Społeczeństwo

Aborcja od A do Ja

Fakty i mity o przerywaniu ciąży

Monika Goc / Facebook
Spory aborcyjne dowodzą, że skala niewiedzy jest w tej materii ogromna. Niewiele wiemy o aborcji, ale też ogólniej – o zapłodnieniu, ciąży, porodzie i o tym, co dzieje się potem.
Pigułka dzień po nie ma nic wspólnego z aborcją farmakologiczną.Mirosław Gryń/Polityka Pigułka dzień po nie ma nic wspólnego z aborcją farmakologiczną.
Wiele kobiet nigdy nie dowiaduje się o tym, że poroniło, myląc poronienie z opóźnioną miesiączką.Mirosław Gryń/Polityka Wiele kobiet nigdy nie dowiaduje się o tym, że poroniło, myląc poronienie z opóźnioną miesiączką.
Daria Nepriakhina/StockSnap.io

Artykuł w wersji audio

Najmocniejszych argumentów na rzecz edukacji seksualnej dostarczają dziś posłowie, którzy pewnej wiedzy ze szkół raczej nie wynieśli. W roli ekspertów od aborcji i kobiecego ciała widzą się dziś zwłaszcza politycy PiS, z prezesem tej partii na czele. W ostatnich tygodniach rządzący dzielili się opiniami, które z medycznego i czysto humanistycznego punktu widzenia należałoby uznać za co najmniej kontrowersyjne. Podobny ton pobrzmiewa w stanowczych deklaracjach ruchów pro-life, swoje dorzucają wreszcie hierarchowie Kościoła, już do reszty dezorientując opinię publiczną.

A debata o aborcji bez faktów staje się niemożliwa. Podobnie jak dekonstrukcja mitów. Spróbujmy więc.

Mit 1. Podczas gwałtu nie dochodzi do zapłodnienia z powodu stresu kobiety.

Najpierw posłanka PiS Krystyna Pawłowicz stwierdziła, że przypadki poczęcia dzieci z gwałtu zdarzają się bardzo rzadko. Potem abp Henryk Hoser oszacował, że „tych przypadków nie ma wiele”, bo „fizjologia, która jest narażona na tak ogromny stres, działa w sposób przeciwny możliwości zapłodnienia”. – W rzeczywistości stres jest w stanie zwiększyć odsetek ciąż u kobiet zgwałconych, a nie zmniejszyć, bo to silny bodziec, który może przyspieszać owulację, o ile kobieta jest w okresie przedowulacyjnym – tłumaczy położnik dr Grzegorz Południewski. Potwierdzają to badania Juana Tarina, Toshio Hamatani i Antoniego Cano z 2010 r. Owulacja jest z reguły spontaniczna i następuje regularnie co 26–30 dni. Pod wpływem silnego stresu owulacja może zostać wywołana wcześniej. Z kolei długotrwały, utrzymujący się stres doprowadza do sytuacji odwrotnej – do zatrzymania owulacji (a także menstruacji) i tym samym funkcji reprodukcyjnych kobiety. Istnieją też badania, które sugerują, że kobiety podczas owulacji częściej padają ofiarą gwałtów. Szacuje się, że ponad 90 proc. gwałtów nie jest zgłaszanych na policję. Zgodę na usunięcie ciąży z gwałtu musi wyrazić prokurator, w praktyce normą jest odwlekanie wydania dokumentu do czasu, aż aborcja nie będzie możliwa. Ofiary gwałtów, aby uniknąć pogłębiania traumy, zwykle decydują się na aborcję farmakologiczną z podziemia aborcyjnego.

Mit 2. Aborcja polega na wyrywaniu kleszczami organów płodu. A późna aborcja, w przypadku odkrytych wad płodu – to rwanie na strzępy niemowlęcia.

W rzeczywistości zdjęcia rozkawałkowanych płodów, pojawiające się na manifestacjach pro-life, pochodzą z zabiegów wykonywanych w latach 60. i 70., dotyczących przypadków większych i płodów obumarłych. – Do chwili wynalezienia antyprogestagenu i prostaglandyn, czyli do momentu, kiedy opracowano metody skutecznego poronienia farmakologicznego, w położnictwie był ogromny problem z ciążą obumarłą, było bardzo ciężko taką ciążę wyindukować do porodu, co powodowało, że dochodziło do zabiegów tak radykalnych, że rzeczywiście takie uszkodzone płody wyciągano – precyzuje dr Południewski. – Gdy dr Joanna Banasiuk, prezentując w Sejmie projekt zaostrzający prawo aborcyjne, mówiła, że jedno na 10 dzieci umiera w samotności i w misce, to mówiła bzdury – komentuje.

Płód potencjalną zdolność czucia uzyskuje między 28. a 32. tygodniem. Do 10.–12. tygodnia ciąży stosowane są metody farmakologiczne. Na tym etapie wstępnie wykształcone są kończyny oraz palce, płód ma wielkość niedużej śliwki. Nie wiadomo, jaki procent wszystkich aborcji w Polsce stanowią te późne, dokonywane po 12. tygodniu. W większości zachodnich krajów, gdzie aborcja jest dostępna, np. we Francji, wskazania ustalane są wcześniej i w większości dokonuje się aborcji farmakologicznej. Im później zabiegi są wykonywane, tym gorzej – także dla zdrowia kobiet. W naszej ustawie górna granica wieku płodu nie została określona. Większość szpitali, w których dokonuje się terminacji ciąży, w związku z kontrowersjami dotyczącymi wieku płodu opiera się na wyroku sądu w tzw. sprawie łomżyńskiej. Sąd Najwyższy wyznaczył tę granicę w 24. tygodniu.

Mit 3. Aborcja farmakologiczna jest najniebezpieczniejszą formą przerywania ciąży, ponieważ rozregulowuje gospodarkę hormonalną kobiety.

Badania Światowej Organizacji Zdrowia wskazują, że jest wręcz odwrotnie. W krajach, w których aborcja jest legalna, stosowanie tabletek to prócz aborcji chirurgicznej najpopularniejsza (i zwykle najtańsza) metoda przerywania ciąży polegająca na wywołaniu poronienia. Stosuje się je do 10. tygodnia ciąży (tabletki działają także później, ale takim zabiegom pacjentki poddają się już nie w domu, ale w szpitalach, pod opieką lekarzy). Pierwszego dnia przyjmuje się mifepristone, lek hormonalny hamujący produkcję progesteronu. Po 24 godzinach przyjmuje się misoprostol, zaczynają się krwawienia (ustają po 7–14 dniach) i skurcze.

W Polsce tabletki nie są dopuszczone do obrotu, ale kobiety sprowadzają je do kraju na własny użytek, m.in. za pośrednictwem działającej w Holandii organizacji Women Help Women. – 24 osoby z 18 państw ułatwiają kobietom dostęp do tabletek i udzielają informacji o bezpiecznych metodach aborcyjnych. Jeśli nie ma przeciwwskazań, tabletki wysyłają im pocztą – wyjaśnia Kinga Jelińska, współzałożycielka i dyrektor WHW. Proceder próbują ukrócić celnicy, którzy zatrzymują przesyłki w urzędach, bo nauczyli się je rozpoznawać (choćby po adresie nadania). – Województw, do których nie docierają, jest więcej niż tych, do których docierają – mówi Justyna Wydrzyńska, współzałożycielka Kobiet w Sieci, wirtualnej platformy wymiany doświadczeń. Wymienia zwłaszcza Wielkopolskę, Dolny Śląsk, Małopolskę, Pomorze. Kobiety zamawiają tabletki na poste restante do sąsiednich województw albo próbują wywalczyć swoje prawa, bo zatrzymywanie przesyłek jest rażącym przekroczeniem obowiązków. – Środek jest niedopuszczony do obrotu w Polsce, ale przestępstwo popełniamy wtedy, kiedy wprowadzamy go do obrotu – tłumaczy prawniczka Karolina Więckiewicz, ekspertka w dziedzinie praw reprodukcyjnych.

Mit 4. Aborcja jest zagrożeniem dla życia kobiety.

„Aborcja pociąga za sobą dyskryminację i śmierć matek. Pokazują to dane Banku Światowego i Światowej Organizacji Zdrowia. W Polsce, odkąd w 1993 r. ograniczono aborcję, wskaźnik śmiertelności matek spadł pięciokrotnie– mówiła w Sejmie dr Joanna Banasiuk z Ordo Iuris, manipulując danymi. W Polsce wskaźnik śmiertelności okołoporodowej matek spadł znacząco – z 17 w 1990 r. do 3 w 2015 r. To dzięki postępowi medycyny, położnictwa i szerszemu dostępowi do nowoczesnej infrastruktury. Obowiązująca ustawa nie wpłynęła znacząco na spadające statystyki śmiertelności kobiet. Nie widać także zachwiania, gdy na przełomie 1996/97 r. aborcja była legalna ze względu na trudną sytuację kobiet. Gdyby zaś tok myślenia przedstawicieli Ordo Iuris był słuszny, w krajach, gdzie aborcja jest zakazana, wskaźnik okołoporodowej śmiertelności kobiet byłby najniższy. Przykład Malty, gdzie obowiązuje najbardziej restrykcyjne prawo w Europie, dowodzi, że tak nie jest.

Poważne zagrożenie dla życia kobiety stanowi natomiast aborcja nielegalna. Wciąż są miejsca na świecie, gdzie bardzo dużo kobiet ginie na jej skutek, bo dochodzi np. do powikłań septycznych po zakażeniu bakteryjnym. W niektórych krajach to powód nawet co drugiego zgonu kobiet w wieku rozrodczym. Zabiegi legalne i przeprowadzone pod opieką lekarzy w I trymestrze mają mniejsze ryzyko powikłań niż w przypadku porodu, który z medycznego punktu widzenia jest najtrudniejszym momentem w całej ciąży. Tak dla matki, jak i dla dziecka. Według „American Journal of Medicine” na 100 tys. przepisanych opakowań viagry po jej zażyciu dochodzi do pięciu zgonów. Na 100 tys. aborcji farmakologicznych stwierdza się jeden zgon.

Mit 5. To lekarze wywierają presję na kobiety, by usuwały uszkodzone płody.

„Kobieta, która dowiaduje się o chorobie dziecka, spotyka się przede wszystkim z ogromną presją otoczenia, lekarzy, mediów, osób bliskich, żeby poddała się zabiegowi aborcji” – przekonywała niedawno Kaja Godek z Fundacji Życie i Rodzina. – W rzeczywistości informujemy pacjentkę w sposób najbardziej obszerny i kompletny, co się z tą chorobą wiąże. Pacjentka życzy sobie często dodatkowych konsultacji, również psychologicznych – wyjaśnia dr Dębska. – Jest taka zasada, że konsultacje nasze i psychologiczne są niedyrektywne: nie mówimy pacjentkom, co mają robić. Nic nie sugerujemy. To poza naszymi kompetencjami – dodaje lekarka.

W praktyce pacjentka, która z diagnozą prenatalną wraca do swojego lekarza i mówi mu, że chce zakończyć ciążę, często nie dostaje skierowania na zabieg, bo nikt nie chce się pod tym podpisać. Zgodę wydaje zawsze dwóch lekarzy: jeden rozpoznaje nieprawidłowości, drugi kwalifikuje pacjentkę do zabiegu. – Takie decyzje powinny zapadać w miarę szybko – podkreśla dr Dębska. Ale w Polsce wady są na ogół bardzo późno rozpoznawane.

Mit 6. Prawidłowo przebiegająca ciąża kończy się prawidłowo przebiegającym porodem.

Z medycznego punktu widzenia każda ciąża i każdy poród w różnym stopniu zagrażają zdrowiu i życiu: kobiety, płodu, noworodka. Mimo postępu medycyny – nigdy nie zminimalizuje się ryzyka do zera. Powikłania zakrzepowo-zatorowe, choć stosunkowo rzadkie, są u ciężarnych czterokrotnie częstsze niż u pozostałych kobiet. Zawsze może się odkleić łożysko. Może dojść do krwotoków i powikłań wątrobowych. Do powikłań dochodzi też w trakcie porodów, nawet jeśli ciąża w całości przebiega bez komplikacji. Poród siłami natury był i pozostanie nieprzewidywalny. Zdarza się, że pęka macica, oddziela się łożysko, dochodzi do zakrzepicy żylnej, rzucawki. Poród kończy się też niekiedy nieplanowanym cesarskim cięciem. To planowane jest stosunkowo bezpiecznym zabiegiem, choć powinno być wykonywane tylko w konkretnych przypadkach, np. gdy kobieta ma wadę serca albo choruje na nadciśnienie. W Polsce każdego roku rodzi się 300 tys. dzieci. Jedna na około 35 tysięcy kobiet umiera w związku z ciążą i porodem.

Mit 7. Za powikłania na sali porodowej odpowiadają lekarze.

Kiedy w trakcie porodu dochodzi do powikłań, trzeba działać szybko, np. błyskawicznie przeprowadzić cesarskie cięcie, usunąć macicę, zatamować krwotok. Czasem urodzi się główka, ale nie chcą przejść barki. Położnicy mają 3–5 min, żeby wydostać noworodka. – Nie zawsze się zdąży – mówi dr Dębska. Standard polskiej opieki okołoporodowej uznaje się za jeden z najwyższych na świecie. – Dość często występują powikłania, które nie są niczyją winą, są nieprzewidywalne, gdyż tak to wymyśliła natura – komentuje dr Dębska. Każdy odstęp od normy jest rzecz jasna szeroko opisywany w mediach. O lekarzach mówią: rzeźnicy. Mimo że odsetek zgonów i powikłań jest, powtórzmy, stosunkowo niewielki. Bycie położnikiem wymaga w Polsce wielkiej odwagi. Każdy lekarz ma obowiązek wziąć kilka samodzielnych dyżurów w tygodniu. I obserwować, nasłuchiwać, reagować – a w międzyczasie przyjmować nagłe przypadki. Pacjentki, których się nie prowadziło, których w ogóle się nie zna. Większość kolegów po fachu dr Dębskiej umarło na zawały i podczas dyżurów – tak obciąża odpowiedzialność lekarska, medyczna, moralna, wreszcie prawna. Są w USA stany, w których położników nie ma wcale, bo nikt nie chce wziąć na siebie takiej odpowiedzialności.

Mit 8. Każda kobieta, która dowiaduje się o wadach płodu, decyduje się na zabieg.

Pierwsze badanie, na podstawie którego możemy coś powiedzieć na temat rozwoju i stanu zdrowia zarodka czy dziecka, przeprowadzane jest między 11. a 14. tygodniem ciąży. – Wykonujemy tzw. test podwójny, łączący dwa badania: badanie USG i badanie biochemiczne (tzw. test PAPP-A). Taka diagnostyka ma czułość 90–95 proc., jeżeli chodzi o wykrywanie wad genetycznych, tych najczęstszych, jak zespół Downa, zespół Edwardsa, zespół Patau. Możemy również wykryć poważne wady anatomiczne, takie jak bezczaszkowie, przepuklinę mózgową, wady powłok, olbrzymi pęcherz moczowy – wylicza dr Dębska.

Na podstawie badania I trymestru oblicza się indywidualne ryzyko wystąpienia wad genetycznych w danej ciąży dla każdej pacjentki. Jeżeli okaże się ono wysokie, lekarze proponują badania inwazyjne, żeby zweryfikować podejrzenie. Ale żadna pacjentka nie musi ich wykonywać. Ma taką możliwość. – Jeśli zechce, to proponujemy jej biopsję kosmówki albo amniopunkcję. Wtedy ma już 100-proc. pewność, czy dziecko jest zdrowe czy chore – wyjaśnia Dębska.

Nie wszystkie kobiety z diagnozą potwierdzającą wady genetyczne decydują się na aborcję. Decyzja zależy od ich światopoglądu, charakteru wykrytej wady, etapu ciąży. Te pacjentki, które wykluczają przerwanie ciąży, z założenia rzadziej decydują się na diagnostykę prenatalną. – Kiedy wiadomo, że dziecko jest bardzo chore i nie przeżyje, pacjentki często pytają, co zrobić, żeby dziecko mniej cierpiało. Nie myślą o sobie. Bo jeśli ma się urodzić i potem cierpieć – choćby tydzień, miesiąc, czy nawet godzinę – to może lepiej, żeby się urodziło w 20. tygodniu, bo wówczas zginie zaraz po porodzie bądź urodzi się martwe? Takie dylematy rozgrywają się w sumieniach kobiet – opowiada dr Dębska. Trzeba pamiętać, że wady są różne. Że bezczaszkowiec i zespół Downa wymagają zupełnie innego postępowania. Paradoksalnie znacznie łatwiej podjąć decyzję o urodzeniu dziecka chorego, jeżeli się wie, że to dziecko nie przeżyje i jest śmiertelnie chore, niż wtedy, kiedy wiadomo, że będzie ono musiało całe życie leżeć przykute do łóżka.

Z kolei te pacjentki, które mimo wad decydują się dziecko wychować, dzięki badaniom prenatalnym mają czas, żeby się na to przygotować. Psychicznie, finansowo.

Dr Dębska opiekuje się teraz ciążą bardzo głęboko wierzącej rodziny. Pierwsze dziecko urodziło się z zespołem Downa. I było zdrowe, nie miało wady serca ani wad anatomicznych (40 proc. dzieci z ZD takie wady ma). Za pierwszym razem rodzice nie życzyli sobie żadnej diagnostyki. Teraz chcą zrobić wszystkie badania, bo nie zdecydują się na kolejne dziecko z zespołem Downa.

Mit 9. Już podczas badań prenatalnych dochodzi do aborcji.

„Dochodzi do nich [aborcji] podczas badania połówkowego, w 4. czy 5. miesiącu ciąży. Wtedy rodzice dowiadują się, że dziecko może mieć wadę genetyczną” – stwierdził w jednym z wywiadów wiceminister sprawiedliwości Patryk Jaki. Trudno bardziej się mylić.

Celem badania połówkowego USG, wykonywanego między 18. a 22. tygodniem ciąży, jest szczegółowa ocena anatomii płodu pod kątem występowania wad wrodzonych. Badanie daje odpowiedzi na wiele ważnych pytań: czy dziecko rośnie harmonijnie i nie ma wad anatomicznych, czy nie ma wielo- lub małowodzia, czy szyjka macicy nie rozwiera się przedwcześnie. Jest to badanie nieinwazyjne, bezpieczne, nie istnieje zagrożenie poronienia. Poza tym jest refundowane przez NFZ i teoretycznie powinno być dostępne dla wszystkich ciężarnych.

Innymi badaniami nieinwazyjnymi są USG wykonywane między 11. a 14. tygodniem ciąży oraz test PAPP-A (pobranie próbki krwi matki). Do inwazyjnych zalicza się biopsję trofoblastu (ryzyko straty ciąży waha się od 0,5 do 1 proc.) oraz amniopunkcję, czyli badanie płynu owodniowego. Tu ryzyko poronienia wynosi ok. 1 proc. To znaczy, że zdarza się ono w przypadku jednej na 100 kobiet. Dlatego te konkretne badania proponuje się w sytuacji, gdy ryzyko wystąpienia wady u dziecka jest wyższe niż ryzyko poronienia w wyniku tych badań, a wcześniejsza diagnostyka dała podstawy do podejrzewania uszkodzenia.

Mit 10. Każda kobieta, która przerwała ciążę, cierpi na syndrom poaborcyjny.

Syndrom postaborcyjny (PAS), czyli zespół cierpień psychicznych, jakich kobieta doświadcza po zabiegu, wciąż jest argumentem lekarzy, sędziów i prokuratorów. W latach 80. na skutek dużego nacisku środowisk pro-life podjęto próby wpisania zespołu rozpaczy poaborcyjnej oraz syndromu poaborcyjnego jako oddzielnych jednostek chorobowych do DSM III, czyli podręcznika zaburzeń psychicznych wydawanego przez Amerykańskie Towarzystwo Psychiatryczne. Po 1994 r. bezpowrotnie wykreślono je z tej listy.

– W środowisku profesjonalnym panuje ugruntowany pogląd, według którego do wystąpienia burzliwej reakcji posttraumatycznej dochodzi zwykle wskutek nałożenia się kilku czynników. W naszej rzeczywistości społecznej aura towarzysząca skonfliktowanej ciąży znacząco wzmacnia, a często nawet tworzy zespół posttraumatyczny. Możemy tu mówić o mechanizmie samospełniającej sie przepowiedni. Istnieje zapotrzebowanie na „syndrom poaborcyjny”, to poprzez dramatyczne odcięcie od ewentualnego wsparcia, namysłu i stworzenie atmosfery paniki moralnej – takowy syndrom tworzymy – mówi psycholożka Beata Zadumińska.

Określenie, u ilu procent kobiet, które wykonały interrupcję, występuje PAS, w praktyce jest bardzo trudne. Działa tu znany w psychologii fenomen jednej trzeciej: jedna trzecia osób w reakcji na traumatyzujący uraz z różnych powodów psychologicznych nie przeżywa traumy. Jedna trzecia przeżywa ograniczoną, opóźnioną w czasie, adaptacyjną reakcję, po czym objawy wygasają. A jedna trzecia to te przypadki, kiedy pojawiają się komplikacje. Trudno jednak w takich wypadkach rozstrzygnąć, co jest przeżywaniem traumy, a co jest reakcją na różne społeczne urazy. – Moje doświadczenie w pracy z osobami, które zmagały się z taką skonfliktowaną ciążą, było takie, że sam fakt bycia w ciąży to była sytuacja trudna, na to nakładał się element spustowy różnych elementów innych niż sama ciąża. Burzliwa reakcja może być związana choćby z tym, że ciąża doprowadziła do rozpadu związku – tłumaczy Zadumińska.

Mit 11. Kobiety, które przerwały ciążę, nie będą mogły mieć więcej dzieci.

Zdaniem lekarzy nie ma badań potwierdzających taką zależność. – Aborcja nie oznacza problemów z donoszeniem kolejnych ciąż. Nie ma żadnej różnicy, która to ciąża. Nie ma też znaczenia, z jakich przyczyn aborcja jest wykonywana. Nie ma żadnego związku między aborcją a rakiem – tłumaczy dr Południewski. Ok. 20 proc. ciąż ulega spontanicznemu poronieniu w pierwszym trymestrze. Przydarza się to zdrowym kobietom i nie wyklucza kolejnych ciąż. Do wielu poronień dochodzi też na wczesnym etapie (tzw. subkliniczne poronienia), kiedy nie mamy jeszcze w obrazie typowej ciąży, a dochodzi do zatrzymania rozwoju wczesnych form zarodkowych. Wiele kobiet nigdy nie dowiaduje się o tym, że poroniło, myląc poronienie z opóźnioną miesiączką.

Mit 12. Antykoncepcja promuje aborcję.

„Jest oczywiste, że środki wczesnoporonne są dla nas nie do przyjęcia. One burzą pewien ład, bo powodują to, że zabija się życie w fazie przedkoncepcyjnej. I powtarzam: dla nas leki wczesnoporonne i pigułka dzień po przeczą ochronie życia od momentu poczęcia” – przekonywał ostatnio Jan Klawiter, poseł Prawicy Rzeczypospolitej. Nie tylko on. To często używany przez fundamentalistów argument, że środki antykoncepcyjne wywołują aborcję na wczesnym etapie ciąży. Lekarze, którzy powtarzają to samo, występując przeciwko aborcji, są jednocześnie przeciwko antykoncepcji i nie zapisują jej swoim pacjentkom. – W Polsce nie ma takich metod antykoncepcyjnych, które wywołują aborcję. Są one nielegalne. Według Światowej Organizacji Zdrowia ciąża jest wtedy, kiedy dojdzie do zagnieżdżenia komórki jajowej w endometrium. Wszystko to, co działa do tego momentu, jest antykoncepcją, wszystko to, co działa później, można nazwać poronieniem, mikroporonieniem, indukcją – wyjaśnia dr Południewski.

Zazwyczaj mówi się o poronieniu, gdy dojdzie do obumarcia czy wydalenia zarodka, który zdążył się zagnieździć w macicy. Nie może być mowy o poronieniach w trakcie stosowania antykoncepcji, bo tabletka antykoncepcyjna hamuje owulację, utrudniając zagnieżdżenie się zarodka przez zmianę właściwości błony śluzowej macicy, i nie dochodzi do wytworzenia się jaja.

Również pigułka dzień po nie ma nic wspólnego z aborcją farmakologiczną. W marcu 2011 r. FIGO (International Federation of Gynecology and Obstetrics) opublikowało oficjalną rekomendację w sprawie antykoncepcji awaryjnej – mechanizm działania tabletek zawierających lewonorgestrel (Escapelle), czyli syntetyczny progestagen, polega na zakłócaniu procesu owulacji, to znaczy zapobieganiu jej lub opóźnianiu oraz na niedopuszczeniu do kontaktu plemnika z komórką jajową. Podanie syntetycznego progestagenu nie może przerwać ciąży już zagnieżdżonej ani uszkodzić rozwijającego się zarodka. – Skuteczność tej tabletki nie jest 100-proc., ale 96-proc. Kiedy doszło do zapłodnienia, ciąża rozwija się dalej – dodaje Południewski.

***

Zestawienie nie wyczerpuje wszystkich zagadnień, ale dowodzi, jak rozmaite przekonania – poparte enigmatycznymi statystykami albo wspierane przez wątpliwe autorytety – rezonują, przekształcając spór o charakterze biomedycznym w spór wyłącznie ideologiczny. To jest ten moment – krzyczą działaczki ze środowisk prokobiecych w Polsce. Moment na poważną debatę. Tylko z kim rozmawiać?

Co niepokoi najbardziej, to milczenie lekarzy, ginekologów i położników, którzy – zwykle ze strachu – odmawiają komentarzy i nie wydają oświadczeń, gdy padają wypowiedzi jak te cytowane powyżej. Zresztą problem zaczyna się wcześniej. W szkole nie prowadzi się edukacji seksualnej albo prowadzi się ją w sposób domorosły (w roli pedagogów wciąż często występują katechetki). Na wyższych uczelniach o aborcji mówi się niewiele albo nic. Weźmy taki symptomatyczny obrazek. Podczas jednego ze zorganizowanych w Warszawie spotkań na temat medycznych aspektów przerywania ciąży o przebieg aborcji farmakologicznej zapytała doświadczona ginekolożka. Na studiach się nie dowiedziała. No, ale to już inna opowieść.

***

Dziękujemy lekarzom i specjalistom, którzy zechcieli się wypowiedzieć i pomogli przygotować powyższe zestawienie.

Więcej na ten temat
Reklama

Czytaj także

Ja My Oni

Czym są uczucia między robotami a ludźmi?

Jak autorka niemieckiego „Die Zeit” próbowała zaprzyjaźnić się ze „sztucznym inteligentem”, Botrisem.

Ana Mayr, [tł.] Adam Krzemiński
14.05.2019
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną