Moda na grupowe zakupy

Grupoholizm
Zakupy grupowe zawojowały Polaków. Są już pierwsi uzależnieni od internetowych superokazji.
W zakupowym szaleństwie biorą udział trzy strony: serwis, klienci i tzw. partnerzy, czyli firmy oferujące swoje usługi z przynajmniej 50-proc. rabatem.
Łukasz Rayski/Polityka

W zakupowym szaleństwie biorą udział trzy strony: serwis, klienci i tzw. partnerzy, czyli firmy oferujące swoje usługi z przynajmniej 50-proc. rabatem.

Polityka

Materiały promocyjne

Materiały promocyjne

Materiały promocyjne

Dzień zaczyna się od Facebooka. Potem maile – w skrzynce oferty Groupona, Groupera, Coupona, Citeam, Hitdeal. Iwona, 36 lat, pracuje dorywczo, więc ma czas, by poszukać lepszych promocji. Wchodzi na agregatory ofert zakupów grupowych. Tam ma większość serwisów i nawet porównywarkę cen. Przeważnie znajduje coś dla siebie. Głównie zabiegi kosmetyczne. Parę kliknięć i już ma kupon. Popołudniami jeździ do salonów urody. Zrobiła już mikrodermabrazję, mezoterapię bezigłową (zabiegi odmładzające na twarz), usunęła zbędne owłosienie z różnych części ciała za pomocą lasera, zrobiła manicure hybrydowy. I pantomogram, czyli panoramiczny rentgen szczęki i żuchwy, właściwie nie wie po co, ale może się przydać, a był z 80-proc. zniżką. Teraz chodzi na vacu (jazda na rowerku w próżniowej kamizelce), żeby schudnąć przed wykupionym już kilkudniowym pobytem w Ustce. I poluje na Focus RF, by ostatecznie rozprawić się ze zmarszczkami, oraz na Lipo Royal, odsysanie tłuszczu bez skalpela. Musi zadbać o siebie. Ponad pół roku leczyła się na depresję. A teraz na Godealla.pl widziała ofertę psychoterapii: tylko 40 zł za godzinę.

– Zakupy grupowe to połączenie Internetu i normalnych zakupów – mówi dr med. Bohdan T. Woronowicz z Instytutu Psychiatrii i Neurologii, zajmujący się leczeniem uzależnień. – Obie te aktywności potrafią uzależniać. Zwłaszcza ludzi, którzy poszukują sposobów na poprawienie swojego samopoczucia, bo miewają epizody obniżenia nastroju, niepokoju, albo osoby, które potrzebują większej niż inni stymulacji. A tu mamy na dodatek grupę – to znaczy, że jest więcej takich jak ja, czyli postępuję słusznie. No i oszczędzam, więc moje zachowanie jest pozytywne.

A sama czynność kupowania oddzielona jest od rzeczywistego wydawania pieniędzy nie tylko plastikową kartą, jak w przypadku zakupów na kredyt będących domeną zakupoholików, ale dodatkowo ekranem monitora, co jeszcze bardziej odrealnia całą sytuację.

Rekiny i plankton

Serwisy oferujące sprzedaż towarów i usług po wyjątkowo atrakcyjnych cenach (zniżki od minimum 50 do nawet 70–80 proc.) pojawiły się w Polsce rok temu. Pierwszy – w kwietniu – był City Deal, miesiąc później wchłonięty przez polski oddział amerykańskiego Groupona, potentata na światowym rynku okazji. Najwięcej promocji dotyczy usług kosmetycznych i ma to swoje uzasadnienie – kobiety znacznie częściej niż mężczyźni kupują w Internecie. – Jesteśmy też w większości bardziej emocjonalne, a zakupy grupowe odwołują się do emocji. Sprzyjają działaniom impulsywnym, decyzję podejmujemy szybko, nie porównujemy z inną ofertą – mówi dr Julita Koszur, psycholog z wrocławskiej SWPS.

Rynek internetowych okazji powoli się poszerza. Na drugim miejscu są oferty turystyczne. Od banalnego weekendu w jednej z europejskich stolic czy wczasów nad morzem do propozycji ekstremalnych, jak kilkusetkilometrowy rajd samochodami terenowymi po Białorusi albo skok Dream Jump z najwyższego obiektu do skoków w Europie. Ze zniżką można też kupić kolację w restauracji (z winem lub bez), bilet do kina albo teatru i najrozmaitsze kursy: językowe, prawa jazdy, fotografii cyfrowej, nurkowania, nawet sztuki uwodzenia. Albo nabić klimatyzację w samochodzie czy zrobić podstawowy przegląd. Ostatnio w ofercie pojawiły się zniżki na usługi medyczne. Króluje stomatologia.

Promocja obowiązuje wtedy, gdy na zakup zdecyduje się określona w ofercie grupa klientów (stąd nazwa). W praktyce anulowanie promocji z powodu zbyt małego zainteresowania zdarza się rzadko. – Były takie pojedyncze wypadki – mówi Artur Bednarz, rzecznik polskiego oddziału Groupon. – Nasz partner, czyli firma oferująca zniżkowy zakup, nie musi jednak wycofywać swojego ogłoszenia i najczęściej tego nie robi, nawet gdy jest mniej chętnych.

Największą wpadką Groupona była sprawa słynnego już na całą Polskę fryzjera z Łodzi Jarosława Budnego. Przy jego ofercie nie ustanowiono limitu chętnych i w ciągu doby usługę mycia, strzyżenia i naturalnej stylizacji (dla chętnych refleksy) za 29 zł wykupiło 1626 osób. W dodatku wszystkich klientów obsługiwać miał sam pan Budny. – Od tamtej pory jeszcze dokładniej weryfikujemy warunki oferty oraz moce przerobowe naszych partnerów – przyznaje Artur Bednarz.

Groupon uważany jest za lidera polskiego rynku zakupów grupowych. W Polsce działa już 40 podobnych serwisów. Ale specjaliści od e-commerce szacują, że to dopiero początek. W dużo mniejszych Czechach takich serwisów jest 200.

– Ale liczy się tylko pierwsza szóstka – mówią. – Reszta to plankton.

Wirusowy marketing

Stronę internetową Groupona odwiedza co piąty polski internauta (wg statystyk Gemius). Ile z klikających osób zostaje klientami, nie wiadomo, ale można przypuszczać, że ich liczba będzie rosła.

– Serwisy zakupów grupowych z powodzeniem wykorzystują elementy marketingu wirusowego – mówi dr Julita Koszur. Wystarczy raz z ciekawości wejść na stronę jednego z serwisów i już do skrzynki mailowej trafiają zaproszenia. To oferta znajduje klienta.

Większość firm zakupowych jest obecna na portalach społecznościowych: Facebooku, Twitterze, Naszej Klasie. Na facebookowej ścianie wiszą oferty. Wystarczy jedno kliknięcie, by poznać szczegóły. Drugie, by polecić znajomym. Za każdą skuteczną rekomendację jest premia – 10 zł na kolejne zakupy w serwisie. Niby niedużo, ale zawsze coś, zwłaszcza że polecenie nic przecież nie kosztuje.

Użytkownicy Facebooka pamiętają brawurową akcję serwisu OKazik, który oferował bilety do Multikina za 10 zł i iphony za złotówkę. Po kliknięciu w ofertę reklama automatycznie ukazywała się na profilu klikającego.

A żeby było jeszcze łatwiej, powstała aplikacja Groupon Now na smartfony (dostępna na razie tylko w USA). Dwa przyciski: „Jestem głodny” i „Nudzę się”. Po naciśnięciu użytkownik smartfona łączy się z serwisem Groupon, który pokazuje oferty z wybranej kategorii (głodny lub znudzony) w najbliższej okolicy. – To wszystko razem daje efekt kuli śnieżnej – mówi dr Julita Koszur.

Serwisy zakupów grupowych wmawiają klientowi, że dzięki ich pomocy oszczędza pieniądze. Tymczasem namawiają do kupowania tego, czego w planach nie było. No, ale skoro jest oferta specjalna, wyprzedaż, promocja, każdy chce zrobić dobry interes. Nie przegapić okazji. – Mechanizm działania jest podobny do hipermarketowych promocji, ale siła rażenia bez porównania większa – mówi dr Julita Koszur, która doradza firmom, jak zbudować najbardziej perswazyjne strony internetowe. – Zakupowe interfejsy są perfekcyjne, zaopatrzone w wyraźne, odcinające się od reszty strony przyciski i etykiety wzywające do podjęcia działania, czyli tak zwane elementy „call to action”.

 

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną