Nowoczesne sposoby pochówku

Chowani inaczej
Jak zaistnieć po śmierci? Ekscentrycznych pomysłów na życie po życiu jest coraz więcej.
W Europie i USA w przemyśle pogrzebowym od kilkunastu lat dominuje nurt ekologiczny.
Rex Features/EAST NEWS

W Europie i USA w przemyśle pogrzebowym od kilkunastu lat dominuje nurt ekologiczny.

Estetykę i kształt współczesnej urny ogranicza jedynie poczucie smaku rodziny.
Herwig Prammer/Reuters/Forum

Estetykę i kształt współczesnej urny ogranicza jedynie poczucie smaku rodziny.

Malcolm Eccles z Manchesteru w ostatniej woli zażądał umieszczenia części swoich prochów w klepsydrze służącej do mierzenia czasu gotowania jaj. Wdowa twierdzi, że mąż wykazał w ten sposób troskę o jej samotne śniadania, bo ponoć nigdy nie potrafiła ugotować jaj na miękko. „Teraz jadam codziennie jajko na śniadanie i widzę go śmiejącego się ze mnie. Poczucie humoru ważne jest nawet po śmierci” – twierdzi pani Eccles.

Z kolei baron Newborough zażyczył sobie opuścić świat z hukiem. Po śmierci jego ciało miało być skremowane, a prochy wystrzelone z armaty w stronę zagajnika nieopodal rezydencji. Syn wypełnił wolę ekscentrycznego ojca. W Stanach Zjednoczonych kilka firm produkuje fajerwerki zawierające prochy zmarłych. Firma Celestic Inc. z Houston już kilkanaście razy wystrzeliła prochy kilkudziesięciu klientów (po 15 gramów) na orbitę okołoziemską lub na Księżyc.

W Polsce takie pochówki nie są dozwolone. Nadal obowiązuje ustawa z 1959 r. (niemal żywcem przepisana z ustanowionej w latach 30.) nakazująca chowanie szczątków na cmentarzach. Nie ma tam nawet mowy o spopielarniach zwłok. Watykan dopiero pół wieku temu dopuścił możliwość kremacji.

Wola zmarłego

Każde z czynnych w Polsce krematoriów (jest ich 13, a 7 kolejnych w budowie) reklamuje się zdaniem „Możliwość odebrania urny przez rodzinę”, co oznacza, że nie wszystkie prochy trafiają na cmentarze. Bliscy, obligowani ostatnią wolą zmarłego, prowadzą swoistą grę z prawem; część prochów – jak chcą przepisy – chowają na cmentarzu, część rozsypują w górach, morzu, jeziorze, chowają w przydomowych ogrodach, na działkach. Czasem wysyłają do Szwajcarii lub Stanów Zjednoczonych, gdzie wyspecjalizowane firmy robią z prochów sztuczne diamenty. Czasem trzymają urnę w domu.

Przed rokiem, w sondażu przeprowadzonym przez firmę Geminus, na pytanie: „Czy uważasz, że ludzie powinni mieć prawo przechowywać prochy bliskich w domu bądź rozsypywać je na przykład w morzu czy w ogrodzie?” – 70 proc. Polaków odpowiedziało: tak, 22 proc. było przeciw, 8 proc. nie miało zdania.

W Japonii, gdzie od lat brakuje przestrzeni życiowej, kupienie miejsca na cmentarzu (urnowym) jest ogromnym wydatkiem. Japończycy przechowują więc urny w domu lub korzystają z najnowszej generacji kolumbariów. Są to wielopiętrowe, nowoczesne budynki, doskonale wpasowane w otoczenie, nawet centrów wielkich miast. W Tokio kilka takich kolumbariów, mieszczących po 80 tys. urn, prowadzi firma Nichiryouku. Kto zdeponował tutaj urnę, dostaje rodzaj pilota, urządzenie do zdalnego sterowania, dzięki któremu może zamówić urnę do jednej z licznych sal kontemplacji. W ciągu minuty na granitowym, ozdobionym świeżymi kwiatami ołtarzyku pojawia się zamówiona urna. – Rozlega się cicha muzyka, a na ekranie wyświetlane są sceny z życia zmarłej osoby. Nikt nie zakłóca obecnym kontemplacji – mówi Marek Jurkowicz, znawca obyczajów pogrzebowych. Zdeponowanie urny w takim kolumbarium kosztuje 6,5 tys. dol., plus 100 dol. rocznej opłaty.

W Japonii istnieją też cmentarze korporacyjne. Wybranym pracownikom, na podstawie kontraktu, gwarantuje się tam miejsce. Tak jak w Stanach Zjednoczonych czy w Europie miejsce na firmowym parkingu.

Już przed ćwierćwieczem w Chinach, w okolicach Szanghaju, aby uchronić podmiejskie plantacje herbaty i pola ryżowe, które trzeba by było zamienić w nekropolie, rozpoczęto budowę wielopiętrowych pagód kolumbariów. Dzisiaj stoją one w każdym większych mieście.

W Europie i USA w przemyśle pogrzebowym od kilkunastu lat dominuje nurt ekologiczny. Jeśli trumny, to z loomu, kartonu, trawy, wikliny, makulatury. A nawet z bawełny albo owczej wełny. W krematorium szybciej się spalają wytwarzając mniej ciepła. Chociaż tak, po śmierci, można zadbać o Matkę Ziemię. Biodegradowalne urny – papierowe, z mączki kukurydzianej lub ziemniaczanej – dostępne są od lat, jednak w Polsce wciąż niewykorzystywane. Kształty urn bywają zgodne z zainteresowaniami zmarłych. Przypominają torby na kije golfowe, telewizory, baki motocyklowe, laptopy, buty kowbojskie albo piłki.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną