Szpital psychiatryczny o bardzo ponurej przeszłości

Dom dobry, dom zły
Szpital psychiatryczny w Obrzycach pod Międzyrzeczem. W listopadowym chłodzie – jakby bezludny, dziwnie cichy. A przecież przez ponad 100 lat szalała tu historia. Wcielała w życie swe utopie i swe barbarzyństwa.
Droga główna obrzyckiego kompleksu: 516 m od bramy do prosektorium
Stanisław Ciok/Polityka

Droga główna obrzyckiego kompleksu: 516 m od bramy do prosektorium

Obrzyce: szpital na 50 ha, pod dwudziestoma dachami, spięty dwunastoma km dróg
Stanisław Ciok/Polityka

Obrzyce: szpital na 50 ha, pod dwudziestoma dachami, spięty dwunastoma km dróg

Kiedyś było to Obrawalde. Szpital psychiatryczny na początku XX w. był rajem dla pacjentów. Potem to się bardzo zmieniło.
Stanisław Ciok/Polityka

Kiedyś było to Obrawalde. Szpital psychiatryczny na początku XX w. był rajem dla pacjentów. Potem to się bardzo zmieniło.

Fragment ekspozycji w szpitalnej izbie pamięci
Stanisław Ciok/Polityka

Fragment ekspozycji w szpitalnej izbie pamięci

Rękodzieło ze współczesnej terapii zajęciowej
Stanisław Ciok/Polityka

Rękodzieło ze współczesnej terapii zajęciowej

Psycholog Łukasz Paczkowski w sali kinowej
Stanisław Ciok/Polityka

Psycholog Łukasz Paczkowski w sali kinowej

Dyrektor Jacek Hudziak w wejściu do administracji z niemiecką tablicą ku czci pracowników szpitala poległych w I wojnie światowej
Stanisław Ciok/Polityka

Dyrektor Jacek Hudziak w wejściu do administracji z niemiecką tablicą ku czci pracowników szpitala poległych w I wojnie światowej

Psychiatra Oswald Danielak na tle komina kotłowni
Stanisław Ciok/Polityka

Psychiatra Oswald Danielak na tle komina kotłowni

Brama, kościół, willa dyrektorska, administracja, wieża ciśnień, kuchnia, pralnia. Maszynownia, warsztaty, kotłownia, magazyn, lodownia. Oddziały – po obu stronach, symetrycznie, w rzędach. Prosektorium. 516 m drogi głównej dzieli bramę od prosektorium. Musieli tędy chodzić. Przenikliwym okiem gospodarza badać całą tę czerwonocegłą niepowściągliwość: wieżyczki, gzymsy, filary, schodki, ornamenty, załomy, zakamarki, daszki, wykusze. O czymś myśleć. Pewnie czasem o człowieku.

4 listopada 1904 r., dr Ludwig Scholz (dyrektor pierwszy)

Dwa dni temu wszystko odbyło się zgodnie z detalicznym planem: uroczyste poświęcenie, oficjalne otwarcie. Nawet litery na bramie ułożyły się w wyjątkowo harmonijny łuk: OBRAWALDE. Ta nazwa się utrwali – urzędowa brzmi 4 Posenenschen Provinzialirrenanstalt Obrawalde bei Meseritz.

Instytut dla psychicznie chorych w Meseritz jest już czwartym w samej tylko prowincji poznańskiej, ale dr Scholz ma nadzieję, że właśnie ten stanie się pomnikiem porządku, higieny, nowoczesnej myśli psychiatrycznej. Ledwie trzy lata minęły, od kiedy władze prowincji wykupiły 114 ha od mieszczanina Jokischa, a projekt zszedł z deski architekta Kublera. Projekt w dużej mierze typowy, ale 4 mln marek pozwoliły na nieprzeciętność. Jakież to zrobiłoby wrażenie na wielkim Filipie Pinelu, ojcu nowoczesnej psychiatrii, który za rewolucji francuskiej uwolnił szaleńców z kajdan. Przez wieki strącani jeszcze za życia w piekło więzień, w Obrawalde znajdą raj. Kobiety w pawilonach po jednej stronie drogi głównej, mężczyźni po drugiej.

Irrenanstalt będzie rządzony przez rozum, racjonalność, rachunek. Został pomyślany jako całkowicie samowystarczalny: własna sieć ciepłownicza, wodociągowa, kanalizacyjna, telefoniczna. Pobudowano już wille lekarskie i wioskę pielęgniarską (po latach ludzie będą na te szeregówki mówić: bombonierki). Gospodarstwo (zboża, ziemniaki, warzywa, bydło, trzoda) zapewni wyżywienie, a chorych wyzwoli ze zgubnej bezczynności i poczucia nieprzydatności. Podobnie warsztaty – stolarski, ślusarski, mechaniczny, elektryczny, tkacki. Jest własna kuchnia (8 kotłów parowych o pojemności 3 tys. litrów, 2 kotły do pieczenia parą, maszyny do czyszczenia i cięcia warzyw oraz obierania ziemniaków). Rozkwitnie ogrodnictwo (domek ogrodnika stoi). A po zbawiennej pracy będzie możliwość zasmakowania kultury fizycznej na odpowiednim poziomie. Zaprojektowano baseny, pompowane wodą z pobliskiej rzeki Obry, boisko sportowe z bieżnią i szatniami, korty, kręgielnię, kino (na razie nie wszystko jeszcze jest gotowe, ale nadejdą jeszcze dwie fale rozbudowy).

Dr Ludwig Scholz ma naprawdę powody do dumy z przynależności do niemieckiej psychiatrii. Od czasów Pinela nauka pogalopowała do przodu, zaś ta niemiecka przełomu stuleci XIX i XX odznacza się wyjątkowymi osiągnięciami w opisie i klasyfikacji chorób psychicznych. Paraliż, epilepsja, imbecylizm, idiotyzm, kretynizm, neurastenia, histeria, alkoholizm, morfinizm – wszyscy ci nieszczęśnicy ze swoich piekieł ujdą do obrzyckiego raju.

8 listopada 1928 r., dr Wilhelm Knust (dyrektor czwarty)

Mija właśnie tydzień, od kiedy dr Knust awansował z lekarza na dyrektora. Zna Obrawalde jak własną kieszeń: 1200 pacjentów, 300 osób załogi, 60 budynków. Od tego roku szpital będzie się oficjalnie nazywał Landes Heil und Pflegeanstalt – zakład leczniczy i opiekuńczy.

Po nieszczęsnym Wersalu w 1918 r. Mesritz został co prawda po niemieckiej stronie (15 km od granicy z Polską), ale wewnętrzne granice Niemiec się pozmieniały. Powstała prowincja Grenzmark Posen–Westpreussen i w Obrawalde rozsiadła się na lata jej administracja. No i te ciągłe wybory – w Obrawalde, oczywiście, zawsze instalowała się komisja. Pół roku temu wybierano posłów do Reichstagu. Sporo, można powiedzieć, szaleńców na listach. Goebbels z narodowych socjalistów, Thalmann – komunista, ciągle ci Polacy katolicy. Niekończący się bałagan w polityce.

Ale w Obrawalde znów będzie porządek. Szpital tymczasem rozpełzł się w rozmaitych kierunkach. Jest oddział położniczy i ginekologiczny – z dnia na dzień nie wyrzucisz. Jest oddział dla niemowląt i małych dzieci. Czyli sierociniec, bo to głównie dzieciaki pozamałżeńskie, zostawione w szpitalu do adopcji. Jest sanatorium dla dzieci, oddziały gruźlicze i chorób płuc. I dom starców. Wszystko to dobrze wychodzi na zdjęciach, ławeczki, ogródki, albo, o, te blondasy bawiące się na łące nad rzeką.

Dr Knust rozumie potrzeby ojczyzny. Nowoczesnej medycyny i opieki społecznej. Ale akcent położyłby jednak na psychiatrię. Trzeba by np. pilnie powołać lecznicę dla nerwowo chorych, bo ich przybywa, jak się teraz ocenia w kręgach medycznych, głównie w wyniku syfilisu, rozprzestrzenionego w czasie wojny 1914–18. Alkohol, morfina, kokaina, środki nasenne. Neurastenia i hipochondria. Oto są problemy wariackich lat 30.! Należy do tego podejść nowocześnie, w duchu Obrawalde. Terapia zajęciowa Simonche to przecież teraz światowy trend – dowiedziono, że chorzy, którzy pracowali w zakładach terapii zajęciowej, nie wymagają długotrwałego leczenia. Dlatego dr Knust – wbrew wszelkim krytykom – daje prawo chorym do gier stolikowych, ćwiczeń gimnastycznych, podsuwa prasę i posyła na filmy do sali kinowej. Dr Knust przychyla się nawet ku pomysłowi, by brali udział w zabawach tanecznych.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną