Wywiad: Horror bicia dzieci

Jednostka chorobowa T-74
Do mediów trafiają przypadki najbardziej drastyczne, a o ilu rodzinnych tragediach w ogóle nie wiemy? - zastanawia się prof. Bibiana Mossakowska.
Kate Brooks/Polaris/EAST NEWS

Do mediów trafiają przypadki najbardziej drastyczne, a o ilu rodzinnych tragediach w ogóle nie wiemy? - zastanawia się prof. Bibiana Mossakowska.

Plakat jednej z akcji przeciwko przemocy wobec dzieci firmowanej m.in. przez Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej.
materiały prasowe

Plakat jednej z akcji przeciwko przemocy wobec dzieci firmowanej m.in. przez Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej.

Bibiana Mossakowska – emerytowana profesor chirurgii dziecięcej, z 50-letnim doświadczeniem. Jako pierwsza w Polsce chirurg dziecięcy zwróciła uwagę na problem krzywdzenia dzieci.
Lukasz Glowala/Polityka

Bibiana Mossakowska – emerytowana profesor chirurgii dziecięcej, z 50-letnim doświadczeniem. Jako pierwsza w Polsce chirurg dziecięcy zwróciła uwagę na problem krzywdzenia dzieci.

Czy nadal brakuje edukacji? A może winny jest model rodziny, w którym panuje przyzwolenie na wymierzanie kar dzieciom i nakaz absolutnego posłuszeństwa rodzicom?
Edukacja już od przedszkola mogłaby rzeczywiście zapobiec wszelkim formom przemocy. Szkolenie służb społecznych, oświatowych i sądowniczych pomogłoby skuteczniej zapobiegać.

Może szkoda, że Kościół nie angażuje się w rozwiązywanie tego typu problemów. Dba o życie poczęte, ale rzadziej piętnuje agresję rodziców wobec własnych dzieci. Lekarzom także przydałoby się więcej wiedzy, bo wielu nawet nie wie, co to zespół dziecka potrząsanego.
Też o nim wcześniej nie słyszałam, póki na kongresie naukowym nie poznałam takich przypadków z zagranicy. Przykładna rodzina, młodzi rodzice. Idą spać, zaczynają się kochać, a tu igraszki trzeba przerwać, bo zaczyna płakać ich kilkumiesięczny szkrab. Matka karmi, więc dziecko się uspokaja. Rodzice wracają do amorów, ale po chwili znów słyszą płacz. Teraz wstaje podenerwowany ojciec. Potrząsa dzieckiem, żeby jak najszybciej się uspokoiło – główka kolebie się więc bezładnie podczas tego potrząsania jak u pluszowego pieska w samochodzie albo podczas wypadku drogowego. Mózg obija się o ściany czaszki, naczynia przy ciemieniu pękają, powstaje wylew śródczaszkowy. Dziecko się uspokaja, na drugi dzień nie chce jeść, wymiotuje, jest apatyczne, ma stan podgorączkowy. Od płaczu poprzedniej nocy ma zaczerwienione gardło. Rodzice idą z nim do lekarza, rozpoznaje się infekcję, leczy antybiotykiem, a późniejsze następstwa okazują się bardzo poważne.

Co w takim razie zmieniło się od czasu pierwszych opisanych przez panią przypadków?
Zespół dziecka maltretowanego łatwiej teraz rozpoznać. Dzięki nowoczesnym metodom można niemal wszystkie stany zagrożenia życia u krzywdzonych dzieci skuteczniej wyleczyć. W latach 80. spośród 500 dzieci, trafiających rocznie na oddziały chirurgii dziecięcej w wyniku urazów spowodowanych przez dorosłych, umierało aż 10 proc. Najgorzej sytuacja wygląda z zapobieganiem tego typu wypadkom. Śledzimy relacje z tragicznych wydarzeń w tym czy innym mieście, nie zastanawiając się, że w tym samym czasie i z podobnych przyczyn do identycznej tragedii może dojść w naszym sąsiedztwie. Tylko dlatego, że nikt w porę nie zareagował albo nie zaoferował pomocy.

rozmawiał Paweł Walewski

Bibiana Mossakowska – emerytowana profesor chirurgii dziecięcej, z 50-letnim doświadczeniem. Przez 30 lat była ordynatorem Oddziału Chirurgii Dziecięcej w Szpitalu Bielańskim w Warszawie. Jako pierwsza w Polsce chirurg dziecięcy zwracała uwagę na problem krzywdzenia dzieci. W 1981 r. współorganizowała z Marią Łopatkową Komitet Ochrony Praw Dziecka i została jego wiceprzewodniczącą. W latach 90. była członkiem Rady Fundacji Dzieci Niczyje oraz międzynarodowej organizacji International Society for Prevention of Child Abuse and Neglect.

***

Wiemy, że nie wiemy

W Polsce nie ma żadnych rzetelnych danych na temat liczby maltretowanych dzieci. Te, które można znaleźć w raportach organów ścigania lub na oddziałach szpitali pediatrycznych, są wciąż tylko szacunkowe. – Jeśli ktokolwiek mówi, że zna skalę zjawiska, popełnia nadużycie – twierdzi Mirosława Kątna, przewodnicząca Komitetu Ochrony Praw Dziecka. – Bo cóż z takich danych, że z powodu urazów zadanych przez dorosłych trafia do szpitali ok. 600 dzieci rocznie? Nie wiadomo, ile nie trafia.

Podobny problem jest z informacjami udostępnianymi przez Ministerstwo Sprawiedliwości. Co rok skazywanych jest ok. 20 tys. osób za przestępstwa przemocy w rodzinie, w tym także wobec dzieci. Ale ilu winnych w ogóle nie dosięga wymiar sprawiedliwości i unika kary?

Dlatego od lat postulujemy monitorowanie tego zjawiska – mówi Mirosława Kątna.

Powinien powstać spójny system gromadzenia informacji o przemocy w rodzinie, w którym uczestniczyłyby zarówno instytucje państwowe, jak i organizacje pozarządowe.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną