Społeczeństwo

Rysy

Jak żyć z cudzą twarzą?

Grzegorz Galasiński z twarzą Sławomira Banacha. Grzegorz Galasiński z twarzą Sławomira Banacha. Miłosz Poloch / Polityka
Pierwszy polski przeszczep twarzy był jednocześnie jedyną na świecie próbą splecenia losów dawcy z biorcą.
Sławomir BanachArtur Reszko/PAP Sławomir Banach
Stoisko na charytatywnym pikniku „Twarz” w Brzegu.Miłosz Poloch/Polityka Stoisko na charytatywnym pikniku „Twarz” w Brzegu.

Brzeg. Czerwcowa sobota. Bilety na charytatywny piknik „Twarz” są po 5 zł. Rozstawiają się z kamerami nośniki przekazu. Niech Grzegorz Galasiński, przed rokiem bohater światowych newsów, powie o twarzy coś nowego. Uprzedza: nie pytać o tamtą kobietę – ofiarodawczynię rysów jedynego syna. Od miesięcy nośniki próbują go wkręcić w grę, jakiej – z powodu pionierskości – nie przewidział ani on, ani pionierzy.

Grzegorz Galasiński jest 27 twarzą przeszczepioną na świecie. Chlubą polskiego postępu. Gdy już było wiadomo, że jego druga twarz nabiera rumieńców, urządzono konferencję prasową, by pokazać postęp oraz dobro (gest tamtej kobiety). Ale drugi koniec kija zrobił na tej historii rysy. Czas, by domknąć to twarz-show. Zatem:

Z twarzą mu do twarzy

Na nerwach biorcy gra już pytanie o lustro. Czy mu z twarzą do twarzy? Czuje irytację aż po podnoszony do lustra kciuk – który transmitowały telewizje świata – na znak, że pierwsze spotkanie z własnym odbiciem wywarło na nim pozytywne wrażenie. Lekarze długo zwlekali z tą konfrontacją. Jak zareaguje na tę chimerę, wypadkową dwóch twarzy? Czy będzie w jego typie? Kategorycznie domagał się lustra. Też był ciekaw. Pierwszemu spojrzeniu na siebie samego towarzyszyła rodzina i psycholog.

Nie miał żadnych zastrzeżeń. Koronkowa robota. Zresztą nie podpisywał zgody na korektę rysów, tylko na życie, bez względu na to, czy twarz przypadnie mu do gustu czy nie. Potem oswajał się ze sobą w dużym lustrze ustawionym w izolatce. Ale trwało to tylko chwilę. U niego zawsze jest krótko.

Więc – mówił nośnikom wyraźniej niż przed rokiem, nie zachłystując się powietrzem po kilku słowach – że choć maszyna do pakowania bruku odarła go z twarzy od żuchwy po oczodoły, jest już tożsamościowo stabilny. W końcu częściej niż przeszczepioną twarz ogląda się przeszczepioną rękę, prawda?

Twarz goi się na nim jak na psie. Już był w Gliwicach na szlifowaniu rysów. Podciągnięto nadmiar skóry i wypolerowano kość pod powieką. W kwestii smaku – jeszcze nie odczytuje zimna ani gorąca. Przeżuwa tylko przecierane, powolutku, by nie uszkodzić dziąseł szykowanych pod implanty. Już wyczuwa odcienie pikantności, ale co będzie z ulubionymi smakami, skoro kosztuje je podniebieniem dawcy? Czy zmienią się? Jak głos. Stał się kilka tonów niższy. Lekko tubalny. Tamta twarz mówiła falsetem.

Raczej nie powącha świata. Nie można sztucznych nozdrzy zmusić do zapachu. Niby odgaduje dym, ale czy jest z papierosa czy grillowanej kiełbaski? Tak, w perspektywie liczy na pocałunki. Co do odczucia pocałunków lekarze mają prawie pewność.

Nośniki składają kamery. Do godz. 17 muszą zmontować swoje newsy o twarzy.

Łzy, proszę państwa

On – biorca – może się publicznie chwalić fizjonomią, jeśli chce. Anonimowość darczyńców wizerunku to transplantacyjny elementarz. Ci dwoje nie powinni się poznać. I wcześniej nie poznali się jeszcze nigdy w historii.

Tymczasem podekscytowane spektakularnością nośniki szybko odnalazły w Cieciorkach Teresę Banach. I – zanim on wyszedł do domu, a ona z żałoby – zaczął się festiwal na dwie twarze.

Gazety doniosły Grzegorzowi, czyją nosi twarz. Choć nie był ciekaw. Może i Teresa z Cieciorek, nieprzywykła do telewizji, nie dowiedziałaby się, komu podpisała prawo do synowych rysów, gdyby nośniki nie rozstawiły się na podwórku, by robić dla swoich czytelników codzienną prasówkę z twarzy.

Prasówka: Podsuwają matce slajdy z konferencji. Slajd 1 – odzieranie skomplikowanych struktur z twarzy jedynego syna zajęło 9 godzin. Slajd 2 – twarz wrzucona do słoja z roztworem. Slajd 3 – zszywają ją z biorcą nićmi cieńszymi od włosa. Slajd 4 – twarz syna różowieje od nowa centymetr po centymetrze. Pytają Teresę: jak się z tym czuje?

Potem: ona na grobie, zagadywana o wzruszenie. Chciałaby mieć ładny pomnik, a na nim kolorową Sławkową twarz w fotokrysztale. Ale nie stać jej na pomnik, kolor ani kryształ, gdyż ma tę rencinkę w wysokości 717 zł. Czytelnicy fundują fotokryształ.

Dalej: ona głaskająca przywożone przez nośniki fotografie biorcy z podarowaną twarzą. Pytają: co czuje, gdy pierwszy raz spogląda na ożywionego syna Sławka? Żeby przyjrzała się lepiej, dostarczają matce powiększone z dowodowej miniatury Sławkowe zdjęcie. Niech zestawi, położy obok siebie na ławie. Czy widzi podobieństwo? Widzi. Wszystko, wypisz wymaluj, synowe. Z powodu tego nadzwyczajnego podobieństwa – informują nośniki czytelników – oczy zachodzą jej łzami i długo dojść do siebie nie może. Tak jakby Sławek zmartwychwstał.

Gdy biorca udziela wywiadu telewizji, w czasie rzeczywistym do tej rozmowy kamery siedzą w pokoju Teresy w Cieciorkach, zdejmując jej wzruszenie. Ekran jest przedzielony na pół: równoczesny najazd na morfologie twarzy obojga. Redaktor: „Łzy, drodzy państwo”, „Serce boli”.

Na obliczu maluje się strach

Z początku biorca chciał inaczej. Wyrażał wdzięczność dla tej kobiety za okazaną mu łaskę. Deklarował modlitwy, a w przyszłości spotkanie, na którym Banach Teresa opowie mu o jedynym synu. Jakie miał hobby, charakter, co robił, kim był?

Tymczasem nośniki i rezonujący z nimi czytelnicy – komentatorzy zasiali w nim niechęć. Nigdy nie lubił szantażu. Za to szanowały go nawet dzieciaki z jego wsi Niemile.

Komentatorzy gołym okiem widzą, że ta kobieta go potrzebuje. Życzą, by jego wdzięczność wróciła do Teresy Banach po tysiąckroć. Skoro – postulują – ona jest sama jak ten kołek w płocie, niech on, jako gospodarz nie swojej twarzy, pomoże jej w drobnych pracach, choćby drzewa narąbać, zimą odśnieżyć podwórko. Skoro bez niej umarłby w dwa tygodnie, byłoby miło gdyby jego rodzina wyciągnęła pomocną dłoń, otoczyła miłością do końca jej życia. Ona zyskałaby namiastkę syna, oni członka rodziny. Ten po części jej syn powinien całować na kolanach te matczyne spracowane dłonie – drugie w rankingu świętości po dłoniach matki Popiełuszki. Niech ufunduje jej pomnik. Wyremontuje dom. Czy – pytają biorcę komentatorzy jego historii – ma poczucie winy, czytając w prasie, że ona trawy nie ma siły skosić? Jeśli nie, jest to gruba niewdzięczność za dar życia. Przecież ta Teresa płacze co noc, jej samotność jest okropna, jak on się z tym czuje? Czy już tożsamościowo określił się na nowo? Przecież ocalił tylko język i przełyk. Oprócz rysów wyrzeźbionych przez tkanki miękkie syna Teresy dostał od niego kości oczodołów, żuchwę, a nawet nos. Via Facebook zmuszają biorcę, by się biczował. Czy już zawiózł kwiaty pani Banach? Jeśli nie, jest bezduszny.

Więc zasiano w nim – biorcy podarunku – coś w rodzaju przymusu chronienia siebie przed tamtą kobietą. Czasem bliscy czytają w jego twarzy strach. Jakby bał się, że ktoś zechce mu ją zabrać. Tylko garstka komentatorów jest za świętym spokojem tego człowieka, z którym zaprzyjaźnili się poprzez codzienną prasówkę: Czy ma dać się adoptować? A jeśli nie zechce, czy ta kobieta każe oddać twarz, żeby położyć ją z powrotem do grobu?

Na własne oczy nie zobaczy

Gdy już Teresa Banach ciut okrzepła w żałobie, nośniki wróciły na podwórko. Ona, wielkoduszna gospodyni po sześciu klasach, która nawet nie wie, jak daleko pchnęła losy polskiej transplantologii, dała się – nieumyślnie – wciągnąć w nowy wątek. Tym razem pytano matkę Teresę, czy za pośrednictwem nośników chce zaaranżować spotkanie ze Sławkową twarzą? Nie proponowano spotkania z jego wątrobą, nerkami, rogówką. Bo jak za tym tęsknić widowiskowo? Ale za twarzą tęskni się bardzo.

Tak, Teresa chce się z nią widzieć na własne oczy. Już niecierpliwa. Kiedy w końcu – domaga się – zobaczę mojego syna?

Zaczęło się jeszcze boleśniejsze kaleczenie publiczne. Skoro biorcy już podgoiła się twarz, a matka ma pragnienie ją ucałować, należy jej w tym pomóc. Nośniki desperacko próbują skonfrontować ich twarzą w twarz. Kamery zdjęłyby morfologie wzruszenia na twarzach w czasie, gdy ona go po niej głaska. Niech biorca się zgodzi – dręczą – przecież ta matka może jutra nie dożyje. Aranżacją tej scenki zainteresowała się nawet telewizja niemiecka.

Ale on już kategorycznie i po męsku nie chce dać się obcałowywać. Grać – w ramach rekompensaty – zastępczego syna. To nie był przeszczep tożsamości. Fakt, że swoje ma tylko czoło, jedną powiekę i kilka centymetrów policzka, nie znaczy, że jest jej. On wyraża się jasno: nie będzie spotkania, dopóki nośniki i tamta kobieta nie przestaną w twarzy, którą nosi, widzieć cudzego syna. Pani Banach umarło dziecko i musi się z tym pogodzić. Czy musi do końca życia klękać przed tą kobietą? Ma już ukochaną matkę. Robi najlepsze andruty na świecie.

Rumieniec wstydu

W Brzegu kończy się charytatywny piknik. Grzegorz Galasiński dawał tylko twarz, z powodu słońca nawilżaną pedantycznie olejkiem arganowym. Resztę wzięli na siebie obcy ludzie. Oprawili festyn w muzyczno-tanecznych artystów, grillowaną kiełbasę, balony napełniane helem, aukcję gadżetów, kram, przy którym przedszkolanki malowały dziecięce buzie w zwierzątka. Żeby pomóc nowej twarzy sąsiada, przy straganie z własnoręcznie upieczonym ciastem po kilka złotych stanęły panie z Koła Gospodyń Wiejskich w Niemilu.

Podliczono monety wysypane z siedmiu puszeczek. On wszystkim pięknie dziękował spod przymkniętych powiek. W kącikach krople (łzy? pot?). Choć twarz już nadwyrężona zmęczeniem, a mięśnie okrężne ust zmęczone ilością wypowiedzianych słów i wysiłkiem wkładanym w precyzję wypowiedzi, jeszcze pił z uczestnikami festynu napoje przez słomkę. Bardzo się starał, by twarz wypadła jak najlepiej. Niech ludzie widzą, że nie marnuje na nią pieniędzy.

Należy powiedzieć to państwu w twarz: tak nie zostawia się człowieka, który przeszedł do światowej historii polskiego postępu, wyliczając zasiłek w wysokości 2,6 tys. do końca października. Nie upokarza żebraniem po piknikach, tłumaczeniem się przed darczyńcami z finansowych obowiązków, jakie ma względem twarzy do końca życia.

Druga twarz Grzegorza Galasińskiego wymagała usunięcia z domu labradora Saby, dywanów i kwiatów doniczkowych. Usunięto. Ale wciąż gra z bakteriami w pokera, bo czyha na twarz boazeria. Jednak remont nie wchodzi w finansową grę, gdyż twarz pochłania miesięcznie 7 tys. zł. Trzeba wypełnić lekami pięć koszyków ustawionych na regale (32 tabletki dziennie) i siedem dni w tygodniu wozić twarz na rehabilitację (1000 km w miesiącu). Już zżyta z krwiobiegiem. Teraz chodzi o nerwy, by zżył się z nią mózg, rozpoznając mięśnie jako własne.

Osobowościowo, można powiedzieć, przywdziewa Grzegorz rysy kamienne. Jak na psie zagoiła się w nim tęsknota za: basenem, pracą, graniem w piłkę, byciem miejscowym łobuziakiem wiecznie z papierosem w ustach, jazdą autem. Nie rozstraja go wertowanie starych albumów. Nie ma nawet zdziwień, gdy rano jeszcze nie całkiem przebudzony patrzy w lustro. Nie filozofuje nad twarzą.

Fajnie było i się skończyło. Dwa tygodnie przed końcem planował wakacje, potem remont domu. Nie może zapytać maszyny: dlaczego pokrzyżowała te plany? Nawet polubił się fotografować, jak nigdy wcześniej, na Facebooku już kokietuje dziewczyny.

Tylko dwa razy w tygodniu uczy się zachować twarz na kozetce. Nie, żeby akceptować nową. Trudniej mu było rozstać się z Sabą niż z twarzą. Chodzi o to, że on – historia transplantacji – już nigdy nie zgubi twarzy w tłumie. Uczy się więc na kozetce nie zadręczać siebie komentarzami śledzących tę historię. Domagających się zobaczyć w kolejnym wydaniu, jak on klęka nisko przed tamtą kobietą.

PS W grudniu 2013 r. przeszczepiono twarz po raz drugi. Dzięki zdawkowości już doświadczonych lekarzy nośniki zostawiły w spokoju biorcę, 26-letnią Joannę, i darczyńcę twarzy.

Polityka 30.2014 (2968) z dnia 22.07.2014; Społeczeństwo; s. 22
Oryginalny tytuł tekstu: "Rysy"
Więcej na ten temat
Reklama

Codzienny newsletter „Polityki”. Tylko ważne tematy

Na podany adres wysłaliśmy wiadomość potwierdzającą.
By dokończyć proces sprawdź swoją skrzynkę pocztową i kliknij zawarty w niej link.

Informacja o RODO

Polityka RODO

  • Informujemy, że administratorem danych osobowych jest Polityka Sp. z o.o. SKA z siedzibą w Warszawie 02-309, przy ul. Słupeckiej 6. Przetwarzamy Twoje dane w celu wysyłki newslettera (podstawa przetwarzania danych to konieczność przetwarzania danych w celu realizacji umowy).
  • Twoje dane będą przetwarzane do chwili ew. rezygnacji z otrzymywania newslettera, a po tym czasie mogą być przetwarzane przez okres przedawnienia ewentualnych roszczeń.
  • Podanie przez Ciebie danych jest dobrowolne, ale konieczne do tego, żeby zamówić nasz newsletter.
  • Masz prawo do żądania dostępu do swoich danych osobowych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, a także prawo wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania, a także prawo do przenoszenia swoich danych oraz wniesienia skargi do organu nadzorczego.

Czytaj także

Niezbędnik

Lefebryści. Schizmatycy w łonie Kościoła katolickiego

Papież Franciszek i jego poprzednik Benedykt XVI wykonali pewne gesty wobec tradycjonalistycznego Bractwa św. Piusa X. Czy może dojść do pojednania? I jakie pole manewru mają obie ze stron, skoro każda z nich uważa, że to ta druga powinna się nawrócić?

Roman Graczyk
05.11.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną