Społeczeństwo

Kury wzmocnienie pozytywne

Pożytki z tresury kury

Umiejętności zdobyte na kurze można wykorzystać do szkolenia innych zwierząt i... ludzi. Umiejętności zdobyte na kurze można wykorzystać do szkolenia innych zwierząt i... ludzi. Paulina Dudzik / Materiały prywatne
Podczas szkolenia „Najpierw wytresuj kurczaka” kursant musi trenowany przez niego drób nauczyć dziobać w target. Takie doświadczenie bardzo się w życiu przydaje.
Praca z kurą pozwala nabrać większego szacunku dla wszystkiego, co nas otacza.Paulina Dudzik/Materiały prywatne Praca z kurą pozwala nabrać większego szacunku dla wszystkiego, co nas otacza.
Z kurą najpierw trzeba się zaprzyjaźnić.Paulina Dudzik/Materiały prywatne Z kurą najpierw trzeba się zaprzyjaźnić.
Wyszkolona kura potrafi naprawdę dużo – np. pociągnąć wózeczek.Paulina Dudzik/Materiały prywatne Wyszkolona kura potrafi naprawdę dużo – np. pociągnąć wózeczek.
Mechanizm jest prosty – efekty są, jeśli trener nie popełni błędów.Paulina Dudzik/Materiały prywatne Mechanizm jest prosty – efekty są, jeśli trener nie popełni błędów.

Target to na przykład czerwony punkt na listewce albo ściśle określona karta, nawet jeśli na stole jest ich kilka i co jakiś czas złośliwie się kurze te karty miesza.

Wyszkolona kura powinna też potrafić: chwycić dziobem za sznurek i pociągnąć tzw. wózeczek, czyli pudełko przyczepione do sznurka, obrócić się na komendę, przejść przez slalom, a także dziobnąć najpierw w jeden, a potem w drugi kręgiel – kolejność wyznaczają kolory.

Jeśli trener się postara, kura może umieć więcej. Umiejętności zdobyte na kurze można potem wykorzystać do skuteczniejszego szkolenia innych zwierząt (i nie tylko, ale o tym później).

A zaczęło się od koni. – Chcieliśmy je z żoną Gosią szkolić inaczej, niż to się robi zazwyczaj w polskich stajniach, czyli metal do pyska i ciągniemy – opowiada Kuba Gołąb, weterynarz po wrocławskiej Akademii Rolniczej, który w wolnych chwilach zgłębia wiedzę o zakamarkach umysłów wszystkich istot. – Konie to na tyle inteligentne istoty, że trzeba do nich dotrzeć inaczej nie karą, tylko nagrodą. Próbowaliśmy różnych sposobów, aż doszliśmy do metody z użyciem klikera. Kiedy wokół nas pojawiły się inne zwierzaki, próbowaliśmy je szkolić podobnie.

Zoo i cała reszta

Metodę treningu klikerowego, opartego na wzmocnieniu pozytywnym, opracowała dla ssaków morskich w oceanarium Karen Pryor, biolog z wykształcenia. Szybko się zorientowała, że taki trening można zastosować w odniesieniu do innych zwierząt. Napisała o tym książkę „Don’t shoot the dog!”, która zyskała duży rozgłos. W 2004 r. ukazała się także na polskim rynku pod tytułem „Najpierw wytresuj kurczaka”.

Mechanizm treningu jest prosty: dźwięk klikera (małego pudełeczka z blaszką, która po naciśnięciu wydaje charakterystyczny klik) lub gwizdka informuje zwierzę precyzyjnie i zawsze tak samo, że dane zachowanie jest pożądane i zapowiada nagrodę, co daje trenerowi więcej czasu na jej podanie (kura dostaje ziarnko paszy). Bo żeby nauczyć zwierzę określonego zachowania, wzmocnienie musi pojawić się natychmiast. Często nie jest to możliwe (np. gdy trenujemy ze zwierzęciem skok na konkretną wysokość), kliknięcie zaś może się pojawić w każdym momencie. W dodatku mechaniczność informacji sprawia, że nie jest ona obarczona emocjami trenera – trudno wszak za każdym razem tak samo powiedzieć: dobrze! No i najważniejsze: zwierzę jest wyłącznie nagradzane, a jedyną karą jest brak nagrody.

Teorię wzmocnień pozytywnych już w latach 30. XX w. stworzył i dowiódł jej działania behawiorysta prof. Burrhus Frederic Skinner, wykładowca Harvardu (czytaj też art. s. 54 – przyp. red.). W szkoleniu zwierząt zastosowali ją w latach 40. uczniowie Skinnera, Keller i Marian Brelandowie. Po śmierci Kellera pracę z Marian kontynuował Bob Bailey. W 1996 r., już jako małżeństwo, Marian i Bob stworzyli kursy, gdzie wykorzystywali kury do nauki, w jaki sposób kształtować zachowania zwierząt.

Najczęściej za pomocą klikera szkoli się dziś psy i konie – ale nie tylko. Christine Hauschild, niemiecka socjolożka z uniwersytetu w Hamburgu, pracuje w ten sposób z kotami. – Używam klikera nie tylko w domu, ale także jako behawiorystka, pomagając ludziom rozwiązywać problemy z kotami. Większość z nich bardzo lubi ten rodzaj pracy i wbrew obiegowym opiniom o tych zwierzętach, że zawsze robią, co chcą, uczą się łatwo, szybko i chętnie – twierdzi Christine.

Szkolenie pozytywne z klikerem lub gwizdkiem w ostatnich latach staje się popularne np. w ogrodach zoologicznych. Stare metody tresury, oparte na karach, przestają być akceptowane w środowisku – mówi Radosław Ratajszczak, dyrektor zoo we Wrocławiu. – Poza tym trening pozytywny jest efektywny i pozwala ograniczać stres zwierzęcia np. przy zabiegach weterynaryjnych czy pielęgnacyjnych. We wrocławskim zoo każdy może zobaczyć taki trening uchatek, trenerzy demonstrują ćwiczenia i zabawy podczas pokazów dla zwiedzających.

Kurnik

Czytaliśmy o warsztatach Baileyów, nawet zastanawiałem się, czy nie pojechać do Szwecji, gdy Bailey tam zawitał, ale cena była poza zasięgiem – Kuba Gołąb opowiada o początkach przygody z kurami. – Kiedy nabraliśmy doświadczenia, zaczęliśmy z żoną myśleć, że może uda nam się takie warsztaty zrobić samemu. Przenieść elitarność pod strzechę. No i udało się. Do tej pory na udział w warsztatach „Najpierw wytresuj kurczaka” zdecydowało się już ponad 200 osób, a na ten rok wszystkie miejsca są już dawno zajęte.

Kurnik to cztery stoły treningowe i klatki dla kur, które akurat nie ćwiczą. Surowe, bielone ściany. Chłodno. – Na jednej ze ścian jest napis „Nie ma mistrzów, wszyscy jesteśmy uczniami”. Wzięłam to sobie do serca – wspomina Magda Łęczycka, szkoleniowiec i właścicielka psiej firmy szkoleniowej Animag.

Warsztaty odbywają się w Rancho Stokrotka, starym, poniemieckim gospodarstwie w Jarkowie koło Kudowy-Zdroju. Jarków to ledwie kilka domów porozrzucanych na stokach Gór Orlickich. A gospodarstwo Kuba z żoną kupili cztery lata temu i remontują powoli, głównie własnymi rękami. Nie tak wyglądają dziś ośrodki szkoleniowe. Spa? Basen? Nocny klub? Nawet śniadanie trzeba tu sobie zrobić samemu.

Ale w Europie nie ma zbyt wielu miejsc, gdzie można na kurach doskonalić swoje umiejętności kształtowania zachowań zwierząt. Poza Jarkowem warsztat kurczakowy znalazł się np. w programie kursu trenerskiego guru psich trenerów, behawiorystki Aleksy Capry we Włoszech.

Gołąbowie zmodyfikowali program treningowy Baileyów. Zamiast czterech poziomów zaawansowania są dwa. Drugi kurs ma tytuł „Jeden świat – wiele umysłów”.

 

 

Motywacje

Czego chcę uczyć? Jak dobrze szkolić. Chociaż nie, to tylko część prawdy – tłumaczy Kuba Gołąb, siadając z gośćmi przy stole w niewielkiej jadalni Rancho Stokrotka, która, gdy trzeba, zamienia się w salę wykładową, a gdy trzeba, w wieczorny klub dyskusyjny. – Chcę uczyć, że trzeba zauważać własne błędy w kontekście szerszym niż sam proces szkolenia. Chcę uczyć takiego spojrzenia na świat, że jeśli coś mi nie wychodzi, to ja muszę coś zmienić w swoim działaniu. Oczywiście nie można wykluczyć wpływów zewnętrznych, ale to margines. Ta prawda boli, dlatego nie każdy chce ją przyjąć. Ale doskonale widać ją w kurniku.

Chciałam doskonalić własne umiejętności trenerskie. Startuję z moim psem w zawodach obedience, to bardzo trudna dyscyplina (sędziowie oceniają posłuszeństwo, precyzję wykonania komend i relację z przewodnikiem – przyp. red.). Dlatego wciąż szukam nowych metod, nowych systemów komunikacji z psem, żeby szybciej, efektywniej przekazać mu, czego od niego oczekuję, i utrwalić to – motywacja Magdy Łęczyckiej jest oczywista. – Przyjechałam, żeby być lepszym szkoleniowcem.

Wojtek Czarnowski, zawodowo zarządzający zespołem programistów w jednej z firm informatycznych: – Kiedy zostałem dyrektorem, po roku zorientowałem się, że nie chodzi w tym wszystkim o rządzenie, ale o budowanie relacji z ludźmi, o komunikację. Idąc tropem książki Karen Pryor, chciałem dowiedzieć się czegoś więcej o wzmocnieniach pozytywnych. I wtedy w Internecie znalazłem stronę Kuby, gdzie wszystko było jakoś prosto wytłumaczone. I jeszcze okazało się, że można spróbować tego w praktyce. Kury były najbardziej odjechanym szkoleniem, w jakim brałem udział.

Moje pierwsze ćwiczenia klikerowe z psem i koniem nie były udane. Wiedziałam, że robię błędy, ale nie wiedziałam jakie. Trening z kurami pomógł mi je zidentyfikować – opowiada Ania Guzowska, studentka psychologii. Do kurnika wchodzi w masce i rękawiczkach. Ma uczulenie na pierze.

Kura

Dlaczego właśnie kura? Dla wielu ludzi kontakt z nią jest barierą trudną do pokonania. Trzeba ją wziąć na ręce, zaprzyjaźnić się. Ci, którzy sforsują ten próg, nadają swoim kurom imiona.

Koń czy pies, jako inteligentniejsze, w końcu nauczą się tego, czego chcemy, niezależnie od popełnianych przez nas błędów szkoleniowych – dochodzi do kwestii kury Kuba Gołąb. – Kurczak w zetknięciu z podobnymi błędami trenera nie. Odpadają metody siłowe, kury nie da się do niczego zmusić. Robisz dobrze, wychodzi, robisz źle, nic się nie udaje.

Dotarło do mnie, że rolą trenera jest przede wszystkim obserwacja i wybieranie tego, co w zachowaniu zwierzęcia wydaje się najbliższe postawionemu celowi – mówi Agnieszka Pache, studentka polonistyki, także startująca ze swoim psem w zawodach obedience. – Przekonałam się, jak ważne jest stopniowe podnoszenie wymagań. Jeśli nagrodzimy coś, co jest poniżej ustalonych standardów, to nie dostaniemy nic więcej.

Kury, w odróżnieniu od psów, nie próbują zgadywać, o co nam chodzi. Trzeba precyzyjnie wyznaczać, jakie elementy składają się na czynność, w której chcemy wytrenować zwierzę. I wyklikać je.

Rezultaty pojawiają się szybko; to, co w przypadku innych zwierząt zajęłoby dni, z kurczakami zajmuje minuty. – One bardzo szybko reagują, świetnie więc widać, jak duże znaczenie ma timing – tłumaczy Ania Guzowska. – Początkowo ciągle spóźniałam się z kliknięciem i uczyłam moją kurę dokładnie odwrotnych zachowań, niż zamierzałam.

Ludzie

W czasie warsztatów wyłapywałem te elementy, które można użyć do pracy z ludźmi – Wojtek Czarnowski nieomal nie rozstaje się z komputerem, stale robi notatki. – W końcu przecież nie przyjeżdżam tutaj, żeby uczyć się szkolić kury, ale poznać pewien model edukacyjny.

A że jest on uniwersalny, przekonuje działalność amerykańskiej organizacji szkoleniowej TAGTeach International, która stosuje metodę treningu ze znacznikiem akustycznym (Training with Acoustical Guidance). Jej założyciele postanowili zastosować odkrycia behawiorystów i doświadczenie Karen Pryor do uczenia ludzi. Aby uniknąć bezpośrednich skojarzeń z treningiem zwierząt, nazwali kliker tagerem, choć wygląda identycznie. Trenują przede wszystkim sportowców i tancerzy. Drugą ważną gałęzią działalności TAGTeach jest praca z dziećmi i dorosłymi z autyzmem oraz niepełnosprawnymi. Tam gdzie kontakt werbalny jest niemożliwy, tager może być drogą, żeby nauczyć dziecko choćby najprostszych mechanicznych czynności, np. wiązania butów.

Jednak przeniesienie na ludzi metod znanych ze szkolenia zwierząt budzi potężne opory. Christine Hauschild próbowała przekonać do takiego treningu swoich studentów. – Spotkałam się z masowym sprzeciwem – opowiada. – Niektórzy znali hasło kliker ze szkolenia zwierząt i czuli się poniżeni, że próbuję pracować z nimi w podobny sposób. Inni odrzucali wszystko, co im się kojarzyło z behawioryzmem. Ale liczę, że przełamię ten opór.

Wśród szkoleniowców zwierząt trening pozytywny też powoli przełamuje wieloletnie tradycje tresury. – Najtrudniej zmienić zakorzenione przekonania. Niewielu ludzi potrafi z ochotą stwierdzić, że się myli – uważa Kuba Gołąb.

Wiele umysłów

Są jeszcze drugie warsztaty: „Jeden świat – wiele umysłów”. Do tej pory zdecydowało się na nie kilkanaście osób, w tym roku liczba ta się podwoi. – Już sama nazwa mocno kręci kogoś, kto chciałby wiedzieć, jak widzą i czują świat inne stworzenia – mówi Magda Łęczycka.

Tu trzeba nauczyć kurę tzw. łańcucha zachowań: przejścia przez tor przeszkód, złożony ze slalomu, tunelu, palisady, i zakończenia go zrzuceniem dwóch kręgli, w określonej kolejności (decyduje kolor). Wszystko za jedno ziarenko nagrody.

To moje szkolenie autorskie – mówi Kuba Gołąb. – Chcę uświadamiać ludziom, że dzielimy świat z różnymi umysłami, których potencjał nie jest wcale tak niewielki, jak nam się wydaje. Nauka zaczyna to potwierdzać.

Podczas wykładów Kuba opowiada, nad czym pracują uczeni badający emocje i umysły zwierząt. Interesują go zwłaszcza projekty spoza naukowego mainstreamu. Zdaniem uczestników, nabiera się po tych warsztatach większego szacunku dla wszystkiego, co nas otacza. – Poznanie procesów, jakie zachodzą w umyśle zwierząt w trakcie uczenia się, jest daleko ciekawsze niż samo szkolenie – Ania Guzowska, jak na studentkę przystało, stara się podejść do sprawy naukowo.

Nie wiem, dokąd to wszystko mnie doprowadzi – pointuje Kuba Gołąb. – Gdybym wiedział, tobym nie musiał się dowiadywać. I wtedy to byłby koniec tych warsztatów.

 

Autor tekstu jest dziennikarzem „Rzeczpospolitej”.

Polityka 19.2011 (2806) z dnia 03.05.2011; Na własne oczy; s. 92
Oryginalny tytuł tekstu: "Kury wzmocnienie pozytywne"
Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Nauka

Suszarki do rąk są za głośne dla dzieci – alarmuje 13-letnia badaczka

Dzieci to doskonali obserwatorzy, dostrzegający często to, co umyka dorosłym. 13-letnia Nora Louise Keegan zrobiła to niedawno na łamach międzynarodowego czasopisma naukowego, pisząc o hałasie z elektrycznych suszarek do rąk.

Piotr Rzymski
12.10.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną