Sztuczne zapłodnienie po ludzku
Dyskusja o metodzie in vitro toczy się wokół jej dopuszczalności z punktu widzenia Kościoła katolickiego. A co może przynieść zainteresowanej parze i całemu społeczeństwu?
Dr Wojciech Kulesza
Leszek Zych/Polityka

Dr Wojciech Kulesza

Odpowiedzi na powyższe pytanie byłyby niezwykle pozytywne dla in vitro. Społeczeństwo, Polacy, zyskaliby ekonomicznie i społecznie. Ekonomicznie – bo w jakimś stopniu możemy tu znaleźć pomoc w walce z problemami budżetowymi wynikającymi ze starzenia się społeczeństwa. Sfinansowanie narodzin jednego dziecka jest wielokrotnie niższym kosztem niż dochód, jaki przez całe życie wypracuje „na szkle poczęty do życia” człowiek. Zbilansuje nasze emerytury w ZUS, zapłaci podatki etc. Według różnych wyliczeń inwestycja taka przynosi państwu zwrot poniesionego kosztu już po 10 – 14 latach pracy zawodowej takiego człowieka. Społecznie zyskamy poprzez wzrost liczby ludzi zadowolonych z życia, dłużej i zdrowiej żyjących, szczęśliwych i ufnych. To właśnie jest część skutków posiadania dzieci, a co za tym idzie ogólnie silniejszego włączania się w bliskie relacje z Innymi. Co więcej, brak możliwości posiadania dzieci wciąż jeszcze w wielu środowiskach jest stygmatyzujący. Przyjmując dane (o czym za chwilę więcej), że to wykluczenie może dotyczyć kilkuset tysięcy Polaków, zaczynamy mówić o problemie społecznym nie opierającym się jedynie o bezdzietność - ale o uczucie bycia poza społeczeństwem.

Myśląc o zysku dla ludzi, którzy dzięki metodzie in vitro mogą doczekać się dziecka, powiedzielibyśmy zapewne , że będą szczęśliwsi. Ale czy coś więcej? Według zachodnich wyliczeń w krajach wysoko rozwiniętych liczba par mających wielkie problemy z posiadaniem dzieci oscyluje wokół 20 proc. Odsetek ten będzie zapewne rósł. Oznacza to, że być może co piąty nasz znajomy nie może mieć dziecka z bliską sobie osobą. Nie jest to „jedynie” problem z bezpłodnością, bo może on stać się przyczyną rozpadu ich związku. W latach siedemdziesiątych 39 proc. rozwodów dokonywało się w bezdzietnych małżeństwach. Wśród małżeństw posiadających jedno dziecko liczba ta spadała do 26 proc. Trudno się w tym miejscu oprzeć uwadze, że rosnąca liczba rozwodów jest przecież uznawana przez hierarchów kościelnych za jedną z najgorszych gangren toczących tkankę społeczną. Można ją zatrzymać tak skuteczną szczepionką jak właśnie posiadanie dzieci. Także tych poczętych dzięki metodzie in vitro.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną