Społeczeństwo

Rycerzyki Chrystusa

Im młodszy ministrant, tym łatwiejszy do formowania

Funkcją kadzidłowego jest rozżarzenie węgiełków w kociołku. Funkcją kadzidłowego jest rozżarzenie węgiełków w kociołku. Reporter / EAST NEWS
Z czasem kostnieje. Zależnie od przyzwoitości swojego proboszcza – na tak lub na nie.
Rycerzy ubywa. W 2003 r. siły zbrojne Jezusa liczyły ok. 135 tys., w 2008 r. o 3 tys. mniej.BEW Rycerzy ubywa. W 2003 r. siły zbrojne Jezusa liczyły ok. 135 tys., w 2008 r. o 3 tys. mniej.
Procesja w Boże Ciało w Bielinach koło Kielc.Łukasz Zarzycki/Echo Dnia/Forum Procesja w Boże Ciało w Bielinach koło Kielc.

Tekst został opublikowany w POLITYCE 3 grudnia 20113 roku.

Werbunek na rycerzyków chrystusowych [zapisane pogrubionym krojem czcionki cytaty pochodzą z portali parafialnych] zaczyna się po Pierwszej Komunii. Trochę podstępem, w białym tygodniu, gdy chłopcy są jeszcze na silnych emocjach: – Może ktoś chciałby spróbować sił w szeregach Chrystusa? (język werbujących jest zwykle zaczerpnięty z rycerstwa). – To będzie walka na pierwszym froncie (mali chłopcy lubią się bić ze złem). Dobrą robotę czynią ambitne matki, którym religijność wydaje się dyscyplinująca, a syn przy ołtarzu jest widzialnym dla innych znakiem dobrego wychowania.

Na 150 komunistów zawsze zbierze się 40 rówieśników aniołów. – No to do boju! – zacierają ręce werbujący. Formowanie do LSO (Liturgicznej Służby Ołtarza) rozpoczyna się po wakacjach.

Fasolki

Nową praktyką przed oddaniem dziecka pod proboszczowe wychowanie jest uspokojenie rodziców. Niech się nie boją. Niech przychodzą na pierwsze spotkania formacyjne i będą w pobliżu. Potrzeba aż roku, by nauczyć chłopców teatralnej sumy liturgicznych zachowań i didaskaliów do najważniejszych rekwizytów.

Postawa i gesty: obrońca Chrystusa przy ołtarzu nie może być ospały. Przyjmując postawę stojącą, niech nie chwieje się, nie garbi, nie opiera, stopy dotykają się piętami, ręce złożone na wysokości piersi, kciukami do nieba. Podczas postawy siedzącej ręce spoczywają na kolanach. Rytuał klękania: najpierw na prawe kolano, następnie dostawiamy lewe, nie klękamy na oba równocześnie, wstajemy z klęczek nogą lewą. Gest bicia się w piersi na „Panie nie jestem godzien”: wskazujemy na serce, siedlisko złych uczuć.

Bielutka komeżka, w którą zostaną obłóczeni, jest symbolem czystości. Co nie znaczy, że czerń sutanny to brud. Czerń symbolizuje śmierć dla świata.

Rekruci do armii Jezusa uczą się pilnie łacińskich terminów z liturgicznego słowniczka. Tych na A (między A capella a Ave Maria) jest 50. Jeszcze egzaltowani, nie oczekują profitów za bicie się ze złem.

A ten chłopiec, który patrzy na nich z portretu w zakrystii, to patron. Św. Dominik Savio, mały, ale gigant ducha. Żył w XIX w. Był ministrantem od piątego roku życia, choć nie sprzyjała temu ani odległość od kościoła, ani pogoda. Gdy jako 15-latek umierał na płuca, mówił tacie: O, jakie piękne rzeczy widzę!

Czasem dostają fasolki w podpisanych imiennie słoi­kach. Ziarenka symbolizują wiarę, o której wzrost należy się troszczyć.

Już wyrobieni duchowo oraz teatralnie, ale jeszcze tylko w pelerynkach, oswajają się z przestrzenią ołtarza, ćwicząc na prawdziwych niedzielnych mszach. Bardziej uformowani kotują rycerzyków, szturchając ich po kostkach, kiedy zapomną kolejności liturgicznej pantomimy, złapią kielich jedną ręką (należy dwiema), pogubią się w liczeniu wychodzących wiernych.

Wreszcie podczas uroczystych obłóczyn, śliczni, zaczesani na boczek, idą w poświęconych komeżkach przez środek kościoła, w tle hymn ministrancki „Króluj nam, Chryste” i chlipanie matek.

Armia Pana

Przyszedł czas na prawdziwe pozycje. Z liturgicznych didaskaliów: każdy chłopiec powinien posiadać jakąś funkcję, co uchroni go przed nudzeniem się.

Funkcją ceroferariusza (ministranta światła) jest zapalić świece przed mszą. Ministra libri (ministranta księgi) – podniosłe wniesienie ksiąg (z didaskaliów: nie niesiemy pod pachą). Ministra missae (przynoszącego dary ofiarne) – podanie celebransowi ampułek z wodą i winem, rozłożenie zaprasowanej w kostkę bielizny kielichowej i obmycie mu palców. Choralisty (ministranta dzwonienia) – uderzanie w gongi (z didaskaliów: przy pełnym kościele uderzać mocniej i odwrotnie). Ministra patenki – podsunięcie tacki pod brodę przyjmującym św. komunię.

Jak w wojsku, drabina funkcji ma szczeble. Najbardziej prestiżowe pozycje zajmuje się tylko przy większych uroczystościach, z procesjami. Ścieżką awansu jest posłuszeństwo i uległość słowu. To pierwsza poważna walka. Między sobą – o zajęcie pozycji przednich.

Dawid, formowany w parafii podrzeszowskiej, nigdy nie brał w niej udziału. Proboszczowy pupil, syn głęboko wierzącej samotnej matki, nie musiał: – To kim, Dawidku, chcesz być w przyszłą niedzielę?

Uwielbiał być turyferariuszem (ministrantem kadzidła). Funkcją kadzidłowego jest rozżarzenie węgiełków w kociołku (z didaskaliów: kadzielnicę trzymać lewą ręką, witkę łańcuszka nałożyć na kciuk, tak kołysać, by ogień ani nie zgasł, ani się nie rozpalił, ważne, by kołyszący nie kołysał się sam).

To była strategiczna pozycja, gdy przyjeżdżał biskup. Jako turyferariusz razem z nawikulariuszem (ministrantem łódki z ziarnami kadzidła) podchodzili najbliżej biskupa, żeby podać mu rekwizyty do okadzenia (z didaskaliów: relikwie i św. obrazy okadza się dwoma ruchami kadzidła, lud ma czuć woń, nie dym). Kiedy kapłan miał ręce zajęte okadzaniem, mogli potrzymać biskupie insygnia. Ale tylko przez tuwalnię (specjalną chustę). Nie wolno insygniów dotykać palcami.

Jeśli nie było żadnej osobistości, na pozycję numer jeden wysuwał się krucyferariusz (nosiciel krzyża). (Z didaskaliów: krucyferariusz idzie na czele ludu, krzyż nie może być zakurzony/uszkodzony. Ma być niesiony dwiema rękami, Chrystus na krzyżu zwrócony w kierunku pochodu. Po bokach idzie dwóch ceroferariuszy równego wzrostu, by świece podkreślały znaczenie krzyża, nie plecy krucyferariusza).

Podrzeszowski proboszcz miał bardzo subiektywne kryteria w sympatyzowaniu. Ministrantom, do których czuł ojcowską słabość, składał imieninowe życzenia w ogłoszeniach parafialnych, a reszcie w tych samych ogłoszeniach wytykał jąkanie: – Proszę ministranta Bożego Słowa, Karola W., żeby nauczył się czytać. Podczas czytania na role Ewangelii o Męce Pańskiej pupili obsadzał w roli Apostołów, reszcie dawał kwestie Judasza, Piłata i Tłumu. Sobie – Jezusa.

Druga wewnętrzna wojna rozgrywała się przed uroczystościami Chrystusa Króla. Proboszcz brał do swojego samochodu czterech faworytów i jechał błogosławić ich do Katedry Najświętszego Serca Pana Jezusa w Rzeszowie. Liczył na powołania. Wychować u siebie powołanego to było coś przed biskupem.

Dezerterzy

Żeby twierdze dusz formować w karności, służba jest punktowana w ministranckim indeksie. Najwięcej punktów zbijają twierdze najbardziej warowne: pochwała – 1 pkt, obecność na mszy w tygodniu/niedzielę – 1 pkt, na drodze krzyżowej/gorzkich żalach – 1 pkt, na litanii/różańcu – 1 pkt, na ślubnej/pogrzebowej – 3 pkt, czuwanie fatimskie – 5 pkt, adoracja – 6 pkt, całonocne czuwanie przed Grobem Pana – 10 pkt.

Rycerzyki z podstawówki, chcący – jak w grach komputerowych – zaliczyć najwyższy level i zostać najodważniejszym wojownikiem, rywalizują najmocniej. Żeby być w czołówce, biegają na wysoko punktowane poranne msze o godz. 6.30. Zaspani przewracają się z kielichem z Ciałem Bożym, z ksiąg wypadają im wstążeczki do zaznaczonych czytań, potem beczą, czy dostaną za to punkty ujemne. Każdy miesiąc powinien się zsumować w co najmniej 38 pkt. Z frontu, czyli ołtarza, na dwa tygodnie schodzą ci, którzy doszli w klasyfikacji do zera. Najlepsi zostają Ministrantami Miesiąca, Ministrantami Roku, Top Ministrantami, Ministrantami Wszech Czasów. Potem w nagrodę chodzą z księdzem po kolędzie, zbierając do puszek na swoje wydatki. Warto. Trzy trasy to średnio 300 zł.

Gdzieś w wieku 16 lat zaczynają się wstydzić służby przed klasą, dramatycznie tracąc zainteresowanie wojną o Jezusa. Ołtarz staje się świetnym miejscem obserwacyjnym. Już na tyle dojrzali, że zauważają kobietę, zaczynają dostrzegać też taktykę księdza: powołanie czy tylko robota? Wpadają na mszę w ostatniej chwili, jeszcze kończąc opowiadać koledze nowy kawał. Zwykle dezerterują wraz z pierwszą dziewczyną. Ona chce, żeby on stanął w kościele obok niej. Z nieoficjalnych statystyk wynika, że najczęściej wyrastają na policjantów, wojskowych i antyklerykałów.

W liście do ministrantów oddalających się ks. z Sosnowca pyta: „czy nie są zgorszeniem wyjazdy na wypoczynek, treningi, zawody, języki, jeśli odbywają się kosztem Mszy św.?”. Strasząc potępieniem, zachęca drogich rodziców do obejrzenia filmu dokumentalnego „Egzorcyzmy Anneliese Michel”, gdzie zarejestrowane są oryginalne głosy szatana.

Ale oni niespecjalnie są przerażeni. Minęły czasy, gdy do Bożego wolontariatu werbowało się strachem „porządnych i dobrze wychowanych chłopców z wszelkich warstw społecznych, którzy z własnej woli będą służyli prawidłowo, pięknie i gorliwie” (dokument Stolicy Apostolskiej z 1947 r.). W zamian oferowało się ping-ponga na plebanii. Dziś tzw. wolny czas dziecka sprofesjonalizował się. Rodzina inwestuje czas w korepetycje, języki, treningi. Ping-pong na plebanii to żadna lokata.

Rycerzy ubywa. W 2003 r. siły zbrojne Jezusa liczyły ok. 135 tys., w 2008 r. o 3 tys. mniej. Instytut Statystyki Kościoła Katolickiego rozesłał w tym roku ankiety do parafii, by się rozeznać, czy i o ile spada. Jeszcze nie podliczył wyników.

Gdy Paweł, dorosły ministrant, formowany w Starachowicach w latach 80., widzi w kościele warszawskim, że ampułki z wodą i winem stoją na ołtarzu, wie, że ksiądz sam sobie naszykował rekwizyty, by nie biegać podczas mszy po pustym prezbiterium. Proponuje posługę, ale księża reagują podejrzliwie. A może chce nagrać coś komórką i puścić na YouTube?

Odpust w parafii pod Hrubieszowem. Do tradycji należy, że na plebanii wydaje się świąteczny obiad dla sąsiadujących proboszczów. Rozmowa schodzi na powody przetrzebienia w ministranckich szeregach. Laicyzacja? Zahamowanie demograficzne? Czarna robota TVN? Żadnemu nie przejdzie przez gardło – strach. Matek o swoje – mówiąc językiem arcybiskupim – lgnące dzieci.

Tzw. efekt Michalika jest taki, że i proboszczowie, i rodzice zaczęli prewencyjnie tańczyć wokół siebie menueta. Ci pierwsi, panicznie się bojąc pomówień o dwuznaczność, na lekcjach religii uprawiają coś w rodzaju BHP dotyku, czyli robić tak, żeby się o dziecko nie otrzeć. Koniec z zapraszaniem na plebanię, na ministranckie wakacje z Bogiem zabierać matki, w nagrodę nie miziać ministrantów po główce, nie gilgotać, nie dawać cukierków. Ale jak teraz ganić? (didaskalia liturgicznej posługi sugerują: robić to na uboczu).

Drudzy (ojcowie i matki) konsultują się na forach: nie przedstawiać dziecku księdza jako supermana. Na dziecinne pytania, czy proboszcz to ktoś, kto może zrobić coś złego, odpowiadać: tak. Inaczej będzie przekonane, że ksiądz zawsze ma rację. Linkują sobie sygnały ostrzegawcze: sprawdź, czy syn czuje dyskomfort podczas chodzenia. Czy ma infekcje dróg moczowych? Czy zaczął uważać się za starszego, niż jest?

Lgnący

Fundacja Nie Lękajcie się, stworzona przez ofiary pedofilii w polskim kościele, ma niespełna trzy tygodnie. Dzwoniło już kilkanaście męskich głosów. 80 proc. to byli ministranci. Już dorośli płakali do słuchawki. Marek: – Były lata 80., parafia liczyła trzy wioski. Proboszcz jako jedyny miał dostęp do zagranicznych darów, typu ser szwajcarski, paczkowana kiełbasa. Miałem 11 lat. Dziecko samotnej matki. Gdy to się stało pierwszy raz, byłem zdziwiony. Ale bez odruchu, czy to dobre, czy złe. Miałem 14 lat, gdy zacząłem z nim pić. Ostatni raz nocowałem na plebanii z soboty na niedzielę, dokładnie wtedy wybuchł stan wojenny. Matka mi nie uwierzyła. To przecież darczyńca, autorytet. Od 9 lat nie piję. Odważyłem się oskarżyć go już jako mężczyzna. W 2011 r. wezwał mnie Sąd Biskupi: Czy prawdą jest, że założył pan grupę AA? Czy prawdą jest, że będąc ministrantem, okradł pan skarbonkę w kościele? Gdzie? Jak? Ile razy? Jeden przesłuchiwał, drugi pisał. (Zaprotokołuj: płacze).

Zwykle dostają wyroki w zawiasach. Jak zanieczyszczą teren, są po cichu przenoszeni do ubocznych wiejskich parafii. Aż znów zanieczyszczą teren. Wędrują.

Droga ks. C. Stacja I: wikariusz parafii w powiecie pyrzyckim, oskarżony o onanizowanie niepełnosprawnego chłopca. Stacja II: w trakcie procesu schowany, jako katecheta, w Kamieniu Pomorskim. Stacja III: po wyroku (1,5 roku w zawieszeniu na trzy lata) przerzucony w charakterze katechety pod Łobzem. Stacja IV: gdy sekret wyszedł na jaw, zacumował jako kapelan szpitala w G.

Droga ks. U. Stacja I: proboszcz parafii w powiecie sławieńskim, zatrzymany w 2003 r. za onanizowanie się przy dzieciach w zamian za drobne kwoty. 12-letni ministrant zeznał, że ksiądz wkładał mu rękę do majtek, zmuszał go do chodzenia nago na czworakach. Stacja II: po wyroku (dwa lata w zawieszeniu) schowany na parafii pod Słupskiem. Stacja III: gdy sekret wyszedł na jaw, urządził się w domu seniora w K.

Droga ks. D. Stacja I: proboszcz parafii we wsi pod Tarczynem, skazany na dwa lata za chłopca, którego od 9 roku życia uczył anatomii. Stacja II: schowany w domu opiekuńczo-leczniczym na Mazowszu.

Droga K. Stacja I: w parafii otwockiej organizował ministrantom wyjścia na basen, podczas których ich dotykał. Mówił, że mężczyzn rozwijają homoseksualne doświadczenia. Stacja II: zanim usłyszał wyrok (rok w zawieszeniu na cztery lata), miał pod sobą 32 rówieśników aniołów na warszawskim Tarchominie.

Gdy ks. S., proboszcza w Ś., zbadano w szpitalu z powodu rzekomego pobicia na tle rabunkowym, miał na brzuchu wytatuowaną esesmańską czaszkę, pod jedną pachą penisa, pod drugą waginę, na lędźwiach napis „Jebać…, a chuj w dupę”. Tłumaczył, że to błędy młodości. Parafianie zeznali, że odprawiał msze na sucho, bo zdezerterowali mu wszyscy ministranci.

W ciągu ostatnich 10 lat skazano 27 księży. Z tych samych powodów pielgrzymowali po parafiach na uboczu: Antoni W., Sławomir S., Krzysztof P., Piotr T., Edward P., Marek B., Marek K., Robert Sz., Andrzej F., Andrzej S.

Poniekąd w trosce o ministranckie powołania w lutym 2012 r. Watykan zaprosił na czterodniowe sympozjum „Ku uleczeniu i odnowie” 110 przedstawicieli episkopatów z całego świata. Drugiego dnia podczas mszy, na znak pedofilskich grzechów, na 15 minut zgasło światło. Siedmiu leżących krzyżem hierarchów prosiło o wybaczenie. To tyle.

Nierokujące

Alternatywą są rycerki. Włochy i Niemcy jako pierwsze zaprosiły do boju ministrantki. Watykan długo uznawał tę armię za nielegalną. W 1980 r. Jan Paweł II kategorycznie zabronił kobietom ingerować w pozycje wokółołtarzowe. Ale papieża ignorowały nowoczesne episkopaty. W armie żeńskie poszła Austria, Francja, Szwajcaria, Słowacja.

Spacyfikowana Kongregacja ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów w 1992 r. zretuszowała doktrynę: warunkiem wprowadzenia dziewcząt na ołtarz są prawdziwe potrzeby parafii i dobro wiernych. Decyzję pozostawiono biskupom. Czyli można, ale nie trzeba.

Dziś na 41 polskich diecezji 20 jest na tak co do ołtarzowej koedukacji, m.in. szczecińska, poznańska, warszawska, opolska, warmińska, lubelska. Przy płci męskiej upiera się: częstochowska, gdańska, łódzka, zielonogórsko-gorzowska, bielsko-żywiecka, elbląska, pelplińska. Ministrantura – odgrażają się konserwatyści – to zaczyn powołań, 9 na 10 seminarzystów pączkowało w LSO. W 2001 r. podczas audiencji generalnej Jan Paweł II mówił do tych chłopców: „Jakże byłbym zadowolony, gdyby z tej przyjaźni z Jezusem wyrosło coś więcej”. W tym kontekście dziewczyny to słabe twierdze. Inwestycja bezzwrotna. Może nie być na świecie ani jednej zakonnicy, a Kościół przetrwa. Bez księdza skapituluje.

„Gość Niedzielny” też jest zaniepokojony: „Dziewczynka w roli ministranta jest jak tancerka w walcu, ale drogowym (…). Tu idzie o mężczyzn. Dążenie do zrównania wszystkiego pozbawia ich poczucia przynależności. Z faktu, że jest pampers boy i pampers girl, nie wynika, że koniecznie musi być ministrant girl. Równie dobrze można spodziewać się jabłek na jabłoni, która na wiosnę nie kwitła”.

Niech spełniają się na pozycjach tzw. bielanek: śpiewają psalmy, rozrzucają kwiaty na procesjach, niosą poduszki z wizerunkami świętych. Czyli blisko ołtarza, ale nie na nim. Inaczej, poczuwszy utratę elitarności, z ołtarza zejdą chłopcy. Nie chcą być rycerzami z babami.

Trudno. Już w 2008 r. 10 proc. z 12 tys. służących w diecezji opolskiej to były ministrant girl.

Dozbrajani

Do służenia garnie się coraz więcej dorosłych mężczyzn. Można by nimi pozatykać dziury. Ale – napominają księża w listach do ministrantów – zaschłe serca to nie to samo co młodzieńcze. Inna poetyka. W opublikowanym we „Frondzie” artykule „Dlaczego chłopcy potrzebują Boga” amerykańska publicystka pisze, że społeczeństwo tylko korzysta na religijności chłopców, „szczególnie młodsi mają intuicyjną świadomość transcendencji”.

Pomijając pedofilskie wpadki, Kościół ze swoją zużytą starotestamentową metaforyką walki (Krzyż Obowiązków, Ramiona Odwagi, Chrystusowy Miecz Miłości w dłoń!) nie radzi sobie z nowoczesnością w armii. Bo nie imponuje. To nie czasy ministranta Leszka Millera, którego do służby zbliżył fakt, że na plebanii w Żyrardowie stanął pierwszy w mieście telewizor. Ministrantów nowej generacji, którym wybudowano orliki i otworzono granice, nie zmotywują rozgrywane przez diecezje ministranckie mistrzostwa w piłce nożnej, tenisie stołowym, slalomach narciarskich, szachach, wakacje z Bogiem, Weekendy Uwielbienia, jezusowe rajdy rowerowe, grille.

Dziś najmniej problemów z werbunkiem mają diecezje śląskie. Poszły w gadżety nowoczesnego rycerza Chrystusa. Na przykład montowany w zakrystii biometryczny czytnik linii papilarnych, rejestrujący obecność na mszy. Ministrant przykłada palec do czytnika, a na jego konto wpływają punkty za wypełnioną posługę (systemu się nie oszuka, program komputerowy zna godziny rozpoczęcia mszy). Albo legitymacja z elektronicznym czipem. Coś jak karta kredytowa z numerem ministranta. W przyszłości zaczipowani mają dostawać rabaty, odbijając palec/kartę na stokach, basenach i w kinach.

Polityka 49.2013 (2936) z dnia 03.12.2013; Społeczeństwo; s. 24
Oryginalny tytuł tekstu: "Rycerzyki Chrystusa"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Kultura

Wojewódzki z Matą o „Patointeligencji” i „Patoreakcji”

Mata, autor „Patointeligencji”, który właśnie opublikował nowy utwór z równie mocnym tekstem: – Społeczną rolą artysty czasami jest wystawienie się na strzał. Ja się czuję z tym dobrze, to zamieszanie czemuś służy.

Kuba Wojewódzki
03.04.2021
Reklama