Złodziejski raj na polsko-niemieckim pograniczu

Na granicy wytrzymałości
Niemcy pomstują na Schengen, polityków i złodziei.
Złodzieje nie mieli łatwo. Aż przyszło Schengen.
Mario Behnke/PAP

Złodzieje nie mieli łatwo. Aż przyszło Schengen.

Wolfgang Liebscher co rano się zastanawia, czy oni weszli, czy nie. Zanim otworzy bramę swojego warsztatu, wstrzymuje oddech. Zamek nienaruszony, kraty też. Rzut oka na narzędziownię, potem szybko do motorów. Oddycha z ulgą. Tym razem nie weszli. Oni to w Ebersbach złodzieje. Z Czech i Polski.

Ebersbach to malownicze miasteczko w niemieckiej Saksonii, w powiecie Görlitz na Pogórzu Górnołużyckim, w nadgranicznym trójkącie. 19 km na wschód, za Zittau, zaczyna się Polska, bliżej, zaraz za południowymi rogatkami Ebersbach, są już Czechy. Tu zaczyna się też problem.

W tym niespełna ośmiotysięcznym mieście policja odnotowuje ponad 800 włamań i kradzieży rocznie. W rzeczywistości więcej, bo ci, którzy mają małe straty, nie zgłaszają kradzieży. Od drugiego zgłoszenia szkody ubezpieczyciel nie wypłaca odszkodowania, tłumaczy Liebscher. On już nic nie dostaje, miał sześć włamań tylko w tym roku. Stracił drogie narzędzia, sprzęt, oprogramowanie. Na zabezpieczenia – alarm, żaluzje – wydał już ponad 20 tys. euro. W ostatni weekend ktoś próbował się włamać do samochodu stojącego na dziedzińcu. Technika zadziałała, złodziej uciekł. Liebscher jest przekonany, że na drugą stronę granicy. – To wina Schengen – mówi zdecydowanie.

Polski klucz

Po 21 grudnia 2007 r. na terenach przygranicznych Saksonii dramatycznie wzrosła przestępczość, alarmują media i mieszkańcy.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną