Ostatni oddech pracującego Polaka

Drapacze z biur
Polacy są jak sportowcy wyczynowi. Wyżyłowani, wyeksploatowani, przepracowani. Chcą odpocząć. W kampanii wyborczej politycy zauważyli to zjawisko. Pytanie: co dalej?
Mirosław Gryń/Polityka

Mirosław Gryń/Polityka

audio

AudioPolityka Ryszarda Socha - Drapacze z biur

Drapanie pazurami. Tak najczęściej mówią o swoim życiu. Najpierw drapali, żeby wspiąć się wyżej. Potem już tylko, żeby się nie obsunąć. – Od zawsze jest trwoga o przetrwanie, niepewność jutra – stwierdza Anna, pracownica firmy ubezpieczeniowej, na samozatrudnieniu. – Ale jestem kobietą dojrzałą. Źle już znoszę to ciągłe wystawianie się na przetarg. To, że się ludzie ode mnie opędzają jak od muchy. Młodzi agenci mają jeszcze siłę i odporność, a mnie te odmowy osłabiają. Opowiada: od lat odgrywa entuzjazm. Jak wielu ludzi w jej firmie, ciągle w masce. Bilans życia wychodzi jej dodatni. Ale jak na włożony wysiłek – efekt jest taki sobie.

Żeby była praca

Prof. Sylwiusz Retowski, psycholog pracy i organizacji z Uniwersytetu SWPS, przywołuje wyniki badań swego magistranta, który badał sytuację w jednej z trójmiejskich korporacji. Zwolniła jedną trzecią pracowników. Doświadczenie okazało się bardzo traumatyczne nie tylko dla zwolnionych, ale także tych, którzy pozostali. „Ocaleńcy” odczuwali mniejszą satysfakcję z pracy i mieli złą opinię o firmie. Zwolnienia potraktowali jako nielojalność ze strony pracodawcy.

A to przecież powszechne polskie doświadczenie. Mało który naród ma za sobą coś takiego w takiej skali; najpierw wojna, PRL, żadnych oszczędzonych w rodzinach zasobów. Pokolenie później – w latach 90. – bezrobocie dobijające do 20 proc. i realna groźba utraty dachu nad głową, środków do życia, bankructwa. Realny lęk o siebie.

Różna jest indywidualna odporność na zawirowania. Badacze podkreślają, że model: „troszcz się sam o siebie” nie jest dla każdego. W każdym społeczeństwie jest część, zwykle znaczna, która drapać pazurami zwyczajnie nie jest w stanie. Jeśli nimi pokierować, będą uczciwie pracować. Lecz sami nic dla siebie nie wyszarpią. Tymczasem my wybraliśmy taki model.

Co więcej, dziś już nie tylko utrzymanie pracy przysparza niepokojów. O pracę ostatnio łatwiej, bezrobocie maleje. Jednak praca coraz słabiej chroni przed biedą – niepopłaconymi rachunkami, ryzykiem utraty mieszkania. Umowy cywilnoprawne, które w wielu miejscach wypierają umowy o pracę, pozwalają płacić ludziom mniej, niż wynosi minimalna płaca krajowa (teraz 1750 zł brutto, netto niecałe 1300 zł), mająca chronić przed nadmierną eksploatacją finansową.

W dodatku okazuje się, że ludzie, którzy mając w perspektywie cykliczne kłopoty z zatrudnieniem, wybierają model alternatywny – bez pracy i ryzyka jej utraty – wygrywają z tymi, którzy wciąż walczą, by z rynku pracy nie wypaść. Badania prowadzone na Uniwersytecie Gdańskim wykazały, że tym trwale nierobotnym (od lat nieposzukującym pracy, żyjącym z zasiłków, wsparcia rodziny, drobnych prac dorywczych) jest tylko trochę gorzej niż Polakowi statystycznemu. A od bezrobotnych, którzy wytrwale pracy poszukują, pod różnymi względami mają się lepiej. Są bardziej zadowoleni z życia, lepiej oceniają swoje stosunki z najbliższymi i – co dziwne – także sytuację finansową rodziny oraz perspektywy na przyszłość. Nawet stan kraju postrzegają w jaśniejszych barwach.

O co w tym wszystkim chodzi? Badacze tłumaczą, że o kontrolę nad życiem, o klarowność sytuacji. Alternatywni w zamian za egzystencję biedną, ograniczoną do najprostszych potrzeb, zyskują minimum równowagi psychicznej, poczucia, że świat jest przewidywalny, choć nieprzyjazny i niesprawiedliwy. Słowem, przedkładają wariant zły, ale pewny, nad niewiadomą. Jednak większość Polaków wybiera życie z niewiadomą w tle i z nadzieją, że będzie lepiej.

Żeby była klitka

Marek – wykształcenie średnie, pracownik ochrony, wcześnie zaczął. Drapie od ponad dekady. Ma 32 lata i wielokrotnie czuł, że dociera do kresu sił. Przez kilka lat pracował na umowę-zlecenie, po 5 zł na rękę za godzinę. Gdyby pracował tyle, ile trzeba na etacie (160–170 godzin), miałby miesięcznie 800 zł. Pracował 240 godzin, żeby wyciągnąć swoje 1200 zł. Funkcjonował w rytmie 24 godziny dyżuru i 48 godzin wolnego. Ale często kogoś trzeba było zastąpić. Wracał wyczerpany. Cały następny dzień egzystował na pograniczu jawy i snu. – Człowiek niewiele wtedy myśli – opowiada. – Głównie, jak przetrwać. I czy za dwa lata dam jeszcze radę pracować w takim trybie.

Miał świadomość, że innym jest gorzej: mają dzieci albo chorego małżonka. Ale to żadna pociecha. Jak i to, że obok, też za piątaka, pracują młodzi po studiach, bo nie znaleźli nic lepszego. Albo zredukowany nauczyciel historii. Mimo mizernej pensji Marek w statystykach do kategorii „pracujący biedni” się nie łapał. Według statystyk jako singiel miał się całkiem nieźle. Ale żeby za te pieniądze wyżyć, wynajmowany pokój musiał dzielić z kimś albo – jeśli chciał mieszkać sam – była to klitka (450–600 zł za wynajem i opłaty).

W 2008 r. pracujących biednych wziął pod lupę CBOS. Zaliczył do nich tych, których dochód na członka rodziny wynosił mniej niż 640 zł. Stanowili 6,6 proc. ogółu pracujących, ponad 2 mln ludzi (najwięcej w województwach lubelskim i podkarpackim, najmniej w zachodniopomorskim i śląskim). Ponad połowa była powyżej czterdziestki, 70 proc. mieszkało we wsiach i małych miasteczkach. Choć zarabiali tak mało, zdecydowana większość postrzegała swoją pracę jako wartość, miała poczucie ważności i sensu tego, co robi. Później CBOS tych badań już nie powtarzał. Ale dzięki raportowi, który w 2011 r. opublikowała Komisja Europejska, wiemy, że Polska znalazła się w czołówce krajów o największym udziale osób zagrożonych ubóstwem wśród pracowników. Zagrożenie to dotyczyło 12 proc. pracujących (podobnie jak w Portugalii). Gorzej wypada tylko Rumunia (17 proc.) i Grecja (14 proc.). Mocno odstajemy in minus od Czech (4 proc.), Belgii, Danii, Węgier, Holandii, Słowenii i Finlandii (5 proc.).

Do Marka los się w końcu uśmiechnął. Związał się z kobietą (służba zdrowia, 2 tys. zł). Choć w branży ochroniarskiej umowy o pracę wciąż są rzadkością, dochrapał się etatu – najniższej krajowej za 160–170 godzin miesięcznie. Dzieci nie przewidują, choć ona może by i chciała. Etat Marek zawdzięcza lekarzowi orzecznikowi, który po tych latach eksploatowania stwierdził u niego niepełnosprawność w stopniu umiarkowanym. Pracodawca otrzymuje dopłatę z PFRON.

Dwa lata temu media pokazały, że zdarzają się oferty pracy za 2,50 zł na godzinę. Podniosły się wtedy głosy, by wzorem płacy minimalnej wprowadzić minimalną stawkę godzinową. Dopiero podczas tej kampanii wyborczej nad sprawą pochyliły się PO i PiS, obiecując tę minimalną w wysokości 12 zł brutto.

Żeby był świat poza pracą

Marta też mówi, że jest przemęczona, choć ma dopiero 28 lat. Polonistka, zaocznie studiuje prawo – płatne 700 zł miesięcznie. Podjęła pracę za minimalną krajową w firmie, która miała zapewnić jej rozwój, czyli kontakt z prawem. Żeby zaspokoić podstawowe potrzeby, brała dodatkowe zlecenia. Pracowała do 21.00. A w weekendy – nauka. – Kołowrotek, nie odróżniałam dnia od nocy – opisuje. – Cały czas liczyłam. Nie starczało na książki, na wyjście ze znajomymi na pizzę. Wytrzymałam trzy miesiące. Schudłam 5 kg, choć nie miałam z czego chudnąć. Przeszła do agencji reklamowej: 2 tys. na rękę. Dalej ciągnie studia.

Według Eurostatu od lat jesteśmy w czołówce zapracowanych Europejczyków. Średnia wynosi 40,6 godz. tygodniowo, ale składają się na nią także zatrudnieni w niepełnym wymiarze. Średnia unijna to 37,5 godz. W europejskich statystykach Polacy uchodzą za nieskorych do inwestowania w rozwój, robienia dodatkowych kursów, kolejnych kwalifikacji. Zwłaszcza ci z kwalifikacjami najniższymi. Może dlatego, że – jak podaje Work Service, firma zajmująca się zarządzaniem zasobami ludzkimi – najwięcej tyrają w Polsce ludzie z płacowych biegunów. Z jednej strony ci, którzy nie osiągają 3 tys. zł miesięcznie i muszą związać koniec z końcem. Z drugiej ci, którzy przekraczają 7,5 tys. zł.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną