Rozmowa z Adamem Nowakiem o życiu na scenie i poza nią

Artysta, czyli kelner
Rozmowa z Adamem Nowakiem, liderem zespołu Raz, Dwa, Trzy, o pożytkach z prostych piosenek i z prostego życia.
Według Adama Nowaka artysta powinien być jak kelner według Bogumiła Hrabala: „wszystko widzę i wszystko słyszę, ale jednocześnie nic nie widzę i nie słyszę, bo mnie nie ma”.
Andrzej Koziar dla Malemen

Według Adama Nowaka artysta powinien być jak kelner według Bogumiła Hrabala: „wszystko widzę i wszystko słyszę, ale jednocześnie nic nie widzę i nie słyszę, bo mnie nie ma”.

„Zazdroszczę malarzom, których dzieło jest materialne, żyje niezależnie od nich. Estradowiec skazany jest na piękne, ale niestabilne teraz”.
Bogdan Krężel/Forum

„Zazdroszczę malarzom, których dzieło jest materialne, żyje niezależnie od nich. Estradowiec skazany jest na piękne, ale niestabilne teraz”.

Joanna Cieśla: – Sprawdzał pan, ilu Adamów Nowaków jest w Polsce?
Adam Nowak: – Przeszło 200 tys., przynajmniej dziesięciu w każdym większym mieście. Jest Adam Nowak – właściciel warsztatu rybackiego, co ciekawe, na Śląsku. Jest znany cukiernik w Poznaniu. I zakład pracy twórczej Adam Nowak, czyli ja.

Pański wizerunek sceniczny jest od lat tak zwyczajny, że można go uznać za ekscentryczny. Świadoma strategia?
Nie dbam o wizerunek.

Konsekwentnie od lat nazywa pan siebie tak zwanym artystą. Co pan ma na myśli?
Mam wrażenie, że w uproszczonej definicji artysty zawiera się egzaltacja, a mnie jest obca egzaltacja – artystyczna, religijna, każda inna. Drażni mnie, kiedy artysta opowiada o swoim napięciu, o tym, jaki jest nadwrażliwy, a świat go nie rozumie. Ciekawsze jest podejmowanie tematu, zmierzenie się z nim. Uczciwe zadawanie dogłębnych pytań. I próba odpowiedzi na nie. Gdy ktoś wszystko o sobie opowiada, do tego za pieniądze, jest to jakieś śmieszne i dziwne. Odbiorcy musi wystarczyć kontakt z dziełem. Kontakt z artystą nie jest konieczny.

Można to rozdzielić? Pańskie emocje – sądzę – składają się na to, jak widz odbiera występ.
Zazdroszczę malarzom, których dzieło jest materialne, żyje niezależnie od nich. Estradowiec skazany jest na piękne, ale niestabilne teraz. Ale jestem przekonany, że im mniej osobistych emocji autora, tym lepiej dla tego, co przez niego przepływa.

Co pan robi, żeby nie eksponować emocji?
Może to zabrzmieć trywialnie: wchodzę na scenę, wykonuję obowiązki jak najlepiej i zapominam, co się zdarzyło. Koncentruję się na tym, co w danym momencie. Bywa, że człowiek ma grać w jakimś szczególnym miejscu, buduje wyobrażenie chwili, a potem chwila nie spełnia kryteriów tego wyobrażenia. Dla własnej równowagi przestałem się więc nastawiać. Przestałem też przesiadywać na scenie po udanym koncercie, choć kusi urokiem miejsce szczęśliwe.

A poza sceną pokazuje pan emocje?
Publicznie pojawiam się tylko na koncertach i sporadycznie w takich sytuacjach, jak nasza rozmowa. Bankiety mnie odstręczają. Napatrzyłem się na nie, gdy pracowałem jako kelner w orbisowskim hotelu Poznań. Trwało to pięć lat.

Jak pan się tam dostał?
Kryterium była aparycja. Podobno jako młody człowiek nie byłem odrażający.

Czyż w pańskim obecnym zawodzie bankiety nie są nieodzowną częścią życia?
Są. A ja lubię być nieoficjalny. Nie znoszę protekcjonalnego klepania po ramieniu, sztucznego kolegowania się.

A jednak czasem pan w tym celebryckim cyrku się pojawia. Przedstawiają pana wtedy jako inteligentnego faceta śpiewającego o Bogu.
Żebym ja jeszcze o Bogu śpiewał... Po „Trudno nie wierzyć w nic” mówiono, że śpiewamy piosenki religijne. To nonsens. Wygodnie jest umieścić kogoś w szufladce: tu będziesz siedział. Nie interesuje mnie, co jeden artysta powie o różowym berecie drugiego. Rozumiem, że niektórzy nauczyli się budować na takim fundamencie tożsamość biznesową. Jeśli komuś blichtr mediów i śmietanki towarzyskiej sprawia frajdę – jego sprawa. Ja wolę być bardziej w cieniu. Wszelkie enklawy artystyczne taplają się dziś we własnym sosie. Nic tam po mnie.

Coraz więcej w tych enklawach znanych z tego, że są znani.
Amerykanie zrobili badania, z których wynikło, że osoba, która zdaje sobie sprawę, iż zna ją więcej niż sto osób, ma zmiany w osobowości.

U siebie też pan to zauważa?
W urzędzie nie pojawiam się jako normalny obywatel, lecz jako Adam Nowak. Zaczęło się w połowie lat 90., kiedy pani z kasy na dworcu dała znak, że mnie załatwi szybciutko, bo lubi nasze piosenki. Wtedy mi to zaimponowało, w ogóle nie pomyślałem o tych ludziach, których ominąłem. Ale mam nadzieję, że nie zaszły w mojej osobowości jakieś bolesne zmiany. Nie przydarza mi się dbanie o popularność. Ona jest wartością tylko wtedy, kiedy można ją wykorzystać dla czyjegoś dobra.

A inne zyski? Czasem można mieć coś szybciej, zagrać w reklamie, zarobić łatwe pieniądze. Ja lubię trudniej. Nie muszę być ani panem pralką, ani panem bankiem. Źle bym się czuł z tożsamością alternatywną zastępującą pierwowzór.

To po co pan poszedł do programu Kuby Wojewódzkiego?
Namawiał mnie kilka lat. Powiedziałem, że przyjdę, kiedy akurat nie będę wydawał płyty. Mogę pójść do Kuby albo do Marcina Mellera porozmawiać, a nie prezentować siebie. Ale nie zostałem jurorem w żadnym programie typu talent show, choć wszystkie mi to proponowały. Może bym się zgodził, gdybym był liderem zespołu Rolling Stones. Jako Nowak stałbym się bardziej znany z powodu bycia jurorem, niż z powodu bycia kierownikiem politycznym zespołu Raz, Dwa, Trzy. Nie brakuje mi ani pieniędzy, ani popularności, zresztą, wcale nie potrzebuję tego w nadmiarze. Poza tym to dla mnie przykra formuła, gdy jurorzy są ważniejsi niż oceniani.

Nie wierzy pan, że dzięki podobnym programom może ujawnić się prawdziwy talent?
Wiele osób ma świetne głosy, dobrze tańczy. W tego typu programach najczęściej jednak młodzi ludzie eksponują obce utwory. Podsuwa się im później jakąś dobrze sprzedawalną, wyprodukowaną pod nich treść. Środki przeznaczone na ekspozycję talentu są mikroskopijne w porównaniu z wpływami z reklam. Show-biznes niczego nie daje za darmo. To zbyt łatwe i niebezpieczne, gdy ktoś z tygodnia na tydzień staje się bardzo znany. Nie ma czasu na zbudowanie odporności psychicznej. Gdy popularność, pieniądze i dużo innych przyjemności spadają z nagła, to młody umysł musi się nimi zachłysnąć, zagotować.

 

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną