Z życia sfer

Odpust narodowy

Partie polityczne pomału szykują się do kampanii wyborczej. Przed piarowcami postawiono trudne zadanie: czym zastąpić tak popularne, a obecnie zabronione, spoty telewizyjne? Poruszenie w środowisku spin doktorów wywołał pomysł Ministerstwa Spraw Zagranicznych, aby polską prezydencję w Unii Europejskiej promować drewnianymi bączkami malowanymi w ludowe wzory. Oficjalnie rzecznicy partii opozycyjnych wyśmiali projekt, złośliwie zwracając uwagę, że koalicja PO-PSL za swój symbol uznała urządzenie służące do kręcenia i do zbijania bąków.

W nowym tygodniku „Uważam, Rze. Inaczej Pisane” znalazła się nawet kąśliwa uwaga, „rze partia żądząca chce w Europie puszczać b(r)onki”. Żarty rzartami, ale po cichu piarowcy rozpisali wewnętrzne konkursy na projekty maskotek zabawek, które rozdawane działaczom i wyborcom podczas mitingów mogłyby umocnić (i nasycić pozytywną emocją) ich więź z partią. Wiadomo, że ludzie pracujący w firmach PR nie są szczególnie dyskretni, zaraz więc pojawiło się sporo przecieków na temat kierunku prac.

PSL, zgodnie z ideologią i programem tej partii, postanowiło nawiązać do tradycji wiejskich odpustów. Oczywiście z pewnymi modyfikacjami. Zamiast drewnianej kokoszki, która po naciśnięciu znosiła drewniane jajeczka, będzie gliniany orzeł biały, który po naciśnięciu ma znosić złote jaja lub nawet autentyczne eurocenty. Pomysłem tradycyjnych odpustowych baloników na druciku z widokiem willi, autostrad, plaż pod palmami itp., podobno, zainteresowali się piarowcy z koalicyjnej Platformy. Niewykluczone, że już oficjalną rekomendację obu partii zyska gadżet przeznaczony dla emerytów i osób starszych; będzie to pakiet składający się z dwóch prostych sosnowych kosturów z napisami „pierwszy filar” i „drugi filar”.

Sojusz Lewicy Demokratycznej, szukając inspiracji i sympatycznych skojarzeń, zwrócił się o poradę do specjalistów z zaprzyjaźnionej Szkoły Cyrkowej w Julinku. Rozpatrywane są: różdżka czarodziejska, która przy próbie użycia (np. puknięcie) zmienia się w szmatkę; szkatuła, z której przy każdym otwarciu wieka wyskakuje na sprężynie główka przewodniczącego Napieralskiego; talia kart tak zrobiona, aby wszystkie asy zostawały w ręku rozdającego; klej zlepiający przy odrobinie nieuwagi lewą rękę z prawą, a także prosty zestaw jo-jo.

W PiS, jak słychać, powstał już prototyp zabawki na wzór rosyjskiej matrioszki. To odważne nawiązanie do sławnego przesłania „Do przyjaciół Moskali” z poprzedniej kampanii wyborczej. W pisowskiej „babie w babie” największa skorupa byłaby ozdobiona portretem Prezesa; po otwarciu pojawiałaby się twarz Zbigniewa Ziobry, dalej, nieco mniejszy, Antoni Macierewicz, potem Beata Kempa, Anna Fotyga i na końcu, malutki i już całkowicie niepodzielny na mniejsze jednostki Mariusz Błaszczak. W wersjach dla okręgów wyborczych zamiast Błaszczaka pojawiałaby się postać lokalnego kandydata na posła. Projekt zyskał wstępną akceptację, choć na krótkiej liście jest Pis-czałka, czyli rodzaj fujarki, która, nawet przy słabym dmuchnięciu, odtwarzałaby kilka taktów hymnu narodowego; w prostszej wersji przy dmuchnięciu, a nawet dotknięciu wydawałaby jazgot jak afrykańskie wuwuzele.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj