Miłość aż po grób

Nierozłączni aż po śmierci
Umierają w dzień, dwa, miesiąc po współmałżonku. Za życia byli symbiotyczni, więc i śmierć nie może ich rozłączyć.
W Polsce ponad milion par dożywa późnej starości we dwoje. Część z nich razem się stąd zbiera.
Dmitriy Shironosov/PantherMedia

W Polsce ponad milion par dożywa późnej starości we dwoje. Część z nich razem się stąd zbiera.

Dla starych mężów utrata żony amputuje cały ich świat. W nowym, bez niej, najczęściej już nie potrafią się odnaleźć.
Macduff Everton/Getty Images

Dla starych mężów utrata żony amputuje cały ich świat. W nowym, bez niej, najczęściej już nie potrafią się odnaleźć.

Że cię nie opuszczę w chwili śmierci – nie ma takiego zdania w tekście małżeńskiej przysięgi. Większość kobiet wychodzących za mąż bankowe wdowieństwo ma zapisane w życiorysie przez biologię. Mężczyźni żyją krócej. W miejskich blokach bywają piętra, na których co drugie, trzecie drzwi – to drzwi wdowie.

Lecz czasem idą w śmierć razem, przedzieleni godziną, tygodniem, miesiącem. Częściej on za nią niż odwrotnie. Badania pokazują, że wdowy podnoszą się z rozpaczy i nieźle sobie w pojedynkę radzą. Dla starych mężów utrata żony amputuje cały ich świat. W nowym, bez niej, najczęściej już nie potrafią się odnaleźć. Byli przeważnie symbiotycznymi parami zrośniętymi ze sobą za życia tak bardzo, że nie wiadomo, gdzie się kończyło jedno, a zaczynało drugie.

W Polsce ponad milion par dożywa późnej starości we dwoje. Część z nich razem się stąd zbiera. W oficjalne dokumenty zgonu wpisuje się zwykle, że to serce. Japońscy naukowcy odkryli, że serce pękające z rozpaczy rzeczywiście istnieje. Przybiera kształt Tako-Tsubo, naczynia do łapania ośmiornic. I tak nazwali kardiomiopatię sercową – zespół złamanego serca. Objawia się ona nagłym bólem w klatce piersiowej, spadkiem temperatury ciała i ciśnienia, słabym i szybkim tętnem. Następuje gwałtowny wzrost wydzielania hormonów stresu, które przedostają się wprost do naczyń wieńcowych. Zmniejsza się raptownie ilość krwi przepływającej przez serce, następuje rozdęcie komór, ich migotanie i zatrzymanie akcji serca. W zapisie EKG obserwuje się zmiany jak przy zawale, lecz w naczyniach nie ma zmian typowych dla choroby wieńcowej. Tako-Tsubo może kończyć się śmiercią.

Ani na sekundę

Zdzisław z Michałowic umarł trzy dni po żonie. Swoją Danutę poznał w pracy. Całe życie pracowali razem w handlu. Po upadku komuny otworzyli wspólnie sklep w Warszawie. On zajmował się zakupami i ogrodem, ona prowadziła rachunki i dbała o dom. Wszyscy ich w Michałowicach znali i cenili. Mieszkali tam od lat w domu po dziadkach. Byli dla siebie całym oddzielnym światem. Nie musieli mieć nikogo z zewnątrz. Z wyjątkiem jedynego syna.

Sprzedali mieszkanie w Warszawie i nad parterowym domem zbudowali piętro dla syna, synowej i dwojga wnucząt. W spokojnym życiu rodziny zdarzyło się nieszczęście: tak to odbierali. Piękna synowa odeszła z domu, bo nie chciała już małżeństwa.

Rodzice przez całe życie w symbiotycznym związku, nie mogli tego zrozumieć. Urodziło się dwoje dzieci, nie było alkoholu ani przemocy. I najważniejsze: przysięgała przed Bogiem, że dopóki śmierć ich nie rozdzieli… Wciąż czekali razem z synem na jej powrót.

Któregoś dnia Danutę zabrało pogotowie. Nie przeżyła w szpitalu wysokiej gorączki i zapalenia płuc. Syn prosił, żeby ojciec zawoził wnuczka do szkoły, żeby zajął się znów ogrodem, są psy, jest co robić w domu. Zdawało się, że ojciec zaczyna dochodzić do siebie. Po trzech dniach od śmierci matki zobaczył go leżącego w swym pokoju. Na jego brzuchu leżał ukochany pies. Drugi warował na łóżku w nogach. Syn zaczął reanimację kierowany przez dyspozytorkę pogotowia. Potem podjęli ją pracownicy karetki.

Nie wrócił do domu ani na sekundę – mówi syn. Matka przyszła do niego i powiedziała: chodź, idziemy. Zawsze we wszystkim jej słuchał. Ona potrzebowała kogoś, by nim rządzić, a ojciec pragnął być rządzonym. Tak się dobrali. Prosili Boga, żeby ich nie rozdzielał do śmierci i zostali wysłuchani. Zdzisław był po sześćdziesiątce, zdrowy, bez kłopotów z sercem.

Syn powiedział dzieciom, że babcia poszła do Boga, gotować obiady tak pyszne, jak dotąd w domu. A dziadek razem z nią, jak zawsze.

Na klęczkach

Część z tych historii trafia potem do mediów. Pisze się, że taka to była piękna miłość. Elsa i Viktor z Anglii mieli dwoje dzieci, dziewięcioro wnuków i troje prawnuków, byli jednak tak bardzo dla siebie, że płakali, gdy musieli, choćby jeden dzień, spędzić oddzielnie. Dołączyli do siebie po dziewięciu dniach. Córka pochowała ich w jednej podwójnej trumnie. Floren Hall, Angielka, zabroniła mężowi umierać przed nią. Kiedy konała, do końca trzymał żonę za rękę. Poszedł za nią po godzinie.

W historiach mniej doskonałych i mniej opisanych serce może być złamane na długo przed ostatnią godziną – a śmierć, pomimo tego, zabiera razem. W „Gazecie Wyborczej” w marcu tego roku ukazał się nekrolog Teresy i Włodzimierza, małżeństwa z Warszawy. Poznali się na studiach. Przeżyła właśnie zawód miłosny i zwierzała się ze swych przeżyć koledze z akademika. Wzięli ślub. Uwielbiał ją przez całe życie, zgrabną, pełną uroku, ale nie żadną piękność. Zawsze wpatrzony, zawsze na klęczkach. Wysoki, przystojny, nie miał nigdy innej kobiety – mówi córka. Nawet wtedy, gdy wyjechał bez żony do pracy w NRD. Córka pamięta, że odwiedziła tam ojca i poszli kupić sobie buty. Najpierw dla mamy – powiedział.

Mimo że nie dobrali się i nie potrafili dopasować. On był spokojny, małomówny, oszczędny. Żona mówiła, że powinien mieszkać w leśniczówce, bo lubił las, rośliny i zwierzęta. Kiedyś zabrał ją na spływ kajakowy. Nie przypadło jej to do gustu. Była lekarką. Zarabiała więcej od męża i ciągnęło ją w szeroki świat. Z pasją podróżowała. Wiedział, że nie sama. W weekendy odchodziła często do innego mężczyzny.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną