Biednym praca się nie opłaca

Etat na garnuszku
Coraz więcej Polaków kalkuluje: z zapomóg i zasiłków dostaniesz więcej niż na etacie. Spędzisz czas z rodziną, nie przemęczysz się. Polski system pomocy społecznej jest irracjonalny: zniechęca do pracy. Program 500 plus jeszcze to wzmacnia.
Według danych Głównego Urzędu Statystycznego w 2014 r. ze wsparcia ośrodków pomocy społecznej skorzystało ponad 1,1 mln gospodarstw domowych, czyli 2,9 mln osób.
Andrzej Sidor/Forum

Według danych Głównego Urzędu Statystycznego w 2014 r. ze wsparcia ośrodków pomocy społecznej skorzystało ponad 1,1 mln gospodarstw domowych, czyli 2,9 mln osób.

W krajach, które szczycą się sprawnym i skutecznym systemem opieki społecznej, obowiązuje jasna zasada: jeśli ktoś pójdzie do pracy, nie tylko nie utraci wsparcia, przeciwnie – dostanie premię za starania, za samodzielność.
Stanisław Ciok/Polityka

W krajach, które szczycą się sprawnym i skutecznym systemem opieki społecznej, obowiązuje jasna zasada: jeśli ktoś pójdzie do pracy, nie tylko nie utraci wsparcia, przeciwnie – dostanie premię za starania, za samodzielność.

Czas zacząć poważną publiczną debatę na temat tego, jak racjonalnie wspierać ludzi naprawdę potrzebujących pomocy państwa.
Andrzej Sidor/Forum

Czas zacząć poważną publiczną debatę na temat tego, jak racjonalnie wspierać ludzi naprawdę potrzebujących pomocy państwa.

audio

AudioPolityka Aleksandra Pucułek - Etat na garnuszku

Stary Brus, mała miejscowość w powiecie włodawskim, tuż przy granicy z Ukrainą. W gminie mieszka niewiele ponad 2 tys. osób. Połowa z nich korzysta z pomocy społecznej. Kierowniczka Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej Aneta Zając przyznaje, że niektórzy przychodzą tu jak po pensję. – Dzisiaj opłaca się być ubogim. Są osoby, które biorą od nas 4,5 tys. zł miesięcznie. To po co pracować? – pyta retorycznie. OPS mają do czynienia z kilkoma kategoriami podopiecznych. Oczywiście są wśród nich osoby, czasem całe rodziny, które bez pomocy sobie nie poradzą. Jak Justyna. Co miesiąc siada z kartką i przelicza. Teraz kupi bluzkę dla starszego syna, w przyszłym miesiącu buty młodszemu. Michał, starszy, siedem lat, chodzi do przedszkola integracyjnego, ma zespół Aspergera. Filip, trzylatek, choruje na astmę. Mąż zostawił Justynę, gdy urodziła drugie dziecko. Są w trakcie rozwodu. Alimentów nie ma jeszcze zasądzonych. Żyje z zasiłku rodzinnego, czyli 460 zł, i zasiłków celowych. I od kwietnia 2016 r. dwa razy po 500 plus (niski dochód – należy się na obu synów). Pani z pomocy społecznej powiedziała, że może jeszcze dostać świadczenia pielęgnacyjne – po 153 zł. Zgłosiła jednego syna, drugiego nie ma kiedy, bo zaświadczenia są potrzebne, trzeba ustawić się w kolejce w urzędzie, a z dwójką dzieci – to jak? Większość pieniędzy idzie na jedzenie, czynsz i leki. Justyna chciałaby pójść do pracy, do ludzi, wreszcie wyjść z domu – ale jak?

Według danych Głównego Urzędu Statystycznego w 2014 r. ze wsparcia ośrodków pomocy społecznej skorzystało ponad 1,1 mln gospodarstw domowych, czyli 2,9 mln osób. Samotne matki z małymi dziećmi, niepełnosprawni, osoby starsze, którym dzieci i wnuki powyjeżdżały za pracą do wielkich miast czy za granicę. Podopiecznych, zwłaszcza tych w podeszłym wieku, ośrodkom przybywa. – Powojenny wyż demograficzny wchodzi właśnie w zaawansowaną starość, żyjemy coraz dłużej i z wiekiem coraz więcej pomocy potrzebujemy – stwierdza Zuzanna Grabusińska, dyrektor Ośrodka Pomocy Społecznej w Warszawie na Pradze.

Lecz rośnie liczebnie także grupa tych, którzy są w wieku produkcyjnym, a nie pracują. Wielu po pewnym czasie mogłoby się usamodzielnić, pójść do pracy, zrezygnować z zasiłków, ale żyje na garnuszku państwa. Pracownicy socjalni obserwują kilka charakterystycznych kategorii swoich stałych „klientów”.

Oficjalnie bezrobotni

Michał ze wsparcia pomocy społecznej korzysta zwłaszcza zimą. Ma wtedy zasiłek okresowy, dostaje zasiłki celowe. Kiedy na życie nie starcza, to trzeba sobie jakoś radzić. Pomoże przy remoncie, ułoży płytki, pomaluje ściany. Pracuje na czarno. Tacy jak on – oficjalnie bezrobotni – to główny problem pomocy społecznej w Starym Brusie. W okolicy nie ma większych zakładów pracy, żadnej fabryki. Bezrobocie jest duże, co nie znaczy, że mieszkańcy gminy w ogóle nie pracują. Działa tu Zakład Usług Leśnych, gdzie z większością zatrudnionych nie zawiera się umów o pracę. – Przecież nie będziemy jeździli po lesie i szukali naszych podopiecznych, żeby udowodnić im, że mają dochód i nie muszą już korzystać z naszej pomocy – tłumaczy Aneta Zając. Niektórzy, gdy dostaną ofertę z urzędu pracy, mówią wprost, że nie zamierzają podjąć pracy. Inni udają zainteresowanie, ale podają dużo powodów, żeby nie pracować. Urzędnicy słyszeli już niemal wszystko. Bo miejsce pracy jest za daleko albo za blisko. Inni powiadają, że uczą się w szkole weekendowo, więc w tygodniu odrabiają pracę domową. Jeszcze inni tłumaczą się słabym zdrowiem, choć mają przeciwwskazania tylko np. do ciężkiej pracy fizycznej.

Wiele osób zarejestrowanych w urzędach pracy jest dłużnikami alimentacyjnymi. Jeśli podejmą legalną pracę, komornik zabierze im część wypłaty, a oni na „tę k… nie będą płacili”. Kolejni cenią wolność: na etacie trzeba będzie przychodzić do firmy, pracować od–do, a na czarno w każdej chwili mogą zrezygnować. Żeby nie zostać wyrejestrowanym z bezrobocia, idą na rozmowę do pracodawcy, ale robią wszystko, żeby zatrudnienia nie dostać. Kobiety zabierają na rozmowy kwalifikacyjne dzieci, żeby potencjalny pracodawca zobaczył, że będą mało dyspozycyjne. Mężczyźni nieraz symulują, że nadużywają alkoholu. Pracodawcy wpisują więc w papierach: kandydat nie spełnia kryteriów. A w swoich ofertach, w rubryce „wymagania” coraz częściej umieszczają podpunkt: „chęć do pracy”.

Lista świadczeń, na które może liczyć np. pięcioosobowa rodzina, gdzie dwoje rodziców nie pracuje, jest długa: zasiłek rodzinny, dodatek z tytułu wielodzietności na trzecie i kolejne dziecko, dodatek dla dzieci na dojazdy do szkoły (albo na internat), dodatek z tytułu rozpoczęcia roku szkolnego, comiesięczne stypendium szkolne dla ubogich rodzin i dofinansowanie na obiady, zasiłek okresowy (przyznawany raz na trzy miesiące), zasiłki celowe na zakup (odzieży, jedzenia, opału, leków) i dodatki mieszkaniowe. No i od kwietnia 500 plus. Miesięcznie rodzina z pięciorgiem dzieci może otrzymać w sumie ponad 4 tys. zł. – Jak zliczyć wszystkie świadczenia, to są to pieniądze o wiele większe niż te, które my tutaj zarabiamy – przyznaje kierowniczka GOPS w Starym Brusie.

Chcieliby, ale boją się

Monika ma czworo dzieci, najstarsze 12 lat, najmłodsze sześć. Jej mąż pracuje w firmie sprzątającej. Na umowie-zleceniu zarabia 1,2 tys. zł. Ona czasem mu pomaga, dorobi wtedy jakieś 300 zł. Jako osobom „uzyskującym minimalne dochody” należy im się z państwowego garnuszka: zasiłek stały 720 zł, zasiłek celowy 200 zł, zasiłek rodzinny 655 zł, dodatek mieszkaniowy 420 zł, 2 tys. w ramach programu 500 plus i dofinansowanie dla dzieci na obiady. Razem prawie 4 tys. zł. Część idzie na spłatę chwilówek. No i na mieszkanie. Ostatnio zamienili na większe, ponad 60 m kw. Stara kamienica, pokoje odnowili, wszystko zadbane, czynsz 750 zł. Z wykształcenia oboje są kucharzami, dostali nawet propozycje, żeby pracować w zawodzie – mieliby sami prowadzić bar. To ich marzenie: prowadzić swoją gastronomię. Okazja, ale odmówili. Duży obowiązek, a tu dziećmi trzeba się zająć. I pomoc społeczna już by nie pomagała. Więc chcieliby, ale się boją.

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną