Społeczeństwo

Dziecko Jezus

Co wiemy o dzieciństwie Jezusa?

Bartolome Esteban Murillo „Święta rodzina z wróblem (ptaszkiem)”, ok.1650 r. Bartolome Esteban Murillo „Święta rodzina z wróblem (ptaszkiem)”, ok.1650 r. The Art Archive / Corbis
Joseph Ratzinger, poprzednik papieża Franciszka, najpierw napisał dwa tomy o Jezusie z Nazaretu, a dopiero na koniec książeczkę o Jezusie jako dziecku. Ale o dzieciństwie i młodości Jezusa nie wiemy prawie nic.
Francis G. Mayer, studium do obrazu „Jezus między uczonymi”, ok.1842-1862 r.Francis G. Mayer/Corbis Francis G. Mayer, studium do obrazu „Jezus między uczonymi”, ok.1842-1862 r.
Faustini Modesto „Św. Józef przy pracy” 1887-1890 r.Sergio Anelli/Photoservice Electa/BEW Faustini Modesto „Św. Józef przy pracy” 1887-1890 r.

Artykuł w wersji audio

Może dlatego, że wiemy tak niewiele, Ratzinger pisze tyle o szczegółach. Ale to, że wiemy tak mało, może paradoksalnie zwiększać wiarygodność przekazu ewangelicznego. Bo przecież Kościół miał tyle wieków, by sfabrykować jakąś opowieść bardziej efektowną i kompletną.

Dla niewierzących „Jezus z Nazaretu. Dzieciństwo” będzie czymś w rodzaju poematu teologicznego z elementami wiedzy naukowej. To chyba nic złego: czemu nie spojrzeć na dzieciństwo Jezusa także oczami papieża i wytrawnego teologa? Joseph Ratzinger komentuje kluczowe momenty ortodoksyjnie katolickiej opowieści o Jezusowym dzieciństwie: zapowiedzi biblijne, zwiastowanie anielskie, narodziny w Betlejem, pokłon mędrców ze Wschodu, pobyt dwunastolatka w świątyni. Dla papieża historyczność Jezusa jest poza dyskusją, tak samo jak jego boskość i wyjątkowa rola w historii ludzkości.

Nie było zwierząt przy żłobie

Wszystko, co Ratzinger pisze o Jezusie, wynika z wiary, że Biblia mówi prawdę, w całości i w szczegółach. Na jednym z takich szczegółów z życia Dziecka Jezus skupiła się teraz uwaga mediów. Nie jest to specjalnie ważny fragment książeczki. Papież przypomniał tylko, że w opisie narodzin według Łukasza nie ma mowy o zwierzętach przy żłobie, w którym Maria położyła Dziecię w pieluszce. Co media odczytały grubo na wyrost jako dekonstrukcję mitu.

Żłób stał prawdopodobnie w jednej ze skalnych grot w pobliżu miasteczka położonego nieopodal Jerozolimy. Jest dziś częścią betlejemskiej Bazyliki Narodzenia. Ale teolog widzi znaczenia głębsze. Bo żłób to miejsce, gdzie zwierzęta znajdują jedzenie. A jeśli żłób potraktujemy jako metaforę ołtarza, jak czyni to papież, to złożenie Niemowlęcia w żłobie staje się znakiem zaproszenia człowieka do duchowego posilenia się pokarmem danym mu od Boga. Nazwa Betlejem znaczy zresztą po hebrajsku „dom chleba”. „W ubóstwie narodzenia Jezusa zarysowuje się coś wielkiego, w czym w sposób tajemny dokonuje się zbawienie ludzi”, zauważa papież Benedykt. Dodaje, że już we wczesnej ikonografii chrześcijańskiej w żadnym obrazie betlejemskiego żłobu nie będzie brakowało wołu i osła. A zatem oddaje cześć i Ewangelii (która milczy o zwierzętach przy żłobie), i ulubionej u nas tradycji szopek betlejemskich. Wiele medialnego szumu o nic.

Jezus z Betlejem czy z Nazaretu?

Ważniejsze są inne szczegóły. Na przykład ten, że papież stanowczo odrzuca przypuszczenie, że Jezus nie narodził się w Betlejem, ale w Nazarecie. Są bibliści, którzy twierdzą, że opowieść o narodzinach w Betlejem jest teologiczną manipulacją. Ma potwierdzić, iż Jezus pochodzi z rodu królewskiego, z rodu Dawida urodzonego w Betlejem. I że to dowodzi, iż jest on zapowiadanym i oczekiwanym Mesjaszem. Tymczasem o Nazarecie nic dobrego w czasach Jezusa nie słyszano, więc jakżeby Bóg mógł się narodzić w takim zabitym dechami miejscu? Ratzinger dopatruje się tu zderzenia odmiennych wizji teologicznych, różniących się także częściowo informacjami historycznymi. To dlatego ewangeliści podają różne genealogie Jezusa.

Mimo to „jasne pozostaje, że Jezus narodził się w Betlejem, a dorastał w Nazaret”, konkluduje papież. I dodaje, że na pytanie: skąd się wziął Jezus?, teologicznie najgłębiej odpowiada ewangelista Jan: Na początku było Słowo, które było Bogiem, stało się ciałem i zamieszkało wśród nas. Bo to, że Bóg przyjął postać Jezusa, jak wierzą chrześcijanie, jest ważniejsze niż to, w jakim miejscu na ziemi ten cud się wydarzył.

Wstydliwa tajemnica

Całkiem inaczej opowiada o tym współczesny holenderski pisarz i reżyser Paul Verhoeven (m.in. „Nagi instynkt”). Zafascynowany postacią Jezusa napisał o nim książkę i szykuje film fabularny. Już oprotestowany przez organizacje chrześcijańskie. Verhoevena nie da się jednak zbyć łatką skandalisty. Przez lata brał udział w pracach tak zwanego Jesus Seminar, działającego od 1985 r. w USA. To poważne (choć kontrowersyjne) przedsięwzięcie naukowe. Liczna grupa biblistów, filologów, historyków, głównie protestanckich, zainteresowała reżysera, bo uważał, że musi się do filmu o Jezusie dobrze przygotować teologicznie.

Seminarium próbowało ustalić, które słowa i czyny Jezusa, zapisane w Nowym Testamencie, są autentyczne. Po studiach i dyskusjach głosowano kolorowymi kulkami. W ten sposób powstawał wykaz, w którym różnymi kolorami zaznacza się wypowiedzi i postępki Jezusa od nieautentycznych (na czarno) przez możliwe (szare), prawdopodobne (różowe) po bezdyskusyjnie prawdziwe (czerwone). W dysputach przeważało przekonanie, że Jezus jest postacią historyczną (co dziś w naukowym mainstreamie rzadko bywa kwestionowane) i że nie był on buntownikiem, który chce „królestwa Bożego” już, tu i teraz.

Z tym drugim przeświadczeniem reżyser się nie zgadza. Według niego, Jezus był przywódcą pragnącym poprowadzić Żydów do powstania przeciwko rzymskiej okupacji. Ten obraz Jezusa jako społecznego radykała często wraca we współczesnych interpretacjach chrześcijaństwa i tu Verhoeven idzie wydeptaną ścieżką. Schodzi z niej (dla wielu na manowce), kiedy stawia tezę, że Jezus miał wstydliwą tajemnicę, od której uciekał w swej działalności publicznej. Sekretem Jezusa miało być to, że urodził się z Żydówki zgwałconej przez rzymskiego żołdaka. Co by oznaczało, że nie urodził się z dziewicy. Verhoeven usuwa ze swej opowieści wszystko, co w Jezusie boskie. Jego Jezus nie czyni cudów, nie zmartwychwstaje, jest rewolucjonistą etycznym. Głosi etykę empatii i solidarności międzyludzkiej, a nie tylko wewnątrzplemiennej. I dlatego musi zginąć.

Taka wizja Jezusa musiała wzbudzić protesty chrześcijan, którzy wierzą, że jeśli Jezus miał jakąś tajemnicę, to tę, że jest Synem Bożym. Papież analizuje i odrzuca niechrześcijańskie interpretacje dziewiczego narodzenia Jezusa. Owszem – zaznacza – można się dopatrzeć w tej opowieści jakichś archetypicznych nadziei na stworzenie świata od nowego początku, ale niczego ponadto. Dla chrześcijan prawda jest jedna i integralna: Bóg wszedł w historię ludzką pod postacią człowieka, lecz zachował naturę i moc Bożą. Człowiek wiary nie może odrzucać dziewiczych narodzin, tak samo jak zmartwychwstania. Bo to są testy wiary. Jeśli Bóg nie mógłby urodzić się z dziewicy ani zmartwychwstać, nie miałby władzy nad materią, a więc nie byłby Bogiem.

Sielskie lata w Galilei

Wierzący i niewierzący zgodzą się jednak, że historyczny Jezus, o ile istniał, urodził się w rodzinie, religii i tradycji żydowskiej. A ponieważ Józef i Maria byli pobożnymi wyznawcami judaizmu, to Dzieciątko płci męskiej zostało poddane obrzezaniu ósmego dnia po urodzeniu, jak każe Prawo Boże – na znak włączenia nowo narodzonego do wspólnoty Ludu Izraela, z którym Bóg zawarł przymierze. Otrzymało również imię Jezus (Joszua, co znaczy: Bóg zbawia).

Prawo religijne żydowskie każe matce czekać w domu aż do 40 dnia od urodzin dziecka. Dopiero po tym czasie kobieta jest rytualnie czysta. Prawo każe także „wykupić” dziecko i „przedstawić je” w świątyni w Jerozolimie. Dla chrześcijanina matka Jezusa nie może być nieczysta rytualnie, bo jest matką Boga, jednak żydowska rodzina Dziecięcia okazuje szacunek prawu żydowskiemu i składa ofiarę oczyszczenia. Ewangelista Łukasz podaje, że była skromna: dwa gołębie albo para synogarlic, co oznacza, że Jezus urodził się w rodzinie ubogiej, bo bogatsi ofiarowaliby baranka i gołębia lub synogarlicę.

Ale z tej samej relacji wynika, że Dziecko nie zostało wykupione. W prawie żydowskim pierworodny syn należy do Boga, więc musi być wykupiony drogą złożenia kolejnej ofiary kapłanowi. Łukasz nic o tym nie mówi. Zapewne dlatego, że to Dziecko jest Synem Bożym w znaczeniu wyjątkowym i samo złoży siebie Bogu w ofierze. Ze świątyni rodzina wraca do Nazaretu.

W Nazarecie Jezus spędza dzieciństwo i dorasta. Miejscowość leży niedaleko od jeziora Genezaret, inaczej zwanego Morzem Galilejskim. Nad jego brzegami upłynęła znaczna część życia Jezusa, tego ukrytego i tego publicznego. Mało komu trzeba opisywać urodę tych okolic Ziemi Świętej, do której dziś masowo pielgrzymują i Polacy. W czasach Jezusa jezioro przemierzały łodzie rybackie; z połowu i handlu rybami żyła spora część Galilejczyków. To nad Genezaret dorosły Jezus wygłosił najbardziej dziś znane kazanie na świecie, to z ośmiu błogosławieństwami. Tam rozmnożył cudownie chleb i ryby, by posilili się ci, którzy przyszli go posłuchać. W samym Nazarecie odnajdziemy dziś Bazylikę Zwiastowania, przypominającą o wizycie anioła u przyszłej matki Jezusa. Na terenie bazyliki odkryto bardzo stary, prawdopodobnie z II w., napis po grecku: Chaire Maria, Zdrowaś Mario.

Bardzo możliwe (kolor różowy w kodzie Jesus Seminar), że mały Jezus odwiedzał w środkowej Galilei przepiękne miasto Sepphoris (Tsipori). Jeszcze dziś turysta dostrzeże ślady wspaniałości tego miejsca z czasów rzymskich. Według tradycji, to tam mieszkali rodzice Marii, Joachim i Anna. Ale mieszkali tam też i spiskowali przeciwko okupacji rzymskiej żydowscy radykałowie, do których rad by zapisać Jezusa reżyser Verhoeven. Z przekazu tradycyjnego wynika, że Jezus, jak jego prawny ojciec Józef, był cieślą lub rzemieślnikiem wyrabiającym drewniane jarzma na woły i pługi. Na czym upłynęły mu lata dzieciństwa i młodości, prócz nauki zawodu i pracy?

Bogobojna rodzina

Dzieci w tradycji żydowskiej są znakiem, że Bóg błogosławi rodzinie, w której się rodzą. Małżeństwo bezdzietne nie ma więc powodów do radości, zwłaszcza kiedy presja grupy jest tak silna jak w społeczeństwach dawnego typu. Współczesne wyobrażenia o wolności jednostki były tak samo nieznane w czasach Jezusa jak nasze pojęcie praw dziecka. Biblia nie zna czasu dzieciństwa jako jakiegoś odrębnego celebrowanego okresu w życiu. Dzieci, gdy tylko zostaną odstawione od matczynej piersi, wchodzą w świat dorosłych. Rodzina powinna o nie dbać, ale one też muszą jej pomagać, jak potrafią. Tak też było zapewne w rodzinie Jezusa, wraz ze swymi braćmi i siostrami (prawdopodobnie krewnymi) pomagał rodzicom, okazując im szacunek i posłuszeństwo.

Rodzinę Jezusa chrześcijanie nazywają Świętą, co jednak nie wyklucza, że jej przekazywany przez wieki sentymentalno-romantyczny obraz jest nieco wyidealizowany na potrzeby dewocji i edukacji. Prawie na pewno Jezus jako dziecko i nastolatek doświadczał typowych dla tego wieku emocji, miał swoje marzenia, a może i lęki. „Jako dziecko pochodzi Jezus nie tylko od Boga, lecz także od innych ludzi – pisał Ratzinger w innej pracy („Bóg Jezusa Chrystusa”). – Ukształtował się w łonie kobiety, od której otrzymał swoje ciało i swoją krew, swoje bicie serca, swoje gesty, swój język”. Oznacza to, że od swego najbliższego otoczenia otrzymał także formy myślenia i widzenia świata, cechy psychiczne, „całą skomplikowaną drogę, jaka prowadzi wstecz od Abrahama aż do Adama”.

Fundamentem bogobojnej rodziny był zwyczaj błogosławieństw udzielanych dzieciom przez matkę lub ojca przy każdej ważnej okazji, na przykład w szabas i inne żydowskie święta religijne czy przed wyruszeniem w drogę. Skoro Jezus formował się w tradycji żydowskiej, mówił jej językiem (na co dzień jednak po aramejsku, a nie hebrajsku), który tak, a nie inaczej, porządkuje rzeczywistość, czy można nazywać Jezusa chrześcijaninem? Technicznie – nie. Po narodzinach był obrzezany, a nie ochrzczony, a więc był Żydem. Swoją misję definiował jako wypełnienie, a nie odrzucenie Prawa. Zapewne nie można by też Jezusa nazwać katolikiem w sensie przynależności do Kościoła łacińskiego, działającego po rozłamie w chrześcijaństwie zachodnim.

Dzieciństwo w apokryfach

Wielka wyrwa w biografii Jezusa niepokoiła pokolenia chrześcijan. Próbowano ją w starożytności jakoś wypełnić. Służyły temu kolejne Ewangelie w różnych językach starożytnego świata. Kościół instytucjonalny ostatecznie je odrzucił, ale dla badacza są ciekawe jako dokumenty kultury. Wśród tych apokryfów znajdziemy Ewangelię dzieciństwa Jezusa według Tomasza Izraelity. Dziecię Jezus, jak to dziecko, broi w niej i psoci, a nawet zabija chłopca, który go potrącił, innego zaś, który nieszczęśliwie spadł z dachu i zginął na miejscu, wskrzesza – czyli czyni cud. Zresztą nie jeden, bo w innym miejscu ożywia dla zabawy ulepione przez siebie gliniane wróbelki.

Ale apokryfy zawierają też motywy poważniejsze, sięgające sedna nauk Jezusa w jego późniejszym okresie publicznym. Jedną z takich odrzuconych przez Kościół Ewangelii napisał po grecku Tomasz, prawdopodobnie wyznawca konkurującego wtedy i przenikającego się z wczesnym chrześcijaństwem gnostycyzmu. Czytamy tam, że tylko ludzie podobni dzieciątkom karmionym piersią wejdą do Królestwa Bożego. Królestwo Boże to centralna idea przesłania Jezusa. Co miałaby zatem znaczyć ta metafora o karmionych piersią? Cóż, dzieci tak karmione są zwykle szczęśliwe i zazwyczaj chcą jeszcze. Ale jak to się ma do relacji ewangelistów dopuszczonych przez Kościół, w których wizja Królestwa Bożego nie polega na szukaniu samolubnego błogostanu? Ewangelie kanoniczne obiecują, że rządy Boga zaprowadzą na świecie pokój i sprawiedliwość, i to niedługo. Zarazem w zaaprobowanej przez Kościół Ewangelii Mateusza czytamy podobne słowa Jezusa o tym, że ci, którzy nie staną się jako dzieci, nie wejdą do królestwa niebieskiego.

Mamy więc dwa wątki: jeden, że droga do wyzwolenia prowadzi przez przemianę wewnętrzną. Dzieje się to wtedy, kiedy przypominamy sobie to, co najlepsze z naszego dzieciństwa: poczucie, że choć mali i słabi, jesteśmy kochani i bezpieczni w naszej rodzinie, która nas obroni przed złem. I kiedy tym wspomnieniom nadamy dojrzałą treść duchową: zaufania Bogu, tak jak ufaliśmy ojcu i matce w dzieciństwie. Ale z drugiej strony, jest też dramat dziejącej się historii, która przynosi tu i teraz cierpienie Narodowi Izraela pod panowaniem pogan.

Nastolatek w świątyni

Oczekiwania rychłego upadku starego porządku były w żydowskiej Palestynie za czasów Jezusa dość powszechne. Trwały teologiczne spory stronnictw religijnych saduceuszy i faryzeuszy, rozkwitały sekty wieszczące koniec świata i nadejście oczekiwanego przez Żydów Mesjasza. Jedną z nich byli esseńczycy, z którymi badacze kojarzą czasem – chyba niesłusznie – samego Jezusa. Mógł on słyszeć i rozmyślać o namiętnych dyskusjach, jak się zachować wobec rzymskiej okupacji i wobec reżimu Heroda i jego synów. Kolaborować? Tolerować i robić swoje? Buntować się?

Na tle tych sporów Jezus wypada w przekazie ewangelicznym dość pacyfistycznie. Jak powiada Mateusz, „nie przyszedł, żeby znosić, tylko żeby wypełnić”. Mógł więc być niezbyt atrakcyjny dla ludu nastrojonego mesjanistycznie i buntowniczo. Może to jeden z powodów, dla których tak niewiele jest wzmianek o Jezusie we współczesnej mu literaturze żydowskiej i rzymskiej.

Ostatnim znanym wydarzeniem z ukrytego okresu życia Jezusa będzie jego wizyta w świątyni jerozolimskiej. Wydarzeniem poruszającym na tle wyobrażeń o Świętej Rodzinie. Rodzina była, jak wiemy, pobożna, przestrzegała prawa żydowskiego. A Tora każe Żydom stawić się w świątyni z okazji trzech wielkich świąt: Paschy, Pięćdziesiątnicy i Namiotów. Chłopcy musieli wypełniać ten nakaz religijny od trzynastego roku życia. Wcześniej też mogli. I tak stało się z Jezusem i jego rodziną. Józef i Maria co roku odwiedzali świątynię z okazji Paschy, największego święta żydowskiego. Zabrali z sobą dwunastoletniego Jezusa. Ale kiedy wracali już do Nazaretu, zorientowali się, że nie ma go z nimi. Zawrócili ku Jerozolimie.

Szukali Jezusa, gdzie tylko mogli. Świątynia przyciągała nieprzeliczone tłumy, jednak w końcu, trzeciego dnia, go odnaleźli. Młody Jezus rozmawiał z rabinami, znawcami Pisma Świętego. „Wszyscy, którzy go słuchali – pisze ewangelista Łukasz – byli zdumieni bystrością jego umysłu i odpowiedziami”. Nie jest jasne, czy Jezus chodził do religijnej szkoły żydowskiej, ale wzmianki w Nowym Testamencie mówią, że umiał czytać i pisać. Musiał też znać podstawowe modlitwy i psalmy, a także Biblię żydowską, bo się na nią powołuje w okresie publicznym.

Widok Jezusa rozprawiającego z rabinami mógł Józefa i Marię napełnić dumą, ale z drugiej strony zniknięcie młodzieńca było przecież dla nich traumatyczne. Tę traumę słychać w pytaniu Marii: „Dziecko, dlaczego nam to zrobiłeś? Twój ojciec i ja, pełni bólu, szukaliśmy ciebie”. Odpowiedź Jezusa była harda: „Dlaczego mnie szukaliście. Czy nie wiedzieliście, że muszę być w tym, co jest Ojca mego?”. Młody Jezus przypomniał Józefowi i Marii, że jest synem Boga Ojca, a jego domem nie jest ten w Nazarecie, lecz niebo i świątynia. Jezus odezwał się nie tylko hardo, ale i – według naszych pojęć – jakoś po ludzku i synowsku niewdzięcznie.

Ewangelista Łukasz dodaje od siebie, że Józef i Maria nie zrozumieli Jezusa. Że nie przeniknęli tajemnicy Dziecka. Papież Benedykt tłumaczy, że wbrew pozorom, Jezus nie buntuje się przeciwko rodzicom jak pryszczaty nastolatek. W rzeczywistości jest posłuszny woli Ojca. I posłusznie wraca z Józefem i Maryją do ziemskiego domu, gdzie „wzrastał w mądrości, w latach i w łasce u Boga i u ludzi”.

Cytaty z Biblii za: Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu, Wydawnictwo św. Paweł, 2008

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Społeczeństwo

A gdyby internet przestał działać...

Z internetu korzysta już prawie połowa ludzkości. Co by się stało, gdyby pewnego dnia przestał działać?

Edwin Bendyk, Piotr Rutkowski
16.04.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną