Podbrzusze w podziemiu. O aborcji się nie mówi, aborcję się robi

Aborcja online
Dzielenie się własnymi przeżyciami nie jest karalne. Dzięki temu działa w Polsce internetowe podziemie kobiet, które wspierają się podczas farmakologicznej aborcji.
W Polsce słowo „aborcja” ciężko przechodzi kobietom przez gardło.
Kristina Paukshtite/StockSnap.io

W Polsce słowo „aborcja” ciężko przechodzi kobietom przez gardło.

Czekanie na przesyłkę to nerwowy czas, bo zdarza się, że zostaje zatrzymana przez urząd celny.
Mirosław Gryń/Polityka

Czekanie na przesyłkę to nerwowy czas, bo zdarza się, że zostaje zatrzymana przez urząd celny.

audio

AudioPolityka Joanna Podgórska - Podbrzusze w podziemiu

[Artykuł ukazał się w POLITYCE 12 listopada 2013 roku]

Przestraszona”, „nowa – pełna obaw”, „zrozpaczona”, „umieram z przerażenia”, „chora ze strachu” – to tytuły pierwszych postów. Zawsze któraś z wolontariuszek jest online i uspokaja: „Na pewno nie zostawimy cię samej. Jak widzisz, jest nas dużo i na pewno któraś będzie z tobą, wirtualnie za rękę potrzyma”. „Ciąża to nie wyrok. Wyrok to śmierć, a z niechcianą ciążą sobie poradzisz. Za tydzień, dwa będzie po wszystkim i znów zaczniesz się uśmiechać”. „Witaj w klubie. Ja też się bałam jak sto sk…ów. Damy radę. Poród przeżyłyśmy, to i to przeżyjemy”. Nowa powoli się uspokaja.

Baba babie

Zaczęła Justyna, siedem lat temu. Kiedy czwarty raz zaszła w ciążę, jej małżeństwo właśnie się rozpadało. Już wiedziała, że będzie samotną matką trójki dzieci. I że na czwarte absolutnie nie może sobie pozwolić. Nie miała 2 tys. zł na ginekologa w sąsiednim miasteczku, o którym wiadomo, że TO robi. W Internecie wygrzebała informację, że można sprowokować poronienie za pomocą tabletek na stawy albo wrzody żołądka. Zamówiła te na stawy, ale nie zadziałały. Szukała dalej. W sieci trafiła na inne kobiety w tej samej sytuacji. W końcu udało się zamówić zestaw tabletek wczesnoporonnych RU.

Bałam się strasznie. Byłam sama w domu z dziećmi i nie wiedziałam, co się będzie ze mną działo – wspomina. – Łykałam tabletki według zaleceń. Pierwszego dnia właściwie nic. Drugi dzień to skurcze, krwawienie i pełny zestaw objawów ubocznych: zawroty głowy, dreszcze, biegunka, gorączka. Da się przeżyć, ale zaczęłam się zastanawiać, ile kobiet przechodzi przez to samotnie.

Forum w sieci fizycznie założyła Jowita, którą Justyna poznała podczas internetowych poszukiwań pigułki. Ona jest od spraw komputerowych, Justyna od ludzkich. W Polsce słowo „aborcja” ciężko przechodzi kobietom przez gardło. O TYM się nie rozmawia, nawet z siostrą czy przyjaciółką, bo życie poczęte, morderstwo nienarodzonych, cywilizacja śmierci. Na forum jest anonimowo i bezpiecznie. Numery IP uczestniczek są chronione. Nikt nikogo nie pyta, dlaczego. Te, które są po, wiedzą, że nowa nie robi tego dla kaprysu, ale dlatego, że musi. Chodzi o to, żeby nie czuła, że jej jednej na świecie przytrafiło się coś takiego: „Kto nas zrozumie, jak nie my same”. „Baba babie musi pomagać” – przekonują forumowiczki.

Forum rosło w oczach, z małej strony do pogadania zmieniło się niemal w instytucję. Ostatnio otworzyły także infolinię. W Internecie zostają ślady, niektórzy się tego boją i wolą kontakt telefoniczny.

Dzwonią kobiety, ale też ich partnerzy czy matki. Początek zawsze jest trudny, bo ci ludzie są przerażeni i zestresowani. Dopiero kiedy poczują, że mogą o tym mówić normalnie i nikt nie będzie ich oceniać, puszczają lody – opowiada Supernova, matka dwójki dzieci, ekonomistka w dużym mieście. Cztery lata temu weszła na forum jako nowa. – Przyjęłam pomoc i teraz ją oddaję. To jak barter – deklaruje.

Przez forum przewinęło się około 8 tys. kobiet. Studentki, uczennice, gospodynie domowe, prawniczki, właścicielki firm, nauczycielki, pracowniczki korporacji. Według ocen Justyny, spora większość to kobiety, które mają już dwójkę czy trójkę dzieci i nie mogą sobie pozwolić na kolejne. Ale i nastolatki po wpadce się zdarzają. Trafiają tu także kobiety, które mają prawo do legalnej aborcji, bo ciąża zagraża ich zdrowiu lub życiu, ale lekarze zaczynają mnożyć procedury, tak żeby było za późno. Część, już po, zostaje w sieci jako wolontariuszki. Działają po kilka lat, wykruszają się, przychodzą następne. Zwykle kilkanaście codziennie jest online.

Samodzielne decyzje

Nową trzeba najpierw uspokoić, bo zazwyczaj jest całkowicie spanikowana. Wiele jest przekonanych, że zostaną aresztowane, gdy tylko wymówią słowo „aborcja”. Potem wolontariuszki tłumaczą, żeby nie grzebać na ślepo po sieci, bo Internet pełen jest oszustów, którzy przesyłają aspirynę, witaminę C albo w ogóle nie wiadomo co; najpewniejsze źródło to strona powszechnie znanej holenderskiej fundacji, która udziela porad kobietom w krajach, gdzie aborcja jest zabroniona, wysyła zestawy tabletek wczesnoporonnych. Czekanie na przesyłkę to nerwowy czas, bo zdarza się, że zostaje zatrzymana przez urząd celny. Wtedy uspokajają, że fundacja szybko nada następną. Pytań są setki: jak te pigułki wyglądają, jak je dawkować, zacząć rano czy wieczorem, czy bardzo boli i jak TO będzie wyglądało.

Dziewczyny spodziewają się straszliwej rzezi i że zobaczą „dziecko” – opowiada Justyna. – Nie zdają sobie sprawy, że w siódmym tygodniu ciąży zarodek ma parę milimetrów.

Te już po tłumaczą nowej: „Tylko na stronach prolajferów można odnieść wrażenie, że już od szóstego tygodnia dziecko jest zdolne do samodzielnego życia”.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną