Jak ekrany dotykowe zmieniły nasze obyczaje

Dotknęła nas rewolucja
Dotyk – najpierwotniejszy z naszych zmysłów – wdarł się przebojem w świat techniki i dramatycznie go zmienia. Przy okazji zmienia także nas.
Indonezyjskie studentki przeżywają swój pierwszy raz z iPadem.
Kemal Jufri/The New York Times/EAST NEWS

Indonezyjskie studentki przeżywają swój pierwszy raz z iPadem.

Dotykowe menu w tajwańskiej restauracji
Zuma Press/Forum

Dotykowe menu w tajwańskiej restauracji

Katedra św. Patryka w Nowym Jorku
EPA/PAP

Katedra św. Patryka w Nowym Jorku

Palce świerzbią. Wystarczy przecież jeden ruch, jedno delikatne muśnięcie, by mózg zalała fala przyjemności. Ten miły, gładki chłód pod palcami, muskanie opuszkami, szczypanie, pocieranie, uderzanie, naciskanie... Oto świat doznań, od którego trudno się uwolnić. Uzależnia, budzi pożądanie, zmienia sposób naszego życia. Nigdy jeszcze świat technologii nie stał się tak sensualny jak w 2007 r., kiedy w nasze codzienne życie wkroczył wraz z iPhonem na masową skalę... ekran dotykowy. Opium dla zmysłów.

Na początku był drink

Czy taki rozwój wydarzeń wydawał się prawdopodobny duńskiemu inżynierowi Frankowi Beckowi, kiedy w 1973 r. rozmyślał, jak usprawnić sterowanie Super Proton Synchrotronu – dalekiego krewnego wielkiego zderzacza cząstek elementarnych, uruchomionego w CERN ponad 40 lat temu? Na pewno nie. Chodziło przecież o usprawnienie 7-kilometrowego przyrządu naukowego. Zastąpienie skomplikowanego panelu sterowania, pełnego gałek, przycisków i suwaków, czymś prostym i intuicyjnym w obsłudze.

Uruchomiony w 1976 r. synchrotron sterowany był dotykowo, a rok później na targach w Hanowerze inżynierowie z CERN zaprezentowali swój wynalazek w postaci skierowanej do szerszego grona odbiorców niż panel sterowania zderzacza cząstek. Drinkomat pozwalał zrobić sobie drinka przez wydawanie dyspozycji na dotykowej konsoli. Prosty gest pozwalał zdecydować, jakie składniki wymieszać, jakich użyć proporcji. Maszynę skonstruował Alain Guiard, który w CERN zbudował podobne urządzenie komponujące „drinki” dla synchrotronu. Nada się dla naukowców? Nada się dla ludzi.

Czy przez myśl przemknęło wtedy cernowskim inżynierom, że – jak kilka innych ich wynalazków (żeby wspomnieć choć Internet) – wiele lat później ekrany dotykowe zmienią świat? Może by i przemknęło, gdyby dali chwilę posterować synchrotronem psychologom. Najlepiej takim od dzieci.

Każdy z nich wie bowiem dobrze, że dotyk to najpierwotniejszy z naszych zmysłów. I że od dotyku właśnie zaczynamy eksplorację świata. Dotyk zaczyna się rozwijać już w siódmym miesiącu naszego życia płodowego, na długo przed wykształceniem oczu czy uszu. Jest on też – w sensie dosłownym – najrozleglejszym ze zmysłów. Receptory dotyku znajdują się w skórze, której powierzchnia to aż 2 m kw. Także w naszym mózgu wrażenia dotykowe traktowane są priorytetowo. Kora czuciowa rozciąga się pasem przez cały mózg, choć – trzeba przyznać – nie każdy organ jest w niej reprezentowany z podobną pieczołowitością. Obszar związany z narządami płciowymi odpowiada w przybliżeniu wielkością obszarowi zaopatrującemu łącznie klatkę piersiową, brzuch i oczy. Podobną czułość jak penis czy łechtaczka mają jednak opuszki palców.

Czy może więc dziwić przyjemność, jaką daje gładzenie touchpadów?

Głaskanie jest zdrowe

Dotyk to jednak nie tylko zmysłowa przyjemność, to również bezpieczeństwo i zdrowie. Z wielu badań wynika, że dzieci osierocone lub chore i przebywające dłużej w szpitalach rozwijają się gorzej, kiedy nikt ich nie przytula ani nie dotyka. Zespół badaczy z Duke University Medical School zaobserwował, że wcześniaki w inkubatorach znacznie szybciej przybierają na wadze, jeśli są delikatnie głaskane choćby 15 minut dziennie. Okazuje się, że także do prawidłowego wzrostu dzieci potrzebny jest dotyk o określonej sile nacisku.

Potwierdzają to obserwacje zaniedbanych emocjonalnie, nieprzytulanych maluchów, ale także badania wpływu dotyku na zwierzęta. Dotyk stymuluje wydzielanie hormonu wzrostu, hormonów odpowiedzialnych za metabolizm oraz obniża poziom hormonu stresu.

Za każdym razem, kiedy przesuwa się palcem po ekranie smartfona, mózg zalewa fala endorfin. Muśnięcie opuszkami po chłodnej, gładkiej powierzchni ekranu jest jak głask. Dotyk uspokaja.

I uzależnia.

Niektórych pewnie bardziej niż innych. – To bardzo zależy od indywidualnych predyspozycji – wyjaśnia dr Urszula Sajewicz-Radke, psycholog rozwojowy ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej. – Niektórzy z nas to kinestetycy. Dla nich zmysł dotyku ma kardynalne znaczenie. Można ich poznać po tym, że łatwiej im się skoncentrować, kiedy trzymają coś w dłoniach, szkicują, używają klawiatury komputera, bawią się włosami, przedmiotami, telefonami właśnie.

W pewnej szkole, w której pracowałam – opowiada psycholog – mieliśmy ucznia, którego najłatwiej było nauczyć liter, rysując mu je na dłoni. Ekran dotykowy to dla takich osób prawdziwa gratka. Nie tylko dla nich zresztą. Bardzo wiele napisano o uzależniającej mocy urządzeń elektronicznych. – Do im większej liczby zmysłów odwołują się takie przedmioty, tym większą mają moc przykuwania naszej uwagi. Wiemy to dobrze, badając skuteczność koncentracji czy uczenia się – dodaje Urszula Sajewicz-Radke. – Metody polisensoryczne, wielozmysłowe, angażujące wzrok, słuch, dotyk dają najlepsze efekty.

Mechaniczne palce

No właśnie: efekty. Wydaje się, że to kluczowe słowo w „przemyśle dotykowym”. Nie wszystkiego bowiem lubimy dotykać z takim samym entuzjazmem. Biorąc pod uwagę, że rynek ekranów dotykowych rośnie dziś 10 razy szybciej niż rynek ekranów typu display, wygląda na to, że nad naszymi doznaniami pracuje całkiem spory sztab ludzi, borykając się z wyborem odpowiedniej faktury, ciężaru, temperatury przedmiotu, który ma nas zachęcić do zmysłowego kontaktu.

A nie jest to proste, bo nasz zmysł dotyku jest dość skomplikowanej natury. Składa się na niego pięć typów receptorów, z których każdy, niczym wyrafinowany tester, smakuje i ocenia tylko jedną cechę: ciałka Ruffiniego służą do wykrywania ciepła, kolbki Krausego specjalizują się w zimnie, dla ciałek Paciniego liczy się tylko nacisk, ciałka Meissnera są wrażliwe na wibracje i ich częstotliwość, a łąkotki Merklera czują, czy coś nie porusza włoskami na naszym ciele. Do tego jeszcze dochodzą receptory bólowe. Jest się o kogo troszczyć. Jak sprawić, by całej tej ferajnie było przyjemnie?

 

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną