Społeczeństwo

Kot wygryza psa

Rynek juz zareagował na kocią manię – coraz więcej kotów pojawia się w reklamach rozmaitych produktów, od butów po samochody. Rynek juz zareagował na kocią manię – coraz więcej kotów pojawia się w reklamach rozmaitych produktów, od butów po samochody. Mak/Stockimo/Alamy / BEW
Kot to idealne zwierzę dla współczesnego człowieka. Niezależny, niekłopotliwy, dobrze znosi samotność, ładnie wygląda na Facebooku. Mamy więc coraz więcej kotów. I koty nakręcają dziś całkiem spory rynek.
Psychologowie dodają też, że w świecie, w którym ludziom  z różnych przyczyn coraz trudniej wchodzi się w relacje i nawiązuje więzi, zwierzęta to dobry substytut drugiego człowieka.Tashkoskim/Wikipedia Psychologowie dodają też, że w świecie, w którym ludziom z różnych przyczyn coraz trudniej wchodzi się w relacje i nawiązuje więzi, zwierzęta to dobry substytut drugiego człowieka.
Dzisiaj kociarzem jest prawie każdy.Amy White, Al Petteway/Corbis Dzisiaj kociarzem jest prawie każdy.

Jako jeden z 6,1 mln kotów, które do 2015 r. będą zamieszkiwać polskie domy, Felek trafił do swojego dość typowo. Internetowy serwis ogłoszeniowy alegratka.pl, „Oddam kota w dobre ręce”. Ze swojej wsi w centralnej Polsce bury dachowiec z szerokim i spłaszczonym nosem pojechał do dużego miasta w plastikowym pudle, które nowa pani nazywała „ślicznym transporterem w odcieniu modnej pasteli”. Pani była młoda i ładna, samotna, ok. 30 lat, po wyższych studiach.

Wbrew stereotypowi starej panny kociary, obecnie to statystycznie najczęstszy profil nowego właściciela kota. Nowy jest z miasta powyżej 100 tys. mieszkańców, a swojego kota nie traktuje już jedynie jako zwierzaka, ale jako element stylu życia. Pełnego obowiązków zawodowych, wyjazdów, ale też nastawionego na wygodę, niezależność i indywidualizm. To dlatego psy – jak twierdzi wielu specjalistów weterynarii, branży hodowlanej i zoologicznej – jako wymagające większej opieki, bardziej absorbujące i poddane człowiekowi, gorzej wpasowują się we współczesne społeczne realia. I pomimo że nadal jest ich w polskich domach więcej niż kotów (do 2015 r. 7,8 mln) – to właśnie koty idą teraz w statystykach mocno w górę.

Miska z chłodzeniem

Pani Felka sprowadzenie kota pod swój dach potraktowała jak inne projekty. Pracując w korporacji, przy organizowaniu społecznie słusznych inicjatyw i konferencji za pieniądze dużej, dbającej o wizerunek firmy, w nawyku wręcz ma dokładną analizę dostępnej oferty. W sprawie kota przejrzała fora i asortyment w sklepach internetowych. Udała się do centrum handlowego, żeby upewnić się, jak ułatwiacze kociego życia prezentują się na żywo. I zrobiła zakupy.

Tak więc Felek, przyzwyczajony na wsi do picia mleka, które potem odchorowywał i pozbywał się go w krzakach za stodołą, w mieście zastał: automatyczne poidełko z cyrkulacją wody, która, jak podaje opis producenta, „jest dzięki temu zawsze świeża i bogata w tlen, co będzie korzystnie wpływać na pracę kocich nerek”. Obok poidełka stała miska z mechanizmem zegarowym, który zamykał i otwierał obrotową pokrywę, dzięki czemu karma zawsze czekała schłodzona. Za legowisko miał brązową, obitą pluszowym materiałem kulę z otworem obszytym futrem i nylonową wyściółką w środku.

Tylko na wspomniany zestaw do karmienia i spania plus samoczyszczącą się kuwetę z wyprodukowanym z naturalnych włókien roślinnych według najnowszej technologii ekologicznym żwirkiem, który można spuszczać w ludzkiej toalecie, oraz miesięczny zapas kociej karmy klasy premium, czyli średniej, najczęściej stosowanej przez właścicieli zwierząt domowych, pani Felka wydała niemal 900 zł.

Mniej więcej co siódmy polski kot domowy je już tylko gotowe jedzenie z paczek i saszetek. Wartość sprzedaży samych tylko karm, dostarczanych na polski rynek głównie przez międzynarodowe koncerny zagraniczne Mars i Nestlé, szacowana jest na ponad 2 mld zł i cały czas rośnie.

Pierwszego dnia pobytu Felka w mieście jego pani wyszła wcześnie rano, mówiąc, że „idzie do korpo” i wróci późno. Ale wcześniej do kontaktu włożyła nabytek, z którego była dumna: wtyczkę wydzielającą miły zapach i uspokajające kota feromony. Zgodnie z deklaracjami producenta wynalazek ten poprawia nastrój kota, eliminuje zbędne w mieście obciążenia wynikające z natury, a więc np. zapobiega znaczeniu przez kota terenu, uspokaja go, wycisza i dobrze wpływa na sen. W skrócie – daje gwarancję, że aż do późnego wieczoru, kiedy właściciel dociera do domu z pracy, zwierzę będzie spokojne i jest mniej prawdopodobne, że zrobi coś nieprzewidywalnego, np. bałagan.

Przewidywalność i poczucie kontroli to ważne aspekty, które współczesnemu mieszkańcowi dużego miasta mogą dać poczucie, że mimo zapracowania i braku czasu na zwierzę w domu może sobie jednak pozwolić. Za to już poza zawodowymi obowiązkami, w dni wolne albo weekendy, dzięki zwierzęciu może liczyć na ciągłe towarzystwo żywej, przyjaznej istoty.

Większość właścicieli zwierząt przypisuje im funkcję zastępczego powiernika. Albo wręcz dziecka, ale niekłopotliwego. Prof. Krzysztof Tomasz Konecki, socjolog, autor książki „Ludzie i ich zwierzęta”, zauważa, że w niestabilnym świecie, w którym rodzice umierają, z innymi ludźmi związków brak, takie dziecko jest przewidywalnym punktem odniesienia. Jest związek, nie ma ryzyka.

Psychologowie dodają też, że w świecie, w którym ludziom – to fakt statystycznie udowodniony – z różnych przyczyn coraz trudniej wchodzi się w relacje i nawiązuje więzi, zwierzęta to dobry substytut drugiego człowieka, bo zwykle dostosowują się do oczekiwań. To one szukają kontaktu i zachęcają do niego.

A przede wszystkim zwierzęta zapewniają najbardziej podstawową potrzebę dotykania i bycia dotykanym. Współczesność daje na co dzień mało okazji do dotyku samotnym i zapracowanym, choć to czynność wpływająca na wszystkie inne funkcje organizmu. Bez dotyku człowiek gorzej funkcjonuje psychicznie, pojawiają się zaburzenia zdrowia, obniżony nastrój, z depresją włącznie – całe spektrum psychosomatycznych objawów.

Dlatego, jak przyznają hodowcy i weterynarze, koty lepiej od psów wpisują się we współczesne potrzeby i styl życia właścicieli – są bardziej samowystarczalne, mniej wymagające na co dzień, ale w razie czego też potrafią się przytulić albo dać pogłaskać po ciepłym futrze. No i mruczą.

Przychodnia spa

Po kilku dniach pobytu Felka w dużym mieście przyszła pora na wizytę u weterynarza, w jednej z 7 tys. lecznic weterynaryjnych, które zarejestrowane są obecnie w Polsce. Roczne wydatki Polaków na leczenie małych zwierząt sięgają 300 mln zł.

Ale klinika weterynaryjna to miejsce, które przez ostatnie lata bardzo się zmieniło – leczenie to tylko wycinek dostępnych w niej usług. Popularnością cieszą się obecnie przylecznicowe salony piękności dla zwierząt. Zakres usług dla kotów jest w nich bardziej ograniczony niż propozycje dla psów, bo tylko niektóre rasy kotów pozwalają specjalistkom od groomingu na strzyżenie sierści i obcinanie pazurów. Przy przychodniach natknąć się też można na centra rehabilitacji, w których koty po urazach łap lub kręgosłupa (najczęściej po wypadku samochodowym albo wypadnięciu z okna) mogą ćwiczyć chód na wodnej bieżni albo poddawane są fizjoterapii i działaniu pola magnetycznego (niektóre lecznice oferują nawet akupunkturę).

Lekarz, który oglądał kota Felka – internista i kardiolog, bo zakres specjalizacji weterynaryjnych przez ostatnie lata również bardzo się poszerzył – zlecił komplet badań i zabiegów, jakie obecnie rutynowo stosuje się wobec kotów. A więc: kastrację, dwie podstawowe szczepionki (przeciwko wirusowi panleukopenii i kociemu katarowi), odrobaczenie, założenie czipa, badanie krwi i moczu. Doktor uznał, że właściwie przydałoby się też badanie serca.

Możliwości weterynarii bardzo się rozwinęły, więc i koszty niektórych procedur bywają bardzo wysokie. Dlatego bardziej zapobiegliwi właściciele rozważają coraz częściej wykup ubezpieczenia od kosztów leczenia i wypadku swojego zwierzęcia. Od 2013 r. istnieje na polskim rynku firma, która zajmuje się zwierzęcymi ubezpieczeniami. Sprzedała już kilkaset polis – standardowy pakiet to 250 zł składki rocznie, która gwarantuje wypłatę 3 tys. zł na leczenie i 2,5 tys. zł NNW.

Odkąd przyjechał Felek, styl życia jego pani się zmienił. Co szybko odnotowali lajkami znajomi na Facebooku. Na jej zdjęciach teraz był głównie Felek. Zwinięty w kłębek, z pyszczkiem w poduszce, z pyszczkiem w górze, rozciągnięty na kocu.

Panią Felka zaczęły też nagle szalenie interesować inne egzemplarze. A wiec: koty z plastrami sera na łbie, rzekomo udające cheeseburgery (1,6 tys. fanów na Facebooku), stojące na dwóch łapach za zaparowaną szybą i udające Tap Madl (12 tys. fanów) albo po prostu z podwiniętymi łapami siedzące w różnych miejscach („Koty, które udają chleb” – 33,5 tys. fanów). Na Facebooku farmy lajków pasą się dziś właśnie dzięki kotom.

Rynek już to wyłapał. Coraz więcej ich w reklamach: od butów po samochody – jak audi czy mercedes – albo takich prezentujących w atrakcyjny, niemal erotyczny sposób ekskluzywną karmę, którą kot może sobie wybierać podobnie jak jego właścicielka eleganckie buty.

Coraz częściej koty urastają do rangi popkulturowych bohaterów – od Hello Kitty począwszy, na Kocie Paczaczu skończywszy. Nie zapominając o legendarnym już Garfieldzie i kocie Simona (Simon’s cat) z popularnej serii filmów animowanych stworzonych przez Brytyjczyka Simona Tofielda i komiksu, który doczekał się już pięciu wydań w polskiej wersji; ostatnia ukazała się w październiku 2013 r.

Wyłapała nowe trendy też sieć. Od jakiegoś czasu na Facebooku zamiast emotikonów można używać obrazków z kotami (emotikotów?). A w 2013 r. powstał polski portal internetowy dedykowany właścicielom zwierząt domowych, na którym można założyć sobie profil, konsultować się z innymi użytkownikami, polecać sobie sklepy, lekarzy, a nawet umawiać się na randki. Ma już ponad 5 tys. użytkowników, którzy wrzucili na stronę ponad 70 tys. zdjęć swoich zwierząt.

Kotów pomnażanie

Żywych ludzi pani Felka też zaczęła dzielić wedle stosunku do kotów. Jeśli zaprasza teraz znajomych, to tych, którzy mają koty, a jeśli akurat psa, to zwykle szybciej od innych ze spotkania wychodzą.

Najczęściej bywa u niej para młodych pracowników ze świata kultury, którzy czarno-białego kota sprawili sobie po obejrzeniu ostatniego filmu braci Coen „Co jest grane, Davis?”, w którym kot gra dość znaczącą rolę. Bywa informatyk, który od dzieciństwa zawsze miał kota, a to uzależniające, więc teraz ma już dwa, oraz młoda mama, miłośniczka rasowych maine coonów, która dwa kociaki zakupiła z hodowli, aby dzieci miały aktywnych towarzyszy zabaw, a przy okazji wyrobiły w sobie poczucie obowiązku względem zwierząt. To akurat słuszna intuicja; jak dowodzą badania, trening zachowań opiekuńczych w stosunku do zwierząt może mieć korzystny wpływ na zachowania w relacjach między ludźmi.

To, czy jest się kobietą czy mężczyzną z kotem nie pozostaje bez znaczenia. Wokół posiadaczy zwierząt krążyła cała masa stereotypów. Jeśli kobieta z kotem, a zwłaszcza z kilkoma, to stara panna, a jeśli nie stara, to na pewno dziwna. Z kolei samotny mężczyzna z kotem od razu prowokuje podejrzenia o homoseksualizm. Właściciele psów zawsze byli pod tym względem mniej naznaczeni – być może ma tu znów znaczenie popkultura i rynek, które w filmach czy reklamach zwykle przedstawiają psa w otoczeniu dużej rodziny i jako towarzysza dla aktywnego właściciela, który ze swoim zwierzakiem może np. biegać lub jeździć na rowerze.

Dziś kot to wciąż jeszcze częściej partner dla bohatera samotnika, dziwaka, trochę niedostosowanego, jak np. we wspomnianym już filmie „Co jest grane, Davis?” lub, w polskim przykładzie, filmie „Matka Teresa od kotów”. Ale dla społecznego wizerunku wielkomiejskiego właściciela coraz większe znaczenie okazuje się mieć rasa zwierzęcia. Mimo że według niektórych badań ponad 60 proc. właścicieli ma dachowce, wielu aktualnie wchodzących w projekt kot wybiera rasowca. Bowiem: jeśli ważne jest, aby z góry wiedzieć, czego po kocie można się spodziewać, gdy chce się go dopasować do swojego stylu życia, oczekiwań oraz potrzeb estetycznych, gdy zwraca się uwagę na określony wygląd kota (np. szaroniebieska sierść), jego upodobania (czy będzie skakał po szafach i firankach) i stabilny charakter (spokojny albo towarzyski) – rasowy okazuje się po prostu lepszą inwestycją. Także w image. Trendy jest maine coon, brytyjski krótkowłosy i rosyjski – niebieski. Wszystkie między 1 tys. a 2 tys. zł za sztukę. Hodowcy potwierdzają ciekawy fenomen, że niektórzy posiadacze zwykłych dachowców zaczęli od pewnego czasu używać nazwy „rasa europejska”, choć żaden szanujący się hodowca istnienia takiej rasy by nie potwierdził. Oraz narzekają na dzikie hodowle kotów niby rodowodowych, które mnożą się jeszcze szybciej niż koty.

A tymczasem na specjalistycznych stronach fachowcy polecają obecnie posiadanie dwóch kotów, ponieważ jeden może się nudzić i powinien mieć towarzystwo. Niektóre kocie ośrodki adopcyjne, które zajmują się znajdowaniem nowych domów dla kotów porzuconych albo zaginionych, nie zezwolą na podpisanie adopcyjnej umowy, jeśli w domu nie ma już jednego kota albo właściciel nie weźmie od razu dwóch.

Więc w głównym nurcie nadążania za trendami obowiązuje teraz model: jeden plus dwa. Koty.

Informacje potrzebne do napisania tekstu udostępnili m.in.: Anna Wypych z Ośrodka dla kotów miejskich Koteria, Zofia Geńska z lecznicy weterynaryjnej Animal Center, Anna Kubień i Grażyna Kolczyńska z Polskiego Związku Felinologicznego, Michał Wardeński z firmy ubezpieczeniowej PETSUPPORT.

Polityka 44.2014 (2982) z dnia 28.10.2014; Społeczeństwo; s. 34
Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Historia

Historia, jakiej nie znacie: Zarazki na wojnie

Przerażające pojęcie „broni biologicznej” kojarzy się z XX w. Ale na pomysł, by wykorzystywać trucizny i choroby, wojskowi wpadli na długo, zanim ktoś po raz pierwszy wypowiedział słowo „wirus”.

Jan M. Długosz
27.03.2020
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną