Z życia polskich minimalistów

Stać ich na mniej
Umówili się, że przez pół roku będą kupować tylko to, co niezbędne. Zaczęli 1 kwietnia, skończyli 30 września. Dobrowolnie ograniczyli konsumpcję. Co to zmieniło w ich życiu?
Jan Koza/Polityka

Sześć rodzin, dwoje singli, pojedyncza matka z córkami. Górny Mokotów, Ząbki, domy w Krakowie, Częstochowie i Reykjaviku, kawalerka we Wrocławiu, blokowisko w Skawinie, wieś niedaleko Białej Podlaskiej. Po odliczeniu rachunków i stałych zobowiązań mieli do dyspozycji od 600 do 6000 zł miesięcznie na gospodarstwo domowe. Każdy sam decydował, co jest dla niego niezbędne.

Lena (32 lata, mama dwójki dzieci, dorabia szyciem, zdarza się, że mają z mężem na życie 600 zł) już raz próbowała przeżyć miesiąc bez kupowania. Wytrwała siedem dni, teraz planuje przynajmniej osiem tygodni: – Nie robię zapasów. To byłoby oszustwo.

Agata i Gustaw (po trzydziestce, ona – inżynier środowiska, on – stolarz, 4800 zł na trójkę), zanim urodził się Antek, odkładali jedną całą wypłatę. Agacie na studiach zdarzało się przeżyć dwa tygodnie na ryżu z cebulą. Chce sprawdzić, czy po drodze jej z totalnym zakupowym minimalizmem.

Grażyna (37 lat, urzędniczka państwowa, 1500 zł na prawie pięcioosobową rodzinę, jest w 7 miesiącu ciąży) nie ma zamiaru z niczego rezygnować. Do sklepu i tak zagląda tylko po to, co niezbędne. Mąkę na chleb kupuje w młynie, mleko bierze od gospodarza, za jajka oddaje to, co udaje jej się wyhodować w ogrodzie.

Cel Przemysława (38 lat, copywriter, 6000 zł do dyspozycji) jest jasno określony: odłożyć jak najwięcej.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną