Społeczeństwo

Uciekinierzy

Dlaczego młodzi ludzie odbierają sobie życie

Jeśli uświadomimy sobie, że co piąty człowiek w okresie dorastania ma zaburzenia emocjonalne, zrozumiemy, jaki ciężar spoczywa na rodzinie, szkole i lekarzach. Jeśli uświadomimy sobie, że co piąty człowiek w okresie dorastania ma zaburzenia emocjonalne, zrozumiemy, jaki ciężar spoczywa na rodzinie, szkole i lekarzach. Roy Botterell / Corbis
Rozmowa z prof. Agnieszką Gmitrowicz, suicydologiem, o dramacie samobójstw wśród dzieci i młodzieży oraz sygnałach ostrzegawczych, które bywają bagatelizowane.
Ludzie młodsi mają mniejszą zdolność planowania, przewidywania, a ci, których prześladują myśli samobójcze, najczęściej przeżywają silną walkę wewnętrzną między tym, żeby żyć i nie żyć.G. Baden/Corbis Ludzie młodsi mają mniejszą zdolność planowania, przewidywania, a ci, których prześladują myśli samobójcze, najczęściej przeżywają silną walkę wewnętrzną między tym, żeby żyć i nie żyć.
Prof. dr hab. Agnieszka Gmitrowicz kieruje Kliniką Psychiatrii Młodzieżowej na Uniwersytecie Medycznym w Łodzi. Jest przewodniczącą Sekcji Naukowej Suicydologii Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego.materiały prasowe Prof. dr hab. Agnieszka Gmitrowicz kieruje Kliniką Psychiatrii Młodzieżowej na Uniwersytecie Medycznym w Łodzi. Jest przewodniczącą Sekcji Naukowej Suicydologii Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego.

Joanna Cieśla: – Dlaczego młodzi ludzie odbierają sobie życie?
Agnieszka Gmitrowicz: – Skłonność do takich kroków może być dziedziczna, związana z podatnością na zaburzenia psychiczne albo z historią rodziny, wyniesionymi z niej wzorcami zachowań. Szczególne znaczenie ma śmierć rodzica w wyniku samobójstwa. Jeśli ktoś ma takie predyspozycje, do targnięcia się na własne życie mogą go pchnąć wydarzenia, które trwają relatywnie krótko – na przykład znęcanie się kolegów, doznane upokorzenia, problemy w relacjach z bliskimi.

Jedną z moich pacjentek znaleziono po śmierci z gazetowym zdjęciem osoby, która odebrała sobie życie. Miała samobójcze skłonności i trudne doświadczenia, powoli budowała własny system wsparcia. Ale może obudziła się w gorszym nastroju, może dostała przykrego esemesa.

200 samobójstw rocznie wśród osób do 19 roku życia stawia nas statystycznie na środkowych pozycjach w Unii.
To i tak jest alarmująca liczba. Samobójstwa są drugą najczęstszą przyczyną zgonów młodzieży. Niektóre szacunki mówią nawet o 20 tys. prób samobójczych rocznie. W moich badaniach w regionie łódzkim 7 proc. młodzieży ponadgimnazjalnej potwierdziło, że ma je za sobą. O myślach samobójczych mówi niemal co trzeci pytany.

Czy próbom samobójczym zawsze towarzyszy depresja?
Nie zawsze, jednak faktycznie wśród ofiar samobójstw depresja stanowi najczęstsze zaburzenie psychiczne. W sumie 90 proc. osób, które popełniają samobójstwa, cierpi na różne zaburzenia psychiczne. Depresja, zaburzenia lękowe rzeczywiście bardzo zwiększają groźbę zrobienia takiego kroku, ale poważnie podnoszą ryzyko także głębsze problemy psychiczne, jak schizofrenia.

Znaczenie mają również zaburzenia zachowania, które mogą się ujawniać na przykład przez notoryczne wagary, kradzieże czy wdawanie się w bójki, co często łączy się z impulsywnością i agresywnością. Młodociani przestępcy prawie 10 razy częściej umierają w wyniku samobójstw niż ich rówieśnicy, którzy nie łamią prawa.

Kierują agresję przeciw samym sobie?
U dziewcząt po traumach, wykorzystaniu seksualnym, pojawić się mogą tzw. zaburzenia osobowości z pogranicza, związane z niestabilnością emocjonalną, zaburzonym obrazem samego siebie, własnych celów, niestabilnymi związkami, co w efekcie prowadzi do kryzysów, w tym gróźb samobójczych. U młodzieży należy pamiętać jeszcze o ryzyku związanym z używaniem substancji psychoaktywnych. W tej chwili jest tendencja do bagatelizowania tego, ale nie mam wątpliwości, że marihuana i dopalacze prowadzą do utraty kontroli nad myśleniem i działaniem. Ich używanie może prowadzić do napadów lęku, przeżyć tak groźnych i trudnych, że szuka się przed nimi każdej formy ucieczki.

Jeśli uświadomimy sobie, że co piąty człowiek w okresie dorastania ma zaburzenia emocjonalne, zrozumiemy, jaki ciężar spoczywa na rodzinie, szkole i lekarzach.

Co więc skłoniło do prób samobójczych te 10 proc., u których wcześniej nie wykryto zaburzeń psychicznych?
Miałam bardzo rozwiniętego intelektualnie pacjenta, który twierdził, że skłoniła go ciekawość. Był osobą bardzo żądną doznań, wiedzy i twierdził, że interesuje go to doświadczenie, jakim jest śmierć. Pewien 9-latek w Internecie wszedł na stronę, gdzie ktoś demonstrował kolejne kroki samobójcze. Ostatecznie zginął i pojawiły się o nim informacje w gazetach. Chłopiec odbierał to jako dowód, że ten czyn był rodzajem bohaterstwa. Zbierał te wycinki i myślał, że to „fajnie” tak umrzeć, żeby wszyscy o tym pisali. Zaimponowało mu to. Zaczął się zachowywać jak owa postać z Internetu. Nie miał zaburzeń psychicznych, taki był jego 9-letni system wartości. Praca z takimi osobami jest szczególnie trudna.

Czy bezpośrednie powody pchające do samobójstwa dzieci są inne niż te, które skłaniają do tego dorosłych?
Wśród dzieci mniejsze znaczenie mają bieda czy choroby somatyczne, nie mówiąc o utracie pracy. Także mechanizm podejmowania tych decyzji jest inny. Z wiekiem liczba prób samobójczych spada, więcej jest natomiast skutecznych przypadków odbierania sobie życia. Dorośli są po prostu bardziej zdeterminowani. Ludzie młodsi mają mniejszą zdolność planowania, przewidywania, a ci, których prześladują myśli samobójcze, najczęściej przeżywają silną walkę wewnętrzną między tym, żeby żyć i nie żyć.

Dla terapeutów to wielka podpowiedź w pracy. Często prosimy o wymienienie jednej rzeczy, dla której warto żyć, i staramy się wzmacniać jej znaczenie, a osłabiać znaczenie tych, z powodu których żyć nie warto. W okresie dorastania dziecko jest w nieustannym konflikcie między samodzielnością, kreatywnością a poczuciem, że wciąż mu coś nie wychodzi, że jest niezaradne, niezgrabne.

Chce być dorosłym, a mu to nie wychodzi?
W okresie dojrzewania ludzie mają często obniżone poczucie swojej wartości, bo czują, że się nie nauczyli jeszcze wielu rzeczy. Nie rozumieją w pełni, czym jest moralność, i nie mają ukształtowanego systemu wartości, często oceniają zachowania na podstawie tego, co usłyszą od innych.

A to, co słyszą, często jest pełne sprzeczności?
Raz w telewizji mówią, że marihuana jest dobra, za chwilę, że marihuana szkodzi – kto ma rację? Młody człowiek nie wie. Musi jakoś sobie radzić z faktami i opiniami zalewającymi go zwłaszcza za pośrednictwem mediów. Stamtąd dostaje też przekaz, jaką metodą można zadać sobie śmierć. Informacje o samobójstwach – także znanych, popularnych osób – nie są w żaden sposób filtrowane. I napędzają tzw. efekt młodego Wertera, czyli naśladownictwa idola: skoro on coś sobie zrobił, to znaczy, że tak się robi, zrobię to samo. Jednocześnie sposób mówienia o śmierci, nie tylko samobójczej, buduje w odbiorcach przekonanie, że ona jest odwracalna, towarzyszy jej aura zabawy.

Co może zwiastować, że dziecko chce się targnąć na życie?
Najpoważniejszym sygnałem ostrzegawczym są próby samobójcze. Wbrew pozorom, to wcale nie jest oczywiste. Często rodzice do mnie dzwonią: moje dziecko podjęło próbę samobójczą, ale to takie niepoważne było. Nie ma niepoważnych prób samobójczych. Fakt, że ktoś akurat wybrał taką metodę, by nastraszyć albo coś uzyskać, i nie pomyślał, żeby negocjować, żeby prosić o pomoc, świadczy, że jest w grupie najwyższego ryzyka.

Bardzo poważnym symptomem jest samookaleczanie się. Czasem to forma obniżania napięcia, głównie wśród dziewcząt, czasem wołania o pomoc albo karania się. Nawet 60 proc. osób samouszkadzających się ma za sobą próbę samobójczą. Wreszcie alarmować powinny myśli samobójcze i mówienie o samobójstwie. Ogromnie szkodliwy jest mit, że kto o tym mówi, ten tego nie zrobi. Bardzo często robi. Trzeba też uważać na komunikaty wyrażane nie wprost, np.: po co mam jeść? I sygnały niewerbalne: zmianę stylu ubierania się, słuchanej muzyki, izolowanie się, rysowanie obrazów, na których pojawiają się tematy śmierci, przemijania.

Czy to nie droga do szaleństwa rodzica? Bardzo wiele dorastających dzieci zaczyna ubierać się na czarno, słucha dziwnej muzyki, dziwnie odpowiada na pytania.
Warto iść do psychologa, pedagoga szkolnego. Jeśli dziecko ma już ukształtowany system wartości i życie jest tam odpowiednio wysoko, takie zachowania nie muszą być niepokojące.

Iść do psychologa z każdym nowym idolem muzycznym?
Jeśli dziecko nie jest impulsywne, agresywne czy przygnębione, nie myśli w sposób zwany tunelowym (na pewno nie zdam; nic mnie nie czeka; nikt mnie nie polubi), jest bez niepokoju, nie mówi o stresach, dobrze śpi, to nie należy w obszarze upodobań muzycznych upatrywać zagrożenia. Ale rodzicom czasem trudno przyjąć, że z dzieckiem dzieje się coś złego. Mogą unikać wiedzy, że się nie sprawdzają jako ojciec czy matka.

Czasem przychodzi do mnie ktoś ze skierowaniem i mówi: pedagog mnie tu przysłał, a ja nie wiem, po co – przecież każdy czasem myśli, że nie warto żyć. A pedagog przysłał właśnie po to, by sprawdzić, czy to myślenie, że życie nie ma sensu, jest groźne czy nie.

Matka chłopca z Warszawy, która ostatnio przejmująco opowiadała mediom o jego samobójstwie, zapewnia, że byli dobrze funkcjonującą rodziną, dużo rozmawiali.
Nie wypowiadam się na temat żadnego konkretnego samobójstwa ani rodziny, której nigdy nie spotkałam. Ale generalna zasada jest taka, że samo rozmawianie nie wystarczy, rozmowy mogą być powierzchowne, jeśli nie ma w nich podstawowego zrozumienia, uważnego słuchania. Poza tym, co to znaczy dobrze funkcjonująca rodzina? Tak o ciebie dbamy, tak cię wyposażamy – słyszy dziecko, a potem idzie do liceum albo na studia i nagle czuje, że nie spełni oczekiwań rodziców. Miało być dziennikarzem albo prawnikiem, a wcale tego nie chce. I co, ma zawieść rodziców? To taki kredyt, który może bardzo obciążać. Ktoś, kto rośnie w takiej atmosferze, może się zmagać z pytaniem: co ja im dam w zamian? Części rodziców moich pacjentów wydaje się, że dobra relacja z dzieckiem to bycie jego kumplem. Matka nastolatki pali z nią trawę, bo dzięki temu świetnie się razem bawią.

Lepiej byłoby, gdyby każda z nich paliła tę trawę osobno?
Nie chcę uogólniać. Mówię o braku odpowiedzialności. My w tej chwili czasami obawiamy się odwiedzin niektórych bliskich na oddziale psychiatrycznym. Zdarza się, że przynoszą szklane naczynia, ostre narzędzia, a nawet substancje psychoaktywne, bo dziecko prosi – nawet niekoniecznie ich dziecko.

Jak opiekujecie się w klinice dziećmi po nieskutecznej próbie samobójczej?
Jeżeli rozpoznajemy u kogoś depresję czy zaburzenia nerwicowe związane ze stresem, obejmujemy tę osobę ścisłą opieką, tworzymy sieć wsparcia, staramy się poprawić jej samoocenę, pracujemy terapeutycznie, a czasami jeżeli stan psychiczny tego wymaga, podajemy leki. Ważny jest też system pomocy w rodzinie, czasami jest to wielomiesięczna terapia rodzinna, czasami edukacja – zwracanie uwagi, co dziecko robi, na jakie strony internetowe wchodzi, co ogląda.

A co powinni robić rodzice i nauczyciele, gdy dojdzie do próby samobójczej?
Natychmiast zgłosić się na konsultacje do psychologa klinicznego albo psychiatry, niezależnie od tego, jak poważna wydaje się sprawa. Jeśli informacja o takiej próbie ucznia, tym bardziej o dokonanym samobójstwie, dociera do szkoły, dyrektor lub pedagog powinien zadzwonić do poradni psychologiczno-pedagogicznej, żeby psycholog kliniczny, przygotowany do interwencji kryzysowej, popracował z pozostałymi dziećmi. Takich sytuacji nie wolno pozostawiać bez reakcji.

Każde samobójstwo to wielkie cierpienie, tragedia bliskich, czasami poczucie winy. Nie tylko rodziny, także kolegów. I lekarzy. Budowanie dobrych relacji z pacjentem zagrożonym samobójstwem ściśle łączy się z wytworzeniem więzi. Odejście każdego to wielka tragedia personelu.

rozmawiała Joanna Cieśla

Prof. dr hab. Agnieszka Gmitrowicz kieruje Kliniką Psychiatrii Młodzieżowej na Uniwersytecie Medycznym w Łodzi. Jest przewodniczącą Sekcji Naukowej Suicydologii Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Pomocnik Historyczny

Kobiety u władzy w Bizancjum

Zostanie cesarską małżonką, wejście w rolę bazylisy, było zapewne największym marzeniem przynajmniej niektórych mieszkanek Bizancjum, a w pewnych okresach łakomym kąskiem dla wielu dobrze urodzonych niewiast spoza niego.

Mirosław J. Leszka
12.03.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną