rewidować pięknoduchowe poglądy o salonie sztuki, stawia także pytania dotyczące teraźniejszości. Jesteśmy wszak dziedzicami opisanego przezeń kanonu literackiego. Czy w schedzie przejęliśmy zatem także sposób myślenia, owe imperialne „struktury uczuć”?

Zacofany Orient

Edward Wadie Said w symboliczny sposób łączył w sobie cechy świata dominującego i zdominowanego. Już choćby przez imię, ulubione przez angielskich królów, oraz charakterystyczne bliskowschodnie nazwisko. Był należącym do Kościoła anglikańskiego Palestyńczykiem, który z równą swobodą posługiwał się językiem arabskim, jak i angielskim. Urodził się w 1935 r. w Jerozolimie, wychowywał w Kairze, od 1948 r., gdy powstało Państwo Izrael, wiódł życie uchodźcy, palestyńskiego Araba mieszkającego na Zachodzie, profesora literatury porównawczej. Do swojej śmierci w 2003 r. w Nowym Jorku prowadził aktywne życie naukowe i polityczne. Miano fundatora teorii postkolonialnej przyznano Saidowi po napisaniu przezeń książki „Orientalizm”. Jeśli przyjmuje się obecnie, że tzw. nową humanistykę tworzą teorie postkolonialne (wespół z gender studiescultural studies), to stało się tak za sprawą tej książki, wydanej w 1978 r.

Said przekonywał w niej, że prawdziwy Wschód, jego mieszkańcy, zróżnicowane kultury i odmienne trajektorie dziejów zostały przez Zachód sprowadzone do ograniczonego zbioru wyobrażeń, który całkowicie przesłonił realność. Zachód skonstruował Wschód w sposób polityczny, społeczny, militarny, ideologiczny, ale także naukowo i artystycznie. Zaczęło się od pisarstwa Homera, potem byli Nerval i Flaubert, Chateaubriand, Kipling i niezliczone grono pamiętnikarzy, poetów, pisarzy, malarzy. Orient od starożytności stanowił scenerię dla romansów zapadających w pamięć, wspomnień, poruszających krajobrazów, egzotycznych istot. Upał, kurz, gwarny jarmark, kurtyzana, harem, despotyzm władzy, przepych były głównymi kliszami tego dyskursu. Powracały w nim obrazy „tajemniczego Wschodu”, łatwe przesądzenia na temat chińskiej albo arabskiej umysłowości, wątki krzewienia cywilizacji, także potrzeby stosowania przemocy fizycznej i kary śmierci, gdyby oni nie chcieli zachowywać się poprawnie bądź wszczynali bunty. Cokolwiek bowiem sądzić o mieszkańcach Orientu, są inni niż my: trzeba nimi rządzić.

Said nie miał wątpliwości, że ta wspólna praca artystów i wojskowych doprowadziła do sytuacji, w której „Orient był prawie wyłącznie europejskim wynalazkiem”, „sposobem myślenia opartym na ontologicznym i ideologicznym rozróżnieniu pomiędzy »Wschodem« i »Zachodem«”. Orient był dla Zachodu paradygmatycznym Innym, jego alter ego, uosabiającym to, czego ludzie zachodni obawiali się bądź wstydzili. Dyskurs orientalny pozwalał, z jednej strony, na uzasadnienie swojej dominacji (oni są tacy nieporadni, niesamodzielni, fatalistyczni, zacofani…), z drugiej natomiast dzięki skolonizowanemu Orientowi można było zdefiniować Europę jako przeciwwagę jego wizerunku, idei, osobowości, doświadczeń.

Badania nad wzorcami dominacji – czasem dyskretnymi, ukrytymi w strofach porywających poematów albo na płótnach malarskich arcydzieł – które zaproponował Said, ustanowiły nowy model analizy. Szybko ukonstytuowała się grupa indyjskich historyków, politologów i antropologów – znana jako Subaltern Studies Group – badająca dyskursy dotyczące najniższych warstw społeczeństwa kolonialnych Indii. Kluczowym terminem okazał się w tym przypadku Gramsciański subaltern, łacińskie słowo oznaczające pierwotnie podwładnego, niższego rangą, młodszego oficera, a w szerszym znaczeniu – osobę podporządkowaną, podrzędną, niemą, poddaną działaniu hegemonii i będącą jej produktem. Indyjscy subalterni byli zwyczajowo ignorowani przez oficjalną historiografię, zarówno kolonialną, jak i tworzoną przez hinduskie elity dążące do niepodległości.

Symboliczną postacią stała się w tym kontekście indyjska wdowa podlegająca obrzędowi sati, czyli samospalenia na stosie wraz ze swoim zmarłym mężem. Gayatri Chakravorti Spivak w słynnym tekście „Can the Subaltern Speak?” z 1988 r. rozważała możliwość dotarcia do jej głosu. Owdowiała kobieta jawiła się jako osoba pozbawiona reprezentacji politycznej, manipulowana równocześnie przez brytyjskie prawodawstwo, jak i tradycyjne teksty Rygwedy i Dharmasastry. Oba źródła władzy przejmowały nad nią kontrolę, jakkolwiek w sposób odmienny. „Biali mężczyźni ratują brązowe kobiety przed brązowymi mężczyznami” – to symboliczny wymiar zakazu tego obrzędu wprowadzonego w 1829 r. „Ta kobieta po prostu chciała umrzeć”, mówią z kolei przekazy tradycyjne. Oba w istocie mają ten sam status – doskonale obchodzą się bez głosu wdowy.

 

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną