Polskie „Nie” dla hodowli zwierząt futerkowych. Możliwe?

Nie ma jutra dla futra?
24 listopada obchodzony jest Dzień bez Futra. Kolejne kraje Europy Zachodniej zakazują hodowli. Fermy przenoszą się na wschód, m.in. do Polski. Ale nasi rodzimi celebryci, którzy z futer nie rezygnują, muszą się liczyć z konsekwencjami.
Lisa zabija się prądem. Pracownik firmy trzyma zwierzę w powietrzu za ogon. Jedną elektrodę wbija mu w odbyt, drugą podstawia pod pysk, by zamknąć obwód.
pontman's buddy icon pontman's photostream/Flickr CC by SA

Lisa zabija się prądem. Pracownik firmy trzyma zwierzę w powietrzu za ogon. Jedną elektrodę wbija mu w odbyt, drugą podstawia pod pysk, by zamknąć obwód.

Amerykańska aktorka Persia White na plakacie Stowarzyszenia Empatia.
materiały prasowe

Amerykańska aktorka Persia White na plakacie Stowarzyszenia Empatia.

Dla przemysłu futrzarskiego silnym ciosem była rozpoczęta w 1994 r. kampania międzynarodowej organizacji PETA, w której wzięły udział gwiazdy.
Splash News/PETA/SPLASH NEWS/EAST NEWS

Dla przemysłu futrzarskiego silnym ciosem była rozpoczęta w 1994 r. kampania międzynarodowej organizacji PETA, w której wzięły udział gwiazdy.

Ostatnio dostało się Małgorzacie Kożuchowskiej, która wystąpiła w płaszczu ze skóry rzadkiego wielbłąda albinosa, obszytym kołnierzem z norek. Fundacja Viva odpowiedziała plakatem ze zdjęciem wielbłąda ubranego w kożuch z Małgorzat. Reagują nie tylko organizacje ekologiczne. Trwa futrzana wojna celebrytów.

Zaczęła Joanna Krupa, modelka, która w Stanach Zjednoczonych pokazała się naga na plakacie promującym adopcję schroniskowych zwierząt. W Polsce ostentacyjnie opuściła premierę filmu, na którą Anna Mucha przyszła ubrana w futro, a potem obsmarowała ją w mediach. Ostro krytykuje również koleżankę po fachu Anję Rubik, która bierze udział w futrzanych sesjach, wsparła ją Jolanta Kwaśniewska, która zadeklarowała rezygnację z noszenia naturalnych futer. Nowy front otworzył też choreograf i tancerz Maciej Piróg, który zaatakował stylistę Tomasza Jacykowa, namawiającego do noszenia futer.

Cokolwiek myśleć o poziomie tej dyskusji, trafia ona dokładnie tam, gdzie powinna, do tabloidów, kolorowej prasy, na plotkarskie portale z przekazem, że być może z tymi futrami jest coś nie tak.

Cykl produkcji norki

„Fermy ze zwierzętami futerkowymi mają więcej wspólnego z obozami koncentracyjnymi niż ze zwyczajnymi fermami. To jest najgorsza forma hodowli przemysłowej” – twierdzi Stephen Harris, profesor nauk o środowisku na Uniwersytecie w Bristolu, przewodniczący Mammal Society. Problem w tym, że rzadko kto ogląda je od środka.

– Przerwa w życiorysie – tak pan Albert określa lata, gdy prowadził lisią fermę pod Warszawą. Nie miał wyjścia. Ferma należała do ojca, który nagle zachorował i ktoś musiał przejąć odpowiedzialność za utrzymanie rodziny. – To jest cholerna praca, która trwa 24 godziny na dobę. Dołowanie odchodów, czyszczenie klatek, noszenie setek kilogramów karmy. Do tego widok lisów biegających po klatkach w tę i z powrotem. Jak się człowiek nimi przez całe miesiące zajmuje, zaczyna je rozpoznawać. Jedne są bardziej sympatyczne, inne bardziej agresywne. Starałem się nie przywiązywać, ale to było trudne – opowiada. Ubojem zajmowali się przyuczeni robotnicy, ale trzeba było ich na okrągło pilnować. – To specyficzna kasta, bo kto chciałby pracować w takim smrodzie. Lubili zapić, znikali na kilka dni. Podczas uboju też musiałem być obecny, żeby nie zaczęli wyżywać się na zwierzętach. Kiedy to tylko było możliwe, zmienił fermę na warsztat samochodowy.

Cykl produkcyjny na fermie trwa od wiosny, kiedy rodzą się młode, do późnej jesieni, kiedy się je zabija. Przy życiu zostają tylko samce reproduktory i samice przeznaczone do zapłodnienia. To ich liczbą określa się wielkość fermy. Ferma pana Alberta ze stoma matkami zarodowymi w latach 80. i 90. uchodziła za dużą. Dziś to skala mikro. Zmienia się struktura produkcji. Fermy rodzinne ustępują wielkoprzemysłowym.

– Nowe lisie fermy już nie powstają. Nie ma koniunktury – tłumaczy Hubert Kujawski, dyrektor Polskiego Związku Hodowców i Producentów Zwierząt Futerkowych. – W tej chwili hoduje się głównie norki. Fermy małe liczą kilka tysięcy samic, czyli w sumie kilkanaście tysięcy zwierząt. Wielkotowarowe to około 20 tys. samic, czyli 100 tys. norek. Według danych Związku, w Polsce działa dziś około tysiąca ferm różnej wielkości, z fermami szynszyli licząc. Według Inspekcji Weterynaryjnej, zarejestrowanych jest około 800.

Lisy zabija się prądem. Pracownik fermy trzyma zwierzę za ogon w powietrzu i wbija mu w odbyt jedną elektrodę. Drugą podtyka pod pysk i rozwścieczone zwierzę chwyta ją zębami, zamykając obwód. Powinno to trwać kilkanaście sekund. Ale nie zawsze udaje się za pierwszym razem. Podobnie giną szynszyle. Norki są zabijane w komorach gazowych przy użyciu dwutlenku lub tlenku węgla. To finał życia spędzonego w ciasnej klatce.

Umowa na 0,6 m

Według polskich norm, norce przysługuje 0,18 m kw., a lisowi 0,6. Jeśli lisy są dwa, mają się zmieścić na 1 m kw. powierzchni. Każde kolejne zwierzę w klatce to dodatkowe 0,4 m. A i tak głównym uchybieniem, jakie Inspekcja Weterynaryjna stwierdza na polskich fermach, jest zbyt duże zagęszczenie zwierząt.

– Lisy powinny być trzymane pojedynczo. To ABC hodowli – mówi prof. Tadeusz Kaleta z SGGW, który zajmuje się dobrostanem zwierząt. – To inteligentne, ale bardzo nerwowe zwierzęta. Nawet u zwierząt trzymanych pojedynczo ciasnota działa jako czynnik stresowy i może wyzwalać autoagresję lub stereotypię ruchową, czyli monotonne krążenie po klatce. Zwierzęta kręcą się w kółko za własnym ogonem i zaczynają go ogryzać albo wygryzają sobie łapy do kości.

Prof. Kaleta deklaruje, że jest w stanie wyobrazić sobie humanitarną hodowlę: przestronna klatka z zamontowaną platformą, na którą zwierzę może wskoczyć i spojrzeć z góry, co daje mu poczucie kontroli i redukuje stres; fermy na tyle małe, że zwierzęta znają swoich opiekunów i nie reagują lękiem na widok człowieka.

– Desmond Morris, brytyjski zoolog i popularyzator nauki, nazywał to naszą umową ze zwierzętami. W naturze grożą im drapieżniki, choroby, głód. W niewoli zapewniamy im opiekę i bezpieczeństwo, za co na końcu płacą życiem. Tylko że aby ta umowa miała sens, trzeba zapewnić im przestrzeń i naprawdę przyzwoite warunki. Obawiam się, że na wielkich fermach, które nastawione są wyłącznie na zysk, to niemożliwe – twierdzi prof. Kaleta.

„Ktoś, kto rozpatruje ten temat po raz pierwszy, będzie się zastanawiał, jakim sposobem takie okrucieństwo może być dozwolone w dzisiejszych cywilizowanych czasach. Gdyby ludzie wykształceni zobaczyli na własne oczy to, co się dzieje za ich przyzwoleniem, bez wątpienia już dawno by tego zakazali” – pisał Karol Darwin w „Esay on Fur”, grubo ponad 100 lat temu.

Ostatnio na własne oczy zobaczyli to Norwegowie. Organizacja Network for Animal Freedom przeprowadziła kontrole na blisko 50 fermach. Film, jaki powstał w ich efekcie, jest szokujący. Zwierzęta z poobgryzanymi łapami i uszami, jedne pogrążone w całkowitej apatii, inne z furią rzucające się po klatkach. Nieleczone choroby, kanibalizm, stereotypia.

– To absurd – dziwi się prof. Marian Brzozowski z Zakładu Hodowli Zwierząt Futerkowych SGGW. – Przecież hodowcy powinno zależeć na dobrych warunkach, bo od tego zależy jakość, a więc i cena futra.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną