Społeczeństwo

Zdolne dzieci instrukcja obsługi

Coraz więcej rodziców wmawia swoim dzieciom geniusz. Słusznie?

Nadambitny rodzic zwykle od małego uczy dziecko, że najważniejsze w jego zdolnościach jest to, jak bardzo inni je cenią. Nadambitny rodzic zwykle od małego uczy dziecko, że najważniejsze w jego zdolnościach jest to, jak bardzo inni je cenią. Maria Pavlova/Getty Images/Vetta / FPM
To kolejna z mód. Rodzicielskie radary, do niedawna nastawione na wykrywanie u potomstwa dysleksji, dysgrafii czy ADHD, przestrajają się na wychwytywanie dziecięcych zdolności. Jak to robić, by nie zatruć młodym dzieciństwa?
Wśród rodziców z nowej polskiej klasy średniej przekonanie o zdolnościach i wyjątkowości własnego potomstwa jest powszechne – trzeba tylko talent odkryć i oszlifować.Hans-Peter Merten/BEW Wśród rodziców z nowej polskiej klasy średniej przekonanie o zdolnościach i wyjątkowości własnego potomstwa jest powszechne – trzeba tylko talent odkryć i oszlifować.
Rodzice zwykle nie chcą widzieć deficytów. Oni chcą widzieć talent.EAST NEWS Rodzice zwykle nie chcą widzieć deficytów. Oni chcą widzieć talent.

Artykuł w wersji audio

Tekst ukazał się w POLITYCE we wrześniu 2013 r.

Do poradni dla dzieci zdolnych w Warszawie jeszcze 15 lat temu trafiali wyłącznie uczniowie i to ci starsi – koniec podstawówki, liceum. Dziś najwięcej jest dzieci przedszkolnych, a nawet tych poniżej 3 roku życia. Najmłodsze miało 6 miesięcy! Tak nam przybyło talentów? Według ocen psychologów 2–7 proc. dzieci, tak jak i dorosłych, ma jakąś szczególną predyspozycję, sprawność w robieniu czegoś, zwaną uzdolnieniem. Wybitna pamięć, łatwość operowania cyframi, dar tworzenia melodii... Ale zdaniem Anny Kałuby-Korczak z Centrum Informacyjno-Konsultacyjnego ds. Dzieci Zdolnych przy Specjalistycznej Poradni Psychologiczno-Pedagogicznej Uniwersytet dla Rodziców w Warszawie, ów błysk to tylko punkt wyjścia. – Dziecko zdolne to takie, które z jednej strony ma bardzo dobry intelekt, doskonały słuch czy sprawne ciało, ale też ma chęć do odkrywania nowego, wychodzenia poza szablon i motywację do działania. Dopiero gdy to się nałoży, mówimy o talencie.

Kiedy się nie nakłada, słychać, że ktoś jest „zdolny, ale leniwy” albo że jest tak wszechstronnie utalentowany, że nie wiadomo, co wybrać i udoskonalać. Zwłaszcza wśród rodziców z nowej polskiej klasy średniej przekonanie o zdolnościach i wyjątkowości własnego potomstwa jest powszechne – trzeba tylko talent odkryć i oszlifować. Stąd te dziesiątki zajęć pozaszkolnych: tenis, pływanie, balet, piłka nożna, muzyka, plastyka, konie, dżudo, języki obce itp. Typowe dla dzieci tzw. snucie się, robienie nie wiadomo czego, oglądanie telewizji czy granie w gry komputerowe to dla ambitniejszych rodziców dzwonek alarmowy, że talent może się zmarnować. Stąd częste wpadanie w skrajność – organizowanie dzieciom czasu w stu procentach oraz niepokój, że jakoś nic się nie ujawnia, a przecież powinno.

Naukowcy zgadzają się w tym, że mniej więcej połowa tego, czym człowiek może się stać, określa natura, ubierając każdego w uszyty na wyłączność garnitur genów i rysując górną granicę jego możliwości. Drugą połowę określa użytkownik garnituru i okoliczności, w jakich się wychował, rodzice, praca włożona we własny rozwój.

Kłopot w tym, że zachęcając potomka do pracy, by jak najbliżej tych swoich górnych granic sięgnął, w dążeniu do lepszej przyszłości łatwo zatruć dziecku teraźniejszość. Przyszłość w ostatecznym rozrachunku zresztą też. Te historie o dziecięcej samotności nad klawiaturą fortepianu, obrzydzonych przez ambitnych opiekunów pasjach, o depresjach, wrzodach i kontuzjach – kto ich nie zna?

Zauważyć, a nie wmówić

Bo oczywiście można metodą „a nuż?”: wysłać młode na tenisa oraz lekcje rysunku, a gdy symptomów geniuszu nie widać, próbować w szkole języka. Można też metodą „w zaparte”: trzymać latami w szkole muzycznej, mimo że ewidentnie niewybitne (choć dyrektor Zdzisław Włodarski z Państwowej Szkoły Muzycznej w Kozienicach przyznaje – zdarza się, że mały przeciętny skrzypek czy pianista dopiero w 5–6 klasie objawia talent). Maria Mach, dyrektor Krajowego Funduszu na rzecz Dzieci, który od lat pomaga uzdolnionym uczniom, proponuje jednak inaczej ustawić radary. – Sygnałem ponadprzeciętnych zdolności jest ciekawość. Dziecko zadaje więcej i bardziej dociekliwych pytań niż inne. Gdy po pytaniu: „Jakie góry są najwyższe na świecie?”, zasugerujemy kontakt z atlasem, zacznie pytać, jak to jest w tym atlasie narysowane i skąd wiadomo, że te góry są najwyższe?

U przedszkolaków czy dzieci z pierwszych klas podstawówki częściej niż wyraźne predyspozycje do czegoś ujawnia się jednak ogólny dobry potencjał. – Zdolnemu 6-latkowi dobrze wychodzi wszystko, za cokolwiek się weźmie. Choćby liczy w pamięci, bez użycia palców – opowiada Anna Kałuba-Korczak. – Najprościej dla rodzica jest patrzeć, jak ich syn czy córka wypada na tle innych, co mówią nauczyciele.

W rejonowych przychodniach psychologiczno-pedagogicznych młodym, podejrzanym o szczególne predyspozycje, można robić testy rozwoju i inteligencji (tzw. test Ravena już od 3 roku życia). W Centrum ds. Dzieci Zdolnych sprawdza się raczej kreatywność, zdolność nieszablonowego myślenia. Psycholog rysuje cztery kółka i prosi: „Dokończ”. Rysunek czterech buziek nie jest oryginalny. Ale jeśli dziecko z dwóch kółek zrobi rower, z trzeciego parasol, a z czwartego kosmitę, daje wyraz kreatywności.

Inne, co powinno zwrócić uwagę: większość dzieci przeskakuje w zainteresowaniach ruchem konika szachowego – przez tydzień pasjonują je dinozaury, następnie przez tydzień chcą hodować zwierzątka. Niektóre jednak wskakują na nietypowe pola, np. rzeki świata. I młody trwa w tym miesiące, prosi, żeby kupić mu 20 książek, i uczy się nazw rzek w językach krajów, przez które płyną.

Zobaczyć, a nie oglądać

W niektórych sferach ci z talentem mogą rozwijać się gorzej. Tak to już jest, że do zdolności, dobrego intelektu lubią się przyczepiać problemy. Dysleksja, nadpobudliwość, różne dysharmonie. 7-latek umysłowo przegania 10-latki, przeczytał całego Tolkiena, interesuje się drugą wojną światową, zna wszystkie stolice państw i potrafi dopasować do nich flagi. Ale gdy pani w szkole ucisza: teraz nie możesz mówić, bo mówią inne dzieci, zaczyna wrzeszczeć, ucieka z klasy, wchodzi pod ławkę. Albo gimnazjalistka. Wygrywa konkursy przedmiotowe z polskiego i matematyki. A w przerwach od nauki obraża innych. – Zachęcamy rodziców, aby patrzyli na dziecko całościowo, dostrzegali zarówno jego mocne strony, jak i słabości. Nie po to, by zepsuć im samopoczucie, ale żeby jak najszybciej zacząć harmonizować rozwój dziecka – podkreśla Anna Kałuba-Korczak.

Rodzice zwykle nie chcą widzieć deficytów. Oni chcą widzieć talent. W dodatku 4-latek, który czyta i sam się sobą zajmuje, jest wygodny w obsłudze. – Gdyby cały dzień grał na komputerze, rodzice by reagowali, ale jeśli cały dzień czyta książki, to wydaje się dobre. A to też aktywność wycinająca dzieciaka z innych kawałków życia. Psycholog często zachęca takich rodziców: „Zapiszcie do świetlicy”. „Ale tam się nic nie dzieje” – słyszy. – I o to chodzi. Mały nadzór, dużo swobody, trochę nudy – to idealny klimat, by uczyć się być z innymi. A to właśnie zdolności społeczne i twórcze najlepiej gwarantują życiowy sukces, nie tylko intelekt – mówi Anna Kałuba-Korczak.

Właśnie w nudzie, w wolnym czasie budzi się też kreatywność. A relacje napędzają motywację. Dyr. Włodarski z Kozienic zabiera na warsztaty wyjazdowe nieraz i pół swojej szkoły muzycznej, żeby się polubili, zintegrowali.

Maria Mach dodaje, że krystalizowanie zdolności wręcz się wiąże z doświadczeniami życiowymi. Bardzo często to relacja z człowiekiem, który sam ma pasję. Albo jakieś przypadkowe wydarzenie: „Zainteresowałem się elektroniką, kiedy po raz pierwszy poraził mnie prąd”. – Coś w tym jest, że jeśli trzymamy dziecko w supersterylnym, bezpiecznym otoczeniu i pozwalamy chodzić tylko po wytyczonych ścieżkach, ograniczamy mu możliwości, żeby coś swojego mogło znaleźć.

Tymczasem gdy ogólnie uzdolnione dziecko rodzic zechce specjalizować rabunkową metodą na „a nuż?”, nieharmonijności mogą przybrać na sile. Niewyrównywane mogą się rozwinąć w społeczne kalectwo. W warszawskiej poradni dla zdolnych dzieci niedawno był 11-latek, który na zajęciach grupowych po raz pierwszy w życiu wyprawił swoje urodziny. Wcześniej nie miał kolegów, urodzin nie obchodził, bo i tak nikt by nie przyszedł. Często te dysharmonie wiążą się z agresją, brakiem podstawowej elastyczności w kontaktach ze światem. Dlatego Anna Kałuba-Korczak apeluje wręcz do rodziców, by czuwali – niech ich dziecko z kimś się przyjaźni, rozmawia. – Jeśli wszyscy chłopcy w szkole mówią o „Gwiezdnych wojnach”, pokażcie synowi choć jeden odcinek. Nawet jeśli nie uznajecie telewizji, ściągnijcie na komputer – mówi. Bo jest takie podejście: „my jesteśmy ponad to”. Ale 70 proc. społeczeństwa, w którym będzie żyło dziecko, jest przeciętne. Trzeba szukać wspólnych płaszczyzn z innymi ludźmi. Jest szansa, że ci inni w zamian posłuchają o tym, co dziecko interesuje.

Rozwinąć, a nie zdusić

Bardzo typowa rodzicielska strategia to ta „na prymusa”. Żeby potem w szkole było do przodu, żeby dobrze wypadało na tle innych. 3-latki prowadza się na zajęcia oswajające z literkami, sadza przy stole, ucząc pisać. – Ryzykowne – ocenia Anna Kałuba-Korczak. – Nawet jeśli dziecko samo wcześnie nauczy się czytać, co się zdarza, lepiej zadbać, żeby do 6 roku życia nie znało kształtu liter pisanych. Cała pierwsza klasa to nauka alfabetu. Skazujemy je na męczarnie na lekcjach.

Psycholog podkreśla: stymulacja – tak, ale na boki, nie na siłę do przodu. Zamiast przerabiania z wyprzedzeniem programu z matematyki, lepiej rozwiązywać zadania z konkursu matematycznego Kangur, które uczą logicznego myślenia.

Paradoksalnie najgroźniejsza pułapka na zdolnych kryje się właśnie w ich łatwości pracy i osiągnięć. Gdy na początku wszystko im wychodzi, szybko się przyzwyczajają. Niedobrze, gdy pierwsza porażka, niepowodzenie przychodzi za późno, np. na początku studiów. Dlatego lepiej zapoznawać z doświadczeniem przegranej wcześniej. Rodzice Michała, podopiecznego Krajowego Funduszu na rzecz Dzieci, zdolnego matematyka z Ostrowi Mazowieckiej, spędzali z dziećmi wieczory na graniu w gry planszowe. Dzieci nie zawsze wygrywały. Psychologowie chwalą intuicję – to zalecany sposób treningu niepowodzeń. W bezpiecznych warunkach, klimacie rodzinnej zabawy wyrabia umiejętność przegrywania.

A w szkole młodemu zdolnemu i tak raczej będzie pod górkę – niestety. Rodzice Michała z Ostrowi w gimnazjum nie mogli się doprosić dla syna indywidualnego toku nauczania z przedmiotów ścisłych, mimo zaświadczeń z poradni psychologiczno-pedagogicznej, że ma do tego prawo. Udało się dopiero po interwencji u burmistrza. Nie znaleźli też chętnych do dodatkowej pracy z ponadprzeciętnym uczniem wśród nauczycieli ostrowieckich liceów – mimo że oferowali pieniądze.

Prof. Bogusław Śliwerski, przewodniczący Komitetu Nauk Pedagogicznych PAN, ocenia, że kłopoty zdolnych w szkole, trudności z nauczycielami to część szerszego problemu. Mentalnościowo-systemowego. – Rozwinąć czyjś talent można tylko wówczas, kiedy samemu jest się dla zdolnego ucznia mistrzem – ale postrzeganym jako „rywal”, konkurent, z którym warto się zmierzyć.

Rok szkolny 2010/11 MEN ogłosił „Rokiem odkrywania talentów”. Ruszył też wtedy projekt opracowania i wdrożenia „kompleksowego systemu pracy z uczniem zdolnym”. Na ocenę obecnej sytuacji i stworzenie propozycji, jak ją zmienić, przewidziano trzy lata. Choć i specjaliści, i sami urzędnicy – ci nieoficjalnie – przyznają, że fakty aż biją po oczach.

Całkiem niedawno uczeń wybitnie zdolny zaczął być uznawany za dziecko o specjalnych potrzebach edukacyjnych, tak samo jak dziecko z dysleksją – opowiada Maria Mach. Do opieki nad nim trzeba powołać zespół, założyć specjalną kartę i masę czasu poświęcić na biurokrację, zamiast na pracę z dzieckiem. Po przetestowaniu i odsiewie niektóre dzieci, owszem, dostaną na przykład możliwość udziału w bezpłatnych zajęciach dodatkowych, ale reszta – informację, że może dać sobie spokój. – Intryguje mnie, co by się stało, gdyby na zajęcia dla zdolnych prześliznął się ktoś niezdolny – jakaż byłaby to strata dla systemu? – zastanawia się szefowa KFnrD. – Nie lepiej stworzyć otwarte dla wszystkich kółko matematyczne? Niech chodzi, kto chce. Jak przestanie sobie radzić, to przestanie chodzić. Zdolni selekcjonują się sami.

Dla dziecka, nie dla siebie

Speców od młodzieżowych talentów i charakterów niepokoi jeszcze jedno. W wielu programach rozwoju zdolności, które powstają dzięki unijnym pieniądzom, dziecko ma robić portfolio, w które wkleja wszystkie swoje dyplomy i wszelakie wyrazy uznania. – 6-latek nie myśli o tym, że za 10 lat mógłby być wirtuozem – mówi Anna Kałuba-Korczak. – Więc gdy brakuje mu motywacji – czy ja, rodzic, mam gotowość siedzieć z nim przy pianinie? A jeśli mam, to dlaczego? Czy wiem, co właściwie znaczy nauka w szkole muzycznej? Czy dziecko, żeby robić to, co my chcemy, nie musi rezygnować z czegoś, co jest mu bliższe?

Nadambitny rodzic zwykle od małego uczy dziecko, że najważniejsze w jego zdolnościach jest to, jak bardzo inni je cenią. To strategia wyjątkowo popularna. – Widzę wyraźną zmianę w zgłoszeniach spływających do Funduszu, które czytam od 15 lat – mówi Maria Mach. – Coraz więcej jest takich, w których mowa o osiągnięciach, wyróżnieniach, mniej o radości z pracy i pasji. Gdy czytam taki list, jestem przekonana, że dziecko też chce od nas kolejnej kartki do portfolio, a nie możliwości pojechania na warsztaty, dowiedzenia się czegoś.

Choć jest i druga skrajność – dziecko o wybitnych zdolnościach, twórcze, ale bez chęci do pracy. Młode zdolne, którego sukces nie motywuje, wydaje się nie mieć ambicji. Choć ma zainteresowania. Chce chodzić na gitarę. Potem lepiej na dżudo. Po trzech miesiącach – nie, na kółko matematyczne. Co z tym robić?

Zdzisław Włodarski, gdy dyrektorował szkole muzycznej w Radomiu, zauważył, że dzieci dojeżdżające na zajęcia nawet 40 km były zwykle bardziej punktualne i lepiej przygotowane niż te miejskie, mieszkające za rogiem. Na zaangażowanie dobrze robi trochę trudności. Lepiej więc, żeby młode na pierwsze kwęknięcie nie dostawało nowej gitary. Niech ma pożyczoną, starą, od kolegi, z uzasadnieniem: „Jak będziesz ćwiczył, kupimy porządną”. Niech ma poczucie, że może samo coś sobie wypracować. – Gdy utalentowany dżudoka nagle mówi, że już mu się nie chce, radzę rodzicom: proszę iść do trenera, zapytać, co się stało – opowiada Kałuba-Korczak. – Zapytajcie dziecko. Zawrzyjcie z nim kontrakt: możesz to zostawić, ale dokończ semestr treningów, który zacząłeś.

Ale bywa jeszcze inaczej – młode gna jak ćma do światła do wszystkiego naraz. Z Michałem z Ostrowi tak było: dodatkowa matematyka, gitara i jeszcze pływanie w szkolnej drużynie, trzy razy w tygodniu. Mama najpierw delikatnie pytała: „Synu, czy to aby nie za dużo” – bo jakoś tak niemądrze zdaje się ograniczać dziecku pasje. A potem z zegarkiem wyliczyła, że Michał pięć dni w tygodniu wstaje od lekcji o godz. 23. I kazała wybierać. Zostawił pływanie. Dziecko trzeba też nauczyć hamować.

Maria Mach podkreśla, że praca nad talentami – znów paradoksalnie – najlepiej układa się w tych rodzinach, w których ojcowie i matki są, jak mówi, „zdrowo zaniedbujący”. Gdy potrzeba, służą pomocą i wsparciem, ale nie sterczą nad młodym bez przerwy, żyją swoim życiem.

Sugerowałabym rodzicom, żeby się mniej przejmowali własną rolą. I by mentalnie nastawili się, że dziecko prawdopodobnie i tak będzie miało do nich jakieś pretensje – albo że wymęczyli, albo że zmarnowali jakiś ich talent.

Warto, by rodzice dostrzegli, że relacje zawsze wiążą się z pewną dozą osobności. Że mogą mieć wpływ, ale od pewnego momentu mniejszy niż koleżanki i koledzy albo wirtualne media. I trudno. Kto się z tym nie pogodzi, ten już może przeprosić swoje dziecko. Ciągle goniący za talentami rodzic, żyjący życiem potomka, bywa większym psychicznym ciężarem – teraz i w przyszłości – niż zmarnowany talent do dżudo.

Szkoły dla zdolnych

Ponad 80 tys. polskich uczniów kształci się w 675 szkołach artystycznych. Zdecydowana większość z nich – 535 – to szkoły muzyczne. Działają także szkoły plastyczne, baletowe, a nawet jedna cyrkowa. W 68 szkołach mistrzostwa sportowego uczy się 6 tys. młodych Polaków.

Szczególną instytucją jest toruńskie gimnazjum i liceum akademickie, powołane pod koniec lat 90. jako pierwsza w Polsce szkoła nastawiona na edukację zdolnych uczniów (działa pod kierunkiem Uniwersytetu im. Mikołaja Kopernika w Toruniu). W ostatnich dekadach w dużych miastach przybyło liceów ściśle współpracujących z wyższymi uczelniami. W Łodzi działają m.in. Publiczne Liceum Ogólnokształcące Uniwersytetu Łódzkiego oraz Publiczne Liceum Ogólnokształcące Politechniki Łódzkiej. W szkołach tych części przedmiotów uczą wykładowcy akademiccy, a uczniowie mają możliwość uczestniczyć w zajęciach na uczelniach.

Ponadto w całym kraju działają programy wspierania uczniów zdolnych organizowane i współfinansowane przez lokalne samorządy, Europejski Fundusz Społeczny, organizacje pozarządowe (jedną z najdłużej działających jest przywołany w tekście Krajowy Fundusz na rzecz Dzieci) czy też firmy – na przykład – wydawnicze. Oparte są na bardzo zróżnicowanych założeniach, a ich działania mają różny charakter. Łódzki Regionalny Program Wspierania Młodzieży Szczególnie Uzdolnionej, skierowany do uczniów gimnazjów i szkół ponadgimnazjalnych, jest przede wszystkim programem stypendialnym dla osób osiągających wysokie wyniki w nauce, w trudnej sytuacji materialnej.

Informacje na temat programów działających w poszczególnych regionach powinny być dostępne w szkołach, poradniach psychologiczno-pedagogicznych, kuratoriach oświaty. Można je znaleźć na stronach internetowych Ośrodka Rozwoju Edukacji (www.ore.edu.pl).

Polityka 37.2013 (2924) z dnia 10.09.2013; Kraj; s. 22
Oryginalny tytuł tekstu: "Zdolne dzieci instrukcja obsługi"
Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Świat

Dyplomaci jak hostessy – tak działa polskie MSZ

PiS w zasadzie nie prowadzi polityki zagranicznej. Nie potrzebuje więc doświadczonych ambasadorów. Chyba że do roli hostess.

Grzegorz Rzeczkowski
09.10.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną