Społeczeństwo

Przeciążone

Nastoletnie matki

Dziś ciąże u nastolatek to niecałe 6 proc. wszystkich narodzin. W czterech powojennych dekadach normą było 7–8 proc. Dziś ciąże u nastolatek to niecałe 6 proc. wszystkich narodzin. W czterech powojennych dekadach normą było 7–8 proc. Stefanie Timmermann/Getty Images / FPM
Nastolatki w ciąży dzisiaj już raczej nikt nie wyrzuci z domu. Ale poza tym detalem – jest im coraz trudniej.
Wczesną babką zostać może zwłaszcza matka samotna. Ta, która sama również bardzo młodo urodziła i przekazała wzorzec córce.PantherMedia Wczesną babką zostać może zwłaszcza matka samotna. Ta, która sama również bardzo młodo urodziła i przekazała wzorzec córce.

Siła miłości zwyciężyła sztywne przepisy – zachwycał się przed dwoma laty „Głos Wielkopolski”. 17-letni Piotr wyrokiem sądu w Chodzieży uniknął więzienia za współżycie z 12-letnią koleżanką. Ola zaszła w ciążę. Najmłodsza para w Polsce postanowiła się pobrać. Ojciec oświadczył, że desperacko poszukuje pracy, by zapewnić dziecku wszystko, co potrzebne.

Matka Oli, choć wychowywała swego 2-letniego syna, obiecała córce i zięciowi pomóc, także w tym, żeby Ola po skończeniu pierwszej klasy gimnazjum dalej się uczyła. Matka Piotra też pełna najlepszych chęci. Zaczęło się romantycznie, skończyło, jak było do przewidzenia. Piotr się nie uczy i nie pracuje. Ślubu nie było. Piotr i Ola mieszkają z rodzicami, każde u swoich.

Zwycięstwo bez happy endu

Dziś ciąże u nastolatek to niecałe 6 proc. wszystkich narodzin. W czterech powojennych dekadach normą było 7–8 proc. Dziewczęta najmłodsze, poniżej 15 lat, rodzą ośmioro dzieci na 10 tys. i ta liczba utrzymuje się na mniej więcej stałym poziomie. W miastach i w rejonach bogatszych jest trzykrotnie mniej ciąż u nastolatek niż w biedniejszych – i mniej niż kiedykolwiek dotąd.

Prof. Wiktoria Wróblewska, socjolożka z warszawskiej Szkoły Głównej Handlowej, podaje, że jesteśmy teraz w trzeciej fazie zjawiska. W pierwszej – ciąż u nastolatek było nie tak wiele z racji na normy społeczne dotyczące seksu. W drugiej nastąpiło rozluźnienie owych norm i wzrost liczby ciąż oraz liczby aborcji. W fazie trzeciej inicjacja seksualna zachodzi wcześniej niż w poprzednich, ale stosuje się już powszechnie środki zapobiegające ciąży, co sprawia, że nastoletnich ciąż, statystycznie biorąc, jest mało. Najwyraźniej pigułka jednak zwyciężyła. Choć się jej tego nie ułatwia – gdy do grupy edukatorów seksualnych Ponton zgłosiła się 12-latka i ci zaczęli jej odradzać seks – oświadczyła, że uprawia go już od roku, więc żeby jej nie nawracać. Że chce się po prostu dowiedzieć, jak zdobyć pigułki. Bo przecież nie od lekarza, do którego trzeba przyjść z mamą.

A tego akurat polskie matki nie robią. Wstyd jest jedną z przyczyn, nawet jeśli społeczny odbiór samego macierzyństwa nastolatek bardzo się zmienił. Kilkadziesiąt lat temu niechybnie siła miłości nastolatków z Chodzieży miałaby finał oficjalny. Rodziny dziewczyn parły do ślubów, wymuszając je na rodzinach chłopców. Te drugie zresztą często, choć bez entuzjazmu, poczuwały się, bywało, do „honorowego” załatwienia sprawy, nakazując synowi zawarcie oficjalnego związku. W późnych latach 80. sytuacja się zmieniła. Urodzenie nieślubnego dziecka przestało być uznawane za hańbiące, co więcej – zaczęło sytuować się w okolicach obyczajowej normy.

Przemiany gospodarcze i kulturowe w Polsce, pisze Urszula Kempińska, autorka książki „Małżeństwa młodocianych”, spowodowały też stopniowe wypieranie charakterystycznego dla Polski schematu zawierania wczesnych małżeństw. Chociaż rezygnacja z małżeństwa, jak podaje Piotr Szukalski, socjolog z Uniwersytetu w Łodzi, często wynika także z prozaicznego faktu – ślub i wesele kosztują. Nie ma już przymusu, bez nich – żadna tam hańba. Na pogrzeb dostaje się zasiłek, na ślub – nie.

Matki niedostatki

Ale też matki nastoletnich ciężarnych to – statystycznie rzecz biorąc – specyficzna grupa. Bez bliskiego kontaktu z dziećmi, bez pieniędzy. Nastolatki od 12 do 19 roku życia zostają wczesnymi matkami w ogromnej większości w rodzinach o niskim statusie społecznym i materialnym. Bieda, patologia, alkoholizm w rodzinie – pisze jedna z nielicznych w Polsce znawczyń tematu prof. Dorota Kornas-Biela. To biedne dzieci rodzą dzieci. Dziewczynom z bogatych domów przydarza się to sporadycznie.

Wczesną babką zostać może zwłaszcza matka samotna. Ta, która sama również bardzo młodo urodziła i niejako przekazała wzorzec córce. Jest słabo wykształcona, bezrobotna. Życie rodziny obraca się dookoła potrzeb czysto biologicznych – często w agresji, gniewie, złości. „Najchętniej wyszłabym z mojej rodziny i nigdy nie wróciła” – wyznaje Urszuli Kempińskiej jedna z badanych dziewczyn.

I w Polsce, i na świecie obniża się wiek inicjacji seksualnej (co jest zaskakującym następstwem takich spraw jak upowszechnienie się odżywiania wysokobiałkowego, skutkującego wcześniejszą miesiączką i potrzebą seksu), Kornas-Biela twierdzi jednak, że głównym powodem wczesnego seksu jest ucieczka od trudnej sytuacji rodzinnej i rówieśniczej. Nastolatki właśnie w seksie szukają ciepła i bliskości, którego nie dostają w domu. Zabijają nim monotonię i nudę codziennego życia. Nie ma miejsca na zainteresowania, hobby, które bogaci rodzice pielęgnują w swych dzieciach od przedszkola. Seksualnym pakietem można też zaimponować rówieśnikom, jeśli nie można się pochwalić posiadaniem rzeczy, które mają bogatsi: oto w tej dziedzinie nadziani wysiadają. Smutny seks z niedoboru.

Ojcowie kamfory

Jeszcze pokolenie temu córkom w ciąży pokazywano drzwi albo same opuszczały dom w obawie przed karą. Trafiały do schronisk dla bezdomnych, do przytulisk albo oddawały dzieci do sierocińców „na jakiś czas”, póki nie staną na nogi, odwiedzając je coraz rzadziej i rzadziej, i w końcu w ogóle. Od czasu kiedy napór na przymuszone małżeństwa zaczął słabnąć, wyrzucanie dziewczyny z domu zdarza się coraz rzadziej, nawet jeśli pogarsza to i tak trudną sytuację w domu. Wyrzucenie miało zaświadczać o tym, że dom nie godzi się na bezeceństwo córki i czyści swoje progi. Spotykało się to ze zrozumieniem krewnych i sąsiadów. Teraz nie zostawiliby oni suchej nitki na ojcu okrutniku, który skazałby mającego się narodzić wnuka na tułaczkę i poniewierkę.

Wśród badanych przez Wandę Wróblewską z SGH w Warszawie 40 ciężarnych nastolatek tylko trzy doznały w domu niechęci od rodziców. Bardziej obwiniają oni o ciążę ojca dziecka niż córkę, choć kiedyś było regułą, że to dziewczyna jest tą upadłą i grzeszną, a chłopak, jak każdy chłop – dają, to bierze. Urszula Kempińska podaje, że połowa z badanych przez nią dziewcząt i młodych kobiet bardziej bała się powiedzieć o ciąży partnerowi niż rodzicom.

Partnerów dziewczyn w Polsce się nie bada, jakby sprawczyniami ciąży były tylko one, co wynika także z tego – pisze prof. Dorota Kornas-Biela – że trudno do nich dotrzeć, bo często znikają z pola widzenia.

Ale coś wiadomo. Choć sądzi się zazwyczaj, że partnerami dziewczyn są ich rówieśnicy ze szkoły (jeśli się tak dzieje, oboje są najczęściej w zawodówce) lub z grupy znajomych równolatków z sąsiedztwa – w praktyce, z reguły są starsi o kilka lat od dziewcząt. Zwykle mają 20–24 lata (ponad 60 proc. przypadków) lub o kilka więcej (jedna piąta). Nastolatkiem jest zaledwie co dziesiąty.

Potwierdza to diagnozę prof. Kornas-Bieli i innych teoretyków, że dziewczyny szukały ciepła, oparcia, bliskości. Poleciały w seks z nadzieją, od razu i bez oporu, jak ćmy w ogień. Dla miłości – w badaniach francuskich ponad 70 proc. mężczyzn przyznało się, że udają miłość do partnerek, żeby zyskać ich uległość. A także z ciekawości, z nudów, z uległości, na złość rodzicom, dla poprawienia nastroju, dla dobrej zabawy i pozbycia się, jak koleżanki, dziewictwa (choć z badań Światowej Organizacji Zdrowia wynika, że Polska jest jednym z krajów, gdzie dziewic jest najwięcej). No i brzuch. Z badań wynika, że ze starszym partnerem zajście w ciążę jest – medycznie – bardziej prawdopodobne niż z równolatkiem.

Na pewno na literę M

Inna rzecz, że one często zwyczajnie nie wiedzą, ile lat ma partner, o co są pytane w szpitalach położniczych. Piotr Szukalski podaje, że w 2006 r. aż 7 na 10 nie potrafiło lub nie chciało podać wieku partnera – częściej na wsi niż w mieście, gdzie też więcej jest partnerów o podobnym wieku.

Bywa, że po prostu nie wiedzą, kto jest ojcem dziecka. Wczesna inicjacja seksualna sprzyja, jak twierdzą specjaliści, częstym zmianom partnerów. Ojcowie też czasem nie wiedzą, z kim wpadli. Mężczyzna z badań Urszuli Kempińskiej, uświadomiony przez syna, że zostanie dziadkiem, pyta: która to, jak ma na imię? Może Marzena, może Monika, ale na pewno na M – odpowiada chłopak.

Prawie połowa badanych przez Urszulę Kempińską źle przyjęła wiadomość, że zostaną ojcami – obrażali się, stawali się agresywni i aroganccy, licząc na to, że dziewczyna i jej rodzice zrażą się i nie będą nalegali na kontakty z dzieckiem, a sprawa zakończy się co najwyżej płaceniem alimentów. Zrywali znajomość, ulatniali się, winę przypisując partnerce, która powinna się zabezpieczyć, skoro zgodziła się na seks. Rzadko opiekują się dzieckiem. Badania francuskie wykazują, że porzucają zwykle dziewczynę jeszcze w ciąży lub około dwóch lat po urodzeniu dziecka.

Jeśli nawet żenią się z matkami dzieci za przyzwoleniem sądu, to 70 proc. tych związków szybko się rozpada. Mieszkają u teściów, bo o samodzielnym lokum nie ma mowy. Albo tworzą „małżeństwa uliczne”, ona z dzieckiem u matki, on u swoich rodziców, a spotykają się na ulicy. Coraz rzadziej.

Jej rodzina, która widziała go przed ślubem kilka razy, mówi: cham, prostak, dzieciorób (tak relacjonują dziewczyny) i traktuje jak dopust boży. Marzyli o innym zięciu, z lepszej rodziny. Tymczasem partnerzy wczesnych matek pochodzą z rodzin takich samych jak dziewczyny – biednych, z marginesu. Marnie wykształceni, marnie – jeśli w ogóle mają pracę – zarabiający, często już z wyrokami w zawieszeniu.

Ale to oni rozdają karty – mogą zostać lub uciec, widywać dziecko lub nie. Iść do ślubu, a potem zwiać, bo tęskno im do tak głupio przerwanej kawalerki. Dziewczyna zostaje z dzieckiem sama. Plus rodzice.

Z biedy do biedy

Matek smarkul ze statystyk ubywa, ale dziś jest im z pewnością trudniej niż w czasach, kiedy nawet po ośmiu klasach szło jakąś pracę dostać. Teraz być po podstawowej – to jak kiedyś być analfabetą. Paulina Bunio-Mroczek, socjolog z Uniwersytetu Łódzkiego, analizując przeprowadzone w Łodzi badania 73 nastoletnich matek z biednych dzielnic, wykazuje, że aż 50 z nich skończyło edukację na poziomie elementarnym. Inne polskie badania: 25 proc. z grupy nastolatek do 16 roku życia i 37 proc. starszych przerwało naukę i już do niej nie wróciło. Zgodnie podkreślają, że głównym powodem odejścia ze szkoły były złośliwości ze strony uczniów, nie zaś niechęć nauczycieli, zwykle opiekuńczych i przychylnych.

Bez wykształcenia, obciążone zadaniem, do którego jeszcze nie dojrzały, bez perspektyw na już nie dobrą, ale jakąkolwiek pracę, wychowują dzieci na życie w biedzie, na garnuszku opieki społecznej. Tak jak i one same.

Niektórym się udaje. Telewizja pokazała niedawno i taką, która utrzymała związek z ojcem dziecka, założyła małą rodzinną firmę i kwitnie. Dzieje się tak, gdy dziewczyna znajdzie w rodzicach, zwłaszcza w matce – w istocie matkę swojego dziecka. Wspierającą, oddaną, wyręczającą – ty córko tylko się ucz. Partnera też nie wyzwie od dzieciorobów, przygarnie i w pewien sposób wychowa do roli męża i ojca. Zdarza się. Ale nie za często.

Polityka 39.2013 (2926) z dnia 24.09.2013; Kraj; s. 32
Oryginalny tytuł tekstu: "Przeciążone"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Rynek

Ciemne strony zakupowego szaleństwa

Choć w te święta oszczędzać jeszcze nie będziemy, moda na zakupowe szaleństwa powoli się kończy. Na drodze rozpasanej konsumpcji stają coraz głośniej wyrażane obawy o przyszłość. Zarówno naszych portfeli, jak i naszej planety.

Cezary Kowanda
03.12.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną