Społeczeństwo

Piękny umysł

Nastolatka, która kiedyś będzie noblistką

Nina Mazurkiewicz wie, czego chce – zostanie laureatką Nobla z fizyki. Nina Mazurkiewicz wie, czego chce – zostanie laureatką Nobla z fizyki. Krzysztof Mystkowski / KFP
Jak 18-letnia Nina Mazurewicz poprawia naukę. A przy okazji – całkiem realnie – chce odebrać Nobla.
Kiedy wychodzi, zawsze ma zeszyt, Dziennik Pomysłów, gdyż świat jest inspiracją.Krzysztof Mystkowski/KFP Kiedy wychodzi, zawsze ma zeszyt, Dziennik Pomysłów, gdyż świat jest inspiracją.

Jest maj tego roku. Gruzja. W centrum handlowym w Tbilisi rozgrywa się finał Olimpiady Młodych Wynalazców. Nina przez dwa dni na swoim stoisku opowiada zwiedzającym o maszynie poruszanej dźwiękiem. Osiem godzin dziennie, aż dostaje chrypki: bombka choinkowa na dachu maszyny to rezonator Helmholtza (jest nim każda przestrzeń z otwartą szyjką). Bombka wpada w rezonans powodowany opływającym ją dźwiękiem z głośnika i wprawia maszynę w ruch. Pomysł – mówi Nina – może być w przyszłości alternatywnym silnikiem do napędu aut. Już zrobiła symulacje. Należałoby najpierw wprowadzić pojazd w ruch klasycznym silnikiem. Po osiągnięciu prędkości granicznej (ok. 50 km/h) system wyłączałby się, a auto kontynuowało ruch, przechodząc na falę dźwiękową wytwarzaną przez pęd powietrza. Zwiedzający są pod wrażeniem: Pani jest jak Tesla. Czy wyszłaby pani za mojego syna?

Jest 140 stoisk z pomysłami z 36 krajów, wybranych z kilku tysięcy aplikujących. W Gdyni mat-fizy (koledzy z drugiej klasy III LO) wrzeszczą w aucie. Radio Eska podaje w informacyjnym serwisie o złotym medalu dla Polki. W kulisach gruzińskie jury radzi Ninie szybko patentować. Właśnie zrewolucjonizowała przemysł motoryzacyjny. I niech przygotuje się na ataki koncernów paliwowych.

To jedna z wielu eurek Niny Mazurewicz, od dwóch lat poważnie traktowanej przez profesorską socjetę w dziedzinie nauk ścisłych. A złożyła się na to – mówiąc fizycznie – cała seria zdarzeń.

Potencjały

Jest lato 2000 r. Nina, lat cztery, na wakacjach w Grecji. Dla rodziców nic nadzwyczajnego, że nie rozgląda się za lodami na patyku, tylko chce stać blisko przewodniczki. Inaczej płacze, że nic nie słyszy, gdyż wysocy ludzie zasłaniają jej głos. Nie mają odniesienia przy jedynaczce. Więc nie notują z rodzicielskim podziwem, że czyta już od roku. A w wieku lat pięciu, planując zostać pisarką, wypełnia opowiadaniem 50-stronicowy zeszyt: historia paranormalna, ze spójną fabułą.

Szczerze mówiąc, do dziś nie mają nad Niną histerycznego zachwytu. OK – powiedział tata przed rokiem, gdy wróciwszy na weekend z Gdyni do domu w Sztumie, wspomniała, że ona, 17-latka, chodzi na uniwersyteckie wykłady z czwartym rokiem fizyki.

Doktorskie małżeństwo. On stomatolog, ona laryngolog. Ale jeśli mieli jakiś kontakt z fizyką, to tylko studenckie wspomnienia, jak słabo im szło. Tymczasem Nina w późnej podstawówce, gdy pierwszy raz widzi całkę, pyta: co to jest? Tu następuje jej pierwszy życiowy przełom: całka wchłania świat Niny, a Nina świat całki. W zeszytach piramidy równań. Zdolna się nad nimi wzruszać, widząc, że potrafią opisać wszystko to, co dzieje się wokół niej, zaczynając od oddziaływania między atomami w biurku, przy którym siedzi (na biurku leżą już podręczniki akademickie).

We wczesnym gimnazjum po raz pierwszy jest pod wrażeniem siebie samej. Zostaje członkiem Mensy z wynikiem IQ 156 plus. Tu kończy się skala, więc trudno powiedzieć, ile naprawdę. I wreszcie wie, czego chce – zostanie laureatką Nobla z fizyki. Ale najpierw trzeba zdobyć bazę, więc kilometry podręczników. Wybiera prestiżowe liceum w Gdyni. Poniekąd przez wzgląd na Uniwersytet Gdański.

Gęstość czasu

Jest wrzesień tego roku. Nina od pierwszej klasy studiuje fizykę indywidualnym tokiem. Już na drugiej lekcji Marta Mąkosa zauważa, że tu będzie dla niej za ciasno. Może już bawić się fizyką.

Profesorstwo Uniwersytetu Gdańskiego obchodzi z dystansem dziewczynkę z pomysłami na wynalazki. Jeśli się upiera, niech spróbuje. Dostaje kilkustronicowy skrypt zagadnień, będą przerabiać go przez cały rok, rzecz jasna te wybrane, na miarę Niny. Już po tygodniu odnosi skrypt z adnotacją: oczywisty. Ona to już wie, ma bazę, ale nie ma narzędzi. Tymczasem – tłumaczy profesorstwu – chce zapisać się w historii. Zrobić ogromną rzecz. Nadszedł czas. Przecież ma już 16 lat. Z punktu widzenia fizyki medycznej wiek jej umysłu jest najbardziej plastyczny. Niech pozwolą jej – powtarza za Einsteinem – rozszyfrowywać myśli Boga. Co do Einsteina, nie jest jego entuzjastką. Trochę celebryta w fizyce. Poza tym różni ich zasadniczy fakt: on wyobrażał sobie Wszechświat jako trampolinę. Jej też jest trampoliną, ale pokrytą pieprzem, który wzbija się w powietrze przy każdym kroku.

Udostępniają Ninie laboratoria, niech sobie szuka swoich prawd. Przychodzi codziennie, chcąc wykorzystać na maksa wiek swojego umysłu. Profesorstwo się przyzwyczaja. A nawet szanuje. Kłóci się z nimi, nie zgadza, podważa, przytakuje. Kilkadziesiąt razy dziennie drogą mailową przerzucają się teoriami.

Żeby nadążyć z wiedzą, która pozwoli na twórcze przekomarzanie się, nie marnuje umysłu nawet podczas wakacji w Sztumie. Każdego dnia między godz. 10 a 20 Nina jest niedostępna. Rodzice krzyczą z kuchni: Ty nikogo nie traktujesz poważnie, tylko fizykę. Siedzi w kwantowej teorii pola, matematyce dyskretnej, analitycznej. Już nudzi się z czwartym rokiem na wykładach z mechaniki klasycznej i relatywistyki. Podczepia się pod badania fizyków alternatywnych. Coraz cieplejsi w kontakcie. Zaczynają nazywać wizyty Niny obiadkami z fizyką. Na Wydziale Fizyki Medycznej przy herbatce i bobie dyskutują o ruchach Browna, z matematykami modyfikują równania do piątego problemu milenijnego. Lubi ciemną piwnicę w Zakładzie Akustyki i Fizyki Laserów. Tu pod mecenatem prof. Piotra Kwieka buduje tamten pojazd na dźwięk. Siedzą z Niną do północy. Ale to dopiero początek.

Etap idei

Jest noc. Nina, pierwsza liceum, ma sen. Śni doświadczenie myślowe: skoro każdemu zdarzeniu/masie w przestrzeni (choćby ruch ręką) towarzyszy czas, a zdarzenie/masa wprowadza w przestrzeń energię, naruszając jej ciągłość, emituje jednocześnie energię cząstek czasu w ilości proporcjonalnej do zdarzenia, która rozmywa się na podobieństwo fali. Można je nazwać – śniła – potencjały.

A to – budzi się Nina – zupełnie zmienia pojęcie czasu. Sen zakłada, że skoro popychamy czas, być może jest materialny, zdolny dzielić się na cząstki. To drugi przełom w życiu Niny, radykalnie zmieniający życie. Rano idzie ze snem do nauczycielki fizyki. Ma spróbować to rozwinąć.

Od tamtego snu minęły dwa lata. Wielkie teorie zawsze wymagały poświęcenia. Jeśli codzienny czas Niny znów gęstnieje od obowiązków, siada nad swoim teoretycznym czasem choć godzinę dziennie. Ze stoperem. Na razie jest jeszcze na etapie idei. Ale przecież z nich zrodziły się wszystkie teorie. Nie z równań. Przecież każdy może wyprowadzić równanie, lecz przed nimi zawsze jest myśl. Taki Einstein nie był dobry z matematyki, za to był wizjonerem.

Tak, to teoria posunięta do granic absurdu. Która, pyta Nina, nie jest taka na początku, zanim staje się oczywista? A teoria względności? W swoim czasie wyśmiewana jako brednia, dziś bez niej nie miałby sensu GPS. Nina liczy się z tym, że na rewolucję w nauce nigdy nie ma zgody. Zresztą nie jest osamotniona w wierze we własne postulaty. Profesorowie, onieśmieleni radykalizmem Niny, która chce wyprzedzić epokę, ciągle dopytują. Każą pracować. Proponują publikację teorii czasu Niny Mazurewicz, już nadszedł czas, by zacząć dyskusję.

Jeśli za życia ją potwierdzi doświadczalnie, będzie to rzecz rewolucyjna dla ludzkości. Czas w zasięgu człowieka. Da ludzkości – narzędzia wpływu na czas, grzebania przy nim. Jaka poszłaby za tym filozofia? Trudno powiedzieć. Jak z każdą teorią, znajdą się ludzie, którzy zobaczą w niej potencjał. Zresztą Ninie, jak Einsteinowi, nie chodzi o upraktycznienie codzienności, ale o prawdę i piękno. Wyklucza przemieszczanie się w czasie. Ale już wyobraża sobie, np. czasowe pistolety. Można by strzelać w przestrzeń i zmieniać prędkość zdarzeń. Albo spowalniać czas, by dłużej żyć.

Jednak na korzyść teorii musi jeszcze przemówić doświadczenie. Na razie trudne do potwierdzenia w warunkach ziemskich. Gdyby tak udało się stworzyć – pomysł z ostatniego lata w Chorwacji (łazienka, 4 rano) – miniukład słoneczny ze szczeliną w centrum, w szczelinie non stop oscylująca cząstka o ogromnej prędkości zaburzająca przestrzeń, choćby foton. Dziś poza technologicznym zasięgiem.

Teoria wszystkiego

Jest lipiec tego roku, Open’er Festival. Nina musi wyłączyć się i zanotować równanie. Kiedy wychodzi, zawsze ma zeszyt, Dziennik Pomysłów, gdyż świat jest inspiracją. Patrzysz na pumeks i wpadasz na ideę porowatej przestrzeni. Jesz rurkę z kremem i dochodzisz do wniosku, że może symbolizować zdarzenie: im dłużej trwa (je rurkę), tym więcej cząstek czasu (kremu) emituje, sama rurka pełni funkcję zakrzywionej przestrzeni. Zeszyty wystarczają na tydzień. To Nina kocha w samej sobie najbardziej – plastyczność myśli. Zupełnie jak Lew Landau, urodzony tego samego dnia. Wszechstronny teoretyk, nietuzinkowy, zaimponował kwantową teorią cieczy. Świetny tok rozumowania. Mówią o Ninie maszyna do robienia maszyn. Jak mówili o Nikoli Tesli. Też najpierw śmiano się z Tesli, gdy mówił o wyższości prądu zmiennego nad stałym, a teraz jest człowiekiem, który zasilając świat energią elektryczną, wynalazł XX w.

W domu Nina notuje pomysły na białych serwetkach. Dużo trudniej się na nich pisze, więc trzeba oszczędzać słowa, a to sprawia, że syntezuje się myśli, zastanawiając się dłużej. Pomysły zapisane na serwetkach są więc bardziej precyzyjne. W zeszytach jest więcej chaosu. Serwetki wpina w teczki.

Ten rok ma ideowo napięty. Prócz pracy nad czasem musi zamknąć teorię dynamiki ognia. Chodzi o substytucyjny do równań Naviera-Stokesa aparat matematyczny wykorzystany przez Ninę do przewidywania rozprzestrzeniania się pożarów. Bardzo proste urządzenie myślowe. Już potwierdzone doświadczalnie. Przykro Ninie, że przy okazji oczadziła straż pożarną w Sztumie. Za zgodą straży robiła symulacje, używając podpałki pociętej w równiutkie sześcianiki w użyczonym jej pomieszczeniu zamkniętym (by wyeliminować pogodę), i trochę sfatygowała ściany.

Musi też dopracować kształt auta na dźwięk. I wreszcie zbudować mikroskop na promienie gamma, zainspirowany zjawiskiem Coptona. Sprawdziła, działa. Otóż można tak balansować promieniami, zmieniając ich energię, że rzeczy mogą być kilkadziesiąt razy większe niż pod dziś używanym mikroskopem.

Poza tym konsekwentnie pchana przez matematyków w piąty problem milenijny. W porównaniu z Edisonem Nina to intercity pomysłów. On założył sobie, że co tydzień musi wpaść na nowy, jakikolwiek, byleby dotyczył nauki, a co pół roku na coś zupełnie genialnego. Nina założyła, że codziennie musi wpadać na pomysł, zaś raz w tygodniu na to, co uzna za genialne. Tak też robi, rozliczając się przez snem.

Światy alternatywne

Jest czerwiec tego roku. Nina serdecznie zaprasza chorych i ich rodziny do sali gimnastycznej na charytatywną sztukę swojego autorstwa traktującej o schizofrenii. Grają szkolni znajomi. Dostaje owacje na stojąco. Obyci ze schizofrenią nie mogą nadziwić się, jak weszła w te umysły. Zbiera na chorobę 500 zł. Ninę fascynuje schizofrenia. Można powiedzieć – fizyka umysłu.

Ilu jest w historii takich, którzy – zajmując się głównie nieskończonością i teorią liczb – nie nadążali z wyobraźnią, bzikując. Zdarza się, że tracą zmysły po obaleniu postulatów, jakim poświęcili życie. Potrafią się powiesić. Czasem swojego demona też czuje na plecach. Zrywa się w nocy w związku z równaniem, o którym śni. Musi je natychmiast zapisać, żeby nie zasłonił go następny sen. W fizyce wciąga Ninę jej fundamentalność. Matematyka to tylko alfabet. A znając litery, niekoniecznie umie się pisać. Fizyka to opowieść.

Więc Nina uważa na siebie, próbując wyjść poza fizyczną sekwencję zdarzeń. Dwa razy w tygodniu Chór Akademii Morskiej, lekcje pianina, szermierka (kobieta z szablą wygląda pięknie, tak jakoś efektownie smukło), siłownia, szachy. W ubiegłym roku wygrała konkurs poetycki. Sędzia powiedział, że nic nie rozumie, ale jest zafascynowany. Pisze wiersze wolne. Rym automatycznie powoduje bezmyślność. Musisz dostosować się do poprzedniego słowa, byleby się zrymowało. Tu ma Nina na myśli pomniejszych poetów. Wiersz Niny: Wyceniam siebie na ostatnie wspomnienie/Głowa daleko przed zerem/Brak mi sił, by gonić do historii.

Horyzont zdarzeń

Jest rok 2015. Nina wyobraża sobie, że będzie szukała fundamentalnych prawd na Massachusetts Institute of Technology w USA, najlepszej politechnice na świecie. Kilometry laboratoriów. W międzyczasie staż w NASA, gdzie też ma coś ważnego do powiedzenia. Obecnie NASA próbuje przewidzieć i zrozumieć ruch asteroid w atmosferze ziemskiej, śledząc je na zdjęciach fragmentów nieba robionych przez wielkie teleskopy. Nina chce przedstawić NASA własny, bardziej efektywny algorytm wyszukujący asteroidy. Teorię dopracowuje w gdańskim obserwatorium astronomicznym.

A w przyszłości widzi siebie w kąciku własnego laboratorium. Nie w Polsce. Jest za uboga na idee, choćby próby manipulacji przy atmosferze (jadąc do Tbilisi, potrzebowała 6 tys. zł, od miasta Gdynia dostała 500 zł). A jeszcze później widzi siebie odbierającą Nobla za rewolucję w czasie. Półżartem rozmawia się o tym nawet w 10-tys. Sztumie. Pan Wojtek, sprzedawca w spożywczym, planuje wywiesić wtedy dyplom na witrynie: „Tu Nina Mazurewicz robiła codzienne zakupy”.

Polityka 37.2014 (2975) z dnia 09.09.2014; Społeczeństwo; s. 31
Oryginalny tytuł tekstu: "Piękny umysł"
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Świat

Dekolonizacja Pacyfiku trwa. Jest nowe nowe państwo

20 lat po zakończeniu wojny domowej Bougainville 98 proc. uczestników referendum opowiedziało się za niepodległością. Na razie jednak trudno być optymistą, co do przyszłości tego niewielkiego kraju.

Dominik Sipiński
11.12.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną