Halloween, Dziady, Wszystkich Świętych. Jak człowiek przez wieki oswajał śmierć

Kult i jad
Człowieka od zwierzęcia różni świadomość, że jest śmiertelny. A ważną częścią każdej kultury jest kult przodków i religijne rytuały pogrzebowe. Dlatego wciąż na nowo musimy się określać wobec śmierci i zmarłych.
Kościotrupy z papier mache są obowiązkowym rekwizytem podczas obchodzonych w Meksyku świąt Dias de los Muertos.
Gallo Images/Danita Delimont/Getty Images

Kościotrupy z papier mache są obowiązkowym rekwizytem podczas obchodzonych w Meksyku świąt Dias de los Muertos.

„Taniec śmierci”, obraz nieznanego autora z XVI w.
FPM/Getty Images

„Taniec śmierci”, obraz nieznanego autora z XVI w.

Jeden z ludzkich preparatów Günthera von Hagensa.
Andreas Rentz/Getty Images

Jeden z ludzkich preparatów Günthera von Hagensa.

W Mexico City w czasie Dni Zmarłych kościotrupy wychodzą na ulice. Na wystawach piekarń i cukierni szkieleciki, trupie czaszki i trumienki z czekolady lub marcepanu. W sklepach z meblami całe rodziny dorodnych kościotrupów: przy stole mąż z gazetą, pod stołem pies i kot, w bawialni – dzieci, a w kuchni – szkielet żony w fartuchu. Na wystawie sklepu samochodowego – szkielet w sportowej koszuli i ciemnych okularach, obok kościotrup w mini i szpilkach. W księgarni – zatopiony w lekturze, w butiku – cała ich galeria: we frakach, piżamach, marynarskich ubrankach.

Meksykańskie Días de los Muertos trwają bez mała tydzień i – podobnie jak słowiańskie Dziady – łączą przedchrześcijański rytuał z chrześcijańską oprawą. Nasze Dziady nie są tak upiorne – w meksykańskiej paradzie kościotrupów są ślady zarówno renesansowego Tańca Śmierci hiszpańskich konkwistadorów, jak i krwawych azteckich rytuałów. Ale w obu przypadkach chodzi o to samo, o chwilowy powrót zmarłych między żywych.

U nas drogę ku nam – i powrót w zaświaty – miały im utorować nagrobne światełka. W Meksyku żółte i białe kwiaty oraz małe ołtarze z zapalonymi świeczkami, jedzeniem, słodyczami, a także perfumami i mydełkami. Ci, którzy stamtąd przychodzą, powinni móc się odświeżyć i z nami posilić. Nie inaczej bywa na wiejskich cmentarzach prawosławnych, gdy na Zaduszki chadza się na groby z jedzeniem i piciem.

Według antropologów człowieka od zwierzęcia różni świadomość, że jest śmiertelny. A ważnym elementem każdej kultury jest kult przodków i religijne rytuały pogrzebowe. Można z nich wyczytać lęk i fascynację śmiercią. Kult cieni zmarłych, przebywających w zaświatach, i kult ciała zmarłego: od spożycia jego zwłok, jak przez plemię Kurarów z Nowej Gwinei, aby wcielił się w żywych; poprzez mumifikację zwłok w starożytnym Egipcie jako powłoki niezbędnej dla wędrówki duszy; aż po przypisywanie zmarłemu, a także relikwiom po nim, cudownej siły leczniczej – np. krwi rzymskich gladiatorów, średniowiecznych skazańców czy świętych Kościoła.

Do czasów nowożytnych, pisał w „Historii śmierci” Philippe Aries, śmierć była oswojona jako część życia – miała też wyraźną postać greckich Park, przecinających nić życia, albo naszej barokowej kostuchy. Jednak mimo spoufalenia ze śmiercią starożytni bali się bliskości zwłok i trzymali je z dala od siebie. Czcili groby, ale świat żywych miał być oddzielony od świata umarłych.

Słowo funus znaczyło nie tylko zwłoki, ale także zabójstwo, a funestus – nieczysty – był ten, kto miał kontakt ze zwłokami. W Rzymie cmentarze lokowano wzdłuż dróg poza miastem, jak przy Via Appia. Grobowce opatrywano epitafiami. Ale obowiązywał zakaz pochówku in urbe – w mieście, bo to naruszyłoby świętość (sanctitas) domostw ludzi żywych.

Również wcześni chrześcijanie nie mieli specjalnej atencji dla zwłok. Z wyjątkiem ciała Chrystusa, którego cielesne wniebowstąpienie (podobnie jak wniebowzięcie Marii) traktowano jako dowód Jego boskości. Niemniej, powtarza z naciskiem Aries, św. Jan Złotousty wzdragał się przed zwłokami nie mniej niż poganie i przestrzegał przed przetrzymywaniem ich w domach. Dopiero od V w. n.e. uwierzono, że groby męczenników strzegą żyjących przed grzechem, a zmarłych przed piekłem. Najpierw obudowano je bazylikami, a potem wielopiętrowymi sarkofagami ad sanctos, przy świętych.

W VI w. zmarli weszli do miast. Najznamienitszych chowano w katedrach, mniej ważnych – w kościołach. Gdy miasta się rozrosły, zanikła granica między kościołem a cmentarzem. Klasyczny kościół parafialny zaczął się składać z nawy, dzwonnicy i cmentarza.

Mimo to same zwłoki nie budziły atencji. W XV w. paryski Cmentarz Niewiniątek składał się z wielkich dołów, do których wrzucano ciała. Gdy się dół wypełnił, przysypywano go ziemią, odsłaniając zarazem któryś z poprzednich i przenosząc z niego kości do jednego z ossuariów – ogromnych kostnic, dokąd zresztą z czasem przenoszono także z kościołów resztki zapomnianych już notabli.

Cmentarz był miejscem publicznym, handlarze handlowali przy otwartych masowych grobach, kuglarze pokazywali swoje sztuczki, prostytutki oferowały swe wdzięki, a pisarze i adwokaci – usługi prawne. W XVII w. „widok zmarłych, których kości wyzierały z cmentarnej ziemi, tak jak czaszka znaleziona przez Hamleta, robił na żywych wrażenie nie większe niż myśl o własnej śmierci” – twierdzi Aries.

Ochrzczeni wejdą do raju

Ludzie przyjmowali śmierć jako obowiązujące wszystkich prawo natury, nieuchronne przeznaczenie, i nie próbowali ani przed nią uciekać, ani jej uwznioślać. Do XII w. ani śmierć, ani Sąd Ostateczny nie są indywidualne. Dobrzy – bo ochrzczeni – zmartwychwstaną i wejdą do raju, a źli pozostaną w grobach. W renesansie sprawa się komplikuje, każdy ma być oceniony według jego rachunku uczynków złych i dobrych. To początek biografii indywidualnej.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj