Kredyt: wiąże silniej niż przysięga małżeńska

I nie opuszczę cię aż do ostatniego franka
Kredyt hipoteczny to przekleństwo dla małżonków. Bywa powodem rozwodu, ale też bywa odwrotnie – sprawia, że są ze sobą związani. Aż do ostatniej raty.
Nawet co trzecia para rezygnuje z rozwodu lub z separacji, gdy dowiaduje się, jak skomplikowana jest procedura podzielenia kredytu i nieruchomości obciążonej hipoteką.
Andriy Popov/PantherMedia

Nawet co trzecia para rezygnuje z rozwodu lub z separacji, gdy dowiaduje się, jak skomplikowana jest procedura podzielenia kredytu i nieruchomości obciążonej hipoteką.

Klient nie daje rady spłacać, traci zatem dom czy mieszkanie, na które wziął kredyt. I na tym koniec. Polscy frankowicze wiele by dali za takie rozwiązanie.
Peter Dazeley/Getty Images

Klient nie daje rady spłacać, traci zatem dom czy mieszkanie, na które wziął kredyt. I na tym koniec. Polscy frankowicze wiele by dali za takie rozwiązanie.

audio

AudioPolityka Agnieszka Sowa - I nie opuszczę cię aż do ostatniego franka

Ona mieszka z dzieckiem i nowym partnerem w mieszkaniu, które wzięli na kredyt z byłym mężem. Ale to on spłaca ratę: 3 tys. zł miesięcznie. W zamian nie daje jej alimentów na dziecko. Sam mieszka w jej panieńskiej kawalerce, za którą ona płaci czynsz. Tak się umówili przed notariuszem. W umowie nie było nic o tym, że on może dalej trzymać swoje rzeczy w kiedyś wspólnym kredytowym mieszkaniu. A on twierdzi, że w kawalerce jest za mało miejsca. Więc niektóre jego stare garnitury nadal wiszą w jej szafie. Co ją w zrozumiały sposób drażni, a jeszcze bardziej drażni jej nowego partnera. Ale nic na to nie mogą poradzić. Ona ma świadomość, że prawdziwe problemy zaczęłyby się, gdyby mąż przestał spłacać bankowe raty.

– Kiedyś, gdy ludzie chcieli się rozwieść, a mieli wspólny kredyt hipoteczny, po prostu sprzedawali mieszkanie lub dom i spłacali zadłużenie – mówi Maciej Tański, mediator w sprawach rozwodowych. – Dziś tego nie da się zrobić ze względu na spadek cen nieruchomości i wysoki kurs franka szwajcarskiego.

Bank najważniejszy

We Francji i Niemczech jedną z trzech głównych przyczyn zalegania ze spłatą kredytów jest rozwód małżonków, którzy wzięli go wspólnie. Polscy rozwodnicy (prawie 70 tys. par rocznie) swoje długi płacą dość sumiennie. Podobnie jak wszyscy hipoteczni kredytobiorcy, a jest ich ogółem prawie 2 mln. Najwięcej kredytów wzięto w 2010 r., ale wciąż w ciągu jednego kwartału zadłuża się 40–50 tys. gospodarstw domowych. – Kredyt hipoteczny jest uważany za tzw. produkt niskoszkodowy – mówi prezes PKO Banku Hipotecznego Rafał Kozłowski. – W sektorze bankowym mamy zaledwie 2–3 proc. klientów, którzy nie spłacają swojego zadłużenia. Nie ma w Polsce specjalnych procedur na taką okoliczność. Można powiedzieć, że rozwód banku nie interesuje. Sąd, dokonując podziału majątku małżeńskiego, może przyznać dom czy obciążone hipoteką mieszkanie jednemu z byłych małżonków. I wskazać, które z nich ma spłacać zadłużenie.

Ale te orzeczenia dla banku nie są w żaden sposób wiążące. Jeżeli małżonkowie zaciągali kredyt wspólnie, od obojga będzie się domagać spłat. Jeżeli raty wraz z odsetkami przestaną wpływać, ma pełne prawo zwrócić się o spłatę do drugiego kredytobiorcy. A ten nie może zasłaniać się przed bankiem orzeczeniem sądu czy umową zawartą przed notariuszem. Jeżeli nie zacznie spłacać, bank może uzyskać tytuł wykonawczy i egzekwować dług przed komornikiem. Wtedy ten drugi kredytobiorca, który miał być zwolniony z płacenia rat, może próbować dochodzić swoich praw przed sądem. Powołując się na orzeczenie sądu o podziale majątku lub na zapis w umowie notarialnej oraz na ustanie małżeńskiej wspólnoty majątkowej, może, w odrębnym postępowaniu, domagać się zwrotu wpłaconych za inną osobę pieniędzy. Ale sprawa może trwać długo i nie musi się zakończyć powodzeniem.

Upadłość w kredycie

Stuprocentową pewność, że raty nie dotyczą drugiego małżonka, można mieć tylko po renegocjacji umowy kredytowej. Zgodzić się muszą na to oboje wierzyciele i oczywiście bank. A bank na takie rozwiązanie zgadza się niezmiernie rzadko. – Kiedy oceniamy możliwości spłaty przez potencjalnych kredytobiorców i podejmujemy decyzję, czy przyznać kredyt, bierzemy pod uwagę gospodarstwo domowe – mówi prezes Kozłowski. – I tylko w szczególnych przypadkach jeden z byłych małżonków będzie miał taką samą zdolność kredytową jak poprzednio oboje.

Kredyt dla singla jest zawsze kredytem o podwyższonym ryzyku.

To, co prawie niemożliwe, udało się Grzegorzowi, ale tylko dlatego, że okoliczności były nadzwyczajne. Zaczęło się od telefonu. Pani o miłym głosie oznajmiła mu, że jest syndykiem jego byłej żony, która ogłosiła upadłość konsumencką. I zamierza sprzedać na licytacji jego mieszkanie i samochód. Mieszkanie oczywiście na frankowy kredyt. Więc wysokość bankowej pożyczki już dawno przekroczyła rynkową wartość lokalu. Raty – prawie 4 tys. zł miesięcznie – od trzech lat spłacał tylko on. Kredyt wzięli wspólnie jako małżeństwo.

Przez kilka lat mieszkali razem z dzieckiem, potem żona się wyprowadziła. Byli w nieformalnej separacji, po dwóch latach wzięli rozwód. Grzegorz został sam w zbyt dużym teraz mieszkaniu. Była żona nie zgadzała się na sprzedaż, bo straciliby na tym po ok. 200 tys. na głowę. W końcu udało się podpisać porozumienie o wynajmie, żeby mieszkanie choć w części zarabiało na kredytowe raty. Grzegorz zaczął też domagać się zwrotu połowy wpłaconych samodzielnie rat. W ten sposób najprawdopodobniej sprowokował decyzję byłej żony o ogłoszeniu niewypłacalności, bo jeżeli sąd orzeknie upadłość, to nie można swoich długów wobec tej osoby dochodzić na drodze sądowej. Ale o tym Grzegorz dowiedział się dopiero później. Więc się wyprowadził, za własne pieniądze wyremontował i przygotował lokal do najmu. W dniu, w którym znalazł pierwszych najemców, zgłosiła się pani syndyk, która zapowiedziała możliwość zajęcia Grzegorzowej pensji (do wysokości 2250 zł, żeby miał na przeżycie) i całego majątku zdobytego już po rozwodzie. Wprawdzie to nie Grzegorz zbankrutował, ale od rozwodu nie minął rok, więc w świetle nowelizacji ustawy Prawo upadłościowe i naprawcze majątek znowu stał się wspólny (tak dzieje się tylko w przypadku, kiedy jedno z małżonków ogłosi upadłość). Grzegorz najpierw nie mógł uwierzyć w to, co słyszy. Potem zrozumiał, że w każdej chwili może zostać pozbawiony dosłownie wszystkiego. Mieszkanie syndykowi uda się pewnie sprzedać za 300 tys. zł, mniej niż jedną trzecią wartości kredytu według kursu franka. I to pójdzie na spłatę zadłużenia. Dodatkowo syndyk będzie ściągał przez trzy lata część zarobków jego i byłej żony, żeby zaspokoić – na ile się da – resztę wierzycieli. Po trzech latach koniec. Jednak nie dla niego. On dalej będzie musiał spłacać kredyt za mieszkanie, którego już nie będzie miał.

W banku, który dał Grzegorzowi i jego byłej żonie kredyt, ten scenariusz także nie wzbudził entuzjazmu. Początkowo nie chcieli uwierzyć, że zamiast spłaty długu wraz z odsetkami i prowizją dostaną od syndyka co łaska przez trzy lata. Przecież mamy weksel, argumentowali. Gdy Grzegorz przyniósł z sądu dokumenty, urzędnikom zrzedły miny. I sami zaproponowali, żeby cały kredyt przepisać na Grzegorza. I tak się stało.

Trwanie w związku

Adwokaci specjalizujący się w sprawach rozwodowych szacują, że nawet co trzecia para rezygnuje z rozwodu lub z separacji, gdy dowiaduje się, jak skomplikowana jest procedura podzielenia kredytu i nieruchomości obciążonej hipoteką. „Kredyt hipoteczny wiąże mocnej niż węzeł małżeński” – pisze na swoim blogu doradca finansowy Radosław Kwiatkowski.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną