Społeczeństwo

Cuda, cuda ogłaszają

Kult relikwii ma się dobrze

W tym roku Matka Boska objawiła się w Polsce dwa razy. W Hryniewiczach zapłakała krwawymi łzami. W tym roku Matka Boska objawiła się w Polsce dwa razy. W Hryniewiczach zapłakała krwawymi łzami. Agnieszka Sadowska / Agencja Gazeta
Uzdrawiające źródełka, płaczące figury, cuda, renesans kultu relikwii – magiczna, ludowa pobożność zawsze była silna w polskim katolicyzmie. Dziś coraz mocniej wspiera ją oficjalny Kościół. Skutki uboczne laicyzacji?
W lesie pod Częstochową Matka Boska pojawiła się w żywicy na miejscu odciętego konara.KASIA ZAREMBA/SE/EAST NEWS W lesie pod Częstochową Matka Boska pojawiła się w żywicy na miejscu odciętego konara.
Relikwie krwi Jana Pawła II z kościoła w Warszawie.Grzegorz Jakubowski/PAP Relikwie krwi Jana Pawła II z kościoła w Warszawie.

Artykuł w wersji audio

Weź tego Janka, weź to białe, zabierz go, śmierdzi” – wyje demon, gdy egzorcysta ks. Maciej Gutmajer przepędza go skarpetką Jana Pawła II. Ksiądz wyjaśnia, że to świętość demonowi śmierdzi. Podobno papieska skarpetka była skuteczna przy egzorcyzmach jeszcze przed beatyfikacją. Teraz stała się relikwią. Jak setki związanych z Janem Pawłem rzeczy: buty, fragmenty szat, prześcieradeł, paciorki różańca. A przede wszystkim krew i włosy, czyli relikwie I stopnia. Jest jeszcze ukruszony ząb, którego dysponentem jest kard. Stanisław Dziwisz.

Krew, szaty i włosy

Można powiedzieć, że Polska skropiona jest krwią Jana Pawła II. To krew, którą lekarze pobrali do badań przed zabiegiem tracheotomii w ostatnich dniach życia papieża. Kard. Dziwisz, który otrzymał ją w dwóch ampułkach, opisuje, że jest to „płynna, w kolorze czerwonym, żywa krew Ojca Świętego”.

Takie relikwie ma już kilkadziesiąt parafii w Polsce. Są w Licheniu, Świątyni Opatrzności Bożej w Warszawie, kaplicy św. Kingi w Wieliczce, we wszystkich dużych miastach, wielu średnich, a teraz trafiają do coraz mniejszych miejscowości: Hermęża, Węgrzyno, Oleśnia, Dasznica. Te, którym nie udało się dostać papieskiej krwi, starają się o włosy lub fragment szat. Prawdziwe relikwie powinny mieć certyfikat autentyczności. Na przykład włosy papieskie, które trafiły do Luzina na Pomorzu, mają zaświadczenie z opisem „Watykan. 10 X 2005 r. Włosy Ojca Świętego Jana Pawła II” i pieczątką Segreteria Particolare di Sua Santita.

Parafie mogą się także starać o to, żeby peregrynujące po diecezji relikwie je nawiedziły. Tego lata do Grabowa Królewskiego dotarł kawałek papieskiego ornatu, w którym odprawiał mszę podczas Wielkiego Tygodnia. Całą miejscowość ustrojono flagami i symbolami papieskimi; była msza polowa, połączona z czuwaniem, procesja, występy młodzieży, różaniec, a na koniec msza pożegnalna dla relikwii.

Takie imprezy ściągają tłumy. Dlatego każda polska parafia chce mieć choć kroplę krwi Jana Pawła II. A kard. Dziwisz hojnie ją rozdaje. W czasach, gdy spada uczestnictwo wiernych w niedzielnych mszach, każdy sposób, by ich zatrzymać, jest dobry. Krew papieża przyciąga wiernych skuteczniej niż jego encykliki.

Kult relikwii krytykowano już w średniowieczu jako bałwochwalcze i pogańskie praktyki. Jednak sobór trydencki w XVI w. zalecił czcić ciała świętych i potwierdził, że rzeczy do nich należące, a nawet otarte o ich ciała to także relikwie. Archaiczny i, wydawałoby się, nieprzystający do współczesności zwyczaj ożywił właśnie Jan Paweł II, beatyfikując i kanonizując masowo, na niespotykaną wcześniej skalę. Miało to być lekarstwo na sekularyzację i marginalizację wpływów Kościoła, zwłaszcza w zlaicyzowanej Europie. Sam zresztą był przez część wiernych traktowany jak żywa relikwia.

Jan Paweł II grał na wielu nutach. Z jednej strony wspierał otwarty, inteligencki katolicyzm spod znaku „Tygodnika Powszechnego”, z drugiej ludową pobożność, w której pełnił funkcję figury magicznej – mówi Tadeusz Bartoś, teolog i filozof. – Figury, która sama idzie, a nie jest obnoszona. Nasz biały papież.

Kult papieskiej krwi w samym Kościele wywołał głosy krytyczne; że to postawa infantylna, anachroniczna, nieprzystająca do chrześcijańskiej koncepcji absolutu. Krakowski jezuita o. Krzysztof Mądel stwierdził, że jeśli ampułka z krwią stanie się relikwią, sięgniemy czasów średniowiecza i katolicyzmu magicznego. Ks. Grzegorz Ryś ostrzegał, że koncentracja na czci wobec relikwii, zamiast na papieskim nauczaniu, zmieni kult Jana Pawła II w karykaturę. Ale to nie oni nadają dziś ton polskiemu Kościołowi, tylko kard. Stanisław Dziwisz, który broni Krakowa przed powodzią za pomocą relikwii św. Stanisława, leczy Roberta Kubicę papieską krwią i zupełnie poważnie sugeruje, że Jan Paweł II pomógł obronić rzut karny w meczu z Rosjanami.

Kruszenie św. Faustyny

W średniowieczu ciała świętych dosłownie rozrywano na strzępy w chwilę po śmierci. Dziś odbywa się to w nieco bardziej cywilizowany sposób. Podczas ekshumacji ks. Jerzego Popiełuszki dwa lata temu nastąpiło „kanoniczne rozeznanie relikwii”. Pobrano kości nadgarstka i wyjęto ornat. Ich fragmenty są już w około 400 polskich parafiach.

Sporą popularnością cieszy się także św. Faustyna. Święta straciła już sporą część szkieletu, który z namaszczeniem rozkruszają siostry z Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Łagiewnikach. Produkują także relikwie III stopnia, pocierając o szkielet kawałki materiału. Można je potem kupić w przykościelnym sklepiku. To znaczy nie relikwie, bo handel nimi to grzech. Kupuje się broszurkę albo obrazek, do których materiał jest dołączany.

Zainteresowanie wyczuły także tabloidy. „Super Express” zamieszcza dotyczące relikwii porady: że znajdujący się w Łodzi kawałek kostki św. Kazimierza dodaje męskości i wigoru, kość głowy św. Teresy w Rybniku pomaga nieukom, dzieciom, co narozrabiają, nierobom, a także wzmaga namiętność małżeńskich pocałunków, a otarta skórka św. Joanny Beretty Moli w Kaliszu wspiera ubogie matki w zbiórce pieniędzy i wzbogaca seksualne życie małżeńskie.

Spora oferta relikwii dostępna jest na portalu Allegro. Niedrogo można dostać kopertę z płatkami róż, które zdobiły trumnę św. Rity, albo zmielone liście winorośli, która cudownie wyrosła z suchego kołka podlewanego przez świętą na polecenie przełożonej. Dostępne są medaliki z fragmentami sutanny Jana XXIII albo Piusa XII, medalik z kawałkiem drewna z podstawy, na której stała cudowna figura św. Anny. Ceny rzadko przekraczają 100 zł. Droższe są fragmenty odzieży grobowej. Cena wywoławcza kawałka habitu św. Katarzyny Labore czy szaty św. Jana Gabriela Perboyre to 350 zł. Ale już nitkę ze stuły św. Ojca Pio można nabyć za 90 zł.

Poprzez fakt, że „Tygodnikowi Powszechnemu” udało się przetrwać w PRL, jego głos był nośny i można było odnosić wrażenie, że nurt inteligenckiego katolicyzmu jest w Polsce silny – zauważa Tadeusz Bartoś. Okazuje się, że to nie była realna siła. Przyszła wolność i pokazała prawdziwe proporcje. Naprawdę mocny jest katolicyzm ludowy, zabobonny, magiczny.

Historia Polski także nasiąknięta jest realizmem magicznym, interpretowana poprzez symbole i nadprzyrodzone konteksty. Sukcesy militarne, takie jak obrona klasztoru jasnogórskiego, postrzegane są w kategoriach cudu. Zgodnie z mitem w bitwie warszawskiej 1920 r. o sukcesie nie zadecydował manewr oskrzydlający przeprowadzony przez Piłsudskiego i złamanie szyfrów wroga, ale nadprzyrodzona interwencja. Portal Fronda w ostatnią rocznicę opisywał, jak na niebie pojawiła się monumentalna postać, w otoczeniu husarii, która rozwianym płaszczem osłoniła Warszawę i śmiertelnie przeraziła bolszewików. „To Matka Pana uchroniła Warszawę i Polskę przed bolszewicką nawałą” – puentuje Fronda. Nie bez wpływu na takie postrzeganie polskiej historii była postawa kard. Stefana Wyszyńskiego, który bardzo wspierał ludową, maryjną pobożność.

Gazeta Polska Cudownie

Katechizm Kościoła katolickiego nie mówi wiele o cudach i relikwiach. Jeden z artykułów wymienia „różnorodne formy pobożności, które otaczają życie sakramentalne Kościoła. Są to: cześć oddawana relikwiom, nawiedzanie sanktuariów, pielgrzymki, procesje, droga krzyżowa, tańce religijne, różaniec, medaliki”, zalecając jednocześnie, by oczyszczać i pogłębiać zmysł religijny, z którego one wyrastają.

To, co Katechizm traktuje marginalnie, w Polsce wydaje się jednak podstawową formą pobożności. Coraz bardziej widoczną. To magiczne wzmożenie może wynikać z tego, że dla części wiernych laicyzacja postrzegana jest jako zagrożenie wiary. A zagrożona wiara potrzebuje „utwardzenia” za pomocą widzialnych dowodów, jasnych i jednoznacznych znaków.

Tego lata w Polsce Matka Boska objawiła się już dwukrotnie. W Hryniewiczach pod Białymstokiem figura zapłakała krwawymi łzami. Z kolei w lesie pod Częstochową pojawiła się w żywicy na miejscu odciętego konara. Poszło błyskawicznie. Ludzie gromadzą się pod drzewem, piszą wiersze, modlą się, znoszą kwiaty, a jedną dziewczynkę przy sośnie przestało boleć ucho.

Na to zapotrzebowanie odpowiadają także prawicowe media. „Gazeta Polska Codziennie” ma nawet specjalną kolumnę z paginą „Cuda”. Większość drukowanych tu artykułów dotyczy uzdrowień. Pani Agata pozbyła się wirusa HCV poprzez ucałowanie relikwii. Cierpiąca Lillian prosiła bł. Matkę Angelę o uzdrowienie chorych nóg, kiedy pokój wypełnił się zapachem kwiatów, a obecność błogosławionej dało się wyczuć między kuchnią a salonem. Ból ustąpił, Lillian podniosła się na bezwładnych wcześniej nogach, a co więcej: „skóra na nogach przybrała różowy, śliczny, delikatny kolor, jak u niemowlęcia”.

Monika, chrześnica ks. Popiełuszki, zaprzyjaźnionego z jej rodziną, jako 6-latka przechodziła operację kręgosłupa. I także wydarzył się cud. Dziewczynka opowiadała później, że była na sali wyłożonej zielonymi kafelkami, wszyscy byli ubrani na zielono i mieli maski, tylko ks. Jerzy nie miał. Siedział na taborecie i trzymał ją za rękę. Rodzina uznała to za dowód na cudowną interwencję, „bo dziecko nie mogłoby czegoś takiego wymyślić”.

W rubryce „Cuda” oprócz uzdrowień można także znaleźć historię mistyczki, która za pomocą bilokacji ratowała ludzi przed samobójstwem, pełne grozy opowieści Roberta Tekielego o opętaniach i zgubnych skutkach noszenia pierścienia Atlantów oraz życiorysy nawróconych, których wiara jest tak silna, że za pomocą modlitwy mogą naprawić piecyk gazowy bądź zapchaną kanalizację.

Podlaskie plany Pana Boga

To co w skali mikro i nieoficjalnie działo się pod częstochowską sosną, w skali makro i pod patronatem Kościoła można obserwować w Sokółce. Od momentu gdy przemiana upuszczonej hostii we fragment mięśnia ludzkiego serca została uznana na poziomie diecezjalnym za cud, senna do tej pory Sokółka przeżywa oblężenie. Pielgrzymki zmieniają trasy, by tu dotrzeć, a proboszcz Stanisław Gniedziejko opowiada, że tylko na ten rok ma zapisanych 570 zorganizowanych grup. Indywidualnych odwiedzających nie sposób zliczyć. Cudowna hostia jest umieszczona w oszklonej niszy pod tabernakulum, a uroczystości przeniesienia jej do kaplicy towarzyszył 25-tysięczny tłum, który skandował „Zostaliśmy wybrani. Wierzymy w cud”.

Ks. bp Grzegorz Ryś porównał pobożność ludową do rzeki, która płynie szerokim korytem i nie jest łatwa do opanowania, rolę Kościoła zaś do strażaka, który ma nie dopuścić do powodzi. Do cudów Kościół podchodzi z ostrożnością i pewnym dystansem. Z jednej strony nie chce zrażać wiernych krytyką, że to magia, zabobon, uzależniający wiarę od widzialnych znaków, z drugiej – nie chce doprowadzić do ośmieszenia.

Ks. prof. Jan Kracik pisze, że głód cudów to „kłopotliwy sojusznik wiary chrześcijańskiej”; początkowo jej sprzyja, ale potem spycha na drugi plan jej wymagania i instrumentalizuje pobożność. Jest to jednak w Polsce głód dość powszechny. 64 proc. respondentów TNS OBOP deklaruje, że wierzy w cuda, a 47 proc. wyraziło przekonanie, że kropla krwi Jana Pawła II pomogła wyzdrowieć Robertowi Kubicy.

Cud w Sokółce wpisuje się w te oczekiwania. Może dlatego Kościół tym razem podszedł do rzeczy bez dystansu i ostrożności (polski Kościół, bo Watykan się w tej sprawie jeszcze nie wypowiedział). Poprzestano na dwóch nieoficjalnych ekspertyzach zaangażowanych religijnie profesorów, którzy stwierdzili, że badana substancja to tkanka mięśnia sercowego człowieka w stanie agonii. Mimo krytyki środowiska naukowego abp Edward Ozorowski odrzucił propozycję dokładnych, specjalistycznych badań, m.in. DNA. Tłumaczył, że jeśli wydarzenie w Sokółce odmieni serca i dusze ludzkie, to żadne badania nie są potrzebne. Tym bardziej że jeśli to fragment ciała Jezusa, to trzeba je uszanować jako świętość.

A katolicka prasa zaczęła odczytywać znaki potwierdzające cud. Po pierwsze, kościół w Sokółce jest duży, właściwie za duży, jak na taką miejscowość; zapewne z jakiegoś powodu. Po drugie, jeszcze przed cudem proboszcz wybudował ogromny parking, choć wielu zastanawiało się po co. Po trzecie, już pięć lat temu abp Ozorowski został zaproszony przez Benedykta XVI na synod dotyczący właśnie eucharystii. Eucharystyczne koło młodych też powstało wcześniej, a siostry posługujące w Sokółce to służebnice Jezusa w Eucharystii. „Bóg cudownie wpisał posługę tego zgromadzenia w swe podlaskie plany. Zbieg okoliczności?” – pyta „Gość Niedzielny”.

Wszystko lepsze niż proboszcz siedzący w pustej parafii. Każdy sposób na przyciągnięcie ludzi jest dobry – kwituje Tadeusz Bartoś.

Także prof. Zbigniew Stachowski, kierownik Zakładu Filozofii Kultury na Uniwersytecie Rzeszowskim i prezes Polskiego Towarzystwa Religioznawczego, postrzega te wydarzenia jako rozpaczliwe próby szukania rozwiązań, które aktywizowałyby wiernych. Pokazuje to skalę prawdziwych obaw Kościoła przed laicyzacją.

Najbardziej trafnym ujęciem umożliwiającym interpretację tych zjawisk jest rynkowa teoria religii, która Kościoły i wspólnoty traktuje jak firmy, a duchownych jak menedżerów zajmujących się dystrybucją dóbr duchowych, z uwzględnieniem praw popytu i podaży – tłumaczy prof. Stachowski. – W tym kontekście krew papieża potraktowana jako religijny gadżet jest znakomitym zagraniem marketingowym. Z kolei cuda czy pielgrzymki doskonale wpisują się w nurt eventyzacji wiary, sprowadzonej do emocjonalnych i efemerycznych przeżyć. Przy czym dla mnie jest to przejaw desakralizacji religii.

Z jednej strony cuda, relikwie czy święte źródełka wydają się atrybutami jakiegoś zamierzchłego, archaicznego świata, ale z drugiej świetnie wpisują się w nurt współczesnej popkultury. Po prostu poszerzenie oferty skierowanej do specyficznego targetu.

Polityka 36.2012 (2873) z dnia 05.09.2012; Kraj; s. 26
Oryginalny tytuł tekstu: "Cuda, cuda ogłaszają"
Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Niezbędnik

Lefebryści. Schizmatycy w łonie Kościoła katolickiego

Papież Franciszek i jego poprzednik Benedykt XVI wykonali pewne gesty wobec tradycjonalistycznego Bractwa św. Piusa X. Czy może dojść do pojednania? I jakie pole manewru mają obie ze stron, skoro każda z nich uważa, że to ta druga powinna się nawrócić?

Roman Graczyk
05.11.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną