Couchsurfing - tanie wakacje

Podróż za wolną kanapę
Couchsurferzy nie lubią hoteli, zabytków i pamiątek. Nocują u lokalsów, bo chcą odnaleźć poczucie więzi i zobaczyć prawdziwe życie.
Mariusz z synkiem Maksem wśród Indian Kuna Yala w San Blas w Ameryce Środkowej.
www.mamama.eu/Materiały prywatne

Mariusz z synkiem Maksem wśród Indian Kuna Yala w San Blas w Ameryce Środkowej.

Z lokalnym CouchSurferem, Mauritius, maj 2009.
www.mamama.eu/Materiały prywatne

Z lokalnym CouchSurferem, Mauritius, maj 2009.

Ślub Mariusza i Madzi na Fidzi, styczen 2007.
www.mamama.eu/Materiały prywatne

Ślub Mariusza i Madzi na Fidzi, styczen 2007.

Na mapie świata Magda i Mariusz Majewscy czerwonym kolorem zaznaczyli kraje, w których już byli. Białe plamy można policzyć na palcach. – W Nairobi zatrzymaliśmy się u nauczyciela, który nie miał bieżącej wody – tak jak większość tamtejszych mieszkańców. Dopiero wtedy zrozumieliśmy, dlaczego na lotnisku tłum sprzątaczek kąpał się w umywalkach w publicznej toalecie. Gdybyśmy mieszkali w hotelu, nie dowiedzielibyśmy się tego – opowiada para, która w ramach couchsurfingu objechała sześć kontynentów.

Zmiana waluty

– Couchsurfing jest sprzedawany jako darmocha, ale w rzeczywistości nie jest za darmo – mówi Krzysztof Pacuła, który w ten sposób poznawał Europę i Kaukaz. – Trzeba mieć gotowość dzielenia się, dać coś z siebie. Czasami tak dużo, że nie ma się już siły. Olga, od półtora roku podróżująca wyłącznie couchsurfingowo, opowiada: – Ludzie byli dla mnie dobrzy. Przyjeżdżałam do nich, a oni mówili: tu masz klucze, tu masz lodówkę, mi casa es su casa.

Za pośrednictwem serwisu Couchsurfing.com kontaktują się ze sobą ludzie szukający bezpłatnego noclegu i ci, którzy są gotowi przyjąć pod swój dach podróżnika. Sieć wymyślił Casey Fenton dzięki nietypowej wyprawie na Islandię. Amerykanin wydobył adresy e-mailowe 1500 islandzkich studentów i wysłał każdemu identyczną wiadomość: że przyjeżdża do Rejkiawiku i czy mógłby przenocować. W ciągu 24 godzin dostał kilkadziesiąt odpowiedzi pozytywnych.

Na Tahiti nocowaliśmy za darmo, a za pokój w hotelu zapłacilibyśmy równowartość tysiąca złotych dziennie – mówią Magda i Mariusz. Bezpłatny nocleg znaleźli też na Seszelach, Kajmanach, Mauritiusie czy Curaçao. Niewielkie koszty napędzają rozwój couchsurfingu. Według Mateusza Halawy z Instytutu Kultury i Komunikowania Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej, sieć odsiewa jednak pasażerów na gapę, którzy korzystają z wypracowanego przez internetową społeczność zaufania, nie oferując nic w zamian. Druga strona – gość albo gospodarz (w couchsurfingowym slangu nazywany hostem) – oczekuje rozmowy, wymiany doświadczeń, dzielenia się czasem. Couchsurfer, który nie spełnia tych oczekiwań, po pewnym czasie po prostu wypada z sieci. Jeżeli chce w niej zostać, musi przyjąć, że obowiązuje w niej inna waluta. Tą walutą jest zaufanie – według Krzysztofa nie tyle do couchsurferów, ile do świata, że jest raczej dobry niż zły. Magda i Mariusz: – Niektórzy oferują domy pod swoją nieobecność. Na Alasce zostawiono nam klucz pod wycieraczką.

Szukając więzi

Krzysztof uważa, że w couchsurfingu najważniejsza jest potrzeba spotkania, wspólnego przeżywania, pokonania anonimowości. Zwiedzanie schodzi na drugi plan. – Zanim jeszcze zaczęłam surfować, spędziłam trzy tygodnie w Hiszpanii. Jeździłam autobusami i pociągami, codziennie spałam w innym hostelu i co wieczór spotykałam w pokoju 10 nowych osób – opowiada Olga. Zapominała imiona i twarze. Ta anonimowość ją drażniła.

Lubimy w podróży nawiązywać kontakt z ludźmi. Istotny jest dla nas człowiek, emocje, interakcja. Czasami coś tam kliknie – mówią Magda i Mariusz. Couchsurferzy starannie dobierają ludzi, z którymi się kontaktują. Porównują ich internetowe profile, przeglądają dołączone zdjęcia, czytają referencje – opinie podróżników, którzy zdążyli już danego człowieka poznać. Próbują ocenić, czy nieznany ktoś ma podobne zainteresowania i sposób myślenia. Zdarzają się, choć rzadko, internauci, którzy – jak pewna para z Krakowa – odpowiadają pozytywnie na wszystkie prośby o nocleg. Przez krakowskie mieszkanie przewinęło się w ciągu 40 dni 200 osób, które mogły z niego korzystać wyłącznie dzięki trzem kompletom przechodnich kluczy.

Olga wybiera zwykle osoby, które mają już jakieś referencje, ale są jeszcze w miarę świeże na couchsurfingu. – Bo po pewnym czasie popada się w rutynę – wyjaśnia. Selekcja ma też zapewniać couchsurferom bezpieczeństwo. Opinie pod profilem, sieć przyjaciół, poręczenia, fotografie – pomagają ocenić wiarygodność osoby, która oferuje nocleg lub o niego prosi.

Sporo obaw wywołuje samotne podróżowanie młodych kobiet. Większość couchsurferów twierdzi, że choć wokół tej kwestii wytwarza się, jak mówią, niejasna energia, to niedwuznaczne propozycje są rzadkością. Olga, najchętniej podróżująca w pojedynkę na południe Europy, pierwszy raz pojechała na couchsurfing do Portugalii. Nowo poznany chłopak, u którego miała nocować, po godzinie zaczął się do niej kleić. Powiedziała stop, ale do niego to nie docierało. Musiała skrócić pobyt. – Kiedy pojechałam do Włoch, usłyszałam od jednego z chłopaków: obudź się, ile ty masz lat, every girl is an opportunity. Z couchsurfingu korzystają najczęściej młodzi single na wakacjach. A jak jedziesz do kogoś, jesteś słabszą stroną, masz mniejsze pole manewru.

Rozpoznanie namolnych albo nieuczciwych couchsurferów bywa trudne, bo w serwisie właściwie nie pojawiają się negatywne referencje: 99,8 proc. opinii jest pozytywnych. Oznacza to przede wszystkim, że ogromnej większości couchsurfing naprawdę się podoba, ale także, że z jakichś przyczyn – może z obawy przed złośliwym wpisem na własnym profilu – internauci niechętnie mówią o złych doświadczeniach. Według Olgi, negatywne referencje wystawia się tylko w sytuacjach skrajnych. Takich jak ta, kiedy chłopak, który obiecał Magdzie i Mariuszowi nocleg w malijskim mieście Mopti, nie pojawił się w umówionym miejscu i nie odbierał telefonu. Rozpłynął się, pozostawiając gości w środku nocy samych sobie. – Zadzwoniliśmy do naszego zapasowego hosta. W ciągu 10, może 15 minut załatwił nam nocleg u swoich krewnych.

Wirtualny wybór – według Olgi mocno intuicyjny – prowadzi w końcu do spotkania w realu. Zdaniem Krzysztofa, trudno przewidzieć, na ile taki kontakt okaże się trwały. Zdarza się, że z relacji, która wydawała się bliska, nie zostaje nic, a z przelotnej rozmowy kontynuowanej w e-mailach rodzi się przyjaźń. – Na sto nawiązanych relacji utrzymujemy 15, może 20. Pięć z nich to bliskie kontakty, wykraczające poza pisanie e-maili – mówią Magda i Mariusz.

Według Pauli Bialski, nietrwałość nie przekreśla wartości tych więzi. Zwłaszcza że relacje między ludźmi w ogóle stają się bardziej punktowe, mniej liniowe. Raczej zdarzają się, niż trwają.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną